26.08.16, 17:00

Szatan i Marta Robin

Szatan w życiu Marty Robin

Całkiem sama na szczycie ponad przepaścią, dusza łaknie Boga, ale czuje się odrzucona. Umiera, nie mogąc umrzeć.
Siostra Faustyna z Krakowa

W dwadzieścia dwa dni po narodzinach, podczas chrztu Marta, jak wszystkie katolickie noworodki w tamtym czasie, została poddana obrzędowi egzorcyzmów, który odprawił po łacinie proboszcz Caillet: „Niechaj ten znak świętego Krzyża, który kreślimy na czole tego dziecka, nigdy nie zostanie zelżony przez ciebie, demonie przeklęty. Zaklinam cię, duchu nieczysty, w imię Jezusa Chrystusa i mocą Ducha Świętego, wyjdź z tego boskiego stworzenia, które nasz Pan raczył powołać do życia, aby stało się świątynią żywego Boga i pomieszkaniem Ducha Świętego”. Jak się wydaje jednak, nie odstraszyło to ducha nieczystego!

Dla Marty jak dla większości mistyków chrześcijańskich, demon był postacią realną. Nie miała żadnych wątpliwości co do jego istnienia. Niepokoił ją, aby przeszkodzić działaniu Boga w niej i jedności z Chrystusem. listopada r., w noc po wstąpieniu Marty do Trzeciego Zakonu Świętego Franciszka, jej śpiącą obok matkę obudził rozdzierający krzyk. Marta powie później: „Uderzył mnie diabeł”. Miała wybite dwa zęby!

Było to bezpośrednie działanie na nią, ale także zmierzające do przeszkodzenia w założeniu Ogniska. Jeanowi Guittonowi powiedziała: „Planuje przeszkody, aby zniszczyć Ognisko”. Mamy też świadectwo ojca Fineta: „Pod koniec drugich rekolekcji (było to Boże Narodzenie r.) chciałem zakończyć nasze pięć dni nocną adoracją.

O świcie rekolektanci poszli do siebie. Ja położyłem się o dziewiątej rano. O dziesiątej zostałem wyrzucony z łóżka przez trzęsienie ziemi, którego epicentrum znajdowało się w miejscu, gdzie było Ognisko Miłości. Marta uznała, że to demon w swej wściekłości chciał Ognisko zniszczyć. Demon był dla niej przeciwnikiem zawziętym, z którym ścierała się osobiście nawet w najbardziej intensywnych momentach swego mistycznego życia”. „Marta – pisze ksiądz Peyret – przeżywając co tydzień na nowo Mękę, podejmowała wspólnie z Chrystusem walkę z mocami piekieł”. Zmagania te potwierdzali liczni świadkowie: „Kiedyś, opowiada matka Lautru, gdy weszłam do Marty, poczułam spaleniznę. Ojciec Finet powiedział: „coś matce pokażę” i odsłonił przedramię Marty, na którym widniała spalenizna długa na palec”.

Kanonik Berardier, proboszcz z parafii św. Ludwika w Saint-Etienne, uczestniczył w takiej „walce” w sierpniu r., pewnego czwartkowego wieczoru w towarzystwie ojca Fineta i dra Ricarda opowiada: „Marta jęczy cicho, ale boleśnie. Rozpoczynamy różaniec i nagle widzimy, jak jej ciało zostaje gwałtownie ciśnięte w prawo i w lewo, jak uderza mocno głową o mebel znajdujący się między jej łóżkiem a ścianą”. A przecież Marta jest sparaliżowana. Jak to możliwe, żeby odzyskiwała władzę w ciele w czasie stanów nieświadomości? Kanonik Berardier mówi dalej: „Wydawało się oczywiste, że to zły duch. Doktor Ricard opowiadał, że znalazł kiedyś wyraźne ślady duszenia. Następnego dnia usłyszeliśmy wyraźnie Martę wydającą charczące dźwięki, jak ktoś, kogo ściskają za gardło i kto się dusi. Zresztą wiele razy mówiła swojemu kierownikowi (duchowemu), że to demony i że jest ich legion, jak mówiła, krążą wokół niej i próbują ją udusić.

