Ateiści atakują Kościół, bo podarował niemowlęciu Biblię - zdjęcie
12.08.13, 11:34Biblia (fot jclk8888/Morgue File)

Ateiści atakują Kościół, bo podarował niemowlęciu Biblię

24

Członek „Ateistik Selskab”, ateistycznej organizacji, zarejestrował swoje dziecko poprzez Kościół ewangelicki, który w Danii przeprowadza też niektóre cywilne procedury. Po rejestracji, Kościół podarował rodzicom dziecka Biblię i książkę o chrzcie.

Oburzony ojciec nazwał dar „gloryfikacją chrztu” i „nieodpowiednią formą werbunku”. Kościół nie powinien „pełnić funkcji misjonarskich, gdy spełnia swoje cywilne obowiązki, które przejął od państwa”. Zdaniem ateisty człowiek może słuchać chrześcijańskiego przesłania na niedzielnej mszy, ale nie, gdy rejestruje urzędowo swoje dziecko.

Kurt Bilsbo, przewodniczący Związku Ateistów, uważa, że Kościół nie powinien w żadnej mierze zastępować państwa. Szczególnie dlatego, że z powodu swojej urzędowej pracy otrzymuje od państwa pieniądze. W ten sposób podatnicy są zmuszeni finansować Kościół.

Minister ds. religijnych, Manu Sareen powiedział, że jego zdaniem Kościół świetnie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Przyznał jednak rację ateistom mówiąc, że Kościół powinien powstrzymać się od „religijnego przesłania” podczas rejestracji noworodków.

PCh/kath.net

Komentarze (24):

anonim2013.08.12 12:02
Rozumiem że gdyby niemowlę dostało książkę o pseudo-teorii gender a nie biblię to tatuś by skakał z radości?
anonim2013.08.12 12:03
No pięknie! W ateistycznej ponoć Danii, Kościół zajmuje się nawet takimi zadaniami jak rejestracja noworodków. To jest zaiste wspaniały przykład "rozdziału Kościoła od panstwa"! Jak widać całkowicie świeckie państwo jakim jest Dania nie umie samodzielnie wywiązać się z tak podstawowego obowiązku jakim jest rejestracja własnych obywateli w urzedach administracji państwowej. Stąd biedni ateiści są zmuszani do korzystania z usług duchownych. Koszmar! :D :D :D
anonim2013.08.12 12:05
Gandalf-tam kościół jest częścią państwa
anonim2013.08.12 12:08
gdyby moje dziecko dostało koran. to bym zwyczajnie podziękował a koran odłożył gdzieś na najwyższą półkę :P
anonim2013.08.12 12:20
Sebiunus, Niemożliwe! Co za ciemnogród! To w Danii nie było jeszcze rewolucji francuskiej i ten biedny naród nadal tkwi w mrokach średniowiecza? To jest okropne! Trzeba tam zaraz posłać Palikota i piogala żeby natychmiast zrobili w tej ciemnej Danii "oświecenie" i "postęp"! :D :D :D
anonim2013.08.12 12:34
Pawel.nn Co Ty nie powiesz!!! Taki ciemnogród! Takie zacofanie! Takie średniowiecze! I to w XXI wieku! Horror!
anonim2013.08.12 13:09
@petrasCK Myślę, że jeśli dziecko byłoby rejestrowane przez jakąś instytucję islamską to byłoby to oczywiste, że dostałoby koran, jestem przekonany, że tak właśnie się dzieje. Natomiast trudno mi sobie wyobrazić wojującego ateistę, który zdobywa się na odwagę, aby wystąpić w tej kwestii przeciwko muzułmanom. Zapewne dlatego o takich rzeczach nie słyszymy i pewnie nieprędko usłyszymy.
anonim2013.08.12 13:16
U nas nie widzą w tym nic dziwnego bo tu nikt nikogo o nic nie pyta tylko decyduje za niemowlaki, kiedy te jeszcze nie mają pojęcia co się z nimi dzieje i co oczywiste nie decydują świadomie o swoim światopoglądzie. Potem gdy człowiek dorasta ma duży problem żeby wystąpić z kościoła. Wygląda mi to na przymus i narzucanie swojego światopoglądu. Gdybym miał dziecko, a to dorosło i np zechciało zostać księdzem nie miałbym nic przeciwko. Bo to byłby jego ŚWIADOMY wybór. Na tym polega szacunek dla drugiego człowieka. Rzecz niepojęta dla niektórych.
