Poseł Łukasz Mejza przypomniał wczoraj w Sejmie, że kilka dni temu minęła 12. rocznica zabójstwa Marka Rosiaka. 19 października 2010 roku były działacz Platformy Obywatelskiej Ryszard Cyba wtargnął do biura PiS w Łodzi i zastrzelił asystenta europosła Janusza Wojciechowskiego. Cyba zranił wtedy nożem jeszcze jednego działacza PiS – Pawła Kowalskiego.
- „Kilka dni temu do biura PiS na Nowogrodzkiej znów zapukały demony nienawiści. Młody człowiek chciał wedrzeć się do środka krzycząc, że chce zabić prezesa Jarosława Kaczyńskiego”
- mówił Mejza podkreślając, że atak ten „nie był przypadkowy”.
- „Jeszcze kilka tygodni temu Donald Tusk mówił: wystarczyłaby dużo mniejsza wątpliwość, żeby gościa wyprowadzić z NBP. Ja to zrobię, ja to wam gwarantuję. Jego prawa ręka, Tomasz Siemoniak, powiedział: przyjdą silni ludzie i go przekonają do tego, że nie jest prezesem NBP. Tusk w 2020 roku twierdził, że brutalny spór jest Polsce potrzebny”
- przypomniał parlamentarzysta.
Stwierdził, że Donald Tusk „pomylił życie z grą komputerową”.
- „To on te demony nienawiści wypuścił ze swojej politycznej puszki Pandory, którą otworzył, wracając z Brukseli do Polski”
- podkreślił.
Dodał, że „w Polsce uaktywnia się naczelny podpalacz i siewca nienawiści” w momencie, w którym za naszą wschodnią granicą trwa wojna, a reżim Łukaszenki prawdopodobnie planuje kolejny atak na polską granicę.
