Według relacji jednego z poszkodowanych, Adama Czarneckiego, "uśmiechnięta Polska tym razem obdarowała nas nie tylko uśmiechem, ale i przemocą". Aktywiści, którzy przyszli pokojowo wyrazić swoje poparcie dla kluczowej inwestycji infrastrukturalnej, zostali "siłą zniszczeni, przy jednoczesnym wyzywaniu od idiotów, kacapów czy agentów rosyjskich".

Ten bulwersujący incydent stanowi kolejny przykład, jak wyrażanie odmiennych poglądów politycznych wiąże się w Polsce z ryzykiem agresji ze strony radykalnych zwolenników partii przewodzącej koalicji 13 grudnia. Zamiast debaty merytorycznej, zwolennicy Tuska sięgnęli po przemoc, by stłumić głosy popierające budowę CPK.

Sam Czarnecki zwraca uwagę, że odpowiedzialność za ten atak spoczywa nie tyle na prowokujących jednostkach, ale na politykach, którzy "pchnęli swych zwolenników do agresji". To dobitnie ukazuje, jak bardzo zwolennicy Platformy są zmanipulowani przez swoich liderów do bezkrytycznego podążania za ich politycznymi interesami.

Rzekome nieoficjalne doniesienia, że Tusk ostatecznie ma poprzeć budowę CPK, świadczą o tym, że była to jedynie kolejna taktyczna deklaracja, mająca na celu zyskanie poparcia wyborców przed zbliżającymi się wyborami do PE. Nie powinno to jednak nikogo dziwić, biorąc pod uwagę reputację tego polityka, którego obietnice jedynie sporadycznie mają przełożenie na rzeczywiste działania.