30.11.18, 09:45

Karolak u szamana, czyli kulturowa amnezja

,,Nie zabijam, nie kradnę, ale przestrzeganie dziesięciorga przykazań nie jest moją mocną stroną. Pokory próbowałem uczyć się w klasztorze. Przez lata jeździłem do Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Na kilkanaście dni, oczyścić się z brudów tego świata. Teraz myślę, że lepszą lekcję dają życiowe problemy, a nie kontemplacja. Wciąż popełniam błędy i w dodatku się na nich nie uczę - jestem głupi jak but. Nie mogę więc powiedzieć, że jestem pokorny. Myślę, że jestem zarozumiałym skurczybykiem'' - mówił kiedyś o sobie Tomasz Karolak. Najwyraźniej postanowił to zmienić, sięgając po bardzo... ciekawe środki.

Według ,,Super Expressu'' ten popularny aktor poddał się praktykom szamańskim w Peru. Miał zastosować ,,kurację'' napojem Ayahuasca, który zawiera DMT - związek chemiczny powodujący silne zaburzenia odczuwania upływu czasu, omamy, wrażenia czuciowe. Wiele osób pijących ów napar ma wrażenie kontaktu ze światem duchów.

Karolak twierdzi, że była to dla niego ,,terapia'' i ,,w ciągu pięciu godzin'' zrobił tyle, co ,,w normalnych warunkach przz pięć lat''. Miał mieć ,,wizje'', w których wróciły do niego ,,najistotniejsze przeżycia z dzieciństwa'' i dzięki temu ,,przerobił je jeszcze raz''. Szamani mieli uświadomić Karolakowi, że musi być bardziej pokorny.

Dlaczego o tym piszemy? Bynajmniej nie dla samego Karolaka. Ciekawe jednak, że by uświadomić sobie wagę podstawowej cnoty chrześcijańskiej - pokory - nie wystarczają już niektórym nawet dni spędzane w benedyktyńskim klasztorze. Trzeba jechać aż na drugi koniec świata, by pić psychodeliczne substancje z garnka szamana. Oto jak wygląda cywilizacja, która zapomina o sobie samej. 

bb/styl,se.pl