Pytel odpowiada Patynowskiej: Stadiony nie nadają się na liturgię - zdjęcie
09.07.13, 13:23Jakub Pytel, fot. archiwum autora

Pytel odpowiada Patynowskiej: Stadiony nie nadają się na liturgię

15

7 lipca br. w portalu Fronda.pl ukazał się tekst pióra pani red. Marii Patynowskiej zatytułowany „Rekolekcje na stadionie jako realizacja Soboru Watykańskiego II”. Nie sposób pozostawić go bez komentarza, tym więcej, że autorka stara się dodać wiarygodności zawartym w nim tezom powołując się na swoje wykształcenie jako historyka sztuki.

Na początku czytelnik dowiaduje się, że pani red. Patynowska, po długim i zapewne bolesnym procesie dojrzewania w niej pewnych przekonań, doszła do wniosku – oczywiście „jako historyk sztuki” – „że stadiony bardzo nadają się na kościoły”, a ostatnim aktem tego procesu przemiany świadomości był udział w rekolekcjach ks. Johna Bashobory.

Zatem dlaczego stadiony nadają się na kościoły?” – pyta dalej autorka i odpowiada, że „każdy znawca zagadnień funkcjonalności architektury sakralnej, potwierdzi, że budowla jest dobra, wówczas, gdy jest funkcjonalna”. Cóż odpowiedzieć? Chyba tylko, że „tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie”. Oto „znawcy zagadnień funkcjonalności” stają się najwyższą instancją w dziedzinie projektowania przestrzeni liturgicznej, a „funkcjonalność” (w tym również „dostosowanie do potrzeb użytkowników i liczby wiernych”) okazuje się najważniejszym kryterium w tej dziedzinie.

Autorka tekstu prowadzi czytelnika od ciasnych katakumb „przeznaczonych dla małych grup zakonspirowanych pierwszych chrześcijan” – przez co utrwala błędne mniemania dotyczące tych cmentarzy (upowszechnione przez film i literaturę) i zupełnie pomija fakt, że pierwsi chrześcijanie zbierali się w domach prywatnych – przez starożytne bazyliki, gotyckie katedry, kościoły renesansu i baroku do współczesnych betonowych świątyń osiedlowych. Przemierzając tę drogę dochodzi wniosku, że na przestrzeni dziejów miejsca sprawowania kultu chrześcijańskiego stawały się coraz większe i większe, po to, aby móc pomieścić większą liczbę wiernych (jedynie „małe romańskie rotundy” wzbudziły wątpliwości pani redaktor, ale szybko je rozwiała uznając, że był to regres spowodowany fanaberią „kilku najbogatszych”).

Powstaje pytanie, dlaczego historyk sztuki dokonuje tego rodzaju manipulacji, po co dopuszcza się fałszu? Otóż po to, żeby w końcu zaprowadzić czytelnika na stadion i powiedzieć mu, że „wnętrzem odpowiednim dla 50 tys. osób jest stadion” i udowodnić, że „stadiony bardzo nadają się na kościoły”, bo stadionowe celebracje stanowią naturalną, historyczną kontynuację, wynikają z organicznego rozwoju liturgii, która potrzebuje coraz więcej przestrzeni dla jej uczestników. Na dodatek czyni to – jak się wydaje – nie dlatego, żeby udowodnić taką generalną tezę, ale po to, by obronić tę jedną celebrację, która miała miejsce przed kilkoma dniami na Stadionie Narodowym. I kiedy mówi, że „dla 50 tys. osób odpowiedni jest stadion”, to nawet nie przyjedzie jej do głowy zapytać, czy te „50 tys. osób jest odpowiednie dla liturgii”. A jeśli tak, to dlaczego starożytni wyznawcy Chrystusa, gdy już nie tylko cieszyli się wolnością kultu, ale gdy stanowili większość, gdy chrześcijanami byli nie tylko patrycjusze, ale i cesarze, to dlaczego na miejsca kultu nie wybrali ówczesnych stadionów, obecnych przecież w każdym, a nie tylko największych miastach Imperium? Dlaczego cyrk zwany Koloseum – przecież uświęcony krwią męczenników – nie stał się miejscem sprawowania Najświętszej Ofiary?

Na tym nie koniec, bo choć do obrony swej doraźnie postawionej tezy autorka zaprzęga autorytet XXI soboru powszechnego, to nie podpiera się w tej sprawie żadnym dowodem, a jedynie wątpliwym stwierdzeniem, że „ważnym elementem propagandy zdobyczy soborowych, było budowanie kościołów o stadio-podobnym układzie”.

