Oto największy egzorcyzm św. Jana od Krzyża! - zdjęcie
14.12.20, 07:10Fot. via Wikipedia, CC 0

Oto największy egzorcyzm św. Jana od Krzyża!

3

Gdy Jan od Krzyża przebywał w Avila zdarzyły się rzeczy niepojęte w jego życiu. Zdobył tam rozgłos wielkiego egzorcysty z powodu swej władzy nad szatanami. Najgłośniejszym przypadkiem, obserwowanym przez całe miasto, była historia Marii de Olivares Guillamas, augustianki z klasztoru Matki Bożej Łaskawej. Klasztor „to mały budynek o nędznym wyglądzie, wzniesiony na miejscu, gdzie przedtem był meczet. Położony jest na południowy wschód od miasta, za murami, obok potężnych maszt Puerta del Alkazar”. Maria de Olivares, rodem z Avila, złożyła w tym klasztorze śluby w 1563. Zwróciła na siebie uwagę serią dziwnych zdarzeń, których nie można było wyjaśnić. Bez odbywania dokładnych studiów znała i bardzo dobrze umiała objaśnić Pismo święte. Mówiono, że „rozmawia we wszystkich językach i zna wszelkie dziedziny nauki”. Przybywało wielu uczonych, aby wysłuchać jej komentarzy teologicznych i interpretacji Biblii.

Niektórzy historycy bawili się nawet w sporządzanie listy sławnych mężów, którzy badali tego wyjątkowego ducha: Mancio de Corpus Christi, dominikanin, Bartolome de Medina, także dominikanin, Juan de Guevara, augustianin (jego wykłady na uniwersytecie w Salamance były tak wzniosłe, że uchodziły za „cudowne”), Luis de Leon, mistrz wielu nauk, znawca Biblii, augustianin. Nie wiemy, czy brały w tym udział inne osobistości Avila: don Franciszek de Salcedo, Julian z Avila, czy któryś ze znakomitych dominikanów lub jezuitów. Krótko mówiąc, uczeni teologowie i sławni erudyci odwiedzający Avila „uznali tego ducha za dobrego, a cudowną znajomość nauk za rzecz nadprzyrodzoną”.

Nie wszystko jednakże było jasne. Do Avila przybyli prowincjał augustianów i prawdopodobnie ojciec generał. Rozmowa z mniszką wcale ich nie uspokoiła. Odnieśli się do cudu z rezerwą i nie potrafili zapomnieć o swoich wątpliwościach. Słyszeli o świętości ducha i wiedzy Jana od Krzyża. Dlatego chcieli, aby zobaczył on mniszkę. Nalegali, ale Jan odmawiał, motywując to prawdopodobnie brakiem doświadczenia w tej dziedzinie i swoim młodym wiekiem. Miał wtedy niespełna 32 lata.

Przełożony augustianów wydał mu pozwolenie na wielokrotne wchodzenie i wychodzenie z klasztoru, aby bez przeszkód mógł zbadać tę wyjątkową sprawę. Natychmiast uzgodnili termin pierwszego spotkania. O wyznaczonej porze Jan od Krzyża wszedł do parlatorium. Z drugiej strony nadeszła mniszka. Zawsze wprawiała wszystkich w podziw ostrym językiem, dobrymi, dowcipnymi powiedzeniami. „Jednak, gdy ujrzała małego, niepozornego zakonnika, nie potrafiła niczego z siebie wykrztusić. Oniemiała, zaczęła drżeć i pocić się jak winowajca przed sądem. Nie zamienili ani słowa”.

Ojciec Jan wyszedł z parlatorium i oznajmił w sekrecie ojcu generałowi, że mniszka została opętana przez złego ducha i że wiele razy będzie trzeba powtarzać egzorcyzmy. Przełożony zgodził się. Od tej chwili Jan mógł czynić wszystko, co uznał w tej sprawie za słuszne. W końcu zgodził się więc udzielić pomocy. Wiele lat później powiedział, że przed rozpoczęciem egzorcyzmów „poinformował inkwizytorów dystryktu o otrzymanym pozwoleniu czynienia wszystkiego, co niezbędne” (Biblioteca Mistica Carmelitana 14, 190).

Zaczęły się dziać rzeczy nieprawdopodobne. Jan, nie zdając sobie sprawy z ryzyka, jakie podjął, rozpoczął duchowe przygotowania: modlił się, pościł, odprawiał pokutę i czynił różne wyrzeczenia. Całe dni i tygodnie poświęcał pracy: egzorcyzmom, spotkaniom, katechezie. Chciał uwolnić biedną opętaną nie tylko od demona, ale i od zamętu umysłowego, którego padła ofiarą.

Szatan odmawiał opuszczenia ciała, twierdząc, że mniszka jest jego własnością. Oddała mu się dobrowolnie, podpisując własnym imieniem pakt i pieczętując go krwią. Jan nie rezygnował i pewnego dnia, podczas mszy, ukazał mu się ten dokument. Natychmiast go spalił.

Po zniknięciu tajemniczego papieru mniszka na pewien czas odzyskała równowagę ducha, ale szatan nie poniechał jej. Zjawiał się pod postacią ojca Jana lub zakonnicy, pisał w imieniu Jana, dawał złe rady doprowadzając mniszkę do szaleństwa. Kazał jej iść do konfesjonału, gdzie kusił przebrany w szaty ojca Jana i niszczył nadzieję na ratunek.

