05.08.16, 18:00Scheuring-Wielgus (fot. Adam Zakrzewski, tylkotorun.pl) oraz Wojciech Tochman (YouTube)

Wszystkie obsesje Scheuring-Wielgus i Tochmana

Posłanka Joanna Scheuring-Wielgus została skrzywdzona. Ta kobieta naprawdę przeżywa gehennę, a świat musi się o tym dowiedzieć. Gdy sprawa wypłynęła na światło dzienne, zajął się nią z pełnym zaangażowaniem znany reporter Gazety Wyborczej, pan Wojciech Tochman.  Sejmowy ,,skandal'' został nagłośniony przez autora z całą reporterską precyzją i dziennikarskim kunsztem, zdobywanym latami i nie tylko tu, w tej biednej Polsce.

Utytułowany dziennikarz, międzynarodowy autor i reporter, wielokrotnie nagradzany m. in.  tytułami: Reporter Roku (1998) według czytelników Gazety Wyborczej;  finalista Nagrody Literackiej Nike 2001 i 2003; finalista prestiżowej nagrody Prix RFI przyznawanej w Paryżu.. wziął byka za rogi, zmierzył się z tą ponurą sprawą, a niejeden czytelnik w trakcie lektury poczuł ciarki na plecach a oczy zaszły mu mgłą, gdy czytał   ... ale o tym za chwilę.

A było to tak..

Pewnego razu posłanka partii kropka Nowoczesna w intymnym wywiadzie wyznała, że została nazwana ,,niezłą dupeczką''. Kto się ośmielił, kto mógł ją tak boleśnie urazić, zszargać do imentu jej kobiecą i poselską dumę? Tego nie wiemy, ale liczy się fakt! Szkoda, że pani poseł nie przyszło do głowy złożyć stosownej skargi do Komisji Etyki Poselskiej, co byłoby w takiej sytuacji najbardziej prawidłową reakcją. Nie tędy droga! Pani poseł postanowiła wyznać swój dramat publicznie i korzystając z okazji napiętnować w Sejmie męskich szowinistów. Rzucając temat na pożarcie mediom, rozpaliła nie tylko napalonych fejsbukowiczów, ale i żądnych poklasku dziennikarzy. Gdy w grę wchodzą emocje, być może trudno jest podać konkrety, nazwisko, godzinę, moment w którym ta ze wszech miar skandaliczna sytuacja miała miejsce. Narzućmy zasłonę milczenia to niedopowiedzenie posłanki Scheuring-Wielgus, przykryjmy całunem połyskliwego weluru ten incydent obyczajowy, rozgrywający się w kuluarach (lub w ławach) polskiego Sejmu.

Zgniły świat zbadany: Tochman nurkuje w odmęty

Świat jest zepsuty, każdą sferę życia plugawi seksizm. Posłanka Wielgus nie była na to gotowa, nie spodziewała się, że w polski parlamentarzysta zachowa się tak niegodnie. Dotknięta do żywego, dławiąc poczucie hańby, wyznała swoją tajemnicę: ,,..to było w pierwszym tygodniu mojego pobytu w Sejmie, jak tylko zaczęłam sprawować funkcję posłanki. Jeden z posłów wyraził się, że jestem ,,niezłą dupeczką". Posłanka zdradza, że było to jedno z najgorszych przeżyć, jakie ją spotkały w pierwszym roku na Wiejskiej''

Na ratunek poniżonej kobiecie ruszył znany reporter, Wojciech Tochman. Na łamach portalu wyborcza.pl rozpoczął skrupulatne dochodzenie, kto i jak komentuje wyznania posłanki Wielgus. Rozemocjonowany wydarzeniem, rozedrganą ręką cytuje wpisy fejsbukowicza  "..Napisałbym że niezła z ciebie dupeczka ale aż tak słabego wzroku nie mam". Dodaje też emocjonalne komentarze: ..,,Zobaczyć sprawców z ich żonami, dziewczynami, córkami i wnuczkami. Krzysztof Rosłaniec, zostańmy chwilę przy nim, pracuje w firmie dostawczej w Błoniu. Kilka miesięcy temu poleciał do Anglii. Tam "rozglądał się, gdzie kasy zarobić i odłożyć na stare lata"..

