Sąd apelacyjny w Brukseli orzekł, że rodzice mogą pozywać lekarzy, którzy nie rozpoznali u ich nienarodzonych dzieci "poważnej niepełnosprawności", argumentując, że powinni oni w odpowiednim momencie się o tym dowiedzieć.
- Szkoda, jaka musi być zrekompensowana nie jest niepełnosprawność sama w sobie, ale fakt, że dziecko się z nią rodzi – dodał.
- Aborcja jest w najlepszym interesie dziecka, którego rodzice usunęliby je, gdyby była ona legalna. Ustawodawca winien zapewnić możliwość usunięcia dziecka z poważnymi schorzeniami, nie tylko ze względu na matkę, ale przede wszystkim na dziecko – orzekł sąd.
Rozwój badań prenatalnych i legalizacja aborcji przyczyniły się do tworzenia nowych ram prawnych dotyczących tzw. "bezprawnego urodzenia". W konsekwencji, rodzice mogą pozwać do sądu szpital lub lekarza, który nie ostrzegł, że ich dziecko może być chore albo nie zaproponował aborcji.
Rozpowszechnianie tego typu postępowania przyczynia się z kolei do rozwoju przemysłu aborcyjnego, poziomu komfortu proaborcyjnych sądów i ustawodawców oraz rozrost eutanazyjnego lobby, które przekonuje, że śmierć jest lepsza, niż życie w niepełnosprawności.
Pogląd o "bezprawnym urodzeniu" staje się coraz popularniejszy na całym świecie. Jednak niektóre jurysdykcje go odrzucają – we Włoszech w 2006 roku sąd kasacyjny uznał, że nie ma czegoś takiego jak "prawo, żeby się nie urodzić. - Tak zwana "eugeniczna aborcja" jest niedopuszczalna, chyba, że płód uległ takiej deformacji, że stanowiłby zagrożenie dla życia matki – ustalił włoski sąd.
"Nienawistną dyskryminacją" nazwał decyzję belgijskiego sądu amerykański prawnik i ekspert bioetyki, Wesley Smith. - Belgowie uznają się uosobienie nowoczesnej tolerancji, a ten wyrok to po prostu dyskryminacja naszych niepełnosprawnych braci i sióstr – skomentował.
eMBe/LifeSiteNews
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
