Antoni Dudek o moralnym spadku po Solidarności - zdjęcie
01.09.16, 18:34

Antoni Dudek o moralnym spadku po Solidarności

Odłożenie na bok interesu korporacji w imię wspólnoty narodowej oraz zaufanie społeczne, które tworzy więzi międzyludzkie, to dwa najważniejsze i wciąż aktualne elementy dziedzictwa Solidarności. Bez nich nie można poważnie traktować postulatu przebudowy państwa. Niestety nie widzę we współczesnej Polsce aby istniał klimat dla wykorzystania obu tych moralnych spadków po pierwszej Solidarności – mówi prof. Antoni Dudek w wywiadzie dla Teologii Politycznej Co Tydzień Nr 22 pt. "Solidarność. Polski idiom"

Krzysztof Wojciechowski, Teologia Polityczna: Panie profesorze, gdy mówimy o Solidarności podkreślamy, że był to ruch spontaniczny milionów Polaków, mających już dość upodlenia. Te miliony musiał jednak ktoś poderwać do powstania. Czy za ojca Solidarności możemy uważać Jana Pawła II? 

Prof. Antoni Dudek: – Znacznie bardziej podoba mi się pojęcie „ojciec chrzestny”, tyle że ono może się źle kojarzyć w związku ze słynnym filmem Francisa Forda Coppoli. Jak się jednak patrzy na historiografię  to można wskazać – to nie tylko mój pogląd – dwa główne źródła Solidarnościowej rewolucji. Po pierwsze, delegitymizacja ekonomiczna, a z drugiej – światopoglądowa rządów komunistycznych. Delegitymizacja ekonomiczna była efektem kryzysu gospodarczego drugiej połowy lat 70 i rozczarowania społeczeństwa niedotrzymaniem przez Gierka obietnicy, że Polska będzie rosła w siłę, a Polacy będą żyli dostatniej. Ale w 1979 r., czyli w roku pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, dochodzi też do delegitymizacji światopoglądowej komunistów. Ich dotychczasowa narracja o tym, że istnieje tzw. ideowo-moralna jedność narodu pod rządami PZPR legła w gruzach. Przebieg tej pielgrzymki jaskrawo pokazał, że ta jedność była propagandową fikcją.

I niemal jednocześnie przekonały się o tym miliony Polaków…

– Zwłaszcza młodych. Trzeba bowiem pamiętać, że Solidarność jest dziełem ówczesnych dwudziestolatków. Oczywiście była też grupa starszych, ale strajki robili głównie ludzie urodzeni w latach 50., którzy właśnie  wchodzili w dorosłe życie i dla których początek pontyfikatu Jana Pawła II był szalenie ważnym przeżyciem. Nawet dla mnie, choć byłem wówczas zaledwie 13-letnim chłopcem. Do dziś pamiętam te nieprawdopodobne tłumy ludzi na krakowski Błoniach. Oczywiście, niewiele z tego jeszcze rozumiałem, ale ta masa ludzi robiła olbrzymie wrażenie. Podsumowując, mogę powiedzieć, że tak, Jan Paweł II na pewno może być uważany za jednego z ojców Solidarności. Nie jedynego. Kryzys gospodarczy też zrobił swoje, ale bez tego pontyfikatu wszystko na pewno wyglądałoby inaczej.

Impuls papieskiej pielgrzymki sprawił, że Solidarność od początku przybrała cechy ruchu o etosie chrześcijańskim – z twarzą polskiego papieża, mszami za ojczyznę i publicznymi modlitwami.

– Rzeczywiście, od początku widoczne było przywiązanie do katolicyzmu zdecydowanej większości. Oczywiście nie oznacza to, że w Solidarności, nie było ludzi innych wyznań, czy też agnostyków. Byli, ale nie oni nadawali ton. Podobnie, jak – mówiąc na marginesie – widoczny był pewien sceptycyzm wśród mniejszości narodowych, które zachowywały dystans do Solidarności m.in. z powodu jej wyrazistej katolickości. Wszak wielu duchownych katolickich zaangażowało się we wsparcie ruchu i było to widoczne. Dodajmy tutaj, że bardzo znamienna była postawa prymasa Wyszyńskiego, który z jednej strony starał się hamować najbardziej radykalne skrzydło w Solidarności, z drugiej jednak strony intensywnie zabiegał o rozszerzenie ruchu solidarnościowego na wsi. Wiedział, że to mocno wzmocni ten ruch…

CZYTAJ DALEJ...