Z pewnością te kilka godzin analizy Fejsbuka nie poszło na marne. Wojciech Tochman wyszukał jeszcze inne ,,kwiatki'', którymi postanowił podzielić się z czytelnikami wyborczej.pl: ..,,Stamtąd pochodzi, życzliwi donieśli mi adres jego rodziców. Dziś mieszka za granicą. Na fotografiach rozebrany pręży mięśnie przed lustrem. Skopiowałem jedną fotkę i wrzuciłem pod jego wulgarny wpis.''

Tochman pisze dalej o innym komentatorze FB:...,,Wyjaśniłem Rafałowi Ziółkowskiemu, że każde jego słowo mówi o nim, nie o mnie. I że nakarmię jego narcyzm niebawem, pisząc o nim kilka słów''.

Wojna hybrydowa w stylu GW

W batalii godnej lepszej sprawy wyborcza.pl marnuje nie tylko kunszt pisarski dziennikarza, ale znajomość duszy ludzkiej i wiedzy o świecie zbieranej latami. Do boju posyłani są najlepsi żołnierze, wykonujący wstępne rozpoznanie taktyczne: tropienie mizoginów i zbieranie dowodów na rozwiązłość. Na pierwszy ogień rzucane są wzniosłe hasła: molestowanie bezbronnej kobiety, urażona niewinność, obrona honoru i czci. Kolejny etap wojenki - nagłaśnianie prowokacji sejmowej zmontowanej przez  posłankę .Nowoczesnej przechodzi w fazę strzelania z byle czego, byle głośno i z rozbłyskiem: to anonimowe komentarze na fejsie, prymitywne dyskusje, dowcipasy a często niewybredne popisy czy prowokacje. Gdy pomruk potyczki z gawiedzią cichnie, do boju wytacza się najcięższy kaliber: porównanie pogłoski sejmowej z masakrą, rzezią Tutsi dokonaną przez Hutu. Na koniec mocny, ideowy apel do obecnej władzy i wsparcie dla ciemiężonej kobiety. Pozostają jeszcze zwielokrotnione echa bitwy - setki oburzonych, prowokatorów i klakierów opozycji, którzy prowadzą małe batalie na swoich lokalnych frontach.

Posłanka o nadszarpniętej czci - on tak poważnie, czy drwi?

Redaktor  Tochman wykorzystał w artykule fragment ze swojej książki, opisującej mord kobiet w szkole w Rwandzie, będącej tylko pojedynczą odsłoną apokaliptycznej rzezi prawie dwóch milionów Tutsi brutalnie zabijanych przez Hutu. Czemu miało służyć porównywanie eksterminacji setek kobiet do wynurzeń egzaltowanej posłanki? Czyżby książki autora artykułu sprzedawały się na tyle słabo, że musiał sięgnąć do aż tak nieadekwatnego zestawienia, by przypomnieć o swojej twórczości?  

Nagły  przeskok  myślowy autora, wprost z fejsbukowego podglądactwa do makabrycznego opisu tragedii w Rwandzie jest szokujący. Czy autor z równym zapałem zajmował sie tragedią niemieckich kobiet, gwałconych masowo przez islamistów czy też chrześcijanek oblewanych kwasem lub kamienowanych za wiarę?

Niewypał letnią porą

Teatrzyk o lekkim zabarwieniu erotycznym nadaje się w sam raz na okres kanikuły, bo i treść frywolna i posłanka czasem też. Zwłaszcza wtedy, gdy stojąc na mównicy sejmowej nie jest w stanie zlokalizować posła Terleckiego, który siedzi tuż za nią, bo akurat prowadzi obrady i pełni funkcję Wicemarszałka Sejmu.

Sezon ogórkowy ma swoje prawa. Nie oznacza to jednak, że wiodąca stacja telewizyjna może wysyłać swoich reporterów na policyjny śmietnik, by podrzucali puste butelki po piwie, czy też opiniotwórcza gazeta powinna wysyłać utytułowanego reportera na front fejsbukowej walki na poziomie pudelka?

Jeśli tak dalej pójdzie, TVN będzie tracił widzów z tygodnia na tydzień, a Wyborczej nikt nie będzie chciał wziąć do ręki nie tylko z darmowym kubkiem kawy, ale nawet ze znacznie lepszym gratisem.

L. D.