Józef Ratzinger przeżył w młodości fascynację progresizmem. Takie otrzymał wykształcenie akademickie, taki był wówczas klimat intelektualny w Niemczech. Po II Soborze Watykańskim zaczął zmieniać swoje nastawienie, z dużym krytycyzmem patrząc na to, co progresiści u władzy robią z nauczaniem soborowym, jak wykorzystują je do przeforsowania zmian w Kościele. Jeszcze większy wpływ na zwrot światopoglądowy miał w jego przypadku rok 1968. Czerwona rewolucja, która dążyła do obalenia porządku moralnego i społecznego, głęboko zaniepokoiła 41-letniego wówczas teologa. Józef Ratzinger mógł mieć intelektualne inklinacje do liberalizmu związane z jego wykształceniem, ale ważniejsze okazało się pryncypialne wychowanie, jakie otrzymał w domu. Dorastał w rodzinie o tradycyjnej i głębokiej pobożności, w której panował łagodny, ale zarazem surowy porządek, właściwy dla obyczajów jego ojca, bawarskiego żandarma. Rewolucyjny chaos, nietzscheańsko-dionizyjskie przewartościowanie wszystkich wartości – to wywołało u Ratzingera głęboką odrazę. Zmienił stanowisko – z sympatyka kościelnego ruchu progresywnego przeszedł na pozycje bardziej konserwatywne.
Ten kierunek umacniał się wraz z upływem lat. Ratzinger był świadkiem błyskawicznego upadku społeczeństwa – degeneracji chrześcijańskiej cywilizacji Zachodu. Wcześniej zakazana, nagle wszechobecna stała się pornografia. Rozpowszechniły się rozwody. Antykoncepcja stała się społeczną normą. Dramatycznie spadła dzietność – rodzinę z kilkorgiem dzieci napiętnowano jako patologię. Zalegalizowano nawet zamach na świętość życia: zabijanie dzieci nienarodzonych, jeszcze niedawno uchodzące za perfidną zbrodnię, stało się rzekomym przejawem wyzwolenia. Później pojawiła się promocja homoseksualizmu aż do wprowadzenia pseudo-małżeństw jednopłciowych z prawem do adopcji dzieci, wreszcie procedura in-vitro, czyli traktowanie dzieci jak produktów gotowych na sprzedaż.
W jednym ze swoich ostatnich wywiadów Benedykt XVI – już jako „emerytowany papież” – mówił o współczesnym upadku kulturowym w bardzo mocnych słowach. Odnosząc się do takich zjawisk jak homomałżeństwa oraz in vitro powiedział wprost: to cywilizacja Antychrysta. Taką miażdżącą ocenę wystawił Józef Ratzinger światu Zachodu, z którego wyrósł.
Problem w tym, że dzisiaj prawie nikt nie podziela tych poglądów – nawet tak zwani konserwatyści. Spójrzmy na fakty. W Stanach Zjednoczonych rządzi najbardziej prawicowy prezydent od lat. Ograniczył swobodę zabijania dzieci nienarodzonych w klinikach – ale nie zrobił praktycznie nic, by ukrócić ich mordowanie za pomocą pigułek wczesnoporonnych przesyłanych pocztą. Co więcej, zaangażował się w propagowanie procedury in vitro – zapisano to nawet w nowym programie Partii Republikańskiej utrzymanym w duchu „MAGA”. O homomałżeństwach nie ma nawet co mówić – „magowcy” mogą krytykować genderyzm, ale już nie takie związki.
Francja? Jedyna poważna „prawicowa” partia to Zjednoczenie Narodowe, które akceptuje rewolucyjne „zdobycze” w całej ich rozciągłości. Niemcy? Prawie to samo – Alternatywa dla Niemiec walczy z islamizacją i Unią Europejską, ale troską o przywrócenie naturalnego porządku cywilizacyjnego interesuje się tylko pobieżnie. We wspomnianej wcześniej Holandii nie ma żadnego wyjątku: ruch Geerta Wildersa łączy zajadły antymigracjonizm z obroną wszystkich „liberalnych wartości” dzisiejszego świata Zachodu.
Być może właśnie ten stan rzeczy pokazuje, jak trafna była diagnoza papieża Benedykta. Cywilizacja Antychrysta – na tym przecież polega cywilizacja, że jest powszechna; że narzuca pewien określony sposób myślenia, paradygmat, poza który prawie nikt nie potrafi czy nie chce wyjść.
Obawiam się, że polski konserwatyzm polityczny zmierza w tę samą stronę. Część polityków Prawa i Sprawiedliwości akceptuje in vitro czy aborcję w niektórych przypadkach. Wyborcy Konfederacji Sławomira Mentzena nie są tymi sprawami w ogóle zainteresowani. Sympatycy Korony Grzegorza Brauna w większości nie są nawet zbyt religijni.
Cywilizacja Antychrysta okazuje się być naprawdę przemożna. Dbajmy o to, aby jej osobiście nie ulec. Niech chociaż w naszym życiu zwycięża katolicka Kontrrewolucja.
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl
