Kiedy naprawdę zginął Popiełuszko? Odpowiada prof. Jan Żaryn - zdjęcie
19.10.16, 16:30

Kiedy naprawdę zginął Popiełuszko? Odpowiada prof. Jan Żaryn

Joanna Jaszczuk, Fronda.pl: Panie Profesorze, chciałabym pomówić o rocznicy zamordowania ks. Jerzego Popiełuszki. Dziś mija trzydzieści dwa lata od tej przerażającej zbrodni komunistów. Na początek poprosiłabym o krótki komentarz, czym dla Polaków była posługa ks. Jerzego. Ksiądz doktor Jan Sikorski powiedział kiedyś w rozmowie z radiową Jedynką, że celebrowane przez ks. Popiełuszkę Msze Święte za Ojczyznę były „godzinami wolnej Polski”, niezwykłym, głębokim przeżyciem religijnym, „dotknięciem jakiejś rzeczywistości, o którą człowiek się modlił, starał i czekał tyle lat, a która wtedy była nie do osiągnięcia”...

Prof. Jan Żaryn, historyk: Najważniejszy okres życia ks. Jerzego przypadł na jeden z najbardziej dramatycznych okresów w historii Polski, czyli stan wojenny. Postać ks. Jerzego wiążemy dziś przede wszystkim z comiesięcznymi nabożeństwami za Ojczyznę w latach 1981-1984. Msze święte za Ojczyznę, odprawiane przez księdza Popiełuszkę w kościele pw. św. Stanisława na warszawskim Żoliborzu gromadziły tłumy ludzi przede wszystkim związanych bezpośrednio z ruchem „Solidarności”, który po 13 grudnia 1981 r. został właściwie pozbawiony prawa do istnienia. Nastały czasy totalnej niesprawiedliwości. Dla działaczy „Solidarności” były to czasy niezwykle traumatyczne. Ksiądz Jerzy w jakiejś mierze dawał nadzieję odnalezienia właściwej odpowiedzi na pytania: „Co robić? Jak żyć? Jak funkcjonować?” w warunkach całkowitej niesprawiedliwości. Być może dlatego zapamiętamy go jako kapłana, który tę odpowiedź odnalazł. I została ona zaakceptowana przez wielotysięczne tłumy ludzi, którzy wówczas przewinęli się przez kościół św. Stanisława na Żoliborzu. A były to słowa niezwykle proste: „Zło dobrem zwyciężaj”. Ksiądz Jerzy znajdował tę odpowiedź w Ewangelii, homiliach i przemyśleniach autorstwa papieża Jana Pawła II czy Prymasa Tysiąclecia, kard. Stefana Wyszyńskiego, gdyż były to dwa najwybitniejsze umysły w polskim powszechnym Kościele i dwa największe autorytety, do których odwoływał się ks. Jerzy. Warto pamiętać, że miał również blisko siebie wielkiego kapłana, który prowadził go podczas posługi na terenie parafii na warszawskim Żoliborzu, ks. Teofila Boguckiego.

Posługa ks. Jerzego wpisywała się również w okres stanu wojennego i ówczesnych relacji władzy z Kościołem, który bez wątpienia stał się wówczas alternatywnym państwem. Właśnie w Kościele Polacy odnajdywali możliwość funkcjonowania w warunkach większej wolności, swobody. PRL tak mocno zaciskał pętlę na szyi Polaków, że tylko w Kościele można było złapać nieco oddechu. Choćby przez chwilę...

Tę niezwykle ważną dla Polaków posługę przerwała przerażająca śmierć kapelana warszawskiej „Solidarności”, co do której są bardzo różne hipotezy. Na przykład mówiąca o tym, że ksiądz Jerzy został zamordowany nie 19, a 25 października 1984 r.. Pojawiają się również wątpliwości, kto tak naprawdę zabił duchownego...

Wersja, którą propagował prokurator Andrzej Witkowski i kilku historyków, a także publicystów mówiła, że ks. Jerzy został zamordowany 25 października 1984. Jest ona oparta na różnych „znakach zapytania”, jeśli chodzi o materiał dowodowy, zebrany wkrótce po zabójstwie księdza Popiełuszki. Te „znaki zapytania” wciąż jednak pozostają „znakami zapytania”, ponieważ proces toruński był niewątpliwie pozbawiony wiarygodności polegającej na tym, że obowiązkiem sędziów jest docieranie do prawdy i umożliwienie tej prawdzie zwycięstwa. Jednak ówczesny sąd prowadzony był pod dyktando gen.. Jaruzelskiego i Kiszczaka, w związku z czym mataczenie i niedopuszczanie pytań zmierzających do wyjaśnienia tej kwestii były na porządku dziennym. A to, rzecz jasna, po latach otwiera domniemanie, że wszystko, co wówczas zostało podane opinii publicznej, wraz z nazwiskami zabójców, było nieprawdą. Jako historyk uważam, że na dziś nie ma bardziej wiarygodnej koncepcji wyjaśnienia okoliczności śmierci księdza Jerzego, niż ta wpisana w proces toruński, czyli: sprawcami morderstwa byli Piotrowski, Chmielewski i Pękala. Wszystkie dostępne, znajdujące się w IPN dokumenty, potwierdzają moim zdaniem właśnie tę tezę. Jednak pytania wciąż pozostają. Chociażby te dotyczące- co bardzo możliwe- podwójnego wyłowienia zwłok ks. Jerzego. To także pytania zadawane lekarzom kapelana „Solidarności”, mające dowodzić, że był on dalej przetrzymywany, gdyż SB potrzebowała informacji na temat jego leczenia. Pytania stawiane do dziś możemy mnożyć, jednak one wszystkie nie tworzą żadnej spójnej alternatywnej hipotezy dotyczącej potencjalnych zabójców ks. Jerzego.

Ci najbardziej prawdopodobni oprawcy księdza Jerzego w bardzo krótkim czasie mogli cieszyć się wolnością, ich wyroki właściwie były raczej „symboliczne”... Jak udało się ustalić autorom artykułu opublikowano dwa lata temu na portalu Niezależna.pl, pobierali wysokie emerytury

Rzeczywiście, ci bezpośredni mordercy, czyli Pękala, Piotrowski i Chmielewski spędzili lata w więzieniu. Jednak od władz komunistycznych uzyskali- zresztą bardzo szybką ścieżką- amnestie z odbywania całości zasądzonej kary, a więc- przynajmniej Pękala i Chmielewski- bardzo szybko opuścili komunistyczne więzienia. Wcześniej, niż po zasądzonych im dwudziestu pięciu latach wyszli na wolność pozostali, czyli Piotrowski i Pietruszka. Niewątpliwie, najwięcej wątpliwości budzi wyrok 25 lat pozbawienia wolności zasądzony Adamowi Pietruszce. Moim zdaniem oczywiście, jak każdy funkcjonariusz SB, powinien siedzieć w więzieniu. Niemniej jednak w tym przypadku, jako historycy, nie jesteśmy całkowicie pewni, czy ta straszliwa zbrodnia została rzeczywiście zaplanowana akurat w jego gabinecie. Wszystko wskazuje bowiem na to, że był on po prostu potrzebny władzom komunistycznym jako de facto ofiara, która miała domknąć jakiekolwiek pytania dotyczące sprawstwa tej zbrodni. Sprawstwa, które musiało być przecież spowodowane decyzją kogoś z kierownictwa resortu, a nie szeregowych funkcjonariuszy.

Bardzo dziękuję za rozmowę