Przeciwnicy katolicyzmu chcą wykorzenić ludzi Zachodu - zdjęcie
12.10.18, 13:10Fot. Jjensen via Wikipedia, CC 3.0

Przeciwnicy katolicyzmu chcą wykorzenić ludzi Zachodu

Antykatolickie brednie ateistów czy protestantów podważające wiarę katolików żerują bezwstydnie na ignorancji. Ustalenia naukowców, punkt po punkcie, obalają antykatolickie brednie, i bezlitośnie ukazują jak antykatolicka narracja na temat cesarza Konstantyna i Soboru Nicejskiego jest sprzeczna z faktami.

By bronić się przed zalewem antykatolickich bredni warto korzystać z argumentów zawartych w takich cennych publikacjach jak praca Marka Piotrowskiego „Kościół na celowniku” opublikowana przez inicjatywę ewangelizacyjną „Wejdźmy na szczyt”. „Kościół na celowniku” to książka, którą zainspirowały antykatolickie brednie rozpowszechniane przez ateistów i protestantów.

Wrogie katolicyzmowi środowiska głoszą, że „na Soborze Nicejskim, w 325 roku” cesarz zmusił biskupów do uznania, że Jezus jest Bogiem, choć wcześniej (np. wg Dana Browna autora „Kodu Leonarda de Vinci”) Jezus był uznawany za śmiertelnika.

W rzeczywistości Kościół katolicki od samego swego początku uznawał Jezusa za Boga. Bóstwo Jezusa negował żyjący na przełomie III i IV wieku biskup Ariusz - arianie głosili, że Jezus był stworzeniem a nie Bogiem, i że nie ma Ducha Świętego. Sobór bronił tylko tradycyjnej nauki Kościoła katolickiego przed herezjami arian. W Nowym Testamencie i pismach wczesnochrześcijańskich wielokrotnie potwierdzano boskość Jezusa (na co Marek Piotrowski w swojej książce daje rozliczne przykłady przytaczając obszerne fragmenty Biblii i pism pierwszych chrześcijan). Boskość Jezusa w swoich proroctwach stwierdzali też autorzy Starego Testamentu. Wbrew antykatolickim bredniom Jezus nie został uznany za Syna Bożego na soborze, tylko był uznawany za Boga od samego początku chrześcijaństwa.

Antykatolickie brednie głoszą też, że cesarz Konstantyn narzucił wiarę w Trójcę, która według antykatolickich bredni nie miała być znana wśród pierwszych chrześcijan. Brednie te obalają liczne cytaty z Starego i Nowego Testamentu, oraz pism pierwszych chrześcijan, przytoczone przez autora pracy „Kościół na celowniku”. Podobnie obalone są antykatolickie brednie głoszące, że: Duch Święty nie jest osobą tylko bezosobową siłą, Bóg jest tylko w jednej osobie, katolicka koncepcja Trójcy jest kopią pogańskich wierzeń (gdy poganie wierzyli w triady bóstw, a nie w to, że bóstwa miały trzy osoby), oraz, że sobór debatował o wyborze jednego boga spośród wielu pogańskich bóstw. Na kartach pracy Marka Piotrowskiego opisane są też herezje głoszące, że osoby w Trójcy nie są sobie równe, jedna osoba występuje pod trzema nazwami, każda osoba z osobna nie jest Bogiem i dopiero razem tworzą Boga.

Według antykatolickich bredni (rozpropagowanych między innymi przez Dana Browna w „Kodzie Leonarda de Vinci”) Biblie w obecny kształcie stworzył cesarz Konstantyn, który rzekomo spośród kilku tysięcy pism o Jezusie wybrał cztery, a Watykan do dziś ukrywa konkurencyjne apokryfy. W rzeczywistości cztery Ewangelie były uznawane za kanon przed Konstantynem, nikt nie dokonał wyboru Ewangelii. W swej książce Marek Piotrowski przytacza liczne świadectwa o czterech Ewangeliach, listach i Apokalipsie, pochodzące z II wieku naszej ery).

Cztery Ewangelie powstały za czasów apostołów, i były powszechnie uznawane za kanon przez wszystkich żyjących w podziemiu i prześladowanych chrześcijan. Apokryfy zaczęły powstawać 100 lat po powstaniu czterech Ewangelii.

