Fronda.pl: Konflikt za naszą wschodnią granicę zmierza w stronę petryfikacji: Ukraińcy się przegrupowują, a Rosjanie umacniają. Czy prawdopodobne jest wyprowadzenie przez którąś ze stron uderzenia w najbliższym czasie? Czy raczej tego rodzaju cisza na froncie działa na korzyść obu stron? Mówiło się, ze Putin zmierza w kierunku zawieszenia broni, żeby odbudować armie, ale możliwości wojsk ukraińskich tez nie są nieograniczone.

Gen. Roman Polko (generał dywizji Wojska Polskiego, doktor nauk wojskowych, były szef BBN): Obserwujemy obecnie jak Władimir Putin stara się uderzać w ukraińską infrastrukturę krytyczną. I pod tym względem obraz konfliktu wojennego pomiędzy Rosją i Ukrainą jednak nieco się zmienił. Natomiast na samym froncie ukraińskim Rosjanie rzeczywiście raczej okopują się na swoich pozycjach. Wydaje się, że Putin najprawdopodobniej chciałby teraz zamrożenia tego konfliktu i definitywnego przejęcia zdobytych już na Ukrainie terytoriów, w których posiadaniu się znajduje.

Rosyjski dyktator bardzo potrzebuje teraz tego czasu, aby móc przeszkolić rezerwy i zdobyć dla nich uzbrojenie. Zasoby logistyczne były bowiem już od samego początku wojny na Ukrainie ewidentną piętą achillesową armii Władimira Putina. Deklaracje wygłaszane publicznie przez rosyjskiego dyktatora na defiladach absolutnie nie znalazły bowiem potwierdzenia w rzeczywistości. Dawały za to o sobie regularnie znać braki sprzętu, którym Putin usiłował tak często straszyć Zachód.

Jeśli natomiast chodzi o stronę ukraińską to jej zasoby i możliwości są uzależnione właśnie od wspomnianego Zachodu. A konkretnie od tego, na ile będziemy skłonni wspierać Ukrainę w jej walce zbrojnej o niepodległość z rosyjskim najeźdźcą. Natomiast możliwości w tym zakresie sojuszu Północnoatlantyckiego są naprawdę ogromne i przewaga NATO nad Rosją jest w tym aspekcie co najmniej kilkunastokrotna.

Podczas, gdy Ukraina otrzymuje ogromne ilości broni z NATO, Rosja coraz bardziej zacieśnia współpracę wojskową z Iranem. Czy ta współpraca może być owocna? Co te kraje mogą sobie wzajemnie dać w zakresie uzbrojenia?

Rosja znalazła się w tej chwili w takiej sytuacji, że musi prosić choćby Koreę Północną, co już samo w sobie jest dla Putina niesłychanie upokarzające, czy też właśnie Iran - o pomoc w uzbrojeniu. Jeśli chodzi o podejście Iranu do współpracy z Rosją to postawa strony irańskiej wydaje się być w tym przypadku raczej dość klarowna. Sprzedaż uzbrojenia przez Iran stronie rosyjskiej wiąże się najzwyczajniej w świecie z kwestią zarabiania przez Teheran na tych transakcjach. Nie sądzę, by władze irańskie w jakimkolwiek stopniu zawracały sobie głowę łamaniem przez rosyjskich okupantów praw człowieka na Ukrainie czy jakimikolwiek wartościami deptanymi tam przez rosyjskich najeźdźców. Ruchy wykonywane przez władze Iranu wskazują jednak na to, że niespecjalnie chciałyby one mieszać się w ten konflikt politycznie czy też chwalić się swoim wsparciem zbrojnym dla Rosji. Irańczycy zdają bowiem sobie sprawę z faktu, że to Rosja w tym konflikcie jest agresorem i to agresorem barbarzyńskim, ludobójczym. Tak więc Teheran sprzedaje Moskwie swoją bronią a jednak oficjalnie udaje zdziwionego, skąd wzięła się ona w rękach i dyspozycji Rosjan.

Ukraińcy i USA alarmują, ze ten sojusz rosyjsko-irański stanowi zagrożenie dla światowego bezpieczeństwa. Czy jest to określenie na wyrost? Czy może obydwa kraje nie są tak słabe, jak wydaje się myśleć cześć opinii publicznej?

Wystarczy nieco bliżej przyjrzeć się w pewnym obiektywnym wskaźnikom, choćby takim, jak PKB czy środki przeznaczone na uzbrojenie i armię, a będziemy mieli odpowiedź na tego rodzaju pytania. A prawda jest taka, że jedyne czym może dziś Rosja straszyć świat i czym rzeczywiście go straszy - jest to broń atomowa. Okazuje się bowiem, że w zwyczajnej wojnie konwencjonalnej, uważający się za mocarstwo Rosjanie przegrywają nawet ze znacznie słabszą od nich potencjalnie Ukrainą. Owszem ta Ukraina regularnie jest wyposażana w sprzęt oraz korzysta z ogromnego wsparcia  w uzbrojeniu, które od samego początku konfliktu płynie ze strony NATO i państw zachodnich. Tylko gdzie w tym wszystkim te miliony rosyjskich żołnierzy i „wspaniały” sprzęt, którym Rosjanie tak chętnie przez lata się chwalili, a dzięki którym mieli oni błyskawicznie zdusić opór Ukrainy podczas operacji specjalnej, jak nazywano na Kremlu agresję zbrojną wymierzoną w sąsiednie państwo.

