01.06.16, 20:40

Tak zagranica okrada Polaków! Oto, jak wyłudzają VAT

Szewczak do Sosnowskiego: Państwo traci 100 mld rocznie! Pobłażliwość rozzuchwala złoczyńców

 

W najnowszym numerze miesięcznika Wpis ma miejsce bulwersująca rozmowa polityka-ekonomisty z publicystą – Janusza Szewczaka i Leszka Sosnowskiego - zatrwożonych tym, do jakich rozmiarów doszło grabienia polskiego państwa. Prezentujemy najciekawsze fragmenty:

 

Leszek Sosnowski: Jedni robią fortuny na niepłaceniu podatków uciekając do tzw. rajów podatkowych. Inni natomiast na odwrót, robią wielkie fortuny naliczając sobie olbrzymie podatki, które jednak w rzeczywistości nie tylko nic ich nie kosztują, ale można je łatwo odzyskać od państwa. Odzyskują jednakże to, czego w ogóle nie zapłacili, czyli tak naprawdę kradną z kasy państwowej, kradną de facto z naszych podatków.

Janusz Szewczak: Tych VAT-owskich przestępstw podatkowych jest sporo. Jedną z najbardziej powszechnych metod jest tzw. karuzela podatkowa, czyli przepuszczanie faktur przez łańcuszek firm, z reguły tzw. firm-słupów, a więc tylko w urzędach zarejestrowanych (np. na jakiegoś bezrobotnego), a praktycznie nie funkcjonujących. Czasami taki „łańcuszek” to nawet 20 firm, przez które przeleciał ów rzekomy towar, a w rzeczywistości chodziło o tę samą fakturę. Są to dokumenty, z których wynika, że wystawcy takiej faktury należy się zwrot VAT-u np. z powodu stawki zerowej na dany towar lub z powodu różnicy w owatowaniu danego produktu między Polską a jakimś innym krajem. Są to przeważnie faktury na bardzo wysokie kwoty. Bywa, że wśród 20 firm-słupów jest nawet jedna prawdziwa, która zostaje świadomie wprowadzona w błąd, żeby później w razie kontroli to ona była ścigania, żeby tylko do tej firmy można się było przyczepić, bo przecież reszta praktycznie nie istnieje. Bardzo różne produkty mogą być podstawą takich oszukańczych działań. Okazało się na przykład, że w ostatnich latach Polska stała się potęgą eksportową… smartfonów i telefonów komórkowych. Których w ogóle nie produkuje!


Wytłumaczmy, na czym to polega – jeżeli u nas VAT na dany towar wynosi 23 procent, a w innym kraju np. 16 procent, to wtedy podatnikowi należy się zwrot różnicy pomiędzy 23 a 16 proc., bo VAT według teorii ma płacić tylko odbiorca końcowy.

To jeszcze nic. Nie chodzi nawet o wykorzystanie różnic w stawkach VAT, ale o całkowicie fikcyjne dostawy. Weźmy niedawną historię – z Włoch zostaje wyeksportowana do Polski olbrzymia ilość papierosów i firma włoska żąda z tego tytułu od polskiego państwa zwrotu VAT-u. Problem polega jednak na tym, że z Włoch żadne papierosy nigdy do naszego kraju nie wjechały, nie zostały więc również sprzedane, a tym samym żaden odbiorca końcowy, żaden klient-palacz nie mógł za nie zapłacić (razem z VAT-em)… W związku z takim procederem powstały i powstają wyspecjalizowane gangi, łańcuchy firm-słupów, grupy przestępcze, które żyją wyłącznie ze zwrotu gigantycznych kwot podatku VAT; szacuje się, że tego typu przestępstwa opiewają w Polsce rocznie na kwotę 40-50 mld złotych.

