Szeptucha zdejmuje urok z prezydenta! - zdjęcie
24.04.15, 08:50fot. za Fakt.pl

Szeptucha zdejmuje urok z prezydenta!

6

Pani Stanisława Lewicka ze Średniej Wsi na Podkarpaciu sama siebie nazywa „uzdrowicielką”. Na co dzień leczy ludzi ziołami i modlitwą, za co nie chce pieniędzy. I choć jest apolityczna – z dobroci serca postanowiła odczynić urok, który niczym czarne chmury kłębi się nad prezydencką głową. – Czasami wystarczy, że ktoś popatrzy na ciebie źle i nieszczęście gotowe. Dotyczy to zwłaszcza osób, które nie są nam życzliwe. Zła energia przechodzi na nas – tłumaczy uzdrowicielka. – Zły urok można rzucić świadomie albo i nie – dodaje. A jak wiadomo, niechętnych prezydentowi nie brakuje. Ale na szczęście pani Lewicka – jak sama mówi – ma dar i potrafi zdejmować złe uroki.

A oto co szeptucha powzięła by ratować Komorowskiego. "Najpierw spaliła len. Prezydent musiał mieć duży problem, bo – jak się dowiedział "Fakt"- im większy płomień, tym groźniejszy urok! A ten ogień do najmniejszych nie należał…Kolejna część mistycznego rytuału to modlitwa. Jaka dokładnie? To już tajemnica szeptuchy.

Zobacz film TUTAJ

P.S. Oczywiście portal Fronda.pl nie popiera takich praktyk ratowania Głowy Państwa:)

mm/Fakt.pl

Komentarze (6):

anonim2015.04.24 9:00
Urok to on ma, polega on na rozpiętym rozporku i obrabianiu ptaka domowego na Mazurach. Prowadzi w sondażach i dystansuje klasą Dudę.
anonim2015.04.24 9:05
"A jak wiadomo, niechętnych prezydentowi nie brakuje." mówi uzdrowicielka Lewicka. Ja jestem życzliwy Komorowskiemu, dlatego widziałbym go w apartamentach we Wronkach. Zadbałbym ponadto, by mu kukurydzy nie zabrakło.
anonim2015.04.24 9:19
No to cos wam powiem o szeptuchach. Z rodzinnej ksiegi opowiesci. Przed wojna na kresach przyszla do ksiedza kobieta z placzem, ze maz zmarl, dzieci mnostwo, zyc za co nie ma. Ksiadz sie podrapal, chwile pomyslal, i powiedzial tak: zostaniesz szeptucha. Bedziesz leczyc ludzi zakleciem o tresci: "szla sabaka przez most, cztery nogi piaty chwost. Czy pomoze, nie pomoze, to zaszkodzic to nie moze". Kobieta podziekowala i odeszla. Wiele lat pozniej ksiadz zachorowal. W jego gardle zrobil sie ropien. Poslano po lekarza, ale wciaz go nie bylo, a ropien puchl w oczach i ksiadz zaczynal sie dusic. Ktos rzucil pomyslem, by wezwac uzdrowicielke. Cieszyla sie bardzo dobra slawa, ludzie chwalili ja pod niebiosa. Ksiadz sie zapieral, bo w zabobony nie wierzyl, ale jak smierc mu zajrzala w oczy, to pekl. Poslano po kobiete. Gdy ksiadz zobaczyl, kto stanal w drzwiach i rozpoznal wdowe, ktorej podyktowal zaklecie wiele lat temu, dostal takiego ataku smiechu, ze ropien pekl, a ksiadz odzyskal zdrowie. Zycie bywa niekiedy naprawde zaskakujace :-) Moja babcia przysiegala na wszystkie swietosci, ze to historia z jej rodzinnych stron. Ale byc moze to tylko przedwojenna legenda miejska.
anonim2015.04.24 10:03
Szczerosc modlitwy ocenia Bog... Ja tylko prosze Cie Boze za takie szeptuchy by jednak Moca Twoja wojowaly, a nie jakas moca inna... Bo inna moc to wiadomo od kogo... Z Bogiem...
anonim2015.04.24 10:18
na Mazury macać kury!
anonim2015.04.24 13:47
Trzeba nazwać rzecz po imieniu, to zwykła wiedźma.