Natomiast Iran być może cieszy się dość mocną pozycją w swoim regionie, jednak ciężko byłoby go nazwać potęgą wojskową. Kluczowe znaczenie mają dziś takie państwa, jak: Stany Zjednoczone, Chiny czy Indie. Jeśli cokolwiek może jeszcze wpłynąć na zmianę postawy Rosji to ewentualne mocne wsparcie udzielone jej przez Chiny. A jednak tego wsparcia ze strony chińskiej, jak dotąd, absolutnie nie ma.  A nie ma go również zapewne i ze względu na to że Pekin kalkuluje i dostrzega w swym ewentualnym zaangażowaniu w ten konflikt poważne zagrożenie dla rynków globalnych, a tym samym dla własnych interesów gospodarczych. Jednym słowem Chińczycy nie mogą sobie pozwolić na to, aby jakiekolwiek działania wojenne wpłynęły na obniżenie ich PKB.

Jako pierwszy afrykański kraj, arabskie Maroko przekazało Ukraińcom uzbrojenie, a konkretnie części do czołgów. Jak ocenia pan tego rodzaju zaangażowanie? Dotychczas kraje arabskie raczej demonstracyjnie odcinały się od polityki sankcji wobec Rosji.

To, co jest kluczowe i co powinien dziś robić Zachód to właśnie pozyskiwać te kraje neutralne. Pokazywać im rzeczywiste oblicze tej wojny - zbrodnie, ludobójstwo ale i ogromne zagrożenie. Jeżeli bowiem Rosji udałoby się drogą agresji militarnej opanować Ukrainę to automatycznie przecież wszystkie tego rodzaju kraje stanęłyby w obliczu bardzo podobnego, poważnego zagrożenia dla własnego bezpieczeństwa oraz niepodległości. Państwo, które posiada nie tylko broń atomową, ale również ambicje imperialne mogłoby bowiem, stawiając się w roli mocarstwa, na drodze szantażu nuklearnego i militarnego mogłoby bowiem bez większego problemu narzucać swoje warunki oraz dyktować własną politykę wszystkim mniejszym i słabszym od siebie krajom. Stąd też ta polityka solidarności z Ukrainą, która pojawia się na świecie. Mam nadzieję, że nie będzie to tylko i wyłącznie Maroko, ale że przyłączą się do tego wsparcia również inne kraje, które póki co starają się trzymać z dala od tego konfliktu i głosić politykę neutralności.

Na granicy dzielącej Chiny i Indie po raz kolejny już doszło do walk pomiędzy żołnierzami chińskimi i hinduskimi. Była to co prawda głównie walka na kije i kamienie, ale pamiętajmy jednak, że oba kraje są czołowymi potęgami militarnymi świata, dysponującymi potencjałem nuklearnym. Czy to, co dzieje się obecnie na granicy chińsko-indyjskiej może stanowić jakieś poważniejsze zagrożenie dla światowego bezpieczeństwa?

Chiny w przeciwieństwie do Rosji upatrują swoich przewag  raczej w dziedzinie gospodarczej czy ekonomicznej. Wystarczy popatrzeć, jaką potęgę gospodarczą potrafili uczynić z własnego państwa Chińczycy. Jeśli dalej tak pójdzie i te trendy się utrzymają, to Chiny są na dobrej drodze, by wyprzedzić w tym wyścigu gospodarczym Stany Zjednoczone i stać się pod tym względem największą potęgą na świecie. Wydaje się, że właśnie na tym Pekin skupia w głównej mierze swoją uwagę.

Natomiast jakiekolwiek zaangażowanie w działania wojenne ze strony Chin mogłoby te wysiłki zniweczyć. Wydaje mi się, że na obecnym etapie Chiny raczej nie upatrują swych sukcesów w dziedzinie polityki globalnej w jakichś potencjalnych zdobyczach terytorialnych czy sukcesach militarnych. Wydaje się, że na granicy pomiędzy Chinami i Indiami mamy raczej do czynienia po prostu z jakiegoś rodzaju konfliktem regionalnym. Natomiast nie sądzę i nawet specjalnie nie widzę takiej możliwości, by w obecnej sytuacji Chiny miały na drodze militarnej dążyć do rozstrzygnięcia sporu granicznego z Indiami w tamtym regionie.

Bardzo dziękuję za rozmowę.