31.03.19, 13:05fot. Ralf Roletschek, lic. CC BY-SA 3.0 via Wikipedia; See-ming Lee, lic. CC BY-SA 2.0 via Wikipedia

Miłosierdzie Boga czeka na największego grzesznika!

Gdybyśmy spróbowali sporządzić listę najpopularniejszych przypowieści Jezusa w „TOP 10” znalazłaby się na pewno przypowieść o synu marnotrawnym.

Najbardziej znana przypowieść

Każdy zna ją choćby w ogólnym zarysie, jej sztandarowa postać weszła do popularnych powiedzeń, nie mówiąc już o rzeszach pisarzy czy malarzy, którzy, inspirując się nią, tworzyli swe dzieła. Jednak, jak to zwykle bywa, to, co powszechnie znane staje się nudne, omijamy więc historię syna marnotrawnego, bo dobrze wiemy, co chce nam powiedzieć. Czy rzeczywiście wiemy, dokąd prowadzi nas Jezus w przypowieści o synu marnotrawnym?

Kto jest głównym bohaterem?

Był sobie pewien człowiek, który miał dwóch synów. Narrator nie przejmuje się tym, aby powiedzieć nam, kim był, albo przynajmniej gdzie mieszkał, widocznie nie jest to ważne. Jak w każdej historii, zawsze kiedy pojawia się jakaś dwójka, możemy podejrzewać, że będzie chodziło o porównanie lub przeciwieństwo i rzeczywiście za chwilę okaże się, że synowie są absolutnie różni. Ale to nie oni stoją w tym oszczędnym wprowadzeniu na pierwszym miejscu – to „pewien człowiek”, ich ojciec jest najważniejszy. Rację mają ci, którzy, nazywają tę przypowieść raczej historią miłosiernego ojca niż marnotrawnego syna.

Młodszy musi wyjechać

Po wprowadzeniu przychodzi czas na komplikację. Młodszy syn zwraca się do ojca z prośbą, aby dał mu część majątku, która przypada na niego, po czym zabrawszy wszystko odjeżdża w dalekie strony.

Czy w jego zachowaniu jest coś dziwnego bądź nagannego?

Nie, jego prośba jest jak najbardziej zrozumiała. Ostatecznie jest tylko młodszym synem, majątek dziedziczy zawsze najstarszy, a pustynna Palestyna nie jest w stanie wyżywić całej rodziny. W realiach społecznych tamtej epoki zrozumiałe było, że młody człowiek wyruszał za granicę, aby poszukiwać lepszego losu. Na około pół miliona Żydów mieszkających w Palestynie przypadało ponad cztery miliony rodaków żyjących w diasporze. Doskonale rozumiemy tę podróż także my, którzy albo posiadamy za granicą kogoś z rodziny, albo sami wyjeżdżamy, aby otworzyć sobie jakieś życiowe perspektywy.

Ostra jazda w dół

Problemy pojawiają się nieco później. Syn zamiast wykorzystać swe zdolności do pomnożenia majątku ojca, stracił go żyjąc rozrzutnie. Nie wiemy jak się to stało, późniejsza opinia starszego brata, który oskarża go, mówiąc delikatnie, o „lekkie prowadzenie” jest wyraźnie zabarwiona goryczą i zazdrością. Młodszy okazuje się po prostu nieprzygotowany do samodzielności, której szukał. Katastrofę osobistą pogłębia dodatkowo katastrofa naturalna – głód, który zaczyna panować w tym kraju. Czyżby wszystko, włącznie z niebem, sprzysięgło się przeciw niemu? Czy głód to kara za lekkomyślne oddalenie się od domu ojca i zaprzepaszczenie jego własności? Nie, narrator krok po kroku wprowadza nas w paradoksalną sytuację.

Młody człowiek, który wyruszył na poszukiwanie własnej wolności, staje się niewolnikiem.

Aby przeżyć, zatrudnia się u obcego człowieka. To jeszcze nie koniec drogi w dół. Obcy zatrudnia go przy świniach. O zgrozo, w ten sposób syn traci nie tylko kontakt ze swoim ojcem, traci także więź z Prawem, z Bogiem, ze swoim narodem. Jest nie tylko kompletnie zależny od innego, jest także sam.

