15.07.17, 16:00fot: facebook

Paweł Lisicki dla Frondy: O realnym problemie w reformie sądownictwa

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Media podają, że sądy czeka prawdziwa rewolucja po przegłosowaniu w środę w Sejmie dwóch ustaw o sądownictwie? Jak jest natomiast zdaniem Pana Redaktora, czy faktycznie?

Paweł Lisicki, „Do Rzeczy”: Biorąc pod uwagę zapowiedzi ministra sprawiedliwości, to rzeczywiście czekają nas głębokie zmiany. Podstawowe pytanie brzmi, czy będą one w stanie usprawnić dotychczasowe działanie sądów. Warto przypomnieć jakie były zarzuty wobec obecnego sądownictwa: po pierwsze chodzi o przewlekłość spraw, po drugie to bezkarność sędziów w sytuacji, kiedy zdarzają się w ich środowisku przypadki naruszenia prawa, po trzecie – stosunkowo często wyrok w pierwszej instancji brzmi zupełnie odmiennie niż w instancji drugiej, co wprowadza dużą niepewność wśród społeczeństwa.

Co jeszcze wiąże się z tą reformą?

Występuje też bolączka polityczna, to znaczy, niestety, ale sądy w dalszym ciągu są upolitycznione (czego przykładem był sędzia Tuleja). Jest zatem wiele wyzwań na które ta reforma ma odpowiedzieć, czy natomiast się to powiedzie to jest pytanie otwarte.

Czy przegłosowanie tych ustaw zmieniło na dobre stary układ w Krajowej Radzie Sądownictwa?

Błędem stało się to, że wygasną mandaty obecnych członków – sędziów – w Krajowej Radzie Sądownictwa. Formalnie udało się to zrobić, uznając, że zostali w niewłaściwy sposób wybrani, są to jednak kruczki prawne. Nie stało by się nic strasznego, gdyby te mandaty wygasły i została powołana nowa Krajowa Rada Sądownictwa – w tym przypadku jednak trzeba by było poczekać jeszcze kilka miesięcy.

Kadencja Krajowej Rady jest zapisana w Konstytucji, tymczasem ustawa, która zmienia ustrój KRS jest ustawą zwykłą przyjętą przez Sejm. Nie sądzę, aby była to odpowiednia taktyka prawna. Budzi ona moją jedną podstawową wątpliwość.

A mianowicie?

Mianowicie co będzie jeśli nastąpi zmiana władzy i inna władza zastosuje podobne kruczki prawne. Nie jest to dobry pomysł i źle wróży ogólnemu szacunkowi dla prawa.

Politycy opozycji komentują, że skończył się tym samym trójpodział władzy. Skąd te niemądre, wręcz histeryczne słowa?

Problemem opozycji jest to, że - jeśli nawet mamy do czynienia z realnym problemem – gdy używa radykalnego i skrajnego języka przeradza każdy problem w groteskę. Nie jest prawdą, że skończył się trójpodział władzy, nie jest prawdą, że skończyła się demokracja i nie jest prawdą, że mamy do czynienia z jakimkolwiek zamachem na wolność obywateli – to wszystko są bzdury.

Z czym mamy natomiast realnie do czynienia?

Mamy natomiast do czynienia z pewnego rodzaju nowym rozwiązaniem, które moim zdaniem daje zbyt duży wpływ na sądy ministrowi sprawiedliwości.

To znaczy?

Jedną z pierwszych decyzji, którą PiS podjął było połącznie funkcji prokuratora generalnego z ministrem sprawiedliwości -  i był to dobry pomysł. Dobrze się tak stało, gdyż jest to rzecz naturalna. Pomysł wcześniejszy, za PO, gdzie tworzono osobną kastę prokuratorów był pomysłem fatalnym. Skoro już dokonało się połączenia prokuratora i ministra sprawiedliwości to należy zadbać, aby nie pojawiło się nawet podejrzenie, że minister sprawiedliwości ma jakikolwiek wpływ na sędziów. Obywatel musi mieć poczucie, że jeśli stanie przed sądem i będzie występował - na przykład- przeciwko państwu (czyli prokuratorowi generalnemu) to sędzia będzie od tego prokuratura generalnego niezależny.

Dziękuję za rozmowę.