Synod amazoński. Co powiedziałby Benedykt XVI? - zdjęcie
10.08.19, 17:50Fot. Giuseppe Ruggirello via Wikipedia, CC BY-SA 3.0

Synod amazoński. Co powiedziałby Benedykt XVI?

3

Marsz ku Synodowi Amazońskiemu coraz bardziej rozumiany jest jako zażarta bitwa, której epicentrum stanowią Niemcy, i w której stawka jest bardzo wysoka: istota misji Jezusa, a zatem także Kościoła” - pisze watykanista Sandro Magister.

W swoim tekście podkreśla on, że wraz ze zbliżaniem się synodu, rośnie też temperatura dyskusji na temat kierunków zmian, jakie ten może wytyczyć Kościołowi – czytamy na łamach pch24.pl. Watykanista zaznacza, że mocny, niemiecki głos słyszalny jest po obu stronach sporu i sam papież Franciszek nie jest bezstronny. Magister uważa też, że nie wolno obecnie pomijać nauk Benedykta XVI, które odczytać trzeba na nowo.

Autor tekstu stwierdza też, że papież Franciszek dopinguje promotorów synodu, kard. Cláudio Hummesa i biskupa Erwina Kräutlera. Przekonuje też, że z kolei po stronie kard. Gerharda Müllera i Waltera Brandmüllera jest nauczanie Benedykta XVI.

Jak czytamy w tekście pch24.pl:

Watykanista zwrócił uwagę, że spór toczy się dziś o „prymat nadany w Instrumentum laboris – podstawowym dokumencie synodu – obronie natury i dobrobytowi mieszkańców Amazonii i ich tradycjom w odniesieniu do tego, co w Ewangelii nazywa się przebaczeniem grzechów” i czego pierwszym sakramentem jest chrzest”

Przypomniał że bp Kräutler był dumny z faktu, że nie ochrzcił do tej pory żadnego Indianina. Jak podkreśla autor tekstu, zdecydowanie inne zdanie w tej materii prezentował Joseph Ratzinger, choćby w swoim dziele „Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo”. Autor przytoczył też fragment owej książki, który przeczytać można tutaj.

dam/pch24.pl,Fronda.pl

Komentarze (3):

BiegunkaProrocza2019.08.10 21:01
Myślę, że B XVI mógłby powiedzieć, że mu się chce kupe.
Jarek2019.08.10 18:44
„Marsz ku Synodowi Amazońskiemu coraz bardziej rozumiany jest jako zażarta bitwa, której epicentrum stanowią Niemcy, i w której stawka jest bardzo wysoka: istota misji Jezusa, a zatem także Kościoła” Stawką jest: "istota misji Jezusa, a zatem także Kościoła." Na początku - wierzę w Boga, ale przestaję wierzyć w obecną wersję KK, z "urzędnikami" typu Jędraszewski i jemu podobni. Pisałem już kiedyś, że fascynują mnie początki chrześcijaństwa (te do 3-go wieku naszej ery). Wiele na ten temat czytałem i odwiedziłem kilka takich miejsc. To co widzę w polskim KK, to coś, co trudno jest pogodzić podstawami i dogmatami wiary. Już samo to, że ponad 200 lat była przerwa w pontyfikacie (od 199 roku do coś tam ponad 400). Sądzę, że przez te lata wiele zatracono z postawy pierwszych chrześcijan, zwłaszcza przykazania miłości, które zostawił na Chrystus. Kanon współczesnej Biblii został przyjęty ostatecznie na Soborze trydenckim w XVI w. Czyli ponad 200 lat przerwy, od tych, którzy pamiętali Chrystusa i Apostołów poprzez przekaz pisany i ustny. Ponoć Synod kartagiński uznał Kanon Nowego Testamentu w roku 397 naszej ery. Ale pod przewodnictwem następcy Św. Piotra, czy też nie? Po ponad 1400 latach od pontyfikatu zakończonego w 199 roku, kilku facetów decyduje, które księgi są właściwe. Pytanie: właściwe dla kogo. Pamiętajmy, że w ówczesnych czasach Kościół dzierżył władzę absolutną. Myślę, że nieźle nakombinowali aby mieć spokój z maluczkimi: - kara wiecznego potępienia załatwia problem z ok. 60% społeczeństwa; - 20 % myślących i wykształconych (w różny sposób), z większą dozą wolnej woli, można jakoś opanować, a jeśli nie, to zawsze można im zarzucić: magię, wiarołomstwo, lewactwo. Kiedyś palono takich na stosach; - pozostałe 20% bandytów, karano śmiercią, lochem, torturowano wcześniej. Teraz KK ubolewa, że nie ma kary śmierci. Na każdy problem człowieka jest odpowiedź, co, do której nie można się przyczepić: - jeśli człowiekowi się nie wiedzie, lub jest chory - odpowiedź: "to Bóg najbardziej kocha właśnie Ciebie, teraz cierpisz, ale po śmierci będziesz w raju" - jeśli sąsiadowi się lepiej wiedzie, niż drugiemu - odpowiedź: "Sąsiad za tego życia odbiera już swoją nagrodę, po śmierci będzie się smażył w ogniu piekielnym" No i wisienka na torcie - gwałcenie wolnej woli nadanej człowiekowi przez Boga, obowiązkiem posłuszeństwa, często osobom niezrównoważonym psychicznie - jak pokazuje historia. Nie martwcie się o moje zbawienie. Jak każdy człowiek grzeszę - korzystam z wolnej woli. Jak napisał Św. JPII: "Wolna wola sprawia, że człowiek znajduje się w szczególnej relacji do Boga: Bóg traktuje człowieka jako suwerennego partnera, któremu proponuje przymierze. Dzięki wolnej woli człowiek może przyjąć lub odrzucić Boże propozycje, a nawet sprzeniewierzyć się Jego woli, grzesząc." A Chrystus powiedział: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”. No to synodujcie się.
krakowiaczek 2019.08.10 18:03
Dobry teren sobie klechy wybrały na ten synod! Amazonie zamieszkają Nambikwara ludzie którzy całe życie paradują nago! Raj dla pedofilnych lub homoseksualnych księży...