frondaaniol
search
Blogi
Forum
Ryszard Czarnecki: Marek i Paweł na Czarnym Lądzie - zdjęcie
19.12.15, 09:44

Ryszard Czarnecki: Marek i Paweł na Czarnym Lądzie

0

Rozmawiam z polskimi misjonarzami w Afryce. Każdy z nich wyjechał z Polski kilkanaście lat temu. Słucham i staram się zrozumieć dlaczego porzucili Ojczyznę, choć przecież pozostali polskimi patriotami, przeżywającymi to, co się dzieje w Polsce.

Ojciec Marek, franciszkanin rodem z Bielska Podlaskiego, ma w swoim zakonnym życiorysie Niepokalanów, sześć lat w belgijskim Lowanium i trzynaście już lat w Afryce Zachodniej – w Burkina Faso. Polscy franciszkanie przejęli misję z rąk Włochów, ojciec Marek jest jednym z trzech franciszkanów ‒ Polaków na tej, nomen-omen, placówce.

Obok niego siedzi ojciec Paweł z zakonu Misjonarzy Afryki. W Afryce od 10 lat: najpierw kwartał w Burkina Faso, potem dwa lata w Demokratycznej (?) Republice Konga, trzy lata na Wybrzeżu Kości Słoniowej i cztery lata w Mali, od roku znów w Burkina Faso.

Obaj po cywilnemu. Pierwszy z nich wygląda na profesora uniwersytetu czy liceum, drugi w kolorowej koszuli mógłby uchodzić za ciekawego wrażeń turystę z Zachodu. Ale obaj wiedzą, po co tu są. Mówią, że niełatwo jest zdobyć murzyńskie zaufanie, ale jak miejscowi kogoś zaakceptują, to tak na dobre – zupełnie inaczej niż na Zachodzie. Nie biorą pieniędzy za posługę, ale tubylcy przynoszą im, na przykład za chrzest, koguta czy jajka.

Dla obu największym problemem jest malaria. Obaj przechodzą ją rok w rok.

„Gdy tylu Afrykanów chce jechać do Europy, to gdy biali przyjeżdżają do nich, żeby z nimi żyć ‒ są znakiem, że istnieje coś ważniejszego w życiu niż dobra materialne” ‒ mówi jeden z kapłanów. Gdy zaczynali, to w wioskach oddalonych 70-80 kilometrów od stolicy nie było nawet telefonu. Mówią, że „ładują akumulatory” wiarą miejscowych. I że nie spotkali się nigdy z agresją wobec białych.

Ojciec Paweł powiada o swoim najbardziej dojmującym przeżyciu. Był w Kongo. Wraz z bratem zakonnym pojechał do wioseczki w środku dżungli, gdzie od półtora roku nie było kapłana. Żeby tam dojechać, trzeba najpierw jechać motorami, a potem maszerować przez dwa dni. Mieszkało tam zaledwie pięć chrześcijańskich rodzin. Miejscowi dziękowali, że ktoś o nich pamiętał. Na koniec do ojca Pawła podeszło bardzo stare małżeństwo. Staruszka, dziękując im, wręczyła kapłanowi 50 franków kongijskich „na papierosy”. To kompletne grosze, ale liczył się przecież dar serca.

Franciszkanie mają dwa miesiące wakacji raz na dwa lata. Misjonarze Afryki mają surowszą praktykę: na kanikułę mogą się wybierać raz na trzy lata. Franciszkanie dbają nie tylko o chrześcijan. Pobudowali szpital wart 15 milionów euro i 40 studni głębinowych, co jest szczególnie cenne dla miejscowych, pozbawionych w wielu wioskach dostępu do bieżącej wody.

Pytam się czy kiedykolwiek mieli rozterki czy dobrze zrobili. „Nie” ‒ słyszę od obu. „Jakie były wasze najcięższe chwile i dlaczego?” ‒ pytam. Jeden mówi, że tak naprawdę nie miał żadnej chwili zwątpienia, a drugi, że kryzys miał raz, podczas pierwszego ataku malarii. Ojca Marka chyba co najmniej trochę inspirowali franciszkanie, którzy na misji oddali życie za wiarę. To Michał Tomaszek (31 lat) i Zbigniew Strzałkowski (33 lata), którzy przed trzema dniami (gdy piszę te słowa) zostali beatyfikowani w Peru. 24 lata temu zostali zamordowani przez lewicowych partyzantów. Złapani zabójcy zeznali, że Polacy mogliby ocalić życie, gdyby podeptali krzyż. Ale nie podeptali... Chyba tacy patroni powodują, że chłopak z Bielska Podlaskiego jest twardy.

Jesienią w Afryce Zachodniej słońce zachodzi wcześniej. Już po siódmej jest całkowity zmrok. Mam wrażenie jednak, że dzięki takim ludziom, jak ojciec Marek Hryniewicki i ojciec Paweł Hulecki w wielu sercach mieszkańców Czarnego Lądu jest bardzo jasno.

Ryszard Czarnecki

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (16.12.2015)


Najnowsze artykuły