Komentatorzy zwracają uwagę, że już od jakiegoś czasu mamy do czynienia z działaniem wykraczającym poza pierwotne ramy traktatowe. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie tylko zaczyna interpretować prawo, ale de facto sam próbuje wyznaczać granice swojej władzy, odmawiając sądom krajowym – w tym trybunałom konstytucyjnym – prawa do kontroli tej dynamiki. To jakościowa zmiana w relacjach między Unią a państwami członkowskimi.

Publicysta i prawnik Zbigniew Szczęsny nie ma wątpliwości, że jest to droga donikąd. W swoich komentarzach wskazuje, że TSUE „najmocniej w historii powiedział: tylko my”, zamykając przestrzeń dialogu prawnego z sądami krajowymi. Jego zdaniem mamy do czynienia z bezprawnym, pozatraktatowym rozpychaniem się w obszarach, które nigdy nie zostały przekazane Unii – zwłaszcza w sferze ustrojowej i konstytucyjnej. Szczęsny ostrzega, że taka praktyka nie integruje Europy, lecz przyspiesza jej dezintegrację, wzmacniając nastroje eurosceptyczne.

Podobne wątpliwości, choć formułowane językiem prawniczej analizy, przedstawia Ireneusz C. Kamiński, profesor Instytutu Nauk Prawnych PAN i były sędzia ad hoc Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. W swojej opinii podkreśla, że państwa wchodząc do UE godziły się na określony zakres kompetencji Unii – taki, jaki istniał w chwili ratyfikacji traktatów. Dynamiczna wykładnia TSUE, zmieniająca sens niezmienionych przepisów, prowadzi jednak do sytuacji, w której Unia próbuje rozszerzać swoje władztwo bez nowej zgody narodów i nowych aktów normatywnych.

Kamiński przypomina przy tym precedens niemiecki. Federalny Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe już w 2009 r. jasno stwierdził, że zachowuje prawo do badania, czy organy UE – w tym TSUE – nie przekraczają kompetencji powierzonych im przez Niemcy oraz czy nie naruszają konstytucyjnej tożsamości państwa. Dzisiejsze stanowisko TSUE wprost kwestionuje taką możliwość w innych krajach, w tym w Polsce.

Szczególne kontrowersje budzi fragment orzeczenia, w którym TSUE stwierdził, że państwo członkowskie nie może powoływać się na własną tradycję konstytucyjną ani na tzw. tożsamość konstytucyjną przy ocenie skutków unijnej wykładni prawa. Dla krytyków to już nie interpretacja, lecz próba narzucenia jednolitego modelu ustrojowego całej Unii – bez zmiany traktatów i bez demokratycznego mandatu.