18.07.18, 14:30Zdj. The White House, domena publiczna, CC0

Andrzej Talaga: Spór USA-Niemcy. Co grozi Polsce?

W swoim artykule na łamach "Rzeczpospolitej" Andrzej Talaga, dyrektor Warsaw Enterprise Institute ds. strategii pisze o sporze między Stanami Zjednoczonymi a Niemcami. Jak zauważa dziennikarz, spór ten nie przekłada się co prawda na bezpieczeństwo, co pokazuje ostatni szczyt NATO, tym niemniej zaczyna mieć "cechy trendu narastającego".

"To nowa rzeczywistość geopolityczna, groźna dla Polski. Trudno będzie się w niej odnaleźć, ale jedno jest pewne – potrzebujemy dobrych relacji z obiema potęgami i tak powinniśmy prowadzić naszą politykę, byśmy nigdy nie musieli opowiadać się jednoznacznie po żadnej ze stron"-podkreśla ekspert WEI. 

Autor artykułu na łamach "Rzeczpospolitej" wskazuje na trzy główne obszary amerykańsko-niemieckiego sporu. Po pierwsze: druga nitka Gazociągu Północnego, po drugie: wydatki na obronność, wreszcie: bilans handlowy. Jak pisze Talaga, w tym pierwszym polu Polsce bliżej jest do Stanów Zjednoczonych, w tym drugim zaleca zachowanie ostrożności, ponieważ "uzbrojone po zęby Niemcy, które hipotetycznie mogą przecież kiedyś wyjść z NATO, muszą budzić nasze obawy". Z kolei w trzecim punkcie- zauważa publicysta- Polska stoi bliżej Niemiec. Można to więc podsumować w ten sposób, że interesy naszego kraju "balansują się (...) gdzieś pośrodku między obiema potęgami". 

Eskpert zwraca uwagę, że oba państwa mają dla Polski fundamentalne znaczenie, w związku z czym wszelkie zaognienia między nimi mogą fatalnie odbić się na naszym kraju. 

"Ameryka jest dla nas filarem bezpieczeństwa, jako zwornik i największa siła w NATO. Bez niej pakt nie istnieje, co jest oczywiste dla każdego. Gwarancje NATO, czyli amerykańskie, są i jeszcze długo pozostaną kluczowe, ponieważ nie zbudowaliśmy zdolności do samodzielnej obrony w razie wrogiego ataku. Obecnie nie możemy się obyć bez USA. To nie postulat, tylko konstatacja rzeczywistości"-podkreśla Andrzej Talaga. Z Niemcami z kolei- wskazuje dziennikarz- Polskę wiąże na dobre i na złe wymiana handlowa. W tym obszarze Niemcy są przecież naszym największym partnerem handlowym, zatem również jednym z głównych motorów napędowych gospodarki. 

"Kryzys w relacjach ekonomicznych z Niemcami musi odbić się boleśnie na poziomie życia Polaków. Więcej, zapaść gospodarcza czy tylko recesja nad Renem zaboli także nas. Z punktu widzenia Polski wojna handlowa Unii (Niemiec) z USA to zło. Powinniśmy zatem jak deszczu po suszy wyglądać pojednania między Brukselą a Waszyngtonem w kwestii wymiany handlowej"- pisze dyrektor WEI ds. strategii, podkreślając, że rozłam między USA i Niemcami może zachwiać naszym bezpieczeństwem i poziomem życia, toteż powinniśmy traktować go z najwyższą powagą. Czy jednak najpoważniejszym problemem są trzy kwestie wymienione wcześniej przez autora artykułu? Niekoniecznie...

"Prawdziwym problemem jest pogłębiający się brak zaufania. Amerykanie nie wierzą w szczerość Niemiec i oskarżają je o merkantylizm handlowy. Niemcy zaś zaczynają podejrzewać, że gwarancje militarne USA nie są stałe i pewne, obowiązują jedynie warunkowo. Mało tego, jak pokazują badania European Council of Foreign Relations, Niemcy są jedynym narodem unijnym, który postrzega USA jako potencjalne zagrożenie w przyszłości. Najwyraźniej dzbanek się potłukł, a mleko rozlało. Najpotężniejsze narody Zachodu przestały polegać na sobie"- ocenił Andrzej Talaga. 

"Z polskiej perspektywy wygląda to marnie. Najkorzystniejszy bowiem jest dla nas jak najbliższy związek amerykańsko-niemiecki, jako oś dla wszystkich innych podmiotów politycznych Zachodu. Jedność USA i Niemiec pracuje dla nas, rozłam pracuje dla Rosji"-podsumowuje dziennikarz. 

Autor artykułu na łamach "Rzeczpospolitej" odniósł się także do propozycji szefa polskiego rządu, Mateusza Morawieckiego, aby Polska była rozjemcą w sporze USA-Niemcy. Choć pomysł jest "teoretycznie" dobry, Talaga podkreśla, że Polska ma wciąż za małą siłę sprawczą, aby taka oferta mogła zostać rozpatrzona. Nie mamy szans na rolę pośrednika- wskazuje publicysta. 

"Czas na doskonalenie dyplomatycznej sztuki manewru, by możliwie z jak najmniejszymi stratami przetrwać tę geopolityczną niepogodę w nadziei, że słońce jedności wkrótce znowu rozbłyśnie nad Atlantykiem"-podkreśla na końcu.

yenn/Rp.pl, Fronda.pl