Pośpiech zwolenników in vitro - zdjęcie
09.04.15, 18:07(fot. C. Kaaroud)

Pośpiech zwolenników in vitro

2

Cieszę się, że sprawa in vitro pojawiła się podczas kampanii wyborczej. Jako wyborca chcę jasnej deklaracji, czy kandydat odwołujący się do konserwatywnych wartości opowie się za sztuczną inseminacją, czy przeciw niej. Dziękuję za odpowiedzi typu: „współczuję, jednocześnie szanuję opory, przy czym nie można zmuszać, ale trzeba dostrzegać, a tak poza tym to w ogóle”. Głosowanie wyjaśnia sprawę – polityk albo podniesie rękę, albo nie. 

Oczywiście powrót do tej sprawy akurat teraz ma ewidentny związek ze zbliżającymi się wyborami. Jeśli ktoś miał tu wątpliwości, to sejmowe wystąpienie ministra Bartosza Arłukowicza powinno je ostatecznie rozwiać. Arłukowicz wprost odwołał się do wyborczego hasła Bronisława Komorowskiego (Polska racjonalna kontra Polska radykalna), mówił o „Jarosławie z Warszawy”, Andrzeju Dudzie i - jak podliczył portal 300polityka.pl - 76 innych politykach PiS. Nie to, żeby nie wspominał o sztucznej inseminacji, ale to nie ona wybiła się w jego wypowiedzi na pierwszy plan.

A wojna światopoglądowa w sejmie przyda się spokojnemu wujkowi z Belwederu, który będzie miał okazję neutralnie wznieść się ponad spór. Równie ewidentny jest związek z rocznicą Smoleńska. Opozycja jest zajęta obchodami, książką Jurgena Rotha i stenogramami. Jeśli mimo to w sprawie in vitro pójdzie ostro, ludzie zobaczą w „Faktach” krzyczących histeryków. Jeśli nie zrobi awantury, ustawa po cichu przejdzie.

Mimo to nie uważam sporu o in vitro za wirtualną wojenkę bez rozstrzygnięcia, o której zaraz po wyborach wszyscy zapomną. Platformie, a przynajmniej jej części naprawdę zależy na forsowaniu przepisów korzystnych dla lobby zarabiającego na sztucznym zapłodnieniu. Lobby to korzysta obecnie z braku przepisów, wskutek którego nie ma możliwości skutecznej walki z eksperymentami na embrionach czy wywożeniu ich za granicę. Rządowy projekt to wszystko sankcjonuje. Sejm w nowym składzie mógłby ukrócić proceder, ale jeśli jednak wcześniej powstanie ustawa, będzie to trudniejsze. Zwolennicy sztucznej inseminacji będą mogli powiedzieć, że prawo już jest (mniejsza o to, że to prawo nie zabrania eksperymentów). Platforma spieszy się, dopóki ma parlamentarną większość. Potem może być różnie.

 

Jakub Jałowiczor

Komentarze (2):

anonim2015.04.10 1:47
@KrzysiekWarszawski: Tkwisz głęboko w błędzie... nikt kto zwraca uwagę na cały szereg problemów związanych z in-vitro - nie robi tego z powodu "nienawiści" do rodziców. A tych problemów jest całkiem sporo. Choćby to, że gdyby zamiast in-vitro promować naprotechnologię - możnaby pomóc znacznie większej liczbie małżonków (koszt porażki przy in-vitro jest około 1400 złotych wyższy niż koszt porażki przy napro; koszt sukcesu, tj. urodzenia dziecka, przy in-vitro jest ponad 15.000 wyższy niż przy napro, a w dodatku porażką kończy się ponad 70% prób in-vitro, w porównaniu do porażki przy ok. 40% prób w naprotechnologii). Głównym beneficjentem in-vitro są zatem kliniki in-vitro, a nie społeczeństwo albo rodzice. Inne problemy - to choćby "psucie" genomu społeczeństwa, bo dzieci z in-vitro mają znacznie - w przypadku nie których chorób nawet kilkukrotnie - odsetek chorób wrodzonych. Polecam artykuł naukowy na ten temat: http://web.mit.edu/7.72/restricted/readings/IVF_defects.pdf , zawierający dodatkowo 30 pozycji bibliografii. Na życzenie służę też innymi linkami. Natomiast zamiast rodzice niepłodni, zamiast uciekać się do metod znanych z chowu zwierząt, mogą przecież zaadoptować jakieś dziecko z domu dziecka. Że nie jest "ich własne"? A niby dlaczego jeden (mały) człowiek ma być własnością drugiego (dużego)? Wiele problemów z in-vitro można zidentyfikować samemu, choćby przeszukując sieć możesz odrobić lekcje i to zrobić - albo rzucać kłamliwe oszczerstwa na ludzi którzy przeciwko in-vitro występują...
anonim2015.04.10 9:43
Prawda jest taka, że PiS głośno pohukuje, a w głębi duszy modli się by platforma przepchneła to in vitro, żeby oni już nie musieli. Jarek jeśli wygra wybory nawet palcem nie ruszy tej sprawy, podobnie jak było zakazem aborcji.