Stanisław Ożóg dla Frondy zdradza kulisty życia brukselskich elit  - zdjęcie
28.12.17, 11:30fot: Youtube

Stanisław Ożóg dla Frondy zdradza kulisty życia brukselskich elit

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Komisja Europejska uruchomiła procedurę wynikającą z artykułu siódmego traktatu o UE przeciwko Polsce, dlaczego to zrobiła?

Stanisław Ożóg, europoseł PiS: Unia Europejska stoi przed wieloma problemami, Komisja Europejska powinna zająć się ich rozwiązaniem – nie robi tego, wyraźnie szuka tematów zastępczych, stąd atak na Polskę.

Jakie problemy Unii Europejskiej ma Pan na myśli?

Zasadniczym problemem jest kwestia migracji i sprawa kryzysu finansowego wspólnoty. Sprawy społeczne w krajach wiodących Unii Europejskiej, czyli we Francji, w Niemczech nie wyglądają optymistycznie. Merowie Francji po raz kolejny zwrócili się do prezydenta Macrona z prośbą, aby w końcu zrobił coś, co choć w pewnym stopniu zapewni mieszkańcom ich miast bezpieczeństwo. W Niemczech również nasilają się negatywne nastroje społeczne, ludzie coraz częściej strajkują. W Brukseli natomiast, tych uciążliwości związanych z chaosem, który tam panuje doświadczyłem na własnej skórze.

Dlaczego nic się z tym nie robi?

O tych problemach w ogóle się nie dyskutuje. Co więcej, nie ma też żadnego projektu, który mógłby prowadzić do ewentualnego rozwiązania problemu. Zachodzi obawa wśród rządzących, co do przyszłych wyników wyborów, społeczeństwo zdaje się budzić, czego boją się elity. Świadczą o tym ostatnie wyniki wyborów w Holandii, czy w Austrii.  

Dlaczego akurat my?

Proszę zwrócić uwagę na fakt, że o Katalonii KE wypowiedziała się tylko raz i wtedy uznała, że nie będzie zajmować się jej sprawą, bo to, co tam się dzieje nie jest przykładem łamania swobód obywatelskich czy demokracji. Zdaniem KE, to co dzieje się dziś z Katalonią jest sprawą wewnętrzną Hiszpanii. Obawa przez następnymi działaniami czy rozstrzygnięciami wyborczymi w Europie powoduje, że Komisja Europejska szuka tematów zastępczych. Kolejną bardzo ważną sprawą jest obecna sytuacja w Niemczech – nie wiadomo jak się zakończy sprawa formułowania większości, nie wiadomo jak będzie wyglądał niemiecki rząd.

Sytuacja wywołana przez wypowiedzi prezydenta Macrona, czy też wypowiedzi Schultza, który zaczyna odgrywać istotną rolę w polityce niemieckiej, ale i europejskiej nie wdaje się być optymistyczna.Wzywają do reformowania Europy, na swój sposób. Ich pomysły w praktyce oznaczałyby de facto rozpad Unii.

Dlaczego?

Propozycja federalizacji na pewno nie zostanie przyjęta, na pewno nie powstaną Stany Zjednoczone Europy. Z pewnością też wiele krajów wspólnoty, nie tylko Polska ma obawy przed przyjęciem waluty euro. Podział UE na „strefę euro” oraz strefę „poza euro” i mianowanie wspólnego ministra finansów dla krajów, które znajdują się w strefie euro jest najlepszym dowodem na pokazanie głębokiego podziału, który jest coraz widoczniejszy wewnątrz wspólnoty. To dzieje się co najmniej od pół roku, dzieje się to wobec sytuacji kryzysowych – trzeba zatem było im znaleźć temat zastępczy – Polskę.

Czy wyniknie coś realnego z tych gróźb?

