Wolność słowa we Francji dużo kosztuje. Przekonał się o tym Eric Zemmour, który 12 stycznia został skazany za wypowiedź z 2018 roku. Za „rasistowską zniewagę” pisarz, obecnie również polityk, został skazany na 4 tys. euro grzywny. Ma też zapłacić 3 tys. euro odszkodowania i 2 tys. euro kosztów sądowych. Chodzi o wymianę zdań Zemmoura z córką migrantów Hapsatou Sy na antenie C8. To jeden z wielu procesów wytoczonych przeciwko publicyście.

Uniknąć procesu postanowił z kolei Michel Houellebecq. Przeciwko autorowi „Uległości” skargę skierował paryski meczet, oskarżając go o „prowokowanie nienawiści wobec muzułmanów”. Chodzi o rozmowę Houellebecqa z Michelem Onfrayem, którą opublikowano na łamach magazynu Front Populaire.

- „Myślę, że kiedy całe terytoria znajdą się pod kontrolą islamu, będą miały miejsce akty oporu. Będą ataki i strzelaniny w meczetach, w kawiarniach do których uczęszczają muzułmanie, w skrócie, będzie to Bataclan [miejsce zamachu islamskich terrorystów] na odwrót”

- stwierdził pisarz.

W innym miejscu powiedział natomiast:

- „Życzeniem rdzennej ludności francuskiej, nie jest jak mówią, żeby muzułmanie się asymilowali, ale żeby przestali ich okradać i atakować. Lub alternatywnie, by pozwolić im wyjechać”.

Rektor Wielkiego Meczetu Chems-Eddine Hafiz zawiesił skargę po tym, jak Houellebecq zdecydował się przesłać dziennikowi Le Figaro poprawioną wersję swojej wypowiedzi, w której zamiast muzułmanów pojawiają się „zagraniczni przestępcy”.

- „Czy możesz sobie wyobrazić Salmana Rushdiego piszącego nowe Szatańskie wersety, aby ułagodzić gniew ummy?”

- pyta Geoffroy Lejeune z tygodnika Valeur, komentując decyzję Houellebecqa.

Problemy pisarza się jednak nie kończą, ponieważ osobną skargę złożył już Związek Francuskich Meczetów.