anonim2013.08.12 13:21
@Anty_islam jak "chrzcić" go będą ateiści, to kto im broni dawać taką książkę?
anonim2013.08.12 14:08
Promocja protestanckiego zboru w Danii poprzez danie mu pewnych prerogatyw państwowego urzędu to nie jest dobra rzecz. Inna sprawa, to że podarowanie Biblii jest ok i współczuję dziecku wychowywanemu przez ateistów.
anonim2013.08.12 14:09
Fascination, Dzecinko, Dania jest krajem demokratcznym a nie "francuskim". Obok urzędów kościelnych wypełniających administracyjną L funkcje państwa istnieją takźe urzędy czysto świeckie, ktore wypelniają dokładnie takie same funkcje administracyjne. Róźnica polega na tym ze jak jakiś obywatel przy okazji rejestracji swojego dziecięcia chce otrzmać dodatkowo jakieś błogoslawieństwo, krzyźyk albo Biblię i porozmawiać przy okazji o crzcie dzecka, to nie idzie do urzędu swieckiego czy "ateistycznego" tylko idzie do urzędu kościelnego. To samo dotyczy ateisty. Jeśli ateista nie chce podczas rejestracji dziecka w urzędzie "stykać" się z jakimikolwiek pierwiastkami religijnymi, bo na przykład boi się, źe mu się dziecko od-ateistyczni, to omija taki kościelny urząd szerokim łukiem i trafia wprost w objęcia urzędnika spełniającego w stu procentach standardy wymagane przez owego ateistę. Opisany wyzej przypadek jest kolejną ilustracją pokazującą do jak poważnych schorzeñ może doprowadzić zbyt silnie przeżywany ateizm. Powyższy przypadek pokazuje ponadto wraźnie, że niektòrym ateistom nie chodzi o to żeby samemu nie wierzyć w Boga tylko o to żeby innym ograniczyć mozliwość wyrażania i przekazywania wiary religijnej. Pozdrawiam z głębokim rozbawieniem :)
anonim2013.08.12 14:16
@Anty_islam Podejrzewam, że gdyby katolikowi ktoś dał taką książkę jego dziecku na chrzcie, to nie robiłby wielkiego rabanu, tylko po prostu zrobiłby z tą książką to co należałoby zrobić, czyli umieścić w specjalnie do tego celu przeznaczonym miejscu (pojemnik na odpady suche w myśl ostatnich ustaw). Tak zrobiłbym np. ja. Ktoś kulturalniejszy ode mnie mógłby podziękować i prezentu nie przyjąć. Ateista rejestrujący dziecko w instytucji kościelnej nie powinien się dziwić, nie musi przyjmować tego daru, nikt go pod przymusem nie indoktrynował. Prawda jest inna: jeśli ktoś zrezygnuje z życia z Chrystusem, to Chrystus będzie go zawsze bolał. Po pierwsze, szatan tak działa w człowieku, że go od Chrystusa i jego spraw odpycha (doświadczyłem tego własnodusznie), a po drugie, człowiek ma sumienie, a sumienie nawet zagłuszone nieraz też zaboli. I tyle. Stąd cały raban!
anonim2013.08.12 16:16
@Gandalf, sempreverita - jesteście pewni, że "ojciec dziecka mógł zarejestrować dziecko przez urząd świecki"? "Following a birth, the midwife fills in the forms to register the birth and sends them to the Registrar of the State Church, who issues a birth certificate. These forms have to be handed in at the local State Church office (even if the family are affiliated to another religion or do not attend church) in the area of residence within 14 days of the birth" link: http://denmark.angloinfo.com/healthcare/pregnancy-birth/birth-registration/ Z powyższego wynika, że nie bardzo, więc wymądrzanie się na temat "co mógł ojciec" jest trochę bez sensu.
anonim2013.08.12 16:23
Czemu ateiści tak się boją Biblii? Ona nie gryzie. Nic dziecku się nie stanie. Może to sataniści a nie ateiści?
