Tajna historia BOR. Bodyguardzi i janczarzy elit PRL-u - zdjęcie
07.07.21, 12:15

Tajna historia BOR. Bodyguardzi i janczarzy elit PRL-u

1

Tajna historia Biura Ochrony Rządu. Bodyguardzi i janczarzy elit PRL-u.”

Autor: Lech Kowalski.

Wydawnictwo Fronda

Fragment książki „Tajna historia Biura Ochrony Rządu. Bodyguardzi i janczarzy elit PRL-u.

(…)

Niecały miesiąc później zawitała do Polski (8 –11 października 1967 r.) premier Rządu Indii Indira Gandhi, nie mniej znana od Charlesa de Gaulle’a, też charyzmatyczna i wybitna osobistość. Towarzyszyła jej 16-osobowa delegacja. Program wizyty przewidywał pobyt w Warszawie. Wizycie tej nadano kryptonim „Turkus” – za jej operacyjne zabezpieczenie i podjęcie działań koordynacyjnych z innymi służbami specjalnymi odpowiedzialnym uczyniono funkcjonariuszy wydziału II BOR. Od razu też zostały wciągnięte do współpracy departamenty I, II, III MSW oraz Biuro B i W, a także Biuro Prewencji i Ruchu Drogowego KG MO i Komenda MO m.st. Warszawy plus NJW MSW. Wszyscy oni znali się od dawna – niczym łyse konie – i na komendę „kolejna wizyta do zabezpieczenia” wyciągali tzw. kwity operacyjne i skrzykiwali się do współdziałania. To musiało być w końcu nudne i usypiające. Na rezydencję Indiry Gandhi przydzielono pałac Myślewicki w Łazienkach, który od zewnątrz zabezpieczali żołnierze z NJW MSW. To oni również dodatkowo uzupełnili składy wart w rejonie pałacu wilanowskiego oraz Belwederu o siedzibie URM przy Krakowskim Przedmieściu. W trakcie przejazdów po Warszawie kolumnie samochodowej z delegacją indyjską towarzyszyła dziewięciomotocyklowa eskorta honorowa. Premier Indii z pewnością nie miała wrogów wśród pozdrawiających ją warszawiaków, ale miała ich liczne zastępy we własnym kraju i poza jego granicami. I to raczej przed nimi należało ją szczególnie ochraniać. Mordy i zamachy terrorystyczne w Indiach miały swoją długą tradycję. Stąd wzdłuż tras przejazdu delegacji rozstawiono liczne posterunki kontrolno-obserwacyjne i porządkowe, a każde miejsce, które było w planie wizyty wskazane do odwiedzenia, wcześniej dokładnie sprawdzano operacyjnie. A oprócz tego najbliższe zabudowania, klatki schodowe, piwnice, strychy i inne pomieszczenia. W planowanym okresie pobytu Indiry Gandhi w Warszawie postanowiono więc szczególną uwagę zwrócić na środowiska studenckie i stypendystów narodowości hinduskiej, pakistańskiej i chińskiej, przebywających w Polsce.

Przystąpiono do ich inwigilacji i rozpracowywania, w każdym z miejsc, gdzie delegacja indyjska miała się pojawić. Profilaktycznie zajęto się także – jak czytamy: „operacyjnym rozeznaniem i paraliżowaniem wrogich zamiarów grup lub osób znanych z antypaństwowej bądź przestępczej postawy i działalności”. W zależności od wagi uzyskiwanych informacji miały być podejmowane na bieżąco stosowne przedsięwzięcia dyscyplinujące przez wskazane jednostki MSW. A to najczęściej oznaczało: ostrzeżenia, zatrzymania, przesłuchania, jak również aresztowania. Możliwe więc, że byli i tacy osobnicy, którzy przy okazji każdej kolejnej wizyty zagranicznych delegacji – „lądowali na dołku”, czyli w areszcie. Po zakończonej wizycie byli wypuszczani. Jednocześnie dbając o bezpieczeństwo gości z Indii, postanowiono dodatkowo, iż w przypadku przemieszczania się delegacji po stolicy w kolumnach samochodowych będzie częściowo wstrzymany ruch drogowy. Indira Gandhi cieszyła się dużą popularnością w Polsce i jej każde pojawienie się w miejscu publicznym przyciągało tłumy.

