Jak wynika z relacji, różnice cenowe są na tyle znaczące, że wielu Niemców decyduje się na specjalne wyjazdy do Polski. „W porównaniu do Niemiec, benzyna jest tu tańsza o 40 eurocentów” – powiedział jeden z kierowców. Inny dodawał bez ogródek: „W Niemczech trzeba zapłacić 2,20 euro. Przejechałem 50 kilometrów po tańsze paliwo”.
Zjawisko to nie jest nowe, ale obecnie – jak wskazują obserwatorzy rynku – ponownie przybiera na sile wraz z rosnącą dysproporcją cen.
Od niedawna w Polsce obowiązują ceny maksymalne paliw. Dla benzyny 95 ustalono je na poziomie 5,42 zł za litr (6,16 zł z VAT), dla benzyny 98 – 5,98 zł (6,76 zł z VAT), a dla oleju napędowego – 6,76 zł (7,60 zł z VAT). Wprowadzenie tych limitów miało ustabilizować rynek i ograniczyć wzrost kosztów dla kierowców.
Jednak niższe ceny przyciągnęły także zagranicznych klientów. Rząd nie wyklucza reakcji. Minister energii Miłosz Motyka przyznał: „Jeśli chodzi o turystykę paliwową, to analizujemy to bardzo dokładnie (…) nie wykluczamy decyzji o ograniczeniu w zakresie sprzedaży paliw dla obcokrajowców”.
Jednocześnie zaznaczył: „Natomiast to są kolejne kroki, na dzisiaj nie ma takiego zagrożenia”.
Na bieżąco sytuację obserwują także spółki paliwowe. Prezes Orlen Ireneusz Fąfara poinformował: „Wprowadziliśmy system monitorowania sytuacji na stacjach przygranicznych na wszystkich granicach i codziennego raportowania o tym”.
Działania te mają pozwolić na szybkie reagowanie w przypadku ewentualnych problemów z dostępnością paliwa lub zakłóceń w łańcuchach dostaw.
Jak zauważają analitycy, turystyka paliwowa jest naturalnym efektem różnic cenowych w zintegrowanym rynku europejskim. Jednocześnie może prowadzić do lokalnych napięć – zwłaszcza w regionach przygranicznych, gdzie wzmożony popyt może wpływać na dostępność paliwa dla mieszkańców. Z drugiej strony, dla stacji paliw oznacza to większe obroty, a dla państwa – dodatkowe wpływy podatkowe.