anonim2013.08.12 17:09
Uire, No jasne! Państwo duńskie jest tak sklerykalizowane że nie jest w stanie zapewnić nieszczęśliwym ateistom jakiegoś świeckiego urzędu w ktorym udręczony religijnym uciemiężeniem ateista mógłby w spokoju ducha zarejestrować swoje nowonarodzone dziecko bez narażania go na kontakt z szamańskimi praktykami protestanckich duchownych. A wszystko to dlatego że rewolucja francuska odbyła się tylko we Francji a nie na przykład w Danii. Co za okropna niesprawiedliwość dziejowa to jest! Jednym słowem: horror!
anonim2013.08.12 17:22
@Fascination Co otrzymałaś na swym chrzcie prócz imienia?
anonim2013.08.12 18:08
@Gandalf, nie rzucaj się, bo ja Ci tylko dowodzę, że naplotłeś bzdur pisząc, że "omija taki kościelny urząd szerokim łukiem i trafia wprost w objęcia urzędnika spełniającego w stu procentach standardy wymagane przez owego ateistę". W omawianym przypadku ateista takiej możliwości nie ma, ale Ty wolałeś się popisywać zamiast sprawdzić czy się nie wygłupiasz tymi popisami. Na dodatek tutaj sprawa nie jest taka prosta, bo zdaje się, że obowiązkiem duńskiego kościoła jest zachowanie neutralności w chwili, kiedy przejmuje działania państwa. Obdarowując Biblią "z automatu" narusza tą zasadę. Jestem w stanie zrozumieć irytację obdarowanego, bo ja np. nie życzę sobie, żeby w USC ktoś mi w prezencie dawał broszurki pt., dajmy na to: "Ateizm jako droga do szczęścia dziecka - o zgubnym wpływie religii na rozwój emocjonalny człowieka". Nie życzę sobie, bo jest to włażenie z butami w sferę wolności religijnej.
anonim2013.08.12 19:00
Uire, Ja się nie rzucam tylko pokazuję absurdalność całej tej sytuacji. Jeżeli państwo powierza takiej intytucji jak Kościół, który z samej swojej istoty posiada jasno określoną tożsamość wyznaniową, jakieś zadania, ktore należą do prerogatyw państwa, to takie państwo musi pamiętać, że wszystko co taki Kościół czyni zawsze z samej swojej istoty tą tożsamością wyznaniową będzie naznaczone. Jeźeli taka instytucja jak Kościół ma prawo dokonywać rejestracji noworodków to ma takie prawo dlatego i tylko dlatego źe są w państwie tacy obywatele, którzy źyczą sobie tego aby taka rejestracja została dokonana przez instytucję religijną. Jeźeli jakiś obywatel nie zyczy sobie zadnych akcentów religijnych w tak waźnym momencie źycia noworodka jakim jest jego rejestracja w doiumentacji państwowej, to psim obowiązkiem państwa jest taki świecki urząd stworzyć albo prznajmniej takiego "świeckiego" urzędnika" zatrudnić. Domaganie sie od Kościoła aby rezygnował ze swojej kościelnej tożsamości tylko dlatego że świeckie państwo nie jest w stanie wywiązać się ze swoich świeckich obowiązków i zapewnić ateiście "świecki obrzęd" rejestracji ateistycznego noworodka, jest absurdem graniczącym z groteską. Pozdrawiam z rozbawieniem.
anonim2013.08.12 19:33
Widzisz, Gandalfie, teraz zaczynasz pisać z sensem :). Oczywiście, masz rację, tylko ta racja nie pasuje do artykułu, pod którym jest wyrażana. 1. To co piszesz ma 100% sens w sytuacji takiej jak w Polsce - rodziału państwa i Kościoła. 2. Omawiany przypadek dotyczy Danii, gdzie takiego rozdziału nie ma. Głową Kościoła Ewangelicko-Luterańskiego Danii jest duńska królowa, co sprawia, że Twoje, słuszne wskazania w zakresie obowiązków państwa i niezależnej od państwa tożsamości Kościoła są bezużyteczne. 3. Jednocześnie większość obywateli Danii domaga się rozdziału państwa od kościoła Dlatego protest, o którym mowa w artykule nie jest w swojej istocie "atakiem na Kościół", czy histerią, ale elementem walki o rodział państwa od kościoła. Czyli o to, żeby " psim obowiązkiem państwa było taki świecki urząd stworzyć". A tak obok tematu - problemy z którymi boryka się m.in. Kościół Danii są właśnie przykładem na to, że rozdział państwa i kościoła służy obydwu stronom. Inną sprawą jest taki sobie poziom dziennikarski tego artykułu, który pomija komplikacje, o których wspominam, a skupia się na produkowaniu "sensacyjnych" tytułów typu "Ateiści atakują Kościół, bo podarował niemowlęciu Biblię".
