Prof. Kazimierz Kik dla Frondy o prawdziwych motywach dealu Trump-Kim - zdjęcie
17.06.18, 16:00fot: Youtube/Tvrepublika.pl

Prof. Kazimierz Kik dla Frondy o prawdziwych motywach dealu Trump-Kim

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Co zyskał Trump, a co Kim Dzong Un po ostatnim spotkaniu w Singapurze?

Prof. Kazimierz Kik, politolog: W mojej ocenie po tym spotkaniu bardziej zyskali obaj politycy niż świat jako taki. Za wcześniej jest na daleko idące wnioski, jednak wydaje się, że na Półwyspie koreańskim toczy się gra, w której przywódcy mają zupełnie inne cele. Donald Trump poszukuje sukcesu międzynarodowego ze względu na liczne „wpadki” jakie odnotowuje w polityce międzynarodowej.

Wpadki?

W gruncie rzeczy może to nie tyle wpadki, co przejmowanie się wyłącznie interesem Stanów Zjednoczonych bez uwzględniania interesów nawet swoich sojuszników. Oczywiście nie można mu robić żadnego zarzutu, że interes jego państwa jest dla niego najważniejszy. Natomiast Kim Dzong Un jest w bardzo trudnej sytuacji. Fakt spotkania z przywódcą USA powoduje, że zdecydowanie odniósł on znacznie większy sukces niż Trump.

Kim Dzong Un stworzył instrument, wymuszający liczenie się z nim na świecie przez najpoważniejszych polityków państw (w tym USA). Krótko mówiąc, Kim pokazał skuteczność swojej polityki. Jest to smutna konstatacja, która pokazuje, że nikt się z nim nie liczył, dopóki nie uzyskał on instrumentu (broni nuklearnej), którym mógł zagrozić.

Zatem spotkanie Trump-Kim, wymuszone było dwoma okolicznościami. Kim Dzong Un postawił na jedną kartę, do pewnego momentu całe zaangażowanie koreańskie skupiało się na broni nuklearnej, przy pomocy której będzie chciał wytargować - nie rezygnując z niej - korzyści ekonomiczne dla Korei Północnej. Natomiast Donald Trump musi pamiętać o tym, że Stany Zjednoczone od początku XXI wieku koncentrują się coraz wyraźniej na Pacyfiku.

To znaczy?

Uratowanie hegemonii Stanów Zjednoczonych na Pacyfiku będzie niebawem probierzem roli Stanów Zjednoczonych w świecie. Azja Wschodnia stanowi w tej chwili największe wyzwanie dla Stanów Zjednoczonych. USA koncentrują swoją politykę, uwagę na Pacyfiku i jego wybrzeżach, w związku z tym Korea Północna będzie pierwszym sprawdzianem czy pacyficzny zwrot USA będzie możliwy, czy też zostanie uniemożliwiony w zarodku. Gra z Koreą Północną będzie pierwszym testem skuteczności bądź efektywności amerykańskiego zwrotu ku Pacyfikowi.

Interesy obu stron są odmienne. Tu nie chodzi o pokój. Chodzi o hegemonię ze strony amerykańskiej, z drugiej strony chodzi o narzucenie przez Korę Północną, północnokoreańskiej wizji zjednoczenia Korei. Jasne jest dziś, że zjednoczenia Korei nie będzie za cenę północnokoreańskiej broni nuklearnej, bo broń nuklearna Korei Północnej jest jedynym instrumentem funkcjonowania w stosunkach międzynarodowych Korei Północnej.  

Naprawdę sądzimy, że po tylu latach możemy posunąć się naprzód na drodze do pokoju na półwyspie. Zawsze jednak pozostaje ryzyko, że się nie uda - powiedział amerykański sekretarz stanu. Powtórzył, że sankcje wobec Korei Północnej pozostaną w mocy, aż osiągnięta zostanie denuklearyzacja. Kiedy ona nastąpi? Ile może trwać ten proces? Jaką będziemy mieć pewność, że Kim Dzong Un nie gra nieuczciwie, fałszywie?

Trudno używać tu słowa „nieuczciwie” bądź „fałszywie”. Kim Dzong Un gra o swoje, zatem gra tak jak potrafi, jak może. Nie jest on graczem pierwszorzędnym, są nim Chiny. Doskonale wiemy, że Kim Dzong Un koordynuje swoje posunięcia z Chińczykami, dla których Kim Dzong Un jest zbawieniem.

Dlaczego jest dla nich zbawieniem?

Stany Zjednoczone kierując swoją uwagę na Pacyfik, nagle nie mogą koncentrować się na Chinach, na ograniczaniu rozwoju potęgi Chin na Pacyfiku, a muszą koncentrować całą swoją uwagę i energię na jednym z niewielu państewek w tym regionie. To, że Ameryka traci energię i koncentrację na małej Korei Północnej, a nie na ograniczaniu ekspansji gospodarczej, później politycznej Chin. Dlatego prawdziwym konkurentem czy rozmówcą Donalda Trumpa jest Xi Jinping.

„Kim ma świetną osobowość, to zabawny facet, jest bardzo bystry - to świetny negocjator” powiedział Donald Trump po spotkaniu z północnokoreańskim przywódcą. O czym świadczą Pana zdaniem te słowa prezydenta Stanów Zjednoczonych?

Trump będzie tak długo komplementował Kim Dzong Una dopóki będzie mu się to opłacało. W tej chwili nadzieja jest głównym efektem tego spotkania. Dziś sukces w polityce międzynarodowej prezydenta USA nazywa się Kim Dzong Un. Trump nie może o swojej szansie na sukces mówić inaczej niż w superlatywach, ponieważ w ten sposób przedłuża chwilę „chwilę rozkoszy”, złudzeń jakim cieszy się świat po tym pierwszym spotkaniu.  

Niektórzy komentatorzy twierdzą, że Trump, kierując się zasadą żelaznej niekonsekwencji w polityce zagranicznej, zmienił amerykańskie nastawienie. Dzięki temu to Kim zyskuje więcej. To, że Kim Dzong Un zyskuje więcej to już wiemy - wynika to z wcześniejszych słów Pana profesora. Co jednak z pozostałymi tezami, czy Trump jest faktycznie niekonsekwentny i czy w istocie zmienił on amerykańskie nastawienie w polityce zagranicznej?

Donald Trump jest przede wszystkim konsekwentny i wierny sobie. Trump odzwierciedla interesy dominujących sił finansowych Stanów Zjednoczonych. Ponieważ Pacyfik staje się punktem honoru i główną szansą zachowania pozycji Stanów Zjednoczonych w świecie, to Donald Trump ściśle realizuje interes stanów Zjednoczonych. Interes kraju można realizować w różne sposoby. Na realizację interesów państwa wpływa też osobowość i mentalność przywódcy. Mentalność Donalda Trupa jest mentalnością biznesmena - myśli on, że wszystko można kupić. Niewątpliwie będzie on w tych rozmowach próbował kupić u Kim Dzong Una dobrobyt Korei Północnej „mamiąc” go różnego rodzaju świecidełkami. To jest ten etap, w którym tak pięknie wyraża się on o Kim Dzong unie. To co naprawdę Trump myśli i mówi w swoim ścisłym otoczeniu pozostaje inną kwestia i myślę, że Kim Dzong Un zdaje sobie z tego sprawę.

Dziękuję za rozmowę.