02.05.14, 11:07Bioenergia (fot. Morguefile.com)

Ponad milion Polaków uwiedzionych przez... znachora

Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, co roku ponad milion Polaków korzysta z usług bioenergoterapeutów, uzdrowicieli, homeopatów… Najpopularniejszą metodą jest oczywiście ziołolecznictwo i tym akurat nie ma wielkiego niebezpieczeństwa – babcine sposoby na katar, przeziębienie czy opuchnięte kolano zna niemal każdy. Ale nie brak „medyków” oferujących bardziej skomplikowane terapie ziołowe…

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Maciej Hamankiewicz uważa, że oczywiście z jednej strony ziołolecznictwo może mieć wartość leczniczą, ale z drugiej – niekonwencjonalne metody leczenia kojarzą się z zabobonami.

Beb/Dziennik Gazeta Prawna/Dziennik.pl

Komentarze

anonim2014.05.2 12:05
Mamy sporo pretendentów do nagrody Darwina ... o co też sporo mediów się stara ...Te wszystkie cuda, wróżki, kabały, uzdrowienia ... Tak trzymać. W końcu może to jakieś "lekarstwo" na przeludnienie jest? Na pewno lepsze, niż wojna ...
anonim2014.05.2 13:06
Ja tam nie mam nic przeciwko homeopatii i ziołolecznictwu. Z homeopatii korzystam rzadko - ale wzorem mi jest papież Benedykt XVI, który też z homeopatii korzystał, zanim sięgnął po inwazyjne metody leczenia. A po wskazówki ziołolecznictwa chodzę do katolickich zakonników - bonifratrów.
anonim2014.05.2 13:29
@Grund -wolno Ci ... Tylko, błagam, nie pakuj ziołolecznictwa do jednego wora z homeopatią ... To dwa różne światy. Pierwsze to "chemia naturalna", drugie placebo i (w najlepszym przypadku) motywowanie organizmu do działania via psyche ... Tak jak "zaklęcia szamana" ...
anonim2014.05.2 19:17
Ten problem może rozwiązać tylko prawo - tego typu praktyki powinny być surowo karane!
anonim2014.05.3 7:23
Pozwolę sobie zauważyć, że osoby określane "znachorem" to bioterapeuci, naturopaci, hipnotyzerzy, a ci figurują na Liście legalnie wykonywanych zawodów, wg. (Dziennik Ustaw z 17 maja 2010 Nr 82 poz. 537) - bioenergoterapia (nr.rej.zawodu 323002*- praca z bioenergiami, aurą i polami energoinformacyjnymi, uzdrawianie duchowe) - biomasaż (nr.rej.zawodu 323003*- refleksjoterapia, chiropraktyka, polarity, shiatsu, masaż polinezyjski, chirurgia fantomowa) - radiestezja (nr.rej zawodu 516901 ) I tak, np. Mistrz Medycyny Naturalnej to zawód polegający na stosowaniu naturalnych metod leczenia poprzez: - dotyk i ucisk określonych miejsc ciała ludzkiego - wpływ na strefy i punkty biologicznie aktywne oraz receptory na ciele i w ciele człowieka - leczenie produktami pochodzenia naturalnego ( mineralnego, zwierzęcego, roślinnego) - wpływ na potencjał energetyczny człowieka w tym na bioenergetykę ciała i psychiki. Mistrz Medycyny Naturalnej zajmuje się alternatywną lub komplementarną metodą leczenia chorób fizycznych i psychicznych, zaburzeń i urazów u pacjentów oraz ich stała opieką. Wykorzystuje do tego terapie oparte na teoriach, przekonaniach i doświadczeniach właściwych dla obecnych i minionych kultur. Powyżej wymieniony nie musi być absolwentem medycyny, wystarczy tylko skończyć do tego odpowiednie kursy. I żeby nie było, iż tylko w Polsce panuje ciemnota - również w Niemczech działają poradnie medycyny alternatywnej (medycyny naturalnej), pomimo tego, że opłaty trzeba uiszczać prywatnie, ogólne ubezpieczalnie za takowe nie płacą, liczba klientów korzystających z Heilpraktik sukcesywnie wzrasta. Można domniemywać, iż z porad tego rodzaju "specjalistów" korzystają osoby z klasy średniej i wyższej, a więc bez wątpienia wykształcone, bo tylko takowe mają tutaj kasę. Nie wiem jak jest w innych krajach Europy zachodniej, ale podejrzewam, że podobnie. W Polsce szukanie pomocy u różnego rodzaju uzdrowicieli można by jeszcze wytłumaczyć trudnym dostępem do opieki zdrowotnej, ale czym wytłumaczyć, iż społeczeństwo państw, gdzie takowa opieka jest na wysokim poziomie i łatwo dostępna, również wybiera "znachorów"? Niby mamy XXI w. lecz jak widać w mentalności ludzi niewiele się zmieniło.