W samo południe Cezarego Gmyza - zdjęcie
03.04.13, 14:51

W samo południe Cezarego Gmyza

9

Rozmowa Piotra Goćka z Cezarym Gmyzem wciąga od pierwszych stron. A zaczyna się od bomby, czyli trotylu, a później zgodnie z regułami sztuki, napięcie rośnie. Już na początku dowiadujemy się, jak wyglądała afera z trotylem oczyma jej głównego autora, człowieka, który najpierw dotarł do prawdy, później został za nią zwolniony z pracy, a na koniec – nieco pod przymusem – prokuratura, która najpierw zarzucała mu kłamstwo, przyznała mu rację. Książka przynosi nam szczegółowy opis tamtych wydarzeń, momentu zwolnienia, sporów i reakcji środowiska. Do tematu Smoleńska i trotylu Gmyz powraca dalej i właśnie tam zdradza najciekawsze informacje, z których wynika, że Andrzej Seremet miał sugerować w rozmaitych rozmowach, że ujawnienie wyników badań wraku może doprowadzić do zaatakowania Polski przez Rosję...

Absurdalne? Może, ale jakże typowe dla historii, które opowiada w tej książce Gmyz, a z których wynika ścisłe uwikłanie sporej części elit (także niestety kościelnych) w związki z komuną, służbami specjalnymi i Związkiem Sowieckim. Gmyz opowiada historię Turowskiego (dla samego tego rozdziału książkę trzeba przeczytać), która jest kwintesencją ubeckich karier w wolnej Polsce, ewangelickiego biskupa Janusza Jaguckiego, który donosił na własnych wiernych i metropolity Sawy, który wydał własnych kleryków, którzy chcieli przerzucać do ZSRS literaturę religijną. Każda z nich mogłaby być materiałem na znakomity psychologiczny czy wręcz metafizyczny thriller, gdyby tylko wziął się za niego Dostojewski. Ale w nieliterackim świecie są to po prostu paskudne historie małych ludzi, którzy zrobili wielkie kariery i zasłaniają się Bogiem, by usprawiedliwić własne draństwa.

Ale – wbrew temu, co często zarzuca się Gmyzowi – nie ma w nim temperamentu inkwizytora. On chciałby tylko, jak sam przyznaje, przywrócenia „elementarnej sprawiedliwości”, wyznania win i przebaczenia. I tam, gdzie się to udaje (a udało się w przypadku biskupa Marka Izdebskiego, zwierzchnika Kościoła Ewangelicko-Reformowanego) rezygnuje z działań. A w tej książce broni przynajmniej kilku osób, które za agentów zostały jego zdaniem uznane niesłusznie, choćby ol Konrada Hejmo czy arcybiskupa Józefa Kowalczyka. Mocną kreską kreśli też – bez łatwych wniosków – obraz agentury w Watykanie. I wciąż szuka sprawiedliwości.

Problem z Polską jest tylko taki, że elementarna sprawiedliwość nieczęsto jest przywracana, że winnymi okazują się nie ci, którzy donosili (oni przecież zawsze mieli setki ważnych powodów), ale ci, którzy teraz chcą o tym mówić. Urzędy w Kościele ewangelicko-augburskim też stracili (z jednym wyjątkiem biskupa Jaguckiego) nie kapusie, ale ci, którzy z kapusiostwem chcieli walczyć (by wymienić tylko biskupa Tadeusza Borskiego i ks. Tadeusza Konika). A i w Kościele katolickim nie jest inaczej. I to nawet tam, gdzie rzecz dotyczy Stolicy Apostolskiej. Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski wciąż funkcjonuje na marginesie, a TW, także tacy, którzy wcale nie rozliczyli się ze swoją przeszłością miewają się świetnie.