anonim2013.08.12 22:02
Uire, Gandalf "zaczyna" pisać z sensem? Dzecinko Droga, Gandalf na Frondzie pisze z sensem zanim do Ciebie w ogóle dotarło slowo Fronda. Zatem daruj sobie kochanie uwagi tego typu pod moim adresem, bo moje sadełko na brzuszku zaczyna wpadać w drgawki powodowane konwulsjami śmiechu. :) A teraz do rzeczy: Sytuacja kosciołów protestanckich w krajach skandynawskich jest mi dobrze znana. Nie ma tam "opiewanego" w licznych poematach staroświeckich fanatyków rewolucji francuskiej dogmatycznego "rozdzialu" kościoła od państwa, ponieważ w krajach tych występuje coś znacznie gorszego. Tam mamy do czynienia z całkowitym czyli absolutnym podporządkowaniem Kościola władzy państwowej. Kościoły protestanckie w tych krajach nie mają praktycznie źadnej autonomii i są calkowicie podporządkowane władzy pañstwowej. Sytuacja taka absolutnie nikomu nie przeszkadza i nie ma tych krajach źadnego poważnego dąźenia do oddzielania Kościoła od państwa. Nawet w rzeczonej sprawie, wystarczy uchwała parlamentu źe duchownym protestanckim nie wolno nigdy i nigdzie ani słówkiem pisnąć o Crystusie i źaden z nich ani słówkiem o Crystusie nie piśnie bez obawy na narażenie się na sankcje karne. Co oczywiście nie przeszkodzi im w nazywaniu się nadal duchownymi i pobierani z tego tytułu znaczących synekur. Zakaz obdarowywania dzeci Biblią to jest kwestia jednego popisu odpowiedniego urzędnika. Sens tego artykułu nie polega na ukazaniu bohaterstwa samotnego ateisty walczącego o zaprowadzenie szlachetnych ideałów rewolucji francuskiej w zacofanym Królestwie Danii polegającego na wprowadzeniu rzeczonego "rozdziału". Sens tego artykułu był zgoła inny. Chodziło w nim przede wszystkim o ukazanie chorobliwej antyreligijnej fobii co poniektórych nie tylko duńskich ateuszy. Tym ludziom o żadne rozdziały Kościoła od państwa nie chodzi. Ich chorobliwa fobia polega na alergicznym reagowaniu na wszelkie przejawy źycia religijnego jakie pojawiają się w ich polu widzenia czy slyszenia. To co ci ludzie przeżywają to jest pewien rodzaj nerwicy religijnej spowodowanej wadliwym ustawieniem własnej psychiki w stosunku do rzeczywistości związanej z transcendentnym wymiarem ich życia. Wartość tego artykułu polega na tym że pokazuje on jak w pewnych krajach typowe schorzenia psychiczne i wynikające z nich zachowania uzyskują status zachowań normatywnych charakterystycznych dla ludzi psychicznie zdrowych. Niektóre społeczeństwa powoli osiągają taki poziom degeneracji źe zachowania typowe dla ludzi psychicznie chorych stają się normą i sa przyjmowane z a normatywne przez ogól społeczeństwa. I na tym właśnie polega prześmiewcza wartość tego artykułu. Pozdrawiam z niegasnącym rozbawieniem.
anonim2013.08.12 23:25
Gandalf, używanie w dyskusji określeń typu "dziecinko", bądź "kochanie" dyskwalifikuje Cię jako dyskutanta. Nie interesują mnie również przygody Twojego sadełka. Wybacz, ale nie mam w zwyczaju popadać w tego rodzaju poufałości z przypadkowymi mężczyznami. Sytuację kościołów skandynawskich mogłeś sobie wyguglać zanim wydurniłeś się pisząc: "Róźnica polega na tym ze jak jakiś obywatel przy okazji rejestracji swojego dziecięcia chce otrzmać dodatkowo jakieś błogoslawieństwo, krzyźyk albo Biblię i porozmawiać przy okazji o crzcie dzecka, to nie idzie do urzędu swieckiego czy "ateistycznego" tylko idzie do urzędu kościelnego." Na dodatek guglałeś niedokładnie, bo piszesz: "Sytuacja taka absolutnie nikomu nie przeszkadza i nie ma tych krajach źadnego poważnego dąźenia do oddzielania Kościoła od państwa" Kiedy Wikipedia (źródło niepewne, ale zawsze lepsze niż żadne) podaje: "W sondażu przeprowadzonym w 2007 roku, 52% respondentów opowiedziało się za oddzieleniem kościoła od państwa, a 30% było przeciw" Piszesz: "Tym ludziom o żadne rozdziały Kościoła od państwa nie chodzi" - jesteś w stanie to uzasadnić? Jakieś dane, np. statystyki? pozdrawiam chłodno, przypominając o tym, że nie życzę sobie spoufalania się.
