O co chodzi w sformułowaniu, że Jezus został "zrodzony, a nie stworzony" - zdjęcie
07.09.14, 08:58

O co chodzi w sformułowaniu, że Jezus został "zrodzony, a nie stworzony"

9

Niedawno ktoś mnie zapytał: „Od lat w każdą niedzielę powtarzam te słowa, a dopiero niedawno uświadomiłem sobie, jak mało je rozumiem. Dlaczego w wyznaniu wiary z takim naciskiem podkreśla się, że Syn Boży jest zrodzony, a nie stworzony? O co tu chodzi? Co my, jako Kościół, wyznajemy, kiedy wypowiadamy te słowa?”.

Szukanie odpowiedzi na to pytanie zacznijmy od innego pytania: Dlaczego Pan Jezus, który tak często mówił o Ojcu niebieskim, z żelazną konsekwencją nazywał Go: „Ojciec mój” albo: „Ojciec wasz”? Nigdy nie mówił o Nim, że jest On naszym wspólnym Ojcem. Raz nawet podkreślił, że Ojciec przedwieczny zupełnie inaczej jest Jego Ojcem i naszym Ojcem: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego” (J 20,17).

Odpowiedź nasuwa się sama: On jest jedynym Synem Bożym w sensie dosłownym. Kiedy w starszych tekstach w Piśmie Świętym nazywani jesteśmy synami Bożymi, ma to znaczenie przenośne (Bóg jest dla nas jak Ojciec, tzn. kocha nas, opiekuje się nami, przebacza nam itp.). Dopiero w tekstach apostolskich nabiera to głębszego sensu: jesteśmy synami albo dziećmi Bożymi jako wezwani do udziału w Bożym synostwie Syna Jednorodzonego.

To, że tylko Jezus Chrystus jest Synem Bożym w całym tego słowa znaczeniu, zostało podkreślone w Nowym Testamencie z wielką starannością. Niekiedy nazywa się Go Synem Jednorodzonym. „Tak Bóg umiłował świat – wyjaśniał Pan Jezus Nikodemowi – że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16; por. 3,18; 1 J 4,9). I z całą pewnością Jednorodzony Syn Boży jest prawdziwym Bogiem: „Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył” (J 1,18).

Jedyność Jego Bożego synostwa potwierdził sam Ojciec przedwieczny w objawieniu nad Jordanem: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie” (Mt 3,17), i na Górze Przemienienia (por. Mt 17,5). I tylko do jedynego Syna Bożego mogą się odnosić Jego słowa: „Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić” (Mt 11,27; por. Łk 10,22).

Majsterkowanie Ariusza przy słowie Bożym

Kiedy w 313 roku skończył się czas prześladowania Kościoła i liczba chrześcijan nie do końca autentycznych zaczęła znacząco wzrastać, pojawiły się bardzo niebezpieczne dla wiary chrześcijańskiej tendencje do podporządkowania jej mentalności pogańskiej. Szczególnie groźny okazał się pomysł aleksandryjskiego prezbitera Ariusza, żeby prawdę o boskości Syna Bożego wyrazić w kategoriach pogańskiego politeizmu. Ariusz nie odrzucał prawdy o tym, że nasz Zbawiciel jest Bogiem – świadectwa Nowego Testamentu na ten temat są zbyt jednoznaczne. Jednak poganie byli przyzwyczajeni do wierzeń w istnienie wielu bogów – niekoniecznie równych sobie, w stosunku do siebie wzajemnie wcześniejszych lub późniejszych, nie zawsze ze sobą zgodnych. Otóż Ariusz wystąpił z tezą, że Syn Boży, owszem, jest Bogiem, tyle że nie do końca prawdziwym, bo jest Bogiem stworzonym przez Boga Ojca, od Niego młodszym i niższym.

Głównym trzonem wywodów Ariusza była analiza pojęcia „syn”. „Kiedy rodzi się tobie syn – spróbujmy zrekonstruować jego argumentację – to najpierw musiałeś być ty. Był więc czas, kiedy nie miałeś syna i nie byłeś ojcem. Ponadto w stosunku do dziecka, które ci się urodziło, jesteś większy i mądrzejszy, i mocniejszy”.