Aż trudno uwierzyć… Za takie pieniądze można by zbudować np. solidną flotę wojenną z paroma atomowymi okrętami podwodnymi… Zwykły obywatel, zwykły podatnik wyobraża sobie, że wielkie dziury podatkowe powstają dlatego, że mniejsze czy większe przedsiębiorstwa nie płacą VAT-u i są bezkarne. Ale nie na tym to polega. Nawet gdyby 100 tys. mniejszych firm nie zapłaciło po 10 tys. zł podatku VAT każda, byłby to dopiero 1 miliard zł. Tym bardziej że czego jak czego, ale VAT-u nie da się zwyczajnie uniknąć; normalna firma jest pod tym względem szczególnie kontrolowana i w razie uchybień natychmiast karana.

NIK przedstawił ostatnio raport „O przeciwdziałaniu wprowadzania do obrotu gospodarczego faktur VAT dokumentujących czynności fikcyjne”, z którego wynika, że w roku 2014 wartość fikcyjnych faktur, oszustw i wyłudzeń wyniosła 33 mld zł, a w roku 2015 już 81 mld! Największa faktura-przekręt opiewała na kwotę 1 mld 165 mln zł!

To się w głowie nie mieści… w 2015 r. państwo traciło z tego tytułu dziennie prawie 222 mln zł! Nie wierzę, że może się to odbywać tylko na podstawie decyzji jakiegoś urzędnika skarbowego, że nie stoi za tym potężna korupcja, że były w to wmieszane same góry władzy. Tym bardziej że pieniędzy tych nie odzyskuje się dla państwa także po stwierdzeniu przestępstwa.

Odzyskano dla budżetu 160 mln zł… Rozbój w biały dzień i to uprawiany systematycznie.

Zwykły wymiar sprawiedliwości z tym sobie nie poradzi, konieczna jest sejmowa komisja śledcza (powoływana, przypomnę, bezwzględną większością głosów). Dziwię się, że do dziś nie została powołana, przecież chodzi o olbrzymi majątek narodowy. Wcześniej powstawały komisje w nieporównywalnie mniej istotnych sprawach.

Od dawna do tego nawołuję, ale jakoś nie ma odzewu, temat okazuje się bardzo niewygodny…

Właśnie - to spotkało się z bardzo wrogą reakcją ze strony totalnej opozycji. Dla mnie to jest haniebne, że istnieją w naszym kraju siły polityczne, które stają de facto w obronie oszustów podatkowych.

Nie zapominajmy, że raporty NIK to nie wszystko; dziennikarz śledczy Witold Gadowski upublicznił właśnie, że w Paryżu toczy się proces w sprawie prania brudnych pieniędzy i gigantycznych oszustw m.in. na podatku VAT, jakie miały miejsce przy handlu… świeżym powietrzem, co nazywa się handlem uprawnieniami do emisjami CO2. Z afery tej wynika, że jeden z głównych oskarżonych, polski biznesmen Jarosław K., był popularny w kręgach PO, a szczególnie zaprzyjaźniony z Radosławem Sikorskim i jego żoną Anne Applebaum. Jeśli chodzi o NIK, to on kontroluje, owszem, ale co dalej? Nawet w prasie nadal można znaleźć ogłoszenia – „udostępnię faktury”. Wiadomo o co chodzi: o handel zwrotem VAT-u. To jest zastanawiające. Kontrola i nadzór skarbowy musiały kompletnie nie funkcjonować w tym sektorze od przynajmniej 8 lat…

Jak ktoś się bezczelnie ogłosił w gazecie, że jest gotów do przestępstwa, to chyba nie trudno byłoby go namierzyć…