Totalna bzdura są antykatolickie stwierdzenia, że apokryfy opisywały Jezusa jako tylko człowieka i negowały jego boskość. W rzeczywistości było wręcz odwrotnie - apokryfy gnostyckie (późniejsze niż Ewangelie kanoniczne) negowały ludzką naturę Jezusa. Gnostycy wszelkie zło widzieli w świecie materialnym, uważali, że Jahwe to zły Bóg, który zniewolił ducha w grzesznej materii, oraz praktykowali w pogardzie dla ciała albo ascezę albo rozpustę.

Nie mają potwierdzenia w faktach też antykatolickie brednie głoszące, że Kościół ukrywa apokryfy. Jest wręcz odwrotnie to dzięki Kościołowi znamy treść apokryfów. Już pisarze wczesnochrześcijańscy polemizowali z gnostyckimi apokryfami, i dzięki tym opisom znamy treść apokryfów. Fakty historyczne są takie, ze Sobór Nicejski nie rozważał w ogóle kanonu Biblii, podobnie cesarz Konstantyn nie ustalił kanonu, tylko sfinansował sporządzenie 50 kopii Pisma Świętego.

Nowy Testament znamy z odpisów podobnie jak i inne teksty z starożytności. Jednak kopie Nowego Testamentu są o wiele bardziej spójne ze sobą niż w wypadku innych pism z starożytności. Te kopie Nowego Testamentu jakie współcześnie posiadamy powstały 125 lat po powstaniu oryginałów Ewangelii, podczas gdy kopi innych pism z starożytności jakie posiadamy są odległe od oryginałów często o ponad 1000 lat. Wiele najsłynniejszych pism z starożytności znamy z kilku kopii, podczas gdy posiadamy 5366 starożytnych kopii Nowego Testamentu (greckich, etiopskich, łacińskich, gockich, ormiańskich i gruzińskich). Wersje Nowego Testamentu z czasów cesarza Konstantyna są zgodne z wersjami wcześniejszymi o kilkaset lat.

Teoria o tym, że Konstantyn mógł sfałszować tekst Nowego Testamentu jest tym bardziej głupia, że jakiekolwiek fałszerstwo spotkało by się z zdecydowaną reakcja chrześcijan zaprawionych w podziemnej działalności i przez wieki prześladowanych. Wierni posiadali oryginalne teksty Nowego Testamentu i znali Ewangelie na pamięć (nauka na pamięć była powszechna w społeczeństwach analfabetów).

O bredniach przeciwników katolicyzmu na temat cesarza Konstantyna i Soboru Nicejskiego pisałem w opublikowanym na portalu Prawy pl artykule „Przeciwnicy katolicyzmu bredzą na temat roli cesarza Konstantyna w dziejach Kościoła, wpływu cesarza na uchwały Soboru Nicejskiego?”. W artykule tym zwróciłem uwagę, że „od swego powstania przez kolejnych kilka wieków chrześcijanie byli prześladowani w cesarstwie Rzymskim (najpierw prześladowali ich Żydzi cieszący się dobrą pozycją w Imperium, a potem Rzymianie). Rzymianie prześladowali chrześcijan, bo wyznawcy Jezusa nie chcieli składać ofiary pogańskim bogom. Dla Rzymian nie było istotne to w co wierzą i co robią chrześcijanie, znaczenie miało to, że ofiary dla pogańskich bogów traktowano jako obowiązek obywatelski, bo sympatia pogańskich bóstw (zyskana za ofiary) miała zapewniać bezpieczeństwo państwo. Obrażanie pogańskich bóstw, poprzez odmowę składania im ofiar, traktowano jako działalność antypaństwowa”.

W artykule na Prawym pisałem, że „dla Rzymian szokująca była idea chrześcijan głosząca, że Bóg zna myśli ludzi, zdaniem pogan bóstwa nie miały takiej władzy i można było je zwodzić ofiarami na pokaz. Między kultami bóstw rzymskich nie było konkurencji. Rzymianie tolerowali to, że Żydzi nie składali ofiar pogańskim bóstwom, z racji na to, że Żydzi nie nawracali na swoją religie, podczas gdy chrześcijanie non stop ewangelizowali i rekrutowali współwyznawców”.

