Amerykański dyplomata udzielił wywiadu Tuckerowi Carlsonowi, w którym stwierdził, że zgodnie z biblijną interpretacją, Izrael mógłby rościć sobie prawo do znacznej części terytoriów Bliskiego Wschodu. Przywołał fragment Księgi Rodzaju, w którym Bóg ofiarował potomstwu Abrahama kraj „od Rzeki Egipskiej aż do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat”. To obecnie fragmenty m.in. terytoriów Egiptu, Syrii czy Iraku. Dziennikarz dopytywał ambasadora USA, czy jego zdaniem Izrael ma prawo do tych ziem.

- „Nie jestem pewien, czy posunęliby się tak daleko. To ogromny teren”

- przyznał Huckabee.

Zaznaczył jednak, że „nie miałby nic przeciwko, gdyby wzięli to wszystko”.

- „Nie dążą do przejęcia Jordanii, Syrii, Iraku ani żadnego innego miejsca. Chcą jedynie chronić swoich obywateli”

- zastrzegł.

- „Nie domagają się powrotu do wszystkich tych ziem, ale chcą przynajmniej utrzymać te, na których teraz mieszkają, które legalnie posiadają i które stanowią dla nich bezpieczną przystań”

- dodał.

Wystąpienie Amerykanina wywołało zdecydowaną reakcję krajów arabskich. Jego wypowiedź oficjalnie potępił resort spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej oceniając, że tego typu retoryka zagraża stabilności w regionie. Egipskie MSZ określiło słowa dyplomaty „rażącym naruszeniem” prawa międzynarodowego, a Liga Państw Arabskich oświadczyła, że „wypowiedzi tego rodzaju – ekstremistyczne i pozbawione jakichkolwiek racjonalnych podstaw – służą wyłącznie rozpalaniu emocji oraz podsycaniu nastrojów religijnych i narodowych”.