Nowenna Pompejańska. Miałam raka z przerzutami. Bóg mnie uzdrowił!   - zdjęcie
02.02.21, 17:22Fot. Wikipedia

Nowenna Pompejańska. Miałam raka z przerzutami. Bóg mnie uzdrowił!

24

Szczęść Boże! Chciałam podzielić się dziś świadectwem uzdrowienia mojej Mamy z raka z przerzutami za sprawą, między innymi, Nowenny Pompejańskiej. Nowenna, którą odmawiałam w intencji Mamy była czwartą nowenną, którą odmówiłam. Dotychczas spełniły się już trzy z nich.

W zeszłym roku, pod koniec maja okazało się, że moja Mama ma ośmiocentymetrowy guz na jajniku. Wszyscy byliśmy w szoku, ale nie wiedzieliśmy co ma się jeszcze wydarzyć. 31 maja Mama przyjęła sakrament namaszczenia chorych, a 02.06. 2014r. przeszła pierwszą operację- usunięcia jajników, macicy itd. Operacja przebiegła pomyślnie, ale na wyniki histopatologiczne musieliśmy czekać aż półtora miesiąca.

Kiedy wreszcie przyszły, okazało się, że guz, który był na jajniku był guzem nowotworowym złośliwym, nie był to natomiast guz pierwotny. Wyniki badań sugerowały, że najprawdopodobniej jest to przerzut z układu pokarmowego- jelita lub żołądka. Konieczne było wykonanie kolejnych badań- gastro i kolonoskopii. Jednakże, jak wiadomo, wszędzie, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, kiedy wielu specjalistów ma urlop, kolejki nie mają końca. Na szczęście, po niedługim oczekiwaniu udało się Mamie dostać na oddział, a po przeprowadzonych badaniach ustalono, że guz znajduje się na jelicie grubym. W rezonansie wyszły z kolei jakieś zmiany na wątrobie. Lekarz prowadzący twierdził, że w takiej sytuacji można „leczyć”, ale „nie wyleczyć”.

Konieczna była następna operacja, tym razem jelita grubego, aby usunąć guza, który rozsiewa komórki rakowe na resztę organizmu. Dzięki wsparciu zaprzyjaźnionego kapłana, Mamie udało się w szybkim tempie dostać na oddział chirurgii. Było to tuż przed świętem Wniebowzięcia Matki Bożej. Mama została zoperowana, guz został usunięty w całości, udało się również uniknąć założenia stomii, której Mama tak bardzo się obawiała. Pozostała kwestia wątroby. Po cichu mieliśmy nadzieję, że zmiana, która tam jest okaże się niegroźna. Był to jednak przerzut.

W październiku miała miejsce kolejna, najtrudniejsza i najbardziej wyczerpująca operacja. Mamie usunięto cały płat wątroby. Wszyscy modliliśmy się nie tylko do Matki Bożej, ale również do Jana Pawła II. Zaprzyjaźniony kapłan odprawił w intencji Mamy kilka Mszy Świętych. Po tych trzech operacjach Mama musiała przyjąć osiem cykli chemioterapii, jednak znosiła ją całkiem dobrze. W czerwcu Mama miała robiony tomograf, który wykazał, że jej organizm jest czysty, potwierdziły to również badania krwi.
Wierzymy, że jest to zasługa modlitwy, że Matka Najświętsza, której z całym oddaniem polecaliśmy Mamę otoczyła ją swoją opieką i wyprosiła u swojego Syna łaskę zdrowia.

Chwała niech będzie Panu i Matce Przenajświętszej. Dla Boga nie ma bowiem nic niemożliwego!

pompejanska.rosemaria.pl

Komentarze (24):

