„Ci panowie chcieli strzelać” – powiedział kard. Wyszyńskiemu, aresztowany wraz z nim i poddany nieludzkim torturom, sekretarz prymasa Polski, bp Antoni Baraniak.

„Szkoda, że nie strzelali, wiedzielibyśmy, że to napad, a tak to nie wiemy, co sądzić o tym nocnym najściu” – odpowiedział prymas Wyszyński.

W późny piątkowy wieczór 25 września 1953 roku do bramy rezydencji arcybiskupa zaczęła natarczywie dobijać się grupa mężczyzn, natomiast inna grupa przeskoczyła mur i natknęła się na bp. Baraniaka – czytamy na oficjalnej stronie archidiecezji gnieźnieńskiej, wspominającej tamte dramatyczne wydarzenia.

Kard. Wyszyński schodząc z piętra na parter zapalił wszystkie światła – niech Warszawa wie, co dzieje się w domu prymasa.

Jeden z oficerów wyciągnął z teczki dokument Rady Ministrów, który nakazywał prymasowi opuścić miasto i zamieszkać w wyznaczonym miejscu oraz zakazywał mu wszelkich czynności związanych z piastowanym urzędem. „Czytałem – napisał później – by nie zaogniać napiętej sytuacji”.

Prymas Wyszyński zdążył jeszcze na ręce bp. Baraniaka złożyć oświadczenie, że z pełnionych stanowisk nie rezygnuje

Po północy z różańcem i brewiarzem w ręku siedział już w samochodzie, który eskortowało sześć innych aut. Nad ranem kard. Wyszyński dotarł do pierwszego miejsca swego internowania w klasztorze kapucynów w Rywałdzie.

Co ciekawe, wykonanie planu Bolesława Bieruta zakładającego aresztowanie prymasa Wyszyńskiego wstrzymywał sam Stalin, który tłumaczył Bierutowi, że jeszcze jest zbyt wcześnie na tego typu drastyczne ruchy i należy poczekać na odpowiedni moment.

Bierut poczekał więc na śmierć Stalina i po niej otrzymał już z Moskwy zielone światło dla wdrożenia swego planu brutalnej walki z polskim Kościołem.