8 listopada w Stanach Zjednoczonych odbyły się tzw. wybory połówkowe – przeprowadzane w połowie kadencji prezydenta. Amerykanie wybrali wszystkich przedstawicieli Izby Reprezentantów oraz jedną trzecią składu Senatu. W Senacie zwyciężyli Demokraci, którzy zdobyli co najmniej 50 mandatów. W liczącej 100 senatorów izbie, w przypadku remisu w głosowaniu, rozstrzygający głos należy do wiceprezydenta. Większość w Izbie Reprezentantów będzie jednak należeć do Republikanów.

Kontrola nad Izbą Reprezentantów umożliwi Partii Republikańskiej blokowanie inicjatyw Joe Bidena oraz wszczynanie śledztw dot. jego administracji. Partia Demokratyczna mimo to jest zadowolona z rezultatu wyborów, ponieważ spodziewano się większego zwycięstwa Republikanów. Zazwyczaj partia będąca w opozycji wobec prezydenta zwycięża w wyborach połówkowych, a Republikanom nie udało się zdobyć przewagi w Senacie. To m.in. konsekwencje porażek kandydatów promowanych przez Donalda Trumpa.

Najprawdopodobniej nowym spikerem Izby Reprezentantów zostanie Kevin McCarthy.

- „Amerykanie są gotowi na nowy kierunek i Republikanie w Izbie Reprezentantów są gotowi go realizować”

- napisał polityk na Twitterze.

Do zwycięstwa Republikanów odniósł się już prezydent Stanów Zjednoczonych.

- „W tych wyborach, wyborcy jasno wyrazili swoje obawy: potrzebę obniżenia kosztów, ochrony prawa wyboru i ochrony naszej demokracji. Jak powiedziałem w ubiegłym tygodniu, przyszłość jest zbyt obiecująca, byśmy ugrzęźli w politycznej wojnie. Amerykanie chcą, byśmy załatwiali dla nich sprawy”

- napisał Joe Biden.