Częściowe przebudzenie

W następnej scenie wyjaśnia się, po co był ten stromy spadek w dół. To żadna kara Boża, to lekcja, jaką często funduje nam życie, abyśmy dojrzeli do poważnego myślenia o nas samych i o naszych relacjach. Jesteśmy świadkami wewnętrznego monologu naszego bohatera, który, jak mówi tekst grecki „przychodzi do samego siebie” i decyduje się wrócić do swego ojca, wyznać swoją winę i prosić o zaliczenie choćby pomiędzy sługi. W tym momencie warto zauważyć zdecydowaną zmianę, jaka zachodzi w naszej postaci. Syn, który do tej pory uważał, że ma prawo wymagać od ojca wszystkiego i bezwzględnie z tego prawa korzystał, odkrywa, że nic mu się więcej nie należy. Nie ma z czym stanąć przed swoim ojcem. Jedyne, na co może liczyć to odrobina jego wyrozumiałości, która pozwoli mu żyć pośród jego sług.

Syn zmienia się bez wątpienia, ale jego myślenie o ojcu nadal pozostaje dalekie od prawdy. Wcześniej nadużył jego dobroci, teraz jej nie docenia. Jaka ostatecznie będzie reakcja ojca?

Strasznie rozrzutny Ojciec

Uwaga, która stopniowo przesuwa się z syna na ojca, jasno pokazuje, kto jest głównym bohaterem tej opowieści. W scenie powrotu istnieje tylko ojciec. Ojciec niezwykły: wyczekujący swego syna, dostrzegający go już z daleka, rzucający mu się na szyję – to dość nietypowe jak na stateczną, pełną powagi figurę patriarchalną. To on działa. Formuła wyznania win przemyślana i wyrecytowana wiernie przez syna przechodzi bez echa i bez jego odpowiedzi. Zamiast do niego zwraca się do sług nakazując przyniesienie długiej szaty (cześć dla szczególnego gościa), pierścienia (prawo do majątku ojcowskiego) i sandałów (podkreślenie jego wolnego stanu – niewolnicy chodzili boso). Syn zostaje przywrócony do swojej godności, znów jest człowiekiem wolnym. Pocałunek ojcowski przypieczętowuje przebaczenie (2 Sm 14, 33) i jest znakiem miłości, której jego syn nigdy nie był pozbawiony. Jak mógł nawet pomyśleć, że ojciec pozwoli mu przebywać wśród sług?

Zakłócony happy end

Gdybyśmy w tej chwili mogli zakończyć nasze opowiadanie, spuszczając kurtynę z napisem „I żyli długo i szczęśliwie”! Niestety sielankę sceny finałowej, w której ojciec ucztuje z odzyskanym synem, burzy pojawienie się starszego brata. Słysząc odgłosy uczty, zazdrosny, zmęczony służbą i rozczarowany niesprawiedliwością Ojca, nie chce przyłączyć się do jego radości. Starszy syn tylko pozornie ma świętą rację, zdradzając w swoich słowach wszystkie ukryte kompleksy i problemy. Nie tylko nie akceptuje swojego brata, nie widzi przemiany, która dokonała się w nim. Także wobec swego ojca okazuje tę samą postawę roszczeniową, z której jego brat już się wyleczył. Z jego słów nie przebija miłość synowska, która chce być wreszcie doceniona, lecz rozczarowanie sługi w stosunku do swojego pana: „tyle lat pracuję dla ciebie jak niewolnik i słucham twoich rozkazów…” (Łk 15, 29). Czy w ten sposób przemawia syn do swego ojca?

Na scenie pozostaje tylko On

Biedny ojciec po raz drugi udaje się w drogę, tym razem, aby dotrzeć do swego drugiego syna. Zdumiewająca jest łagodność, z jaką do niego przemawia, „moje dziecko”, zapewniając, że wszystko co ma, należy do niego (Łk 15, 31). Jak to, a więc nie dostrzega jak obłudne jest serce „jego dziecka”, ile w nim udawania? Może należałoby według klasycznego scenariuszu z happy endem wypędzić złego brata, a darować wszystko temu, który powrócił skruszony?