W piątek o godz.. dołączamy do księdza Fineta czuwającego przy Marcie już od ponad dwu godzin. Jej ciało znalazł prawie poza łóżkiem, z głową o kilka centymetrów od podłogi. Z ust Marty wydobywa się nieprzerwana skarga i niepokój ściska nam duszę. Jej głowa na poduszce przekręca się z lewa na prawo. ch, idźże sobie! Cicho bądź! Czasami Marta dodaje: Uspokoisz się w końcu? I tak ci się nie uda! Pewnie wtedy szatan chwyta się ostatniej z możliwych pokus sugerując jej, iż cierpi na próżno”.

A oto świadectwo ojca Pagnoux: „Ojciec Finet otrzymał moc podnoszenia Marty, mógł ułożyć na poduszce jej głowę uderzającą właśnie o komodę, podnieść ją, kiedy bywała wyrzucana poza łóżko, albo kiedy jej włosy były przypalane przez demona”. Ojciec Pagnoux opowiada też o „atakach wewnętrznych, które miały ją zniechęcić, przekonać, że jej życie nie miało sensu, że niczego nie umiała, a jej ojciec duchowy był przeciw niej, gdyż wyśmiewał ją i krytykował za plecami”. Zgodnie z nauczaniem Kościoła demon nie ma żadnej mocy nad osobą ochrzczoną, może co najwyżej ją niepokoić (o ile nie popełni ciężkich grzechów mogących spowodować opętanie). U Marty na przykład posiać wątpliwość co do jej misji, czasem wszystko zniszczyć wokół niej, dlatego trzaska okiennicami, drze jej zeszyt. Ukazuje się pod postacią monstrualnych zwierząt albo ludzi. „Wszędzie rozrzuca skórki od bananów” – mówi zrezygnowana Marta. „Kiedy podnosił rękę na jej dziewicze ciało – zauważa Jean Guitton – przemieszczał je, uderzał nim o ścianę, rzucał na ziemię. Nigdy nie była jednak ranna ani nawet odkryta. Nieczysty respektował jej wstyd”. Jednakże szatan nasila próby wytrącenia Marty z równowagi psychicznej, „l listopada – pisze Jean Barbier – diabeł zwichnął jej kręgosłup. Ból był nie do wytrzymania”. Ojciec Finet idzie jeszcze dalej: „Demon złamał jej kręgosłup, tak więc cierpiała strasznie i nie mogła się poruszyć. Co nie przeszkodziło demonowi potrząsać nią na wszystkie strony. Co więcej, uderzał jej głową w koronie cierniowej o mebel za łóżkiem. Można zobaczyć jeszcze kilka śladów po cierniach”. Po czym, wracając wiele lat wstecz: „Kiedy demon to robił, wspólnie z biskupem Picem próbowaliśmy przytrzymać ją. Czasami jednak wymykała mi się z rąk i mimo wszystko uderzała o mebel. Trudno było mi ją utrzymać. Biskup C. Pic niewiele mógł, wyrwało mu ją z rąk i cisnęło na komodę. Czasami demon próbował ją udusić. Mój szwagier, dr Ricard, zaobserwował kiedyś, jak jej szyja naciskana była ręką, której nie widział. Książę kłamstwa mawiał do Marty: Myślisz, że twój ojciec duchowy cię lubi? Kiedy nie ma cię przy nim, śmieje się z ciebie! Marta tak się przejęła, że musiałem ją uspokajać.

Kiedy demon dokuczał, Marcie ukazywała się Najświętsza Panna. Ona to oczywiście nie pozwalała jej udusić”. Trudno skończyć cytowanie ojca Fineta: „Jako jej ojciec duchowy byłem często jej powiernikiem i widziałem niejedno, na przykład, jak bardzo demon zawziął się na nią i jak Święta Panna ją chroniła”. „Coraz bardziej stawał się zawzięty, czasami rzucał się na otaczające przedmioty, czasem na jej ciało, ale przede wszystkim starał się dotknąć najczulszych strun jej osobowości. Przyjdzie taki czas, że więcej będzie można powiedzieć na temat jego działania w życiu Marty. Widać tu wiele analogii z doświadczeniami, jakie spadały na Proboszcza z Ars. W ten sposób szatan próbował ją niepokoić, przekonując zwłaszcza o bezcelowości cierpienia za zbawienie dusz, a nawet o konieczności opuszczenia gospodarstwa rodziców, aby nie przeszkadzać Bogu w działaniu”.

