- „Jak na władzę bankrutującą, trzyma się ona nader mocno. I nikt nie jest w stanie odpowiedzialnie orzec: PiS na pewno przegra. Czujemy, że wciąż może wygrać i to bez fałszowania wyborów”

- przekonuje publicysta.

Podkreśla, że „za zalęknione nadzieje” odpowiada przede wszystkim Koalicja Obywatelska. Postuluje też start opozycji ze wspólnej listy, co w jego ocenie jest kluczem do sukcesu. Zaznacza jednak, że opozycja nie może ograniczać się do bycia antypisem. Zauważa przy tym, że szansą dla opozycji może być wsparcie Brukseli, która jego zdaniem dopiero po porażce Zjednoczonej Prawicy uruchomi unijne środki dla Polski.

- „Jeśli więc opozycja, głównie KO, chce mobilizować wyborców za sobą, a nie tylko przeciw PiS, musi tworzyć wiarygodną opowieść o państwie sprawnych usług publicznych. Powinno to przyjść tym łatwiej, że najpewniej dopiero rządy po PiS-ie, przywracając praworządność, odblokują w pełni rzekę unijnych pieniędzy z KPO”

- pisze autor.