Nie, po raz kolejny przekonujemy się, że to nie bracia są głównymi bohaterami tej historii, lecz ich niezwykły ojciec. Jest tak samo miłosierny wobec nawracających się grzeszników jak i znudzonych służbą u jego boku sprawiedliwych. Kim jest ten, który z tak nieskończoną cierpliwością przebacza wszystkim swoim dzieciom? Choć Jezus nigdzie tego nie mówi, można domyślić się, kto kryje się za ojcowską postacią. To samo „głębokie wzruszenie”, które w przypowieści okazuje Ojciec, odnajdujemy na kartach Biblii w opisie Boga i jego Syna Jezusa, kiedy pochylają się nad ubogimi i grzesznikami (Mk 1, 41; 6, 34; 8, 2; Łk 7, 13).

Miłosierdzie tylko dla grzeszników

Pozostaje jeszcze ostatnie pytanie: po co Jezus opowiada tę przypowieść? Najważniejszy jest tu ojciec. Ta historia to prawdziwe objawienie tego, jaki naprawdę jest nasz Bóg – nieskończenie cierpliwy, miłosierny, gotów do przebaczenia. Przypowieść kończy się jego zdaniem: „Trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się (Łk 15, 24.32)”. To trzeba brzmi jak zaproszenie do tego, by wejść w sposób myślenia Ojca. On jest wieczną radością powrotów, przebaczeniem, które oczekuje na nas zawsze bez żadnych warunków. Trzeba dać się ogarnąć jego miłosierdziu i przebaczającej miłości, wracać do niego zawsze, choćbyśmy doświadczyli dna naszego grzechu. Po drugie trzeba pozbyć się myślenia o tym, że cokolwiek mi się od Niego należy i że mogę ludzi w prosty sposób podzielić na dobrych i złych. Młodszy syn nauczył się tego doświadczając całej biedy swego grzechu, starszy był wciąż zbyt sprawiedliwy, aby to pojąć.

Miłosierdzia Ojca doświadczyć może tylko ten, kto go potrzebuje, kto czuje się grzesznikiem i bratem grzeszników. To przesłanie przypowieści o miłosiernym Ojcu i jego synach.

ds

Komentarze

violencja2019.03.31 23:22
Doświadczyłam ....
andrzejhahn32019.03.31 19:41
o jakim wy katolicyy sekciarze prawicie bogu w historii ludzkosci bylo ich tysiace
Piotr Nowak2019.03.31 14:26
Na mnie też?
Klech2019.03.31 16:27
Też, wystarczy, ze przed smiercia palniesz paciorek jak jaruzel
Piotr Nowak2019.03.31 16:31
Ale ja nie znam żadnego... (ಥ﹏ಥ)
Klech2019.03.31 17:32
Ja tez :/
JaKi2019.03.31 14:06
To dlatego księża są największymi grzesznikami,wiedzą że czeka ich miłosierdzie boże. heheheheh
anonim2019.03.31 13:52
To i tak jeszcze nic. W Warszawie latarnik latarenką będzie uczył przedszkolne dzieci masturbacji. To ma zagwarantować rozkwit pedofilii na niespotykana dotąd skalę .
JaKi2019.03.31 14:07
To przysługa dla Kościoła będą mieli więcej dzieci do zgwałcenia.Kościół się cieszy z tego powodu.
Polak Ateista Dumny Gej2019.03.31 14:11
Nic takiego nie ma miejsce i mieć nie będzie. To jedynie fantazje seksualne jakiegoś zboczeńca bez nicka
Stachu2019.03.31 15:37
Latarenkę to ty masz w swoim pustym "pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie" łbie.
Polak Ateista Dumny Gej2019.03.31 13:43
Ktoś wyjaśni, bo nie chce mi się czytać tych głupot - co robi tęczowa flaga obok zdjęcia w kasynie? :)
Pikuś2019.03.31 13:37
Zbok w garniturze, jest obywatelem świata, ale kolportuje brednie duże. Włada wieloma językami, ale najlepiej tym w "dziurze". Rozczarowany katolik, bo go pali w "rurze". Zmienia Warszawę w jedno g...o duże. Czy na niego też?