Moim zdaniem z tych gróźb, które padają z ich strony w naszym kierunku nic nie będzie. Ciężko będzie znaleźć im 4/5 z dwudziestu siedmiu państw UE. Każdy powinien zdawać sobie sprawę z faktu, że na pewno jednomyślności przy ostatecznych decyzjach po prostu tutaj nie będzie.

Skąd ataki totalnej opozycji, skąd ich działanie poprzez „zagranicę”?

Jest to realizacja programu totalnej opozycji w Polsce. Nie kto inny jak lider tej totalnej opozycji mówił o tym, że będą działać ulicą i zagranicą. Na ulicy się skompromitowali, pozostała im wyłącznie zagranica. Nie jest to tylko moje zdanie, moja interpretacja. Na dowód tego proszę spojrzeć na wypowiedzi Timmermansa dotyczące Polski. Ton i styl jego krytyki państwa polskiego jest identyczny z narracją, którą w Polsce próbuje narzucić obywatelom totalna opozycja.

Widać jak bardzo utrata władzy i przywilejów przy ostatnich wyborach parlamentach boli polityków PO, nie mogą pogodzić się oni z tym faktem, także sięgają po narzędzia, które uwłaczają godności Polaka.

Totalna opozycja nadal gardzi Polakami, nie chce uznać wyboru, którego dokonał Suweren dysponując kartką i długopisem przy urnie wyborczej.

Zanim przejdziemy do kolejnego pytania, proszę powiedzieć o jakich uciążliwościach, które miał Pan doświadczyć na własnej skórze Pan mówi? Co konkretnie przydarzyło się Panu w Brukseli?

Bardzo często zdarza się, że przez różnego rodzaju manifestacje blokujące tunele w Brukseli, ruch jest kompletnie sparaliżowany. Wyjeżdzający z Parlamentu posłowie, nie tylko polscy, ale ci, którzy reprezentują wszystkie kraje członkowskie wyjeżdżają na lotnisko nie pół godziny przez wylotem, tylko co najmniej trzy godziny wcześniej, ażeby mieć pewność, że kierowca z Parlamentu Europejskiego objazdami dowiezie do lotniska.

Czy nikt nie interweniuje?

Pierwszego listopada Macron zniósł stan wyjątkowy we Francji, natomiast dokładnie od tego samego dnia pojawiły się dodatkowe posterunki policyjne na lotnisku w Strasburgu. Policjanci zaraz przy wejściu dokonują dodatkowego sprawdzania dokumentów tożsamości oraz miejsca skąd się przyleciało. Po przejściu tych wstępnych bramek policyjnych, tuż przy wyjściu postawiony został jeszcze jeden posterunek.

Jak często trwają protesty w Brukseli od których Pan wspomina?

Protesty na brukselskich ulicach stały się już niemal codziennością.

Przed czterema tygodniami ponad pięćdziesiąt tysięcy Katalończyków przybyło do Brukseli, ażeby protestować przeciwko sytuacji w Katalonii i przeciwko temu, że Parlament Europejski nie zajmuje się sprawą łamania praw człowieka w Hiszpanii, w Katalonii. Doszło tu do brutalnego rozpędzania manifestacji, podczas którego raniono setki czy nawet tysiące ludzi po obu stronach.

Komisja Europejska w ogóle tym problem nie chce się zajmować. Także widok patroli żołnierzy uzbrojonych w długą broń maszynową pod Parlamentem Europejskim na ulicy w Brukseli czy ogromna ilość manifestacji jest to widok codzienny ulicy brukselskiej, ponoć stolicy Europy.

Wiadomo, że prawdopodobieństwo jest małe, ale co jeśli większość państw podpisze się pod sankcjami dla Polski? Co wtedy może realnie nam grozić? Czy mają oni moc zatrzymać reformę wymiaru sprawiedliwości w naszym kraju?