Do ochrony osobistej premier Indii wydział II BOR przydzielił mjr. Ignacego Kota (w charakterze adiutanta, w galowym mundurze wojskowym) plus dwóch funkcjonariuszy (kpt. Romualda Sobczaka i sierż. Jana Szubę). Na całością tych przedsięwzięć czuwał zastępca Naczelnika Wydziału II BOR ppłk Godziszewski. Z kolei za transport samochodowy odpowiedzialnym uczyniono naczelnika wydziału V BOR, który wydzielił i doposażył pojazd główny i samochody operacyjno-ochronne. Pozostałe wydziały BOR czyniły podobne przygotowania zgodnie z przydzielonymi kompetencjami. Wizyta premier Indii w Polsce nie była długa, zwłaszcza w porównaniu z wizytą przywódcy Francji. Delegacja Indii pojawiła się w Warszawie 8 października (niedziela) o godz. 16.45, a opuściła stolicę 11 października (środa) o godz. 10.30, a więc raptem dwa dni robocze i to spędzone w obrębie tylko Warszawy. Każda ze służb zabezpieczających wizytę doskonale wiedziała, co miała robić, stąd wydaje się ciekawsze zaznajomienie z procedurami poprzedzającymi wizytę – i to w dodatku narzuconymi przez przedstawicieli ochrony premier Indii. Z notatki służbowej zastępcy dowódcy ochrony sekcji 3 wydziału III BOR mjr. L. Schmidta z rozmowy z dyrektorem Biura Ochrony Rządu Republiki Indii G.C. Duttem – który przebywał w Warszawie w dniach 29 września – 1 października 1967 r. – wynikało, iż gość pragnął przede wszystkim, jak najszybciej nawiązać kontakt osobisty z przedstawicielami BOR, odpowiedzialnymi bezpośrednio za ochronę premier Indii. Był także zainteresowany lustracją miejsca pobytu (rezydencji) przydzielonej premier oraz zakwaterowania członków delegacji, jak również miejsc przyjęć delegacji (gmachy urzędowe). Co mu natychmiast umożliwiono. W trakcie rozmowy 29 września, która trwała od godz. 13 do 14.10, gościa zapoznano z ogólnym planem ochrony oraz – co go szczególnie interesowało – z podjętymi działaniami operacyjnymi w stosunku do studentów pakistańskich przebywających w Polsce. Jak sam przyznał: „stanowili pewne zagrożenie dla p. Gandhi”. Premier Indii miało strzec – z ich strony – dwóch oficerów ochrony osobistej. Pan Dutt zaakceptował swą rolę jako koordynatora przedsięwzięć ochronnych we wszystkich aspektach wizyty w Polsce. W tym przypadku interesowały go głównie trzy problemy: 1) zapewnienie bezpieczeństwa lotu; 2) przejazdy ulicami miasta; 3) pobyt w rezydencji i innych miejscach. Z kolei w trakcie rozmowy z dyrektorem BOR płk. Góreckim gość zaproponował przeprowadzenie próbnego lotu samolotem, którym miała przybyć do Polski premier Indii. A ponadto przeprowadzenia w jego trakcie sprawdzeń pod kątem pirotechnicznym, paliwowym i toksykologicznym. Zażyczył też sobie zapoznania załogi samolotu z osobami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo lotu, a byli nimi przedstawiciele BOR oraz władze lotniska. Poprosił również o zabezpieczenie próbek benzyny i oliwy lotniczej w obecności przedstawicieli BOR. W odpowiedzi usłyszał, iż parkowanie i tankowanie samolotów rządowych oraz delegacji zagranicznych odbywa się zawsze na lotnisku w strefie wydzielonej i jest pod ścisłym nadzorem funkcjonariuszy BOR. Co przedstawiciela Indii wyraźnie uspokoiło. Ustalono także system organizacji zabezpieczenia bagażu premier Gandhi, który miał strzec I sekretarz Ambasady Indii ds. politycznych pan Singh’a oraz wytypowany przedstawiciel BOR. Pan Dutt wyraził również chęć osobistego poznania oficerów BOR odpowiedzialnych za zabezpieczenie poszczególnych odcinków pobytu delegacji Indii. Szczególnie zależało mu na poznaniu mjr. Kota, odpowiedzialnego za ochronę osobistą premier Gandhi – i to życzenie również zostało spełnione. Ponadto zasugerował, aby w wozie głównym, obok mjr. Kota, jechał także hinduski oficer ochrony osobistej. Z braku miejsc w samochodzie głównym poprosił, aby mógł się osobiście znajdować jak najbliżej pani premier. Co także uwzględniono. Te czynione ze strony polskiej natychmiastowe ustępstwa wyraźnie poprawiły atmosferę wizyty w jej przededniu – i tak należało postępować.