W oparciu o powyższą analizę arianie twierdzili, że Ojciec przedwieczny jest wcześniejszy od swojego Syna i że był czas, kiedy nie miał Syna, a wtedy nie był jeszcze Ojcem, i że zrodzony przez Niego Syn tylko w szerokim znaczeniu jest Bogiem, w rzeczywistości bowiem jest Jego stworzeniem. Rzecz jasna, Ariusz i jego zwolennicy odwoływali się do Pisma Świętego. Jednak czynili to w taki sposób, żeby „potwierdzało” ono ich bluźniercze tezy. W Piśmie Świętym nie szukali słowa Bożego, ale poparcia dla swoich niezgodnych z Pismem Świętym poglądów. Mówiąc krótko, przy słowie Bożym majsterkowali.

Analizie Ariusza nie da się nic zarzucić, kiedy odniesiemy ją do dzieci ludzkich. Opiera się ona wręcz na założeniu, że dziecko ludzi jest człowiekiem. Kiedy jednak Ariusz i jego zwolennicy proponują zastosowanie tej samej analizy do pojęcia Syna Bożego, prowadzą ją w oparciu o dokładnie przeciwne założenie. Oni z góry – i gruntownie niezgodnie z Pismem Świętym – zakładają, jakoby Syn Boży tak naprawdę wcale nie był Synem Bożym, a wobec tego, nawet jeżeli nazywamy Go Bogiem, to wcale nie jest Bogiem prawdziwym.

Chcąc odciąć się od tak radykalnego przeinaczania wiary, sobór powszechny, który w 325 roku zebrał się w Nicei, podkreślił boskość Chrystusa Pana i wyraził to w formie niezwykle rozbudowanej formuły Credo: Wierzę „w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego; zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało”.

Warto podkreślić, że symbol wiary, uchwalony w Nicei i uzupełniony w 381 roku przez sobór w Konstantynopolu, jest wspólnym dziedzictwem Kościoła katolickiego, wszystkich Kościołów wschodnich oraz ogromnej większości kościelnych wspólnot protestanckich.

Nasz udział w Bożym synostwie Chrystusa

Wiara nie miałaby sensu, gdyby nie zależało nam na tym, aby wierzyć w Chrystusa prawdziwego, a nie jakiegoś przeinaczonego. Apostołowie przypominali o tym z wielką stanowczością. Kto „nie uznaje – pisał apostoł Jan – że Jezus Chrystus przyszedł w ciele ludzkim, taki jest zwodzicielem i Antychrystem” (2 J 1,7). „A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał – uczył z kolei apostoł Paweł – daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1 Kor 15,14).

Mówiąc krótko: Wierzymy dlatego, że to jest prawda, a gdybyśmy wierzyli w coś nieprawdziwego, obrażalibyśmy Boga, wierząc niezgodnie z tym, co On sam nam o sobie objawił. Błąd Ariusza wywołał w Kościele wiele zamieszania, bo jako chrześcijanie przywiązujemy ogromną wagę do tego, żeby wierzyć zgodnie z prawdą.

Gdyby Syn Boży nie był prawdziwie Bogiem, to również nie byłby prawdziwie Synem Bożym. Gdyby był tylko stworzeniem, choćby i najdoskonalszym, to nie byłby ani Synem Bożym, ani Bogiem. Samo pojęcie Boga stworzonego jest wewnętrznie sprzeczne. To dlatego w każdą niedzielę wyznajemy: „zrodzony [bo jest Synem], a nie stworzony [bo jest prawdziwym Bogiem]”.

Wobec powyższego: Gdyby Syn Boży nie był prawdziwie Bogiem, jaki sens miałaby obietnica, że mamy „stać się uczestnikami Bożej natury” (2 P 1,4)? W swoim niepojętym miłosierdziu Pan Bóg już teraz czyni nas coraz bardziej podobnymi do Chrystusa: „Wszyscy bowiem dzięki wierze jesteście synami Bożymi – w Chrystusie Jezusie. Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa” (Ga 3,26n). Owszem, synami Bożymi jesteśmy dopiero zaczątkowo, ale łaska Boża w nas zmierza do tego, „aż Chrystus się w nas w pełni ukształtuje” (Ga 4,19). Cała ta wspaniała nauka utraciłaby swój fundament, gdyby Chrystus Pan był Synem Bożym tylko w sensie przenośnym.