Prawda? No, a potem przyjść do takiego delikwenta i zrobić tzw. śledztwa krzyżowe, prześledzić z kim on kolaboruje. Ale w tym zakresie stworzono system bezkarności. To cała sieć przestępstw zorganizowanych na gigantyczną skale. Co ciekawe, kiedy niedawno zrobiono na Węgrzech wielkie śledztwo w takiej samej sprawie, okazało się, że w największych oszustwach i wyłudzeniach podatku VAT uczestniczyli ludzie z dawnego socjalistycznego obozu władzy – politycy. To nie jest tak, że tylko świat przestępczy korzysta na tym procederze; muszą w tym maczać dzioby na pewno jacyś ludzie ze służb oraz ludzie polityki, bo inaczej skala tego zjawiska byłaby znacznie mniejsza. Nich mi ktoś powie, jak mały przedsiębiorca może nie zapłacić podatku? Natychmiast go przecież zwiną. Jak nie przyjdzie na czas sprawozdanie, od razu cię kontrolują, a gdy nie płacisz, to tym bardziej. Tymczasem nielegalne pieniądze w olbrzymich kwotach przechodzą przez legalny system finansowy, legalny system bankowy, konkretne konta bankowe – to nie jest tak, że przestępcy nie zostawiają śladów. Jeśli gang liczący 20 czy nawet 50 osób jest w stanie wyłudzić podatku VAT na kwotę np. 180 mln zł, to przecież sprawa musi być do wykrycia, chyba że ktoś wysoko postawiony ukręca jej łeb. To pokazuje skalę problemów. Podobnie jest, jak się okazuje, z podatkami CIT; szacuje się, że roczne ubytki z powodu ich niepłacenia wynoszą ok. 46 mld zł w skali kraju.

Prof. Modzelewski stwierdził niedawno, że skala niepłacenia, a przede wszystkim wyłudzenia podatku VAT w Polsce, jest tak olbrzymia, że przekroczyła wartość całego podatku CIT, czyli podatku dochodowego od przedsiębiorstw.

Powiedzmy od razu, że nie dotyczy to w poważniejszej skali małych przedsiębiorców, tylko wielkich. Z dużych firm podatek CIT płacą właściwie tylko spółki Skarbu Państwa i banki, te ostatnie rocznie ok. 4 mld zł.

Tyle było w 2014 r., bo w 2015 r. banki zapłaciły już prawie 1 mld mniej, głównie dlatego że bardzo zwiększyły koszty, w tym aż o 24,4 proc., czyli o prawie 3 mld zł, koszty ogólnego zarządu.

Natomiast rzekomo nierentowne kopalnie zapłaciły na rzecz państwa ok. 7 mld zł przeróżnych opłat i podatków w skali roku 2014.

Ale tego już się nie mówiło podając, i nadal się to robi, jak ogromne straty powodują nasi górnicy…

Do wyłudzonego zagarnięcia VAT-u i niepłaconego CIT-u trzeba dodać jeszcze ubytek dochodu z tytułu przemytu towarów akcyzowych, czyli ubytek w podatku akcyzowym (przemyt papierosów, alkoholi, paliw oraz hazard uprawiany online z zagranicznego nośnika) na ok. 20 mld zł. Licząc lekką ręką 100 mld zł ktoś wyjmuje nam z budżetu, a tym samym z kieszeni, bo przecież pieniądze z budżetu idą na różne działania ogólnospołeczne, rozwojowe, inwestycyjne. Skala przemytu towarów akcyzowych jest poważna, bo zysk przestępców np. na jednym tirze przemyconych papierosów wynosi ok. 4 mln zł. Na czysto. A czysty zysk z jednego tira przemyconego bursztynu daje ok. 25 mln zł.

Bursztyn też się przemyca do Polski? Skąd?

Teraz głównie z Ukrainy, masowo wykopują go z ziemi Ukraińcy niedaleko naszej granicy, na wysokości Lubelszczyzny; my po naszej stronie też prawdopodobnie mamy duże złoża. Jeśli zaś chodzi o skalę przemytu paliw ze wschodnich państw (Białoruś, Ukraina), to jest ona wprost gigantyczna, a wywołana olbrzymią różnicą w cenie detalicznej litra benzyny czy oleju napędowego u nas i tam. To jest towar, od którego w Polsce płaci się akcyzę. To samo dotyczy alkoholu, choć na mniejszą skalę.