anonim2013.08.13 3:26
Uire, Dziecinko kochana, to co według Ciebie mnie "kwalifikuje" lub "dyskwalifikuje" mało mnie interesuje. O przygodach mojego sadełka informuję Cię dlatego i tylko dlarego, źe Twoje arcypoważne wpisy dotyczące rzekomych prześladowań ateistów w Danii, spowodowane skandalicznym brakiem rozdziału Kościoła od państwa, zkłócają błogi spokój mojego sadełka ilekroć natrafiam na Twoje przezabawne wpisy na naszej kochanej Frondzie. To że 30 procent obywareli jakiegoś kraju uważa że proszek do prania jednej firmy pierze bieliznę lepiej niż proszek do prania wszystkich innych firm wcale jeszcze nie oznacza że kwestia wyboru proszku do prania jest poważnym problemem społecznym. Omawiany w artykule "problem" nie dotyczy żadnego poważnego problemu społecznego a już na pewno nie tak poważnego jakim jest postulowany przez takich jak Ty choć w tym przypadku duńskich oryginałów rzeczony "rozdział" kościoła od państwa. W sytuacji całkowitego poporządkowania Kościoła państwu taki "rozdział" przypomina "rozdzielanie" mercedesów koloru białego od mercedesów koloru czarnego dowożących młode pary do urzędu stanu cywilnego. Jak już napisałem wcześniej duński parlament może zatwierdzić ustawę zakazującą uprawiania wszelkiej propagandy religijnej przez wszelkie kościoły, których głową jest duńska królowa, albo wydać ustawę "rozdzielającą" koronę duńskiej królowej od głowy duńskiej królowej. Wszystko oczywiście będzie zależało od głębi "traumy" kolejnego duńskiego ateisty, który zaprotestuje przeciwko temu że glowa duńskiej królowej, która równocześnie jest głową jakiegoś Kościoła nie jest "rozdzielona" od duńskiej korony, która to korona jest insygnium władzy państwowej a nie władzy religijnej. Myślę że jakiś kolejny sondaż opinii publicznej w tej palącej dla duńskich ateistów sprawie natychmiast zostanie przeprowadzony w wyniku czego ten bolesny dla duńskich ateistów problem zostanie jakoś rozwiązany. Dziecinko Kochana, istotą niewymownych cierpień niektórych (nie tylko duńskich) ateistów nie jest w ogole sprawa rozdziału Kościoła od państwa. Przyczyną cierpień tych biedaków jest okoliczność, że istnieją jeszcze na świecie ludzie, którzy nie tylko wierzą w Boga, ale nawet wyrażają ten fakt na zewnątrz i o zgozo czynią to publicznie. Tego właśnie problemu dotyczy omawiany artykuł a nie zasady rozdziału Kościoła od państwa. W kraju, w którym rożnica pomiędzy Kościołem a państwem uległa niemal całkowitemu zatarciu taki rozdział staje się absurdem. No chyba że komuś chodzi o całkowitą eliminację wszelkich pozostałości wskazujących na jakiś związek chrześcijaństwa z dziejami państwowości duńskiej. W takim przypadku należałoby raczej mówić o likwidacji tego rodzaju pozostałości a nie o jakimś abstrakcyjnym "rozdziale". Pozdrawiam niezwykle cieplo o niezwykle późnej porze licząc na to ze okoliczność iż jestem mężczyzną w niczym nie zakłóci sposobu przeżywania przez Ciebie Twojej prywatnej i całkowicie osobistej kobiecości. :)
anonim2013.08.13 3:50
Tonucci, Biedaku, zaiste masz rację: jak ktoś powierza facetowi wypełnienie jakiejś funkcji, na przykład pozmywanie naczyń po obiedzie, to faktycznie należy tego faceta zrugać za to, że uczynił to w męskich spodniach a nie w damskich pończochach. Dzecinko, jeżeli ktokolwiek powierza komukolwiek wypelnienie jakichkolwiek funkcji, to nie moźe mieć potem pretensji do osoby wypełniającej takie funkcje, że funkcje te są wypełniane w sposób zgodny z tożsamością wykonawcy. Jeżeli w omawianym przypadku coś jest absurdem, to absurdem jest to że państwo powierza Kościołowi swoje czysto administracyjne funkcje a nie to, że duchowny, ktòry takie funkcje pelni zachowuje się jak duchowny. Jeżeli rzeczony ateista wpadł w traumę na widok duchownego wręczającego Biblię dziecięciu owego ateisty, na wskutek tego że ateista ów został zmuszony przez własne państwo do udziału w tym wydarzeniu i to w tak strasznych okolicznościach, to niestety ale słuszne pretensje owego skrzywdzonego ateisty powinny być kierowane do państwa a nie do Kościoła. Teraz masz już jasność w kwestii...?