Ojciec Finet kładzie nacisk na fizyczne przejawy działania złego ducha, na to, co parapsychologia nazywa Poltergeist („duchy dokuczające” lub zjawisko ekstenoryzacji). „Można było na przykład zauważyć, że o ile do r. Marta modliła się na głos, o tyle później robiła to po cichu. Co się działo? Kiedy rano przychodziłem do jej pokoju (zamykanego na klucz), wszystko było pozrzucane na podłogę, książki, przedmioty. Marta opowiadała, że demon zwracał się wprost przeciwko niej. Zabierał poduszkę, szal i bieliznę, uderzał jej głową o szafkę. Jednak choć miała z nim wiele problemów, to wiele czasu spędzała także z Najświętszą Panną. Nagle przestała się skarżyć. jcze. Mama tutaj jest. Marta widziała postać, ja nie widziałem niczego. Przez następne dwie godziny modliliśmy się wspólnie do Najświętszej Panny. Zawsze tak było w każdą sobotę i niedzielę i to przez czterdzieści pięć lat”. Zastanawiające, że ataki demona miały najczęściej miejsce, kiedy Marta cierpiała Mękę. Francoise Degaud, jedna z asystentek Marty, w ciągu ostatnich dziesięciu lat jej życia, opowiadała mi, że oburzało ją bardzo, iż Martę zostawiano samą w tych strasznych chwilach: „Cierpiała bez przerwy. Mawiała: Nie ma ani jednego milimetra mojej istoty, który nie byłby cierpieniem. Tylko ojciec Finet był w tych momentach przy niej. W czasie jego nieobecności nie było nikogo. Odchodził i zabierał klucz. Sama Marta o to prosiła. Nawet ojciec Finet nie mógł nic zrobić, żeby jej ulżyć. Zostawała sama jak Chrystus: samotność i bezbronność wobec cierpienia. Kiedyś ośmieliłam się zapytać ojca Ravanela: Czemu zostawia się ją samą, kiedy jest nękana przez demona? Odpowiedział: Zdaniem ojca Fineta nikt nie może wytrzymać jego obecności. Nie mamy dosyć siły. Oto dlaczego. To tajemnica jej życia”.

Yvelina Lecerf, jedna z częstych uczestniczek rekolekcji w latach siedemdziesiątych, powiedziała mi: „Nie można było interweniować w jej boskie sam na sam z Jezusem ukrzyżowanym”. Jakkolwiek wielkie byłoby zakłopotanie umysłów „racjonalnych” wobec tej kwestii, nie można pominąć w życiu Marty obecności demona. Zbyt często mówiła o tym, podobnie jak i świadkowie jej życia, dotyczyło to nawet spraw mało istotnych: Odwiedza ją pewien jezuita z Tuluzy. Nagle słyszy, że leci woda w umywalce znajdującej się w sypialni.

– Ciekawe, kran, który się sam odkręca!
– Mam z „nim” trochę kłopotu. Postanowił dla zabawy odkręcić kran, bo wiedział, że wyschły mi wargi. Czy ksiądz mógłby zakręcić tę wodę?

Oczywiście Jean Guitton próbował dowiedzieć się czegoś więcej. Marta nie robiła uników.

– Znam go. Jest bardzo inteligentny! A jaki piękny! Gdyby pan wiedział! Bóg zostawił mu urodę, wielkość. Jest przebiegły. Ucieka się do niesamowitych sztuczek. Kiedy szuka go pan w jakimś miejscu, pojawia się w innym! Ale wie z całą pewnością, że zostanie pobity. Tak naprawdę ma mało interesującą pracę.
– A więc Marto, pani ma z nim jakieś kontakty?
– No, może nie dokładnie kontakty! Ograniczam się do znoszenia jego ataków. Czasami zdarza mi się widzieć jego twarz. Mówiłam już, że jest piękny, to prawda. Ale nie można powiedzieć, że jego twarz jest jasna. Raczej jest oślepiająca. Zawsze jest wściekły. Ale kiedy ukazuje się Najświętsza Panna, nic nie może jej zrobić. Maryja jest tak piękna nie tylko twarz, ale jej całe ciało. On zaś może naśladować wszystko. Udaje nawet Mękę Chrystusa. Ale nie może udawać Dziewicy. Nie ma nad nią władzy. Kiedy zjawia się Maryja, żeby pan widział tę ucieczkę w popłochu!