Absolutnie nie mają takiej mocy. Wymiar sprawiedliwości jest domeną kraju członkowskiego UE, jest to potwierdzone w Traktacie Lizbońskim. Osobiście zaskakuje mnie to, że prawdopodobnie Komisja Europejska, przede wszystkim Timmermans i jego przyboczni nie słuchali, nie czytali wyjaśnień polskiego rządu. Timmermans ma przygotowaną swoją tezę, obojętnie co mu powiedzieć on tego nie słucha, nie czyta. To co ma napisane na kartce i co odczytuje – a nie raz go słyszałem – do złudzenia przypomina to co w Polsce mówi Trzaskowski czy Schetyna.

Nie ulega wątpliwości, że społeczeństwo polskie jest podzielone w ocenie. Jedni cieszą się z tej decyzji Komisji, inni są nią oburzeni i smutni. Co świadczy to, o jednej jak i drugiej stronie?

Dobrze, że nie pyta pan o to co sądzę o szóstce parlamentarzystów Platformy, którzy zagłosowali przeciw Polsce, za przyjęciem tej rezolucji do zastosowania artykułu siódmego. Oczywiście jest pewna grupa ludzi – całe szczęście niewielka – która cieszy się, że w Polsce dzieje się źle. Ciężko jest odpowiedzieć mi na pytanie, dlaczego tak się dzieje.

Jacek Sariusz-Wolski twierdzi, że pani Bieńkowska od wielu miesięcy, starała się o sankcję dla Polski – jeśli to prawda, to o czy by to świadczyło?

Świadczyło by to o zdradzie. Pani Bieńkowska od samego początku swej działalności europejskiej nie zrobiła nic dobrego.

Kandydatów na Komisarzy deleguje państwo członkowskie. Państwo członkowie – Polska za rządów PO, delegowało panią Bieńkowską. Dalszym krokiem są przesłuchania kandydata we właściwych komisjach Parlamentu Europejskiego – ja do tej komisji nie należę, ale dwaj moi koledzy, którzy do niej należą i przesłuchują kandydatów mówili mi jak wyglądało przesłuchanie pani Bieńkowskiej.

I jak wypadła?

Wypadała ona najgorzej ze wszystkich. Jej późniejsze funkcjonowanie nie tylko w mojej opinii, ale i moich kolegów jest byle jakie. To co powiedział Jacek Saryusz-Wolski wcale mnie nie dziwi, wiem doskonale na jakiej powiedział to podstawie, gdyż siedzimy obok siebie w PE i mamy okazję wymieniać wspólnie poglądy.

Komentatorzy oceniają, że niezależnie od tego jaką decyzje podejmie Rada Europejska w naszej sprawie, będzie to albo wielka wygrana, albo wieka przegrana. Co jednak gdyby okazało się, że poprą nas i obronią kraje Międzymorza? Powstanie druga Unia?

Trudno wyrokować, czy nas poprą, nie jest to jednak wykluczone. Ideą Międzymorza, współpracą w tym gronie bardzo zainteresowani są Austriacy oraz Włosi. Mamy też spore poparcie prezydenta USA – Donalda Trumpa. Trump jako biznesman widzi olbrzymi interes gospodarczy w tym przedsięwzięciu. Zrealizowanie tej inicjatywy byłoby potężną konkurencją dla krajów Zachodniej Europy, dla krajów „Starej Unii”. Stara Unia ma bardzo wielki problem związany ze strefą euro. Jest kilka krajów, które znacząco nie ucierpiały na wprowadzeniu wspólnej waluty, są natomiast i te – szczególnie na Południu - które po prostu nie wydalają, przez co znacząco oddaliły się w rozwoju gospodarczym i finansowym od pozostałych krajów wspólnoty.

Czy reformy wspólnoty są konieczne?

Bez głębokiej reformy Unia Europejska nie ma przyszłości. Natomiast po wyjściu Wielkiej Brytanii ze wspólnoty nie będzie już tej determinacji bez zmiany układu sił. Idea Międzymorza jest dla nas ogromna szansą, niewykluczone, że obawiają się tego Niemcy, kraje Beneluksu i Francuzi.

Dziękuję za rozmowę.