Sam Pan Jezus uczy nas, że „jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć Królestwa Bożego” (J 3,3). Niewątpliwie mówił o naszym narodzeniu z Boga, o naszym udziale w Jego zrodzeniu z Boga: „Wszystkim, którzy przyjęli Słowo, udzieliło Ono moc, aby się stali dziećmi Bożymi – tym, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili” (J 1,12n; por. 1 P 1,3; Jk 1,18). Zatem jest w nas – jeśli uwierzyliśmy w Chrystusa i trwamy w Jego łasce – już nie tylko życie ludzkie, życie stworzone, ale jest w nas (strach pomyśleć!) życie samego Boga i właśnie na tym polega nasz udział w Bożej naturze. Jako ludzie jesteśmy stworzeni przez Boga, ale jako należący do Chrystusa doznajemy przebóstwienia, otrzymujemy udział w Jego zrodzeniu z Boga.

Rzecz jasna, nieskończona przepaść dzieli nie tylko Stwórcę od stworzenia, ale również zrodzenie Syna Jednorodzonego i nasze zrodzenie z Boga. Syn Jednorodzony jest Bogiem Prawdziwym, my nigdy nie przestaniemy być stworzeniami powołanymi do istnienia z nicości. On jest Synem z natury, my – dziećmi adoptowanymi. Ale jakże cudowna to adopcja! Polega ona na tym, że miłość Boża czyni nas naprawdę jednym z Chrystusem. Otrzymaliśmy przecież tego samego Ducha Świętego, który „przenika wszystko, nawet głębokości samego Boga” (1 Kor 2,10). Pomyśleć, że ten sam Duch Święty przenika również nas, to właśnie dzięki Niemu możemy prawdziwie wołać do Boga: Abba, Ojcze! (por. Rz 8,15; Ga 4,6).

Jacek Salij– ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów. Mieszka w Warszawie

Tekst pochodzi z najnowszego numeru miesięcznika "W Drodze"

Komentarze (9):

