11.05.16, 16:30

Terlikowska: Szkoły nie mogą milczeć o obronie życia

Trudno narzucaniem światopoglądu (a tak już krzyczy Radio TOK FM) nazywać fakty biologiczne, czy genetyczne. A te są takie że nowe życie powstaje w momencie połączenia się plemnika z komórką jajową. Wiedzą o tym doskonale choćby uczniowie piątej klasy szkoły podstawowej, bo właśnie oni na lekcji przyrody przerabiają budowę i działanie różnych układów wewnętrznych człowieka, w tym układu rozrodczego. ”Uczniowie będą poznawać również etapy rozwoju człowieka, od rozwoju zarodkowego do starości, budowę żeńskiego i męskiego układu rozrodczego. Zapoznają się z problematyką dojrzewania dziewcząt i chłopców oraz przemianami związanymi z tym procesem” – czytamy w podstawie programowej dla tego etapu kształcenia. Dziś dzięki badaniom embriologów możemy dokładnie prześledzić to, jak rozwija się człowiek w prenatalnej fazie rozwoju. Już nawet nie miesiąc po miesiącu, ale tydzień po tygodniu, czy dzień po dniu. I śledząc ten rozwój, nikt w zasadzie nie ma wątpliwości, że śledzi rozwój człowieka. Nikt, oprócz zwolenników zabijania dzieci, bo oni wyjątkowo oporni są na dane z embriologii. Ta wiedza z jakiegoś dziwnego powodu do nich nie dociera. A szkoda. Warto czasem zdjąć ideologiczne okulary, żeby zauważyć fakty. To pierwsza sprawa.

Kolejna rzecz, to prawa człowieka. Pierwszym prawem każdego jest prawo do życia. I nie ma żadnego racjonalnego powodu, żeby na podstawie jakichś arbitralnych decyzji decydować, kto może się urodzić, kto nie. Zgoda na jakiś wyjątek otwiera furtkę dla kolejnych wyjątków. Skoro więc można zabijać dzieci na prenatalnym etapie rozwoju, to dlaczego nie można zabijać już tych urodzonych, u których wady ujawniły się po przyjściu na świat? A jeśli można zabić takie dzieci, to dlaczego nie nastolatki w depresji? Przykłady można mnożyć. I nie brakuje bioetyków, którzy skłonni są akceptować w imię chorych ideologii czy fałszywie rozumianego współczucia, coraz więcej wyjątków. Dlatego tak ważna jest edukacja. – przekonuje lubelska kurator oświaty Teresa Misiuk.

„Jeśli nie wychowamy młodego pokolenia w przeświadczeniu, że prawo do życia jest prawem najbardziej podstawowym i zasadniczym, to pytanie brzmi, z jaką cywilizacją będziemy mieli za kilkanaście lat do czynienia?” – pyta pani kurator. W swojej argumentacji powołuje się na Jana Pawła II. Papież wyraźnie mówił o tym, że prawo do życia nie jest prawem światopoglądowym, nie jest prawem wywodzącym się z religii, ale jest podstawowym prawem każdego człowieka” - dodaje Misiuk. Szkoły przygotowując programy wychowawcze, powinny więc wyjść od spraw najbardziej zasadniczych - przekonuje. „Niewątpliwie prawo do życia do takich należy. Dopiero szanując prawo do życia, możemy z tego wyprowadzać kolejne prawa, które przysługują każdemu człowiekowi”.

Niby sprawy oczywiste i fundamentalne, a jednak budzą sprzeciw pedagogów. „Mamy zapisać w programie wychowawczym jako główny punkt ochronę życia od chwili poczęcia? Czyli pośrednio sprzeciwić się aborcji, tak?” - pyta retorycznie jeden z pytanych przez Radio Tok FM dyrektorów szkół. Jak mam więc to rozumieć? Szkoła ma być miejscem „neutralnego” nauczania na temat antykoncepcji i aborcji jako prawa kobiety, jak przekonują chętni do prowadzenia warsztatów edukatorzy seksualni? Tyle że nie jest to żadne neutralne nauczanie, bo ono w tej materii nie istnieje. Albo więc szkoły będą realizowały program wychowawczy oparty na wartościach, albo będą miejscem promocji zabijania dzieci pod dyktando przemysłu aborcyjnego.

Dlatego słusznie zauważa lubelska kurator oświaty, że to od nas rodziców i wychowawców zależy, w jakich wartościach i do jakich wartości wychowamy nasze dzieci. Rozmawiając z katechetami, nauczycielami, młodymi ludźmi, ale też śledząc badania sondażowe trudno nie zauważyć pewnego trendu. Pozytywnego dla obrońców życia. Najwięcej zwolenników zaostrzenia ustawy aborcyjnej (65 proc.) jest wśród 18-24-latków. Z badań CBOS wynika, że to w tej grupie wiekowej postawa pro-life jest częstsza niż w pozostałych (49 proc.). Postawę pro-choice deklaruje jedynie 19 proc. badanych z tej grupy. Zdecydowaną postawę pro-life deklarują więc osoby, które urodziły się często już po 1993 roku, czyli w czasie obowiązywania „kompromisu aborcyjnego”. Jest to więc pierwsze pokolenie nie naznaczone traumą legalnej aborcji, która na dobre szalała w Polsce w latach 60., czy 70., kiedy rodzili się rodzice dzisiejszej młodzieży. Socjologowie tłumaczą taką postawę faktem, że to deklaracje ludzi, którzy dopiero wkraczają w dorosłe życie. „Większość jest przed decyzjami prokreacyjnymi. Mało mają doświadczeń w tym zakresie” – mówił „GW” Marcin Herrmann z CBOS. Pewnie część tych osób zmieni zdanie pod wpływem życiowych doświadczeń, niemniej istnieje spora szansa, że wielu pozostanie wierna poglądom pro-life. Wszak czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.

Małgorzata Terlikowska