Prof. Kazimierz Kik: Opozycja działa jak na narkotycznym głodzie - zdjęcie
26.07.18, 19:15screenshot Youtube

Prof. Kazimierz Kik: Opozycja działa jak na narkotycznym głodzie

 

Mam bardzo dobry przykład, bo obecnie przebywam w Busku Zdroju i rozmawiałem z jedną z lekarek pracujących w sanatorium. Ona, jako specjalistka, zdradziła mi, że patrząc na opozycję widzi ludzi działających na narkotycznym głodzie. Oczywiście tym narkotykiem może być władza” - mówi w rozmowie z Marcinem Koziestańskim z portalu Tysol.pl prof. Kazimierz Kik.

Tysol.pl: W ostatnim czasie jesteśmy świadkami zmasowanych akcji tzw. opozycji totalnej. Jak Pan ocenia, czy takie działania dadzą opozycji większe poparcie wśród społeczeństwa?

Prof. Kazimierz Kik: To samodyskredytowanie się opozycji. Ich zachowanie może podobać się jedynie najbardziej skrajnym i zapiekłym zwolennikom, którzy, nie wiem z jakiego powodu, ale nienawidzą rządu Prawa i Sprawiedliwości. To, co teraz dzieje się przed Sejmem, może oddziaływać jedynie na małą i wąską grupę ciągle niezadowolonych osób. Jednak dla większości społeczeństwa takie zachowanie to dyskwalifikacja.

Większość protestów odbywa się w Warszawie. A co dzieje się w mniejszych miastach i miasteczkach. Jak ludzie tam podchodzą do tego typu wydarzeń?

Mam bardzo dobry przykład, bo obecnie przebywam w Busku Zdroju i rozmawiałem z jedną z lekarek pracujących w sanatorium. Ona, jako specjalistka, zdradziła mi, że patrząc na opozycję widzi ludzi działających na narkotycznym głodzie. Oczywiście tym narkotykiem może być władza. Ludzie działający w tak nieracjonalny sposób, to ludzie odstawieni od narkotyku, od władzy, do której za wszelką cenę chcą powrócić.

Uda im się?

Jeśli takie wydarzenia, jakie ostatnio obserwowaliśmy, będą się powtarzały, to nie to, że opozycja nie zaskarbi sobie sympatii Polaków, to wręcz przeciwnie. Ich zachowanie obróci się przeciwko nim. Całą naszą polityką interesuje się jedynie 50 procent Polaków. Wydarzenia, jak te pod Sejmem, mogą więc zaktywować pozostałe 50 procent, które do tej pory nie uczestniczyło w życiu politycznym, nie chodziło na wybory. Być może ci „umiarkowani” wyborcy zostaną skutecznie zniechęceni i odstręczeni od opozycji i przez to pójdą głosować przeciwko nim. Jeżeli opozycja myśli, że może rzucić Polaków przeciwko rządowi i państwu, to chyba nie ma kontaktu ze społeczeństwem. Społeczeństwo nie chce rewolty i rewolucji, chce spokoju. Jeśli ktoś myśli, że poprzez rozbuchanie nastrojów społecznych, może odwołać demokratycznie wybraną władzę, to zapomina, że w obecnych czasach jest to archaizm. Tak udało się tylko raz w historii, gdy dokonała tego Solidarność.

dam/tysol.pl