Sędzia Sądu Najwyższego o swojej decyzji poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych, gdzie opublikował list skierowany do szefa resortu sprawiedliwości.

- „W obecnej sytuacji nie widzę możliwości współpracy z Panem jako osobą, która prezentuje od początku swojego urzędowania postawę konfrontacyjną wobec niezawisłych i niezaangażowanych w spory polityczne sędziów oraz organów sądownictwa, w tym Krajowej Rady Sądownictwa”

- napisał prawnik.

- „Z najwyższym oburzeniem przyjmuję Pańską aprobatę dla ignorowania ostatecznych i prawomocnych orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego oraz Sądu Najwyższego, które mam zaszczyt być sędzią. Przypominam, że działania funkcjonariusza publicznego sprzeczne z ostatecznymi orzeczeniami TK stanowią rażące naruszenie Konstytucji RP. Formułowane przez Pana i pańskich współpracowników opinie przyczyniają się do destrukcji wizerunku władz RP i utrwalania fałszywego obrazu rzekomego chaosu prawnego”

- dodał.

To jeszcze jednak nie oznacza, że prof. Zaradkiewicz przestał być dyrektorem KSSiP. W kolejnym wpisie wyjaśnił, co teraz musi zrobić szef resortu sprawiedliwości.

- „Zrzeczenie się funkcji dyrektora Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury zgodnie z ustawą nie wystarczy do opróżnienia urzędu dyrektora - ustawa wymaga jeszcze dodatkowo aktu odwołania przez Ministra Sprawiedliwości, który może to zrobić DOPIERO po zasięgnięciu opinii dwóch organów - KRS, która rzekomo nie istnieje, oraz Krajowej Rady Prokuratorów, która obecnie w ogóle nie istnieje z uwagi na bezprawne „odwołanie” jej członków. Czekam zatem na prawidłowo dokonany akt odwołania, tzn. po opiniach tych dwóch ciał”

- napisał.

Prof. Bodnar musiałby więc „przyznać, że jego wypowiedzi kwestionujące prawidłowość składu KRS są nieprawdziwe i złożyć wniosek o opinię, przywrócić legalny skład Krajowej Rady Prokuratorów i złożyć wniosek o opinię, oczekiwać na opinię KRS oraz KRP”.