To znaczy, że kierowca tankuje swój samochód po drugiej stronie granicy taniej niż w Polsce i wraca do domu…

To nie chodzi o zwykłego kierowcę. Wyspecjalizowany kierowca-przemytnik tankuje co najmniej 10 razy na dobę, a w aucie ma zamontowane dwa baki przerobione na większe; robotę dla niego wykonuje też np. ośmiu takich „samochodziarzy” i to jest już duża firma przemytnicza. Rzecz zaczyna urastać do wielkiego biznesu. Inny towar akcyzowy – papierosy, przemyca się teraz nowocześnie. Jeden dron może przenieść i przerzucić przez granicę 100 paczek papierosów i w parę godzin zarobić nawet kilka tysięcy złotych; z tego powstają poważne kwoty. Jak przemyt na taką skalę możliwy jest w normalnie funkcjonującym państwie? Rezygnuje się w sumie z ok. 100 mld w budżecie… I tak co roku – to robi wrażenie. Dla porównania wszystkie wpływy z VAT-u są rzędu 120-130 mld zł rocznie… To pokazuje, że albo koalicja PO-PSL wykazała się absolutną indolencją i kompletną nieudolnością, albo że w tym szaleństwie jest jakaś metoda i że „przyjaciele królika” mogli na tym nieźle korzystać.

Przede wszystkim firma, która uzyskuje zwrot VAT-u, powinna mieć według przepisów obowiązkowo kontrolę finansową raz w roku, a gdy zwracane kwoty są większe, to i dwa razy.

Ten system był represyjny, bardzo rygorystyczny dla małych i średnich firm oraz uczciwych, natomiast wyjątkowo pobłażliwy dla wielkich, nieraz z założenia tworzonych tylko po to, żeby ukraść państwu pieniądze lub je wyłudzić. Często chodzi tu o podmioty zagraniczne. Wrócę jeszcze do przemytu papierosów. Nie zawsze musi to być przerzut przez granicę – w Polsce likwiduje się rocznie 20-30 fabryk nielegalnej produkcji papierosów; to obrazuje skalę zjawiska.

Można powiedzieć, że palenie szkodzi na różne sposoby…

Głównie państwu. Kary dla wielkich przemytników i wielkich wyłudzaczy są często iluzoryczne. Praktycznie po miesiącu, dwóch, nie ma śladu po tym łańcuszku firm. Zanim dotrą do nich urzędnicy kontroli skarbowej czy służby celne, okazuje się, że nie ma już ani pieniędzy, ani firmy. (…)

Mam w związku z tym konkretne pytanie – jeżeli budżet wykazuje ponad 80 mld straty, co stwierdza oficjalnie Najwyższa Izba Kontroli, kogo się przesłuchuje, kogo się aresztowało?

Nikogo się nie przesłuchuje i nikogo się nie aresztowało, takie przynajmniej na razie są fakty. Kompletny brak egzekucji, choć jakieś prawo w Polsce jednak mamy. Problem polega na tym, że nawet tego kulawego prawa, stosunkowo prostego, nie można wyegzekwować. A przecież mamy uszczelniać system, będzie klauzula unikania opodatkowania, centralny rejestr faktur itd. Tymczasem na początek należałoby wejść do jednej dużej firmy dokonującej wyłudzeń i zbadać wszystkie lewizny – przeprowadzić niespodziewanie kontrolę przez wszystkie możliwe służby: celne, urzędów skarbowych, Generalnego Inspektora Informacji Finansowej. Wtedy strach padłby na pozostałych i szybko poprawiłaby się ściągalność podatku VAT. Na początek wystarczyłby jeden mocny przykład.

Porozmawiajmy jeszcze o konfiskacie rozszerzonej. Funkcjonuje ona w wielu krajach. Kiedy wprowadzono ją we Włoszech, skonfiskowano mafii potężne majątki. Pojęcie to budzi jednak pewne niepokoje, bo majątek ma być konfiskowany np. również tzw. osobom trzecim. Co rozumie się pod pojęciem „osoby trzecie”? Np. ktoś kupi jakiś towar zupełnie legalnie w dobrej wierze za uczciwie zarobione pieniądze, a okaże się, że pochodzi on z nielegalnego źródła, to co wtedy – urząd przyjdzie i go zabierze?

Zakup u pasera też ma swoje konsekwencje.

Nie mówię o paserach. Ale przecież bywa tak, że z zarobionych na lewo pieniędzy zakładane są firmy, w których pracują niewinni ludzie. Co wtedy? – nagle ktoś zlikwiduje ich miejsce pracy? Czy tylko zabierze zyski z tej firmy?