anonim2013.08.13 10:20
Gandalf, jeśli nie rozumiesz, dlaczego zwroty, których używasz są dyskwalifikującym przejawem prostactwa to pozostaje mi wyrazić tylko serdeczne współczucie. Jak widać otaczasz się kobietami, które mają zwyczaj spoufalać się z kim popadnie i dlatego uważasz takie odzywki za normalne. Analogia z proszkiem do prania jest guzik warta, bo nikt póki co nie wprowadził w Danii "państwowego proszku do prania", którego, owszem nie trzeba obowiązkowo używać, ale przy zakupie jakiejkolwiek innej marki obowiązkowo trzeba przyjąć opakowanie "państwowego proszku" wraz z broszurą dowodzącą jego wyższości nad innymi proszkami. Ponadto nie umiesz czytać, w sondażu, który cytuję 57% respondentów opowiedziało się ZA rozdziałem państwa i kościoła. Taki wynik pozwala sądzić, że jednak jakiś problem społeczny istnieje. Cała reszta Twojego bełkotliwego wywodu tylko coraz bardziej Cię kompromituje, bo dowodzi, że wymądrzasz się w temacie, o którym nie masz zielonego pojęcia. 1. "duński parlament może (...) wydać ustawę "rozdzielającą" koronę duńskiej królowej od głowy duńskiej królowej" - bzdura. Nie "wydać ustawę", tylko zmienić konstytucję. A zmiany konstytucji nie dokonuje się "w każdej chwili" 2. "Omawiany w artykule "problem" nie dotyczy żadnego poważnego problemu społecznego" - ponownie bzdura. Ateiści w Danii nie są szczególnymi "oryginałami". Według danych z 2010 roku jest ich tam 24%, a 47% Duńczyków nie wierzy w Boga osobowego, tylko w bliżej niesprecyzowanego ducha bądź siłę życiową. Jednocześnie prawie 80% jest zaliczanych do wiernych Kościoła Danii. Jak nie widzisz, że coś tu jest nie tak, to znaczy, że trzecią klasę szkoły podstwowej przebrnąłeś tylko dzięki znajomościom. 3. Jakiś dowód, poza Twoimi fantazjami na to, że "Przyczyną cierpień tych biedaków jest okoliczność, że istnieją jeszcze na świecie ludzie, którzy nie tylko wierzą w Boga, ale nawet wyrażają ten fakt na zewnątrz i o zgozo czynią to publicznie." Zwłaszcza w świetle faktu, że ponad 50% duńczyków chce rozdziału państwa i kościoła. Nawet cytowany bohater artykułu wyraża się jasno "Kościół nie powinien „pełnić funkcji misjonarskich, gdy spełnia swoje cywilne obowiązki, które przejął od państwa”. Tak więc, nie praktyki religijne innych obywateli go irytują, tylko fakt, że się mu ich reklamę siłą wciska. 4. Nic nie stoi na przeskodzie przeciwko temu, że Kościół Danii zrezygnował z wyręczania państwa w czynnościach administracyjnych. Nic poza ryzykiem utraty finansowania. Tak zacznij argumentować, tylko tak na poziomie konkretu, a nie snucia niczym nie uzasadnionych przypuszczeń. Tylko na litość, zorientuj się wcześniej o czym piszesz, bo póki co zaliczasz wpadkę za wpadką.