anonim2014.09.7 10:21
http://1.bp.blogspot.com/-f73jcS92xMs/T9upnY6cvcI/AAAAAAAAAF4/oaLUaJMRZOM/s1600/brunettes_war_children_poor_desktop_4100x2796_wallpaper-400912.jpg
anonim2014.09.7 13:25
Ojciec Salij, jak zwykle bardzo dobrze pisze
anonim2014.09.7 14:37
MatkaGorow, cesarz się mieszał, to prawda, ALE chyba nie wyrżnął przeciwników, gdyż większość kościołów lokalnych - nie rozumiejących zbyt górnolotnej filozofii Credo - je odrzuciła, i nawet papieża wygnali i większość biskupstw przejęli, co potwierdza baaardzo konserwatywna strona: http://www.ultramontes.pl/holzwarth_manicheizm_arianizm.htm
anonim2014.09.7 16:21
Przecież to jest jasne i oczywiste. Filozofia Ariusza i jemu podobnych kompletnie nie trzyma się razem, faktycznie trzeba mieć skłonności do myślenia w kategoriach politeistycznych aby "stwarzać sobie Boga" w oparciu o Biblię, gdzie jest wyraźnie napisane: "Boga utworzonego przede Mną nie było ani po Mnie nie będzie. Ja, Pan, tylko Ja istnieję i poza Mną nie ma żadnego zbawcy." (Iz 43: 10-11). Bóg Biblii to nie Zeus, a Jezus to nie Herakles.
anonim2014.09.7 18:12
"Gdyby Syn Boży nie był prawdziwie Bogiem, to również nie byłby prawdziwie Synem Bożym." Non sequitur. Syn Boży wcale nie musi denotować "Boga". Dla Żydów "Synowie Boży" to były jednostki wybitne, najczęściej królowie-kapłani, wywodzący się z rodów, np. Dawida. W tym również Mesjasze, "namaszczeni przez Boga". "Gdyby był tylko stworzeniem, choćby i najdoskonalszym, to nie byłby ani Synem Bożym, ani Bogiem" Mógłby być równie dobrze ciałem w którym manifestował się Bóg. To że coś zostało "stworzone" nie oznacza że nie może się przez to coś objawiać Bóg, ani nawet że Bóg tym czymś nie jest. "Dlaczego Pan Jezus, który tak często mówił o Ojcu niebieskim, z żelazną konsekwencją nazywał Go: „Ojciec mój” albo: „Ojciec wasz”? Nigdy nie mówił o Nim, że jest On naszym wspólnym Ojcem. Raz nawet podkreślił, że Ojciec przedwieczny zupełnie inaczej jest Jego Ojcem i naszym Ojcem: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego” (J 20,17)" To że podkreślił "Ojca mego" i "Ojca waszego" nie oznacza w żadnym razie że nie jest tym samym Bogiem, w taki sam "sposób". We wszystkich wymienionych przez ojca Jacka Salija cytatach Jezus przyznaje że ma szczególną relację z Bogiem, co się objawia tym że rozumie w pewnym sensie jego zamiary, że są "jednym". W takim samym sensie "jednym" mogło być wielu proroków Starego Testamentu, którzy mieli szczególny kontakt z Bogiem i nie dowodziłoby to ich "boskości" w sensie dosłownym. Ale o tym potem. Co więcej, skoro dla Jezusa Bóg Ojciec był JEGO Bogiem, to znaczy że wcale nie musiał się uważać za Boga. W istocie, każdemu prawowiernemu żydowi taka odpowiedź wystarczyłaby za potwierdzenie że Jezus ma Boga ale Bogiem nie jest, jako że Bóg jest tylko jeden. "Odpowiedź nasuwa się sama: On jest jedynym Synem Bożym w sensie dosłownym." Tyle razy "Synowie Boży" pojawiają się w Starym Testamencie dosłownie że nie sposób zliczyć. Żadna odpowiedź tylko gimnastyka retoryczna apologetów. "Kiedy w starszych tekstach w Piśmie Świętym nazywani jesteśmy synami Bożymi, ma to znaczenie przenośne (Bóg jest dla nas jak Ojciec, tzn. kocha nas, opiekuje się nami, przebacza nam itp.)." Nic nie wskazuje na to, by taka relacja nie występowała między Jezusem a Bogiem, a żeby był on Bogiem dosłownie. "Jedyność Jego Bożego synostwa potwierdził sam Ojciec przedwieczny w objawieniu nad Jordanem (...)" Z rozdziału zatytuowanego "rodowód Jezusa": (Łk 3:23-38) "(...) syna Enosa, syna Seta, syna Adama, SYNA BOŻEGO." (Łk 3:38) A w takim razie nie jedynego. "Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić" A ten cytat z kolei wskazuje na wiedzę Boga o Mesjańskim przeznaczeniu Syna. Syn może się "objawić komu zechce", co może równie dobrze znaczyć że objawi swoje powołanie w planie Boga. "Gdyby Syn Boży nie był prawdziwie Bogiem, jaki sens miałaby obietnica, że mamy „stać się uczestnikami Bożej natury” (2 P 1,4)?" Otóż taki, jak u Jezusa który broni się przed Żydami chcącymi go ukamieniować za rzekome bluźnierstwo nazywania siebie Bogiem (tak naprawdę Synem Bożym, a to nie to samo, bo Bóg wg. judaizmu jest jeden i w żadnych "trzech osobach" jak to sobie sami chrześcijanie wymajsterkowali, stosując retorykę ojca Jacka Salija w stosunku do arian przeciw niemu samemu). Jezus powiada u Jana (10:34-36): "Odpowiedział im Jezus: «Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeżeli [Pismo] nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże - a Pisma nie można odrzucić - to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: "Bluźnisz", dlatego że powiedziałem: "Jestem Synem Bożym?" Jak już pisałem, "Syn Boży" był bardzo często tożsamy z Mesjaszem, wybawicielem, nigdy jednak samym Bogiem. (to było właściwe bluźnierstwo w judaizmie, w przeciwieństwie do tego jak Ewangelie próbują kreować narrację o bluźnierstwie "Syna Bożego") "Cała ta wspaniała nauka utraciłaby swój fundament, gdyby Chrystus Pan był Synem Bożym tylko w sensie przenośnym." Oczywiście że straciłaby, bo cytowany przez ojca fragment pochodzi z listów Pawła do Galatów, który całe swoje wynalezione chrześcijaństwo oparł właśnie na deifikacji Jezusa. Nie straciłoby natomiast na tym właściwe przesłanie Jezusa, który niechybnie kierował się zapowiedziami mesjasza który miał wypełnić przepowiednie Zachariasza. "Sam Pan Jezus uczy nas, że „jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć Królestwa Bożego (...)" Chodzi o powtórną bezgrzeszną naturę ludzką (Żydzi w przeciwieństwie do chrześcijan nie wierzyli w grzech pierworodny), o powtórne zrodzenie się by być niewinnym i czystym. Chodziło o odkupienie się ze wszystkich grzechów. Tylko Żyd mógłby użyć "powtórnego narodzenia" jako przenośni na oczyszczenie z grzechów; chrześcijanie wciąż wierzą mimo wszystko w grzech pierworodny, zmazywany tylko chrztem. (o czym nie ma już niczego konkretnego u Jezusa, w Ewangeliach, ale to nie przeszkadza im kreować teologię opartą wyłącznie na myśli Pawła "Apostoła". "Pomyśleć, że ten sam Duch Święty przenika również nas, to właśnie dzięki Niemu możemy prawdziwie wołać do Boga: Abba, Ojcze! (por. Rz 8,15; Ga 4,6)." Każdy mógł tak wołać na dawien dawno przed chrześcijaństwem. Paweł sobie wymyślił swoją ideologię w myśl której jesteśmy "duchowo adoptowani", mimo że adoptowani byliśmy już poprzez obrzezanie, które to miało być WIECZNYM przymierzem pomiędzy ludźmi i Bogiem. Niespójność tych dogmatów wiary z judaizmem widać na pierwszy rzut oka, a milczenie Jezusa wobec jakiegoś rzekomego "Nowego Przymierza" (a nawet jawne zaprzeczenie by kiedykolwiek zrywał Stare - vide Mt. 5:17-20), które pojawia się tylko u Pawła stawia sprawę wystarczająco jasno. Chrzest nigdy nie był potrzebny do tej duchowej adopcji. Duch Św. który pierwotnie był po prostu zamysłem zgodnym z Bożym został spersonifikowany jako kolejna, brakująca do układanki osoba boska i cynicznie "wykorzystany" w procesie usprawiedliwiania chrztu zamiast obrzezania, w celu owej adopcji dzieci bożych przez Boga.
anonim2014.09.7 20:37
@Sperans Co to jest istnienie? Pozdrawiam
anonim2014.09.7 23:54
"Od lat w każdą niedzielę powtarzam te słowa, a dopiero niedawno uświadomiłem sobie, jak mało je rozumiem" Istota polskiego katolicyzmu. Powtarzać i mieć z głowy.
anonim2014.09.9 2:26
Ks. Stefano Gobbi «DO KAPŁANÓW, UMIŁOWANYCH SYNÓW MATKI BOŻEJ» Żyjecie w czasach, kiedy Moje dzieci narażone są na wielkie niebezpieczeństwo oddalenia się od prawdziwej wiary. Szerzą się błędy. Słucha się ich i idzie za nimi. Propaguje się je i rozpowszechnia, zwłaszcza w prasie – nawet w prasie o charakterze religijnym. Jakże konieczna jest dziś prasa przekazująca Prawdy Wiary jasno i w całej ich pełni! d Powinniście więc czuwać, modlić się i zdecydowanie trwać w wierności autentycznemu Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła. Dlatego zachęcam was do słuchania nauczania Papieża, do częstego odmawiania – jako pełnego wyznania wiary – Credo ułożonego przez Mojego umiłowanego syna, Papieża Pawła VI, który wszedł już do wieczności. Wytrwacie w ten sposób w prawdziwej wierze, najmilsi synowie. Ja, wasza Matka, jestem dla was wszystkich wzorem, który wskazuje wam, jak powinniście wierzyć jedynemu Słowu Boga, jak je zachowywać i kochać, jak nim żyć. Wyznanie wiary ułożone przez Papieża Pawła VI 1. NAUKA O BOGU W TRÓJCY JEDYNYM a. Stworzyciel Wierzymy w jednego Boga, Ojca, Syna i Ducha Świętego, Stwórcę rzeczy widzialnych – do jakich należy świat, w którym żyjemy – oraz niewidzialnych – jakimi są czyste duchy, które nazywamy też aniołami – Stwórcę również duszy duchowej i nieśmiertelnej każdego człowieka. b. Pełnia bytu i miłości Wierzymy, że ten jedyny Bóg jest absolutnie jeden tak w swej najświętszej istocie, jak i we wszystkich swych doskonałościach; w swojej wszechmocy, w swej