Kościoły na ławie oskarżonych i tak nie wypadają jednak najgorzej. O wiele surowiej rozprawia się Gmyz z mediami czy państwem. Te pierwsze oskarża o ignorowanie ważnych tematów na polityczne zamówienie, niszczenie niezależności i służalczość. A państwo o to, że wciąż rządzone jest przez wąską sitwę dziadków, ojców i wnuków, którzy wywodzą się z tej samej grupy polityczno-ideowej i których wciąż łączy wspólnota interesów, tak mocna, że niemożliwy staje się jakikolwiek bunt młodych, jakiekolwiek rozliczenie z przeszłością ojców i dziadków. Analiza pochodzenia, życiorysów pracowników MSZ, sądów, prokuratury, ale także mediów – potwierdza w pełni tę diagnozę. I nic się w Polsce nie zmieni, dopóki lemingi tego nie dostrzegą i nie zbuntują się przeciwko tym, którzy i których dzieci zawsze blokują im ścieżki rozwoju zawodowego.

Degrengolada państwa, jaka wyłania się z rozmowy Goćka i Gmyza to jednak nie tylko kwestia powiązań, sitwy, kumoterstwa, ale także zwykłego grabienia państwa. Gmyz przypomina historię zmiany prawa pod jednego biznesmena, której dokonali – wspólnie politycy PO i SLD (ale także kilku PiS) tak, by można go było uniewinnić w sprawie, w której mógł być skazany na więzienie (zapewne w zawieszeniu), opisuje rozpracowywanie słynnej willi Kwaśniewskich, a także rzekome samobójstwa prokuratora Przybyła...

Te sprawy pozostawiają głęboki niesmak, poczucie głębokiego zepsucia państwa i instytucji, w których żyjemy, a jednocześnie uświadamia, jak trudnego zadania podejmuje się każdy reporter śledczy (zawodowi temu też poświęconych jest nieco stron), który musi wciąż na nowo zanurzać się w świecie, o których chętnie byśmy zapomnieli, by uniemożliwić rozmaitym szambonurkom okradanie i oszukiwanie nas wszystkich. Cena za to jest jednak spora. Trudno jest żyć z wiedzą, jaką ma dziennikarz śledczy. Szczególnie, gdy uświadomimy sobie, że zazwyczaj wie on o wiele więcej niż może napisać czy powiedzieć.

Tomasz P. Terlikowski

Zawód dziennikarz śledczy. Z Cezarym Gmyzem rozmawia Piotr Gociek, Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2013, ss. 300.

Komentarze (9):