To rodzi dużo pytań, ale przypomnę, że ustawy nie są jeszcze gotowe, nie ma ich nawet w parlamencie. Na pewno istnieje paląca potrzeba wprowadzenia jakiegoś „stanu nadzwyczajnego” w zakresie systemu podatkowego. Mamy wybitnych, światowej sławy specjalistów, jak prof. Witold Modzelewski – jego olbrzymie doświadczenie powinno być wykorzystane.

Prof. Witold Modzelewski jest członkiem Narodowej Rady Rozwoju…

Pytanie – czy jego koncepcje i opinie są zbieżne z tym, co proponują ministerstwo finansów i ministerstwo sprawiedliwości oraz bezpośredni doradcy finansowi pana prezydenta; ale to inny temat. Trzeba wiedzieć, że stajemy w przededniu wielkiej reformy systemu administracji poboru pieniężnego. Nastąpi połączenie dwóch oddzielnych dotychczas służb: administracji celnej z administracją skarbową. Ma powstać Krajowa Administracja Skarbowa – KAS. To wielka, fundamentalna reforma w państwie, gigantyczna operacja.

Czy jest to jednak czas na takie eksperymenty? Nie lepiej w pierwszej kolejności skoncentrować się na egzekwowaniu już istniejącego prawa?

Oczywiście pojawia się pytanie, czy skórka warta jest wyprawki. Opinie w środowiskach eksperckich są podzielone.

Jak funkcjonuje to w innych krajach?

Różnie. Tu dochodzimy do pytania o strategię – jak powinno się działać, by system uszczelnienia poboru podatków był skuteczny? Jestem zwolennikiem tezy, że muszą istnieć bodźce ekonomiczne. Zdecydowanie musi być wiadome, że nie opłaca się oszukiwać państwa, a egzekucja całego mienia jest nieunikniona, niezależnie od skali oszustwa.

Sądzę, że gdyby w znaczący sposób wzrosła ściągalność VAT-u, choćby o połowę, byłaby szansa na to, by w ogóle go obniżyć – przynajmniej na 22 lub 21 proc. Przypomnijmy tu tzw. krzywą Laffera, według której wzrost stopy opodatkowania przynosi początkowo większe wpływy do budżetu, ale po przekroczeniu pewnego poziomu wpływy te spadają, bo zmniejsza się np. motywacja do podejmowania działalności gospodarczej i legalnej pracy, a wzrasta chęć wchodzenia w szarą strefę oraz ukrywania dochodów.

Oczywiście. Im lepiej zarządzany jest system poboru podatków, tym te podatki mogą być niższe dla obywatela. Z reguły podnoszenie stóp podatkowych jest wynikiem pewnej bezradności władzy. Tak właśnie było za rządów Platformy – pakowali kraj w coraz większe długi, ograbili OFE, a spadały im dochody podatkowe. To było państwo bezhołowia – każdy robił co chciał, zwłaszcza duże koncerny zagraniczne czy firmy podatkowe. Wśród firm, które płaciły najwięcej podatku CIT (dochodowego od przedsiębiorstw) bardzo mało było zagranicznych podmiotów. Najwięcej płaciły go polskie spółki energetyczne: Orlen, KGHM, Energa, PZU, Tauron, a nie firmy najbardziej dochodowe. Szczególnym przykładem były tu (i są) wielkie sieci handlowe – przy obrotach rzędu 130 mld zł płacą one zaledwie ok. 500 mln zł podatku.

Muszą zatem nie wykazywać zysku… W jaki sposób magnaci handlowi nie wykazują zysku?

To kwestia manipulowania kosztami i sztucznego ich zawyżania w celu pomniejszania zysku. Może chodzić o ceny transferowe, o tzw. rebranding, o tzw. usługi konsultingu, zarządzania. Dochodziło do takich absurdów, że jedna z dużych francuskich sieci handlowych otrzymywała zwrot podatku. Czyli co – pracowała charytatywnie? Taka sytuacja jest oczywiście zawiniona przez rządzących, Rostowskich i innych cwaniaczków, którzy na potęgę zadłużyli kraj za granicą i jednocześnie nie potrafili dopilnować, żeby podatki spływały do budżetu krajowego.

