Mają 8 dzieci - przyjmują umierające, by dać im miłość - zdjęcie
05.01.18, 10:15

Mają 8 dzieci - przyjmują umierające, by dać im miłość

To amerykańskie małżeństwo ma ósemkę własnych dzieci. Przyjmuje jednak w swoim domu jeszcze śmiertelnie chore dzieci. Małżonkowie nie chcą, by musiały umierać samotnie...

Pielęgniarka Cori Salchert zauważyła, że niektóre śmiertelnie chore dzieci są porzucane przez swoje rodziny, by umarły w samotności. "Nikogo nie oceniałam [...]. Pomyślałam jednak, że chętnie wzięłabym te dzieciaki, by się o nie zatroszczyć" - powiedziała kobieta amerykańskim mediom.

I jej rodzina rzeczywiście zaczęła to robić. Choć pielęgniarka wychowuje wraz z mężem ósemkę własnych dzieci, znalazła jeszcze dość miłości i czasu dla kolejnych dzieci... Odkąd małżeństwo zdecydowało się na rozpoczęcie takiej formy pomocy, przyjęło już do swojego domu trójkę śmiertelnie chorych dzieci. Stali się dla nich czymś znacznie więcej, niż rodziną zastępczą. Stali się ostatnimi towarzyszami na drodze ku śmierci.

W grudniu ubiegłego roku para adoptowała małego chłopca o imieniu Charlie. Dziecko musi być karmione przez rurkę, oddycha przez respirator. "Umrze, nic tego nie zmieni" - mówi Cori, ocierając łezę. "Możemy jednak zmienić to, w jaki sposób życie, a zmianą dla Charliego jest to, że będzie kochany, zanim odejdzie" - dodaje.


"Bóg jest miłością i kocha tego małego chłopca, kocha także nas, byśmy i my mogli to dziecko pokochać" - dodaje mąż pielęgniarki, Mark. "Charlie to niesamowita osoba. Uczynił nas bogatszymi - w pewnym sensie, bardziej żywimi" - dodaje.

Małżonkowie zdecydowali się na taką działalność po ciężkiej chorobie, na jaką zapadła Cori pięć lat temu. Musiałą przejść wiele operacji chirurgicznych, nie mogła też dalej pracować. "W swoich modlitwach pytałam wówczas Boga, jak mogę to wydobyć z tego dobro" - opowiada Cori. I Pan Bóg odpowiedział, wzbudzając w sercu Cori pragnienie pomocy śmiertelnie chorym dzieciom.

"Te dzieci potrzebują pielęgniarek, ale przede wszystkim potrzebują mam" - opowiada Cori. "Zbyt wielu ludzi nie robi niczego, ponieważ nie mogą zrobić wszystkiego i wszystkich uratować. Ja, chociaż nie mogę pomóc każdemu dziecku, jestem szczęśliwa zmieniając życie chociaż kilku" - kończy kobieta.

mod/lifenews