Ostatni atak był wyjątkowo silny. Egzorcyzmy przekształciły się we wstrząsające widowisko. Po długich sprzeciwach i dyskusjach złe duchy „odeszły krzycząc, że od czasów Bazylego nikt im się tak zdecydowanie nie przeciwstawił. Mniszka zemdlała, ale po chwili przyszła do siebie. Siedziała na ziemi odpoczywając po wysiłku. Wstała już całkiem zdrowa”.

Ojciec Jan sporządził memoriał, w którym przedstawił swój pogląd na sprawę. Został on dołączony do procesu Marii de Olivares. Święta Inkwizycja z Valladolid przesłała materiały procesowe do głównego trybunału w Madrycie. 23 października 1574 z Madrytu przyszedł list: „Natychmiast po jego otrzymaniu przed Trybunałem Świętej Inkwizycji ma się stawić ojciec Jan od Krzyża, karmelita bosy. Zostanie przesłuchany w sprawie memoriału przysłanego tejże Inkwizycji”.

Ojciec Jan udał się do Valladolid. W pierwszych dniach listopada przywieziono tam także Marię de Olivares, która została umieszczona w klasztorze Matki Bożej.

Ojciec Jan, wielki egzorcysta, posiadający moc zwalczania złych duchów, stał się znany. W liście do przeoryszy z Medina del Campo, Agnieszki od Jezusa, jesienią 1574 Matka Teresa od Jezusa pisała: „Córko moja, bardzo mi przykro z powodu choroby siostry Izabeli od świętego Hieronima. Przysyłam wam ojca Jana od Krzyża, żeby ją uzdrowił. Bóg obdarzył go łaską wypędzania demonów z ciał ludzi opętanych. W Avila właśnie uwolnił pewną osobę od trzech legionów demonów. W imieniu Boga zażądał, by powiedziały mu, kim są. Usłuchały go natychmiast”.

Ojciec Jan pojechał do Medina del Campo i spotkał się z mniszką, która uchodziła za opętaną. Zrozumiał, że zaszła pomyłka. Izabela od świętego Hieronima była po prostu chora psychicznie. Zmarła 23 listopada 1582.

Przypadek Marii de Olivares był najtrudniejszy i bez wątpienia najsłynniejszy, ale nie jedyny, w którym pomógł Jan od Krzyża. Świadkowie mówili jeszcze o paru podobnych.

o. Jose Vicente Rodriguez OCD

karmel.pl

Komentarze (3):

Val2020.12.14 23:16
Wow, mocne, musiał otrzymać wielką łaskę i moc Ducha
Polonia Semper Fidelis2020.12.14 14:15
Żyjący w XVI stuleciu św. Jan od Krzyża – w jednym ze swych najważniejszych dzieł, zatytułowanym „Droga na Górę Karmel” – zauważył, że skoro przez swego Syna Bóg powiedział nam wszystko naraz i nie ma już nic więcej do powiedzenia, to: „Jeśli dzisiaj ktoś chciałby Go jeszcze o coś pytać lub prosić o jakąś wizję albo objawienie, nie tylko postępowałby nieroztropnie, lecz także obrażałby Boga, nie mając oczu utkwionych jedynie w Chrystusa, bądź szukając poza Nim innej rzeczy albo nowości”. Żadne objawienia prywatne, także te, które zostały uznane przez Kościół katolicki za autentyczne, „nie należą do depozytu wiary” (KKK 67). Katolik nie ma więc obowiązku w nie wierzyć.
Polonia Semper Fidelis2020.12.14 7:21
Uwaga! Nasz stary znajomy "Anonim" (czasem AAAtomek) oraz tenże pod wieloma innymi nickami jest chory z nienawiści i pogardy do chrześcijaństwa, Kościoła i Polski. To beneficjent starych układów z czasów rządów PO, który nie może się pogodzić z nieodwracalnością obecnych rządów w kraju. Uporczywie wieszczy ich upadek, w co zresztą sam nie wierzy. Bluźnierstwa są dla niego jak narkotyk dla ćpuna lub alkohol dla pijaka - przynoszą mu złudne wrażenie ulgi. Ale potem następuje eskalacja jego choroby i bluźnierczy, pełen bełkotu cykl się powtarza ze zdwojoną siłą. Brak reakcji administracji Frondy na jego chamstwo i bluzgi to oczywisty skandal, ale na nich nie ma rady – udają głuchych. Może mają z nim jakąś cichą umowę? A może się boją oskarżenia o straszną zbrodnię antysemityzmu? Tak, czy inaczej: NIE WCHODŹCIE W ŻADNE SŁOWNE PRZEPYCHANKI Z TYM TYPEM, BO JEMU WŁAŚNIE O TO CHODZI. To jest sadomasochista, który atakowany czuje lubieżną satysfakcję. W jego przypadku logika nie działa. Jego „argumenty” to Talmud w czystej postaci – pokrętny, złośliwy, pełen fałszywych oskarżeń. Mózg wyprany przez lekturę Wyborczej, Newsweeka i Onetu. Potomek ewangelicznych faryzeuszy, którego obłudnie „smuci” los dzieci molestowanych przez księży. Dobro wywołuje w nim furię. Skandale, prawdziwe, naciągane lub wręcz urojone go cieszą. Niech więc prowadzi ten swój maniacki, bełkotliwy dialog sam ze sobą. To żałosny, nieszczęśliwy, godny politowania typ, któremu bardzo śpieszy się do piekła i rad by tam zaciągnąć też innych.