Może mieli w tym interes?

No właśnie, to jest fundamentalne pytanie – kto najwięcej na tym zarabiał?

Ludzie czekają z niecierpliwością na to, żeby stanęli przed Trybunałem Stanu albo przed zwykłymi sądami ci, którzy do takiej sytuacji dopuścili. Dużo się bowiem gada o wielkich stratach z powodu niepłacenia VAT-u, ale nie ma szukaniu winnego.

Zgadza się. NIK zrobił np. obecnie kontrolę wydatków PKP – wyszły gigantyczne nieprawidłowości, marnotrawstwo pieniędzy, ustawianie przetargów itp. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa poprosiło zatem o nazwy firm, które w tym uczestniczyły, m.in. różnych agencji reklamowych i pijarowskich. NIK zapowiedział jednak, że danych tych nie poda.

I wolno im tak? Jaki jest zatem sens takich kontroli?

Twierdzą, że mają podstawy prawne. Jakaś ochrona danych osobowych…

No, przepraszam, to się nazywa ochrona złodziejstwa.

Ale to jest NIK dowodzony przez pana Kwiatkowskiego, który tak dzielnie obradował z panem Kulczykiem… To pokazuje, że nadal uprawiany jest sabotaż, że nawet legalnej władzy trudno jest uzyskać informacje, a co dopiero mówić o zwykłych śmiertelnikach, o przysłowiowym Kowalskim.

Nowe ustawy zaczną funkcjonować dopiero w latach 2017-2018, a na razie nie ma mowy o rzetelnej informacji ekonomicznej w państwie, wprost przeciwnie, trwa zażarta walka z rządowymi reformami. Np. portal onet.pl opublikował informację o planowanej „konfiskacie rozszerzonej”, ale opatrzył ją podłymi komentarzami, które plany ministra sprawiedliwości wyśmiewają, opluwają i szydzą z nich. Ani jednego pozytywnego słowa…

Bo to jest w stu procentach niemiecki portal, dbający o interesy firm niemieckich działających w Polsce. Gdyby prześledzić informacje główne na onecie, to trzeba by dojść do wniosku, że Polska to kraj w trochę gorszej sytuacji niż obecnie Syria. Wygląda to jak jeden wielki atak – pomówienia, zniesławienia, oskarżanie, ogłupianie. Nawet chyba prognoza pogody nie jest tam trafna. Z racji zawodowych obowiązków przeglądam ten portal. Według mnie ma to antypaństwowy wydźwięk i tego typu działalność byłaby w większości krajów zabroniona. To, co wyczyniają ci dziennikarze podając informacje o Polsce, przekroczyło już dawno granice normalnej krytyki.

Dziennikarze to jedno, a półanalfabeci wynajęci do pisania za pieniądze chamskich komentarzy – to drugie. W normalnych krajach jest to niedopuszczalne, taka ordynarność jest karana; kary spadają i na redakcje, i na właścicieli portali.

Ludzi do pisania komentarzy werbuje się całkiem oficjalnie np. poprzez ogłoszenia; sądzę, że komentarze te są sterowane. W taki oto sposób powstaje opowieść o kraju, który de facto nie istnieje. Jeden wielki jazgot, jeden wielki atak. To bombardowanie fatalnymi informacjami z Polski w rodzaju jakoby czołgi stoją na ulicach, a PiS pożera na śniadanie małe dzieci. Tak to wygląda. (…)

Z drugiej strony wydaje mi się, że obóz rządowy sam musi przystąpić do jakiegoś ataku, też musi bronić się atakiem. Samą defensywą nie da rady. Niektórych ludzi, ewidentnych zdrajców, trzeba po prostu odsunąć od jakiejkolwiek możliwości kształtowania opinii publicznej, a nawet – od zabierania głosu w debacie publicznej.

Od dawna twierdzę, że pobłażliwość rozzuchwala złoczyńców. Nie tylko w świecie mediów, jeszcze bardziej w świecie finansów. W związku z tym trzeba liczyć się z długą, ostrą walką, bo zło dobrowolnie nigdy nie ustępuje.