Od początku tego roku toczy się postępowanie przeciwko Węgrom o zamrożenie 7,5 mld euro funduszy dla tego kraju.

6 grudnia decyzję w tej sprawie podejmą ministrowie finansów państw członkowskich UE.

Próba ukarania Węgier wcale nie musi jednak zakończyć się sukcesem - uważają publicyści Spiegla Ralf Neukirch i Jan Puhl. Ich zdaniem dla KE byłby to prawdziwy blamaż.

"Nie widzę wymaganej kwalifikowanej większości krajów UE (15 z 27 państw Unii obejmujących 65 proc. ludności UE – red.) dla ukarania Węgier" - powiedział Spieglowi anonimowy unijny dyplomata.

Publicyści uważają, że na Węgrzech zbudowany został system oparty na nepotyzmie i korupcji. Komisja Europejska ułatwiła jednak Orbanowi uniknięcie kary ze względu na uzgodnienie 17 reform, które węgierski rząd ma wdrożyć do 19 listopada.

Węgry mają wobec tego efektywniej współpracować z unijnym urzędem do spraw zwalczania korupcji oraz mają powołać „Urząd ds. Nieskazitelności”, którego zadaniem będzie walka z przekupstwem.

"Jeżeli Orban zrealizuje wszystkie punkty z listy, dostanie swoje pieniądze" - uważają jednak publicyści. Ich zdaniem formalnie system demokratyczny na Węgrzech nie został naruszony, a ewentualnie braki w praworządności są znacznie trudniejsze do zidentyfikowania niż np. w Polsce.

"W Polsce rząd może być przedmiotem sankcji, ponieważ powołał Izbę Dyscyplinarną i obsadził na nowo gremium odwoławcze dla sędziów, co było widoczne dla wszystkich. Niedemokratyczne elementy w systemie Orbana są dużo trudniejsze do zidentyfikowania" - czytamy.

Jeśli Orban wdroży swoje reformy i uniknie kary, w ocenie publicystów UE poniesie porażkę na wielu polach.

"Jeżeli Węgry przeforsują swój plan, jeden z najsilniejszych instrumentów obrony praworządności w UE ulegnie zniszczeniu" - ostrzegł także cytowany w artykule poseł niemieckich Zielonych Daniel Freund.