Przypomniałem również, że „po legalizacji chrześcijaństwa, okazało się, że przez wieki podziemnej działalności, chrześcijanie odmiennie sprawowali kult i mieli odmienne daty świąt, dodatkowo szerzyły się herezje (niektórzy heretycy wszczynali niepokoje społeczne i odpowiadali za zbrodnie). Wszystko to skłoniło cesarza Konstantyna Wielkiego do zwołania soboru, cesarz jak każdy Rzymianin nie przywiązywał wagi do sporów teologicznych, ale widział w odmienności kultu, dat świat, i braku jedności, zagrożenie społeczne. Spory teologiczne chrześcijan były dla cesarza marginalne, błahe, głupie – odmiennie sprawy teologii postrzegali chrześcijanie”.

Na portalu Prawy pl stwierdziłem, również, że „cesarz ingerował w sprawy Kościoła bo był Pontifex Maximus czyli administracyjnym przełożonym wszystkich religii, w tym i niedawno zalegalizowanego chrześcijaństwa. W ramach pełnienia funkcji Pontifex Maximus cesarz ustalał, dla wszystkich religii, w tym i dla chrześcijaństwa, terminarz świat i spisywał zasady doktrynalne w księgach pontyfikalnych”.

Przypomniałem również, że „z racji na brak jedności doktrynalnej, terminów świąt i form rytuału, cesarz ustalenie tych niezbędnych dla religii spraw zlecił biskupom, i po to zwołał sobór (kilkanaście lat po legalizacji chrześcijaństwa). Cesarz nic sam nie narzucał (wbrew temu co bredzą siły antykatolickie), tylko wymusił by biskupi sami osiągnęli jedność, i swoim autorytetem uznał za obowiązujący konsensus osiągnięty przez biskupów”.

W swoim artykule na Prawym nie ukrywałem, że „bzdurą jest antykatolickie twierdzenie, jakoby „Konstantyn Wielki zwołał Sobór Nicejski w celu przejęcia władzy nad chrześcijaństwem i narzucenia własnej doktryny w miejsce dotychczasowej wiary”. Twierdzenie antykatolików jest bzdurne ponieważ jako Pontifex Maximus cesarz już taką kontrole administracyjną miał nad wszystkimi religiami, w tym i nad chrześcijaństwem. Po drugie zahartowani czterema wiekami prześladowań chrześcijanie nie dali by sobie narzucić niekatolickiej doktryny. Po trzecie kontrola i zmian przesłania chrześcijaństwa, nie będącego ani popularną ani wpływową religią w cesarstwie (wyznawały ją stany niższe na prowincji) nic cesarzowi w sensie politycznym nie dawało. Po czwarte treść wiary, cesarza jako Rzymianina, nie interesowała – cesarz chciał jedności instytucjonalnej, różnice doktrynalne uznając za nieistotne. Cesarz zmusił biskupów tylko do tego by sami osiągnęli kompromis i poniechali wzajemnych waśni”.

W swoim artykule nie ukrywałem, że „podczas bardzo burzliwych obrad soborowych biskupom udało się ustalić jednolite stanowisko. Choć istnieje mnóstwo głupich antykatolickich teorii spiskowych o soborze, to dokładnie znamy ustalenia dokonane przez sobór, w tym jednolite daty świąt i wspólne wyznanie wiary, oraz kanony dotyczące dyscypliny w Kościele (zakazujące auto-kastracji, przyjmowania od stanu duchownego nowo-ochrzczonych, mieszkania duchownym z kobietami – nie licząc matek i sióstr, zasady wyboru nowych biskupów za zgodą metropolity i trzech biskupów, nieobowiązywanie biskupiej ekskomuniki w całym Kościele, zasady powrotu (schizmatyków i tych prześladowanych, którzy wyrzekli się wiary, do Kościoła), zasady nieważności święceń duchownych, obowiązek posłuszeństwa kapłana biskupowi, nakaz eliminowania z stanu duchownego księży goniących za haniebnym zyskiem, zasady hierarchii w Kościele, nakaz świętowania a nie pokutowania w święta, i inne)”.

Kończąc swój artykuł na Prawym, stwierdziłem, że „brednią są antykatolickie kłamstwa o tym, że na soborze zmieniono kanon Ewangelii, i komponowano wyznanie z elementów rożnych pogańskich wierzeń. Bzdurą jest to, że cesarz wpływał na treść ustaleń soborowych. Cesarz uznał za obowiązujące, to co sami biskupi uchwalili – tych biskupów, którzy nie chcieli się zgodzić z soborem uznał za buntowników, dając im zresztą w przyszłości możliwość rehabilitacji”.

Jan Bodakowski