nieskończonej mądrości, w swojej opatrzności, w swej woli i miłości. Jest On "Tym, Który Jest", jak to sam objawił Mojżeszowi; jest Miłością, jak pouczył nas Jan Apostoł. Dwa te imiona, Byt i Miłość, wyrażają w sposób niewypowiedziany tę samą Boską prawdę o Tym, który okazał się nam i który, "mieszkając w nieprzystępnej światłości", jest sam w sobie ponad wszelkim imieniem i ponad wszelkimi rzeczami oraz wszelkim stworzonym umysłem. c. Tajemnica Trójcy Świętej Sam Bóg tylko może nam udzielić prawdziwego i pełnego poznania siebie samego, objawiając się jako Ojciec, Syn i Duch Święty. Przez łaskę wezwani jesteśmy do uczestnictwa w Jego wiekuistym życiu, tu na ziemi w pomroce wiary, a po śmierci w światłości wiekuistej. Wzajemne związki tworzące odwiecznie trzy Osoby, z których każda jest jednym i tym samym bytem Bożym, stanowią błogosławione życie wewnętrzne Najświętszego Boga, które nieskończenie przewyższa to, co my po ludzku możemy pojąć. Dlatego to dzięki składamy dobroci Bożej za to, że bardzo wielu wierzących może z nami świadczyć wobec ludzi o jedności Boga, choć nie zna tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. Wierzymy więc w Boga, który przez całą wieczność rodzi Syna, wierzymy w Syna, Słowo Boże, które odwiecznie się rodzi, wierzymy w Ducha Świętego, Osobę niestworzoną, który od Ojca i Syna pochodzi jako wiekuista Ich miłość wzajemna. W trzech Osobach Boskich, które są sobie współwieczne i równe, życie i szczęśliwość Boga absolutnie jednego występują w największej pełni i doskonałości, z największą wzniosłością i chwałą własną Tego, który jest, a nie został stworzony. Zatem "jedność w Trójcy, a Trójca w jedności winna doznawać czci". 2. NAUKA O ZBAWCZYM WCIELENIU SŁOWA a. Zjednoczenie osobowe Wierzymy w Pana naszego Jezusa Chrystusa, który jest Synem Bożym. Jest On Słowem wiekuistym; zrodzonym z Ojca przed wszystkimi wiekami i współistotny z Ojcem, czyli (po gr.) homousios to Patri, przez którego wszystko się stało. Przyjął On ciało za sprawą Ducha Świętego z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem; równy więc Ojcu co do bóstwa, a mniejszy od Ojca ze względu na człowieczeństwo, całkowicie jeden, nie przez zmieszanie natur (co jest niemożliwe), lecz jednością osoby. b. Dzieło Jezusa Chrystusa Zamieszkał On wśród nas pełen łaski i prawdy. Obwieścił i ustanowił królestwo Boże, sprawiając, że poznaliśmy Ojca. Dał nam przykazanie, abyśmy się wzajemnie miłowali; tak jak On nas umiłował. Nauczył nas drogi błogosławieństw ewangelicznych, wedle których mamy być ubodzy w duchu i cisi, mamy znosić cierpliwie dolegliwości, pragnąć sprawiedliwości, być miłosiernymi, czystego serca, czyniącymi pokój, mamy znosić prześladowanie dla sprawiedliwości. Umęczony został pod Poncjuszem Piłatem, On, Baranek Boży, przyjmując na siebie grzechy świata, umarł za nas przybity do krzyża, przynosząc nam zbawienie przez krew odkupienia. Pogrzebany, zmartwychwstał własną mocą trzeciego dnia, wynosząc nas swym zmartwychwstaniem do uczestnictwa w życiu Bożym, które jest życiem łaski. Wstąpił do nieba, skąd ponownie przyjdzie sądzić żywych i umarłych, każdego wedle jego zasług; ci, którzy odpowiedzieli na miłość i łaskawość Boga, pójdą do żywota wiecznego, a ci, którzy aż do śmierci odrzucali je, skazani będą na ogień nigdy nie gasnący. A królestwu Jego nie będzie końca. 3. NAUKA O DUCHU UŚWIĘCICIELU Wierzymy w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę. Który mówił przez proroków. On to zesłany został nam przez Chrystusa po Jego zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu do Ojca; On oświeca, ożywia, strzeże Kościół i rządzi nim, oczyszczając jego członki, o ile tylko nie sprzeciwiają się łasce. Dzięki Jego działaniu, które dosięga głębin duszy, człowiek, w pokorze zaczerpniętej z Chrystusa, może stać się doskonały jak Ojciec, który jest w niebiesiech
anonim2014.09.9 17:30
Większość dawnych lub dzisiejszych Erichów von Daenikenów popełnia przy tworzeniu swoich teoryj dokładnie ten sam błąd co Ariusz. Po prostu cytując z Pisma Św. jedne cytaty na potwierdzenie swoich teorii, pomijają inne cytaty, które przeczą ich teorii.Dlatego lepiej poczytać Biblię a nie słuchać czy czytać ich głupot.To nie oznacza, że nie można zadawać tych tzw. "bluźnierczych" pytań. Bo takie pytania dobrze robią na myślenie. Nasze myślenie o Bogu przestaje być po prostu schematyczne i może umożliwić nam poznanie Prawdy.