Nie mnie jednak bronić II Soboru Watykańskiego – liczę, że tego typu stwierdzenia spotkają się z jakimś komentarzem tutejszych redakcyjnych specjalistów w tej dziedzinie, którzy zawsze wykazują się wielką aktywnością, gdy trzeba bronić nauk Vaticanum II (najczęściej przed krytyką katolickich tradycjonalistów). Nie mogę jednak nie zauważyć, że entuzjaści soborowych reform postulowali „powrót do źródeł” czyli odtwarzanie w dzisiejszych czasach wczesnej „oryginalnej” postaci chrześcijaństwa, co z kolei zakłada raczej sprawowanie Mszy Świętej w mniejszych wspólnotach. Sądzę, że warto zacytować tutaj słowa jednego z profesorów teologii fundamentalnej, niegdyś członka Międzynarodowej Komisji Teologicznej przy Kongregacji Nauki Wiary, którego, dokąd parał się katolicką teologią, nie sposób było oskarżyć o niechęć wobec posoborowych porządków w Kościele. Wręcz przeciwnie. Otóż ks. prof. Tomasz Węcławski, bo o nim mowa (jego życiowe wybory nie unieważniają przecież tego, co głosił jako kapłan i za co był honorowany) na zorganizowanej przed dekadą w Poznaniu konferencji naukowej dotyczącej liturgii, powiedział:

Trzecim żywiołem liturgii jest dźwięki słowo wypełniające i kształtujące przestrzeń. Liturgia jest najpierw zawsze liturgią słowa – w którym zostają przywołane «wielkie dzieła Boże» (por. Dz 2,11). Związek między dźwiękiem i przestrzenią w liturgii jest silniejszy, niż może się wydawać powierzchownemu spojrzeniu. Można mianowicie powiedzieć, że liturgia odbywa się tylko w takiej przestrzeni, którą obejmuje słyszalny dźwięk – słowo człowieka przemawiającego do człowieka. Można też pokazać, w jakim stopniu architektura przestrzeni liturgicznej podporządkowywała się tej zasadzie – albo inaczej: jak z pomocą architektury poszerzano przestrzeń (akustyczną), w której możliwa była liturgia (…) Z tego punktu widzenia sztuczne wzmocnienie dźwięku jest przeciw duchowi liturgii – tak samo jak poszerzanie przestrzeni zgromadzenia poza zasięg ludzkiego głosu. Kwestia ta wymaga refleksji. Jej odniesieniem teologicznym powinno być również to, co wiemy o zgromadzeniach i ucztach uczniów Jezusa na wolnym powietrzu (poza miastem), zarówno przed Jego Paschą, jak i po niej. Także ich wielkość i zasięg (przestrzeń fizyczną i społeczną) wyznaczał ludzki głos, słowo i możliwość porozumienia (por. w związku z tym Dz 2,1-47) i opisaną tam przestrzeń gromadzącego się Kościoła (dziejową i kosmiczną, osobistą i społeczną), a zwłaszcza sprawę «rozumienia we własnym języku» tego, co się dzieje”.

Tyle w odpowiedzi na stwierdzenie, że „stadiony bardzo nadają się na kościoły”. Narzekań, że kościoły nie nadają się na to, by głosić w nich wielodniowe rekolekcje, bo – w odróżnieniu od stadionów – „nie są dostosowane pod względem współczesnych wymogów bezpieczeństwa, że nie mają zaplecza do ugotowania cateringu, ani zaplecza medycznego” komentować nie zamierzam. Podobnie jak rozczarowań autorki dotyczących rzekomej zmiany linii „Tygodnika Powszechnego” na konserwatywną, czy żali do TVN24, że nazywa ks. Bashoborę „murzynem”. Tekst pani red. Patynowskiej i tak stanowi drugie i ostatnie, pionowe cięcie w ramach rytuału seppuku, który autorka od dłuższego czasu dokonuje na łamach Fronda.pl. Oczywiście „jako historyk sztuki”.

Jakub Pytel 

TEKST DO KTÓREGO ODNOSI SIĘ JAKUB PYTEL: "Rekolekcje na stadionie jako realizacja Soboru Watykańskiego II"

 

Komentarze (15):