anonim2013.04.3 16:21
Żadna sofistyka nie zamydli tu nic. Ani jedno słowo nieprawdziwe w artykule nie padło. Tą książkę chyba trzeba będzie zdobyć.
anonim2013.04.3 18:11
henryczek - oj ! ty chyba byłeś kapusiem? ...domysły,legendy, dyrdymały, takie samoobronne negacje.
anonim2013.04.3 23:05
pnin4, ty nie czytaj Gmyza. Kup sobie wyborczą i nędzy nie zaznasz. Chyba , że nędzę intelektualną.
anonim2013.04.4 18:18
"... broni przynajmniej kilku osób, które za agentów zostały jego zdaniem uznane niesłusznie" A przy okazji osobom, ktore nigdy agentami nie byly zarzuca tajna wspolprace. Mowa o moim Ojcu, pisarzu Wladyslawie Terleckim, ktory ani konfidentem nie byl ani tez nie mial syna Ryszarda. Owszem, niestety, "problem z Polską jest taki, że elementarna sprawiedliwość nieczęsto jest przywracana" - tylko kto uwaza sie za tego "Sprawiedliwego"? Radze dobrze sie zastanowic. We mnie " głęboki niesmak" pozostawia zarowno brak dziennikarskiej rzetelnosci Pana Gmyza jak i powyzsze dywagacje pisma Fronda. I kto tu mowi o oszukiwaniu przez "szambonurkow"... Moze warto czasem spojrzec w lustro...
anonim2013.04.4 21:34
Jak pisałem wyżej - żadna sofistyka nie pomoże. (biedni najemnicy kombinują, ile mogą, ale to rozpaczliwe)
anonim2013.04.5 9:33
Szanowni Państwo. Mogę Państwa prosić o uargumentowanie dlaczego pan Cezary wypisuje bzdury i dlaczego uważacie deprecjonujecie go jako dziennikarza śledczego? Chyba tylko dlatego, że to co odrywa nie pasuje Wam do układanki świata w jaki chcecie wierzyć (taki mój domysł) Co do warsztatu Pana Gmyza to: nigdy nie publikuje, żadnej informacji jeśli nie pozyska jej z co najmniej trzech niezależnych źródeł. Przed publikacją materiału zawsze konsultuje się z prawnikiem (często jest pozywany, ale jak dotąd nikt przed sądem z nim nie wygrał). Przeczytał tysiące stron dokumentów i akt w IPNie. Chętnie spotyka się z czytelnikami i podejmuje z nimi dyskusje i polemikę w przeciwieństwie do :salonu" który izoluje się od społeczeństwa. A co da samej "afery trotylowej", to przecież sami pracownicy prokuratury potwierdzili, że aparat wskazał "TNT" więc o czym my tu mówimy. Powiedzcie mi teraz z łaski swojej który dziennikarz z "warszawki" ma podobne standardy. Pan Cezary podaje w swoich prasowych publikacjach fakty, oni podają jedynie gotową interpretacje popartą jedynie swoim widzimisię. Ktoś to imputował, że Cezary robi celowa afery dla kasy. To trochę dziwne, bo jak na razie przez te "afery" ma więcej problemów niż kasy. Gdyby chciał spijać śmietankę zostałby kolejnym lis(zusem).
anonim2013.04.5 10:43
Skoro taki rzetelny to czemu wydawnictwo Fronda musialo przepraszac rodzine Wladyslawa Terleckiego za podle przeklamanie? http://www.wydawnictwofronda.pl/category/ksiazki Sprostowanie i Przeprosiny W książce „Zawód: dziennikarz śledczy” Cezarego Gmyza i Piotra Goćka wydanej przez nasze wydawnictwo wdarł się bardzo nieprzyjemny błąd. Na stronie 98 widnieje zdanie: „Podobnie zrobił profesor Ryszard Terlecki, obecnie poseł PiS, kiedy ujawnił, że jego ojciec Władysław Terlecki, znany pisarz, był tajnym współpracownikiem bezpieki.” Oczywiście ojcem Ryszarda Terleckiego jest Olgierd Terlecki, a nie Władysław. Błąd jest wyjątkowo bolesny dla rodziny nieżyjącego autora „Dwóch głów ptaka”, a także dla mnie, gdyż Pana Władysława Terleckiego znałem od dzieciństwa i przyjaźniłem się z jego synem Tomaszem. Z żoną – Lucyną Terlecką utrzymuję kontakt do dziś. W imieniu autorów i wydawnictwa bardzo przepraszam za zaistniałą sytuację. Skorygujemy ten błąd w następnym wydaniu książki. O zaistniałej sytuacji powiadomimy czytelników wszelkimi dostępnymi środkami. Michał Jeżewski Prezes Zarządu Fronda PL sp. z o.o.
anonim2013.04.5 12:27
Szanowna pani Terlecka, moje pytanie nie dotyczyło akurat pani postu, gdyż jako jedyny krytyczny wobec Gmyza mi silnego komponentu emocjonalnego był rzeczowy i konkretny. Obrona dobrego imienia ojca to postawa godna pochwały, tylko proszę mi napisać na jakiej podstawie twierdzi pani że to było celowe "podle przeklamanie" a nie najzwyklejszy na świecie błąd który zdarza się każdemu? Tym bardziej, że wydawnictwo jak sama pani pisze przeprosiło i sprostowało. Rozumiem pani postawę i pewnie na pani miejsc zareagowałbym tak samo, tylko że ta osobista uraza sprawia, że patrzy pani na osobę Cezarego nieobiektywnie do czego oczywiście ma pani prawo. Abstrahując o tego: działalność takich ludzi jak on jest teraz w naszym kraju bardzo potrzebna, niestety jest ich coraz mniej, a jak już są zaraz są niszczeni i ośmieszani, a jak ktoś napisał wyżej "lud ciemny to kupuje".
anonim2013.04.5 13:12
Obrazanie pamieci niewinnych ludzi jest moim zdaniem czynem podlym, bez wzgledu na to, czy jest celowe, czy nie. Jako byly dziennikarz dobrze wiem, co to jest rzetelnosc dziennikarska. I wiem, ze gdyby autor faktycznie sprawdzal swoje informacje w trzech zrodlach, nie popelnilby takiego bledu. Tyle.