Straszne słowo suwerenność - zdjęcie
20.05.16, 21:15

Straszne słowo suwerenność

Całkowita wścieklizna opanowała już rozhisteryzowaną Platformę Obywatelską. Odebrało im rozum do końca. Wszystko przez to jedno słowo, które tak bardzo drażni i parzy obóz antypaństwowy, czyli słowo suwerenność. Nie do pomyślenia jest, żeby można było stawiać je wyżej, ponad Fransa Timmermansa i Angelę Merkel. Zaszło to tak daleko, że Grzegorz Schetyna ogłosił się dzisiaj Polską. On jako Polska wstydzi się za Premier Szydło, on jako Polska i on jako Platforma nie pozwoli na to, żeby odebrać jemu - Polsce biało - czerwoną flagę, tę samą, która była dla jego rządu jeszcze dwa lata temu znakiem nacjonalizmu. Tę samą, którą w zaprzyjaźnionej z PO stacji telewizyjnej wetknięto w kupę i wtedy Europejczycy rechotali jak się wkurza na to Ciemnogród. Suwerenność zgubili, tak "niechcący", 10 kwietnia 2010 roku, nic więc dziwnego, że ona tak bardzo ich uwiera, nie chcą słyszeć o niej, a uchwałę w sprawie jej obrony traktują jak kapitulację.

Dzieje się coś bardzo niedobrego wokół Polski, to prawda i nie dzieje się bez przyczyny. Sypie się bowiem niemiecki plan dla Europy, sypie się w Polsce opozycja, która już nie zamierza (chyba razem z bakteriami) w liczbie ćwierć miliona manifestować 4 czerwca w Warszawie, tylko chce grillować i piknikować. Najwyraźniej tylko po to, by dzień później "Die Welt" mógł napisać, że w Polsce dwa miliony ludzi grillowało i piknikowało przeciwko nacjonalistycznemu rządowi w Warszawie. Masarnie się ucieszą, masarnie dostarczą Kijowskiemu kaszankę i kiełbaski, świeże bułeczki i karkóweczki, a kodowskie kucharki wetkną w nie patyczki z małymi flagami KOD-u i Unii Europejskiej. Niech tak grillują nawet do zimy i najedzą do syta. Czas ucieka, czas jest nieubłagalny dla nich, doskonale wiedzą, że to ostatnie dni i tygodnie tej antypolskiej rewolty, więc nie mają już naprawdę nic do stracenia. Tylko czekać, jak w "Wyborczej" ukażą się głębokie analizy, że Polacy ich jednak zawiedli, że lemingi nie chcą być lisami i tygrysami. Niedojrzały do demokracji, choć pranie mózgu codziennie o 19.00. jest wręcz perfekcyjne.

Dwa dni temu dałem do notki tytuł "Żegnamy europejskich kelnerów". To się dzieje na naszych oczach, oni odchodzą i nikt nie będzie po nich płakał, nawet ich wyborcy. A Europa Brukselska będzie za chwilę zmagać się najprawdopodobniej ze "skrajnie prawicowym" prezydentem Austrii, nowymi uchodźcami i jest jeszcze potencjalny Brexit. Trudno dociec, tak do końca, dlaczego właśnie dziś Beata Szydło miała tak emocjonalne i pryncypialne wystąpienie, być może jest to wynik jakichś zakulisowych zdarzeń, a być może po prostu przyszedł czas, żeby nazywać sprawy po imieniu, skończyć wreszcie z udawaniem, że po drugiej stronie jest partner polityczny, zatroskany jednak w jakiś sposób o przyszłość Polski. Nic z tych rzeczy. Obóz antypaństwowy ujawnił się w całej swojej okazałości. Nieprzypadkowo PSL zaczął kluczyć, nieprzypadkowo też opozycja odwołała swoje spotkanie. Bo liczą już tylko na cud brukselski, na kolejny udany zamach na demokrację, tak jak to było w 1992 roku. Nie będzie żadnych hufców obrońców Brukseli i Berlina w Polsce, nie tym razem, a Ryszardowi Petru odradzamy marsz na Warszawę, bo wywoła tylko skandal i pójdzie na w najlepszym razie na Kowno.

grzechg/salon24.pl