anonim2013.07.9 13:37
O jejku jakie mądrości w jednym i w drugim artykule. Jak dobrze, że można polemizować, i poprawiać swoje samopoczucie, albo jeszcze coś innego.
anonim2013.07.9 14:05
...i pojawia się kolejne pytanie, gdzie Jan Paweł II mógł odprawić mszę dla setek tysięcy Polaków, czy 4 mln. Filipińczyków...nie wiem czy Jakub Pytel wie że tak gigantycznych kościołów się raczej nie buduje....a potrzeba takiej celebry incydentalnie sie pojawia. Jeżeli krytycy ewangelizacji i celebracji stadionowej chcą być konsekwentni w swojej krytyce, powinni hurtowo pomstować również na JPII, czy Benedykta....nie zapomnijmy też o mszach na placu Św. Piotra....to również powinno być surowo zabronione....o mszach młodego ks. Wojtyły na kajakach nie wspominając....bo to zgroza...Przypomnieć należy także że Wieczernik w Jerozolimie nie spełniał warunków godnej celebry
anonim2013.07.9 14:41
Blumkwist Tylko ,że Pan J.P. nie jest z pokolenia JP 2
anonim2013.07.9 14:44
Chodziłem na mszę trydencką i bardzo mi się podobało. Ale daleko tam było. Więc odkąd zacząłem brać pewne leki nadciśnieniowe, to przestałem i chodzę do nowinkarskiego parafialnego. Dlaczego? Bo zrozumiałem, że ważniejsza od ustawienia ołtarza i języka liturgicznego jest łatwość skorzystania z wychodka po nabożeństwie. To tak również w ramach dyskusji, o tym dlaczego w kościołach są same stare kobiety. Starzy mężczyźni niemal wszyscy mają kłopoty z prostatą, co daje skutki dość podobne do moich pigułek i cóż, nie lubią sikać w krzakach. Za starzy są na takie wygłupy... Przepraszam za zaniżenie teologicznego dyskursu, ale kościół bez kibla nie nadaje się nawet na godzinne rekolekcje, a co dopiero na wielodniowe. Z tej perspektywy Stadion Narodowy to prawdziwa katedra.
anonim2013.07.9 15:41
@Jacques Blutoir: oczywiście, że nie idzie o ryt, takie jest po prostu moje doświadczenie - niezbyt przyjemne a związane akurat z brakiem możliwości wyboru rytu. Natomiast idzie właśnie o prozę życia i funkcjonalność, która bywa po prostu ważniejsza od doniosłych i wzniosłych kwestii. Bo oczywiście poprawnie przygotowany kościół się znacznie lepiej nadaje do nabożeństw niż boisko Orlik, ale gdy trzeba zrobić imprezę masową, to się okazuje że takich kościołów nie ma i stadion być musi. Natomiast tekst pani Patynowskiej jest faktycznie, jakby to powiedzieć... dziwny.
anonim2013.07.9 17:42
Zdaje się, że redaktor "historyk sztuki" chciała głównie polemizować z TP itp. To zdeterminowało jej argumentację (z afirmacji soboru VII). Ta chęć polemiczna przyćmiła zdolność autokrytyki. Ot co. Jeśli więc zgadzam się z JP (ale bez 2), to wydaje mi się, że ilośc uwagi poświęcona temu niezbyt celnemu tekstowi, jest dysproporcjonalna względem jego cięzaru gatunkowego.
anonim2013.07.9 18:32
Ogólnie rozumiem przesłanie tekstu ale po co od razu używać takich słów jak manipulacja i oszustwo? Pani/Panna (nie wiem, nie chce pomylić) Maria wyraziła swoją opinię. Ma prawo mieć Pan Jakub inną. Aż tak złym miejscem nie jest stadion skoro jednak biskup zezwolił i promował. Co prawda znam lepsze miejsca ale nie powoduje to że to staje z góry nieodpowiednie. Było to jednorazowe i po trochu symboliczne bo stadion narodowy a naród Chrystusowy. Nikt nie odbiera Panu Jakubowi prawa do opinii przeciwnej, jednak niech ona trzyma poziom merytoryczny a oskarżanie bogu ducha winnej kobiety o oszustwo czyli kłamstwo mające wprowadzić w błąd jest krzywdzące i łamie 8 przykazanie. Nieładnie Panie Jakubie.
anonim2013.07.9 20:18
rozumiejąc argumenty jakie przedstawił ks. Węcławski trzeba stwierdzić, że z przyczyn praktycznych w wieli miejscach jest on trudny (niemożliwy?) do realizacji poza np. mały wspólnotami typu neokatechumenat a stadion jest nie gorszym miejscem niż inne - wszak bazylika także jest zaanektowanym przez chrześcijaństwo targowiskiem
anonim2013.07.9 20:44
Nadają się, nadają. Jestem architektem wnętrz, sakralnych też. Na pewno lepiej się nadają, niż nowoczesnawe kląkry.
anonim2013.07.9 21:15
Na modlitwę każde miejsce jest dobre...nie chcesz, nie idziesz, chcesz idziesz. Proste.
anonim2013.07.10 0:19
@...eee - co to są "kląkry"?
anonim2013.07.10 9:47
ZAgadzam się z autorem powyższego artykułu i wyrażam swoje zdanie tak: http://www.fronda.pl/a/rekolekcje-na-stadionie-jako-realizacja-soboru-watykanskiego-ii,29321.html
anonim2013.07.10 13:58
Stadiony nadają się do ewangelizacji, tak samo jak wieki temu nadawała się łódź rybacka.
anonim2013.07.10 14:18
Stadiony nadają się na Ewangelizację, nikt nie przeczy. Ale nie na Mszę Świętą
anonim2013.07.11 8:51
Miejscami liturgii były w historii chrześcijaństwa: - domy prywatne - katakumby - bazyliki, czyli budynki sądowo-targowe. - place, rynki, podmiejskie błonie. Dlatego stadiony również się nadają.