Nawet agnostycy są poruszeni. Bez względu na występowanie zewnętrznych oznak parapsychologicznych stwierdza się w towarzystwie Marty i tylko Marty obecność nieproszonego gościa, który przyszedł siać zamęt. Yveline Lecerf powiedziała mi: „W Chateauneuf wyczuwało się fizyczną obecność demona. Baliśmy się. Nocą mieliśmy koszmary. Podobnie zresztą było w Ognisku Miłości w La Flatiere. Nigdy nie mówiono o demonie, ale o przeciwniku. Ponieważ doświadczyłam jego siły, szanuję go. I boję się”.

A oto inne świadectwo, które złożył w mojej obecności dr Alan Assailly, specjalista od stanów mistycznych, którego uczciwość i kompetencje neuropsychiatryczne stawiają w rzędzie świadków wyjątkowych. Dla niego demon jest żywą rzeczywistością: „Kiedyś, gdy ojciec Finet i ja rozmawialiśmy z Martą, nagle i bardzo mocno jej głowa uderzyła o mały mebel znajdujący się po lewej stronie łóżka. Powtarzało to się z zadziwiającą prędkością, jednym skokiem znalazłem się przy łóżku, próbowałem złagodzić uderzenia, przytrzymując Martę za ramiona. Z przerażeniem poczułem, że to wątłe, niewinne ciało było miotane niczym całkowicie bierna, żałosna, rozwalająca się kukła. Twierdzę, że ruchy te w niczym nie przypominały drgawek histerycznych, które dane było mi oglądać w czasie długiej praktyki medycznej. Podniósł się też ojciec Finet. Niech ją pan zostawi, powiedział. Później, zwracał się autorytatywnie do szatana: W imię Chrystusa Jezusa, jego świętej Matki Maryi Dziewicy oraz świętego Kościoła, rozkazuję ci natychmiast zostawić Martę! Wszystko ucichło, znów spokojnie leżała w swoim łóżku.

Podkreślić pragnę, że Marta, ofiara ekspiacyjna, poddana – jak wiele innych osób – atakom demona, nigdy nie była opętana. Nasz medyczny język źle przystaje do zjawisk towarzyszących stanom tego rodzaju. I jeśli ostatecznie zgadzam się, że można mówić o stanach „padaczkowych” czy „zbliżonych do histerycznych”, to niezależnie od śladów, jakie pozostawiło u Marty zapalenie mózgu, demon może oddziaływać na sferę instynktów i zmysłów, czyli na jądro podkorowe, z którym są one powiązane. Trzeba jednak wyraźnie oddzielić mechanizm od wywołującego go czynnika” (Świadectwo zapisane października r.).

Doktor Couchoud napisał kiedyś do Jeana Guittona: „Zapomniałem opowiedzieć panu o jednym z aspektów jej życia, niepodważalnym, choć dziwnym. Podobnie, jak mówi się o Proboszczu z Ars i jego zmaganiach z diabłem, Martę także nęka – chociaż nie może pokonać – dziwny partner, rodzaj złego ducha Poltergeist, który – jak gdyby w rozpaczy – robi jej nieprzyjemne kawały. Podobne zjawiska zauważyłem w życiu wielu mistyków”.

Wspomina o tym raport lekarski Dechaume’a i Ricarda (kwiecień r.): „W październiku r.* chora miała pierwszy wyraźny kontakt z demonem, ale nie widziała go oczyma ciała. Była to wizja „wyobrażeniowa” w postaci monstrualnych, nienormalnych zwierząt. Widziała go i później oczyma ciała, tym razem w ludzkiej postaci. Byli to osobnicy nadzy lub ubrani, którzy przysuwali się do jej łóżka i potrząsali nim, ją samą policzkowano, popychano, bito, była rzucana na lewo i prawo. Obecnie już nie widuje demona oczyma ciała, dzieje się to bardziej w sferze intelektu. W każdy czwartkowy wieczór około. czuje się całkowicie sama, opuszczona przez wszystko i wszystkich, z duchowego i ludzkiego punktu widzenia, demon już jest przy niej i zaczyna ją męczyć”. Jak to wszystko się zakończy? Marta powiedziała ojcu Finetowi: „Demon powiedział mi, że postawi na swoim. Jestem pewna, że nie złoży broni, póki tlić się będzie we mnie choćby jedno tchnienie życia. [Jedynie] śmierć będzie dla mnie końcem walki”.

Czy to on zniszczy ją fizycznie lutego r.? Ale przecież powinien już powrócić czas do Miłości, skoro wypełniła swoją misję.