Kierownictwo BOR w takich przypadkach potrafiło się zawsze stosownie zachować.

A że było sympatycznie w trakcie wspólnych ustaleń wizyty premier Indii w Warszawie, w rewanżu Dutt zaproponował, by wieczorem 30 września spotkać się prywatnie z szefem BOR w restauracji Krokodyl. W trakcie tej biesiady dogadano także zatrudnienie – na okres wizyty – dwóch polskich sekretarek oraz referenta prasowego i gospodarczego w Ambasadzie Indyjskiej, co było wręcz niezbędne. Aby jeszcze było milej, dyrektor BOR na koniec wizyty gościa z Indii zaproponował mu oprowadzenie po Warszawie, co sfinalizowano nazajutrz w godzinach od 9.30 do 14.10. Po czym panowie udali się nad Zalew Zegrzyński, gdzie w drugim dniu wizyty miała prawdopodobnie się pojawić także premier Gandhi. Podsumowując wizytę – warto przytoczyć kilka dodatkowych danych statystycznych obrazujących działania profilaktyczno-zapobiegawcze, jakie wówczas podjął BOR. Otóż borowcy rozpoznali, sprawdzili i zaopiniowali 243 osoby zatrudnione przy bezpośredniej obsłudze operacji „Turkus”, a w międzyczasie dokonali 20 pomiarów radiologicznych, 12 sprawdzeń pirotechnicznych oraz 10 sprawdzeń sanitarnych i jednego sprawdzenia technicznego. Ze sprawozdania wynikało, iż mimo że strona polska wyraźnie przymilała się do hinduskich funkcjonariuszy ochrony, to w trakcie wizyty różnie z tym bywało. Okazało się, że „przedstawiciele hinduskiej służby bezpieczeństwa – jak czytamy – nie przejawiali szczególnego zainteresowania systemem i formami stosowanej ochrony w Polsce, nie nawiązywali bezpośrednich kontaktów z oficerami BOR, jak też z osobami postronnymi. Stosunki nacechowane były grzecznością przy zachowaniu daleko rozumianego dystansu towarzyskiego”. Na zakończenie opisu tego współdziałania można powiedzieć, co pozostaje niewątpliwie faktem, że spotkały się ze sobą dwa różne światy i dwie różne kultury i cywilizacje. A co do samej wizyty – przebiegła zgodnie z zaplanowanymi procedurami operacyjnymi, schematy ochronne zadziałały. I rzecz nie w tym, jak była celebrowana, ale w tym, że przebiegła bezpiecznie. (…)

 

Komentarze (1):

Olej2021.07.7 22:01
Czytam i konfrontuję profesjonalizm BOR-u za PRL-u z ,,profesjonalizmem'' tejże służby w zabezpieczeniu wizyty prezydenta w Smoleńsku.