Mama2021.02.3 10:13
miała raka - modliliśmy się - wyzdrowiała = Bóg ją uzdrowił. Tata miał raka - modliliśmy się - nie wyzdrowiał, umarł = Bóg go zabił.
Jacek2021.02.3 0:48
Dwa razy prosiłem Boga za wstawiennictwem Matki Najświętszej poprzez Nowennę Pompejańską i otrzymałem łaskę wysłuchania. Sprawy dotyczyły zdrowia członków rodziny.
...2021.02.2 22:31
Nowenna Pompejańska uratowała moją wnuczkę z białaczki. Nie ma innej modlitwy działającej takie cuda. Dziękuję Ci Matko Boża Pompejańska za ten cud.
Jest Fronda? Jest wtoreczek? Jest LOLcontent!2021.02.2 21:58
j.w.
"j.w.'2021.02.2 22:21
Just wanker.
Nowenna Pompejańska.2021.02.2 19:43
Miałam raka z przerzutami. Bóg mnie uzdrowił! Szczęść Boże! Chciałam podzielić się dziś świadectwem uzdrowienia mojej Mamy z raka z przerzutami za sprawą, między innymi, Nowenny Pompejańskiej. Nowenna, którą odmawiałam w intencji Mamy była czwartą nowenną, którą odmówiłam. Dotychczas spełniły się już trzy z nich. W zeszłym roku, pod koniec maja okazało się, że moja Mama ma ośmiocentymetrowy guz na jajniku. Wszyscy byliśmy w szoku, ale nie wiedzieliśmy co ma się jeszcze wydarzyć. 31 maja Mama przyjęła sakrament namaszczenia chorych, a 02.06. 2014r. przeszła pierwszą operację- usunięcia jajników, macicy itd. Operacja przebiegła pomyślnie, ale na wyniki histopatologiczne musieliśmy czekać aż półtora miesiąca. Kiedy wreszcie przyszły, okazało się, że guz, który był na jajniku był guzem nowotworowym złośliwym, nie był to natomiast guz pierwotny. Wyniki badań sugerowały, że najprawdopodobniej jest to przerzut z układu pokarmowego- jelita lub żołądka. Konieczne było wykonanie kolejnych badań- gastro i kolonoskopii. Jednakże, jak wiadomo, wszędzie, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, kiedy wielu specjalistów ma urlop, kolejki nie mają końca. Na szczęście, po niedługim oczekiwaniu udało się Mamie dostać na oddział, a po przeprowadzonych badaniach ustalono, że guz znajduje się na jelicie grubym. W rezonansie wyszły z kolei jakieś zmiany na wątrobie. Lekarz prowadzący twierdził, że w takiej sytuacji można „leczyć”, ale „nie wyleczyć”. Konieczna była następna operacja, tym razem jelita grubego, aby usunąć guza, który rozsiewa komórki rakowe na resztę organizmu. Dzięki wsparciu zaprzyjaźnionego kapłana, Mamie udało się w szybkim tempie dostać na oddział chirurgii. Było to tuż przed świętem Wniebowzięcia Matki Bożej. Mama została zoperowana, guz został usunięty w całości, udało się również uniknąć założenia stomii, której Mama tak bardzo się obawiała. Pozostała kwestia wątroby. Po cichu mieliśmy nadzieję, że zmiana, która tam jest okaże się niegroźna. Był to jednak przerzut. W październiku miała miejsce kolejna, najtrudniejsza i najbardziej wyczerpująca operacja. Mamie usunięto cały płat wątroby. Wszyscy modliliśmy się nie tylko do Matki Bożej, ale również do Jana Pawła II. Zaprzyjaźniony kapłan odprawił w intencji Mamy kilka Mszy Świętych. Po tych trzech operacjach Mama musiała przyjąć osiem cykli chemioterapii, jednak znosiła ją całkiem dobrze. W czerwcu Mama miała robiony tomograf, który wykazał, że jej organizm jest czysty, potwierdziły to również badania krwi. Wierzymy, że jest to zasługa modlitwy, że Matka Najświętsza, której z całym oddaniem polecaliśmy Mamę otoczyła ją swoją opieką i wyprosiła u swojego Syna łaskę zdrowia. Chwała niech będzie Panu i Matce Przenajświętszej. Dla Boga nie ma bowiem nic niemożliwego!
itd2021.02.2 19:44
Miałam raka z przerzutami. Bóg mnie uzdrowił! Szczęść Boże! Chciałam podzielić się dziś świadectwem uzdrowienia mojej Mamy z raka z przerzutami za sprawą, między innymi, Nowenny Pompejańskiej. Nowenna, którą odmawiałam w intencji Mamy była czwartą nowenną, którą odmówiłam. Dotychczas spełniły się już trzy z nich. W zeszłym roku, pod koniec maja okazało się, że moja Mama ma ośmiocentymetrowy guz na jajniku. Wszyscy byliśmy w szoku, ale nie wiedzieliśmy co ma się jeszcze wydarzyć. 31 maja Mama przyjęła sakrament namaszczenia chorych, a 02.06. 2014r. przeszła pierwszą operację- usunięcia jajników, macicy itd. Operacja przebiegła pomyślnie, ale na wyniki histopatologiczne musieliśmy czekać aż półtora miesiąca. Kiedy wreszcie przyszły, okazało się, że guz, który był na jajniku był guzem nowotworowym złośliwym, nie był to natomiast guz pierwotny. Wyniki badań sugerowały, że najprawdopodobniej jest to przerzut z układu pokarmowego- jelita lub żołądka. Konieczne było wykonanie kolejnych badań- gastro i kolonoskopii. Jednakże, jak wiadomo, wszędzie, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, kiedy wielu specjalistów ma urlop, kolejki nie mają końca. Na szczęście, po niedługim oczekiwaniu udało się Mamie dostać na oddział, a po przeprowadzonych badaniach ustalono, że guz znajduje się na jelicie grubym. W rezonansie wyszły z kolei jakieś zmiany na wątrobie. Lekarz prowadzący twierdził, że w takiej sytuacji można „leczyć”, ale „nie wyleczyć”. Konieczna była następna operacja, tym razem jelita grubego, aby usunąć guza, który rozsiewa komórki rakowe na resztę organizmu. Dzięki wsparciu zaprzyjaźnionego kapłana, Mamie udało się w szybkim tempie dostać na oddział chirurgii. Było to tuż przed świętem Wniebowzięcia Matki Bożej. Mama została zoperowana, guz został usunięty w całości, udało się również uniknąć założenia stomii, której Mama tak bardzo się obawiała. Pozostała kwestia wątroby. Po cichu mieliśmy nadzieję, że zmiana, która tam jest okaże się niegroźna. Był to jednak przerzut. W październiku miała miejsce kolejna, najtrudniejsza i najbardziej wyczerpująca operacja. Mamie usunięto cały płat wątroby. Wszyscy modliliśmy się nie tylko do Matki Bożej, ale również do Jana Pawła II. Zaprzyjaźniony kapłan odprawił w intencji Mamy kilka Mszy Świętych. Po tych trzech operacjach Mama musiała przyjąć osiem cykli chemioterapii, jednak znosiła ją całkiem dobrze. W czerwcu Mama miała robiony tomograf, który wykazał, że jej organizm jest czysty, potwierdziły to również badania krwi. Wierzymy, że jest to zasługa modlitwy, że Matka Najświętsza, której z całym oddaniem polecaliśmy Mamę otoczyła ją swoją opieką i wyprosiła u swojego Syna łaskę zdrowia. Chwała niech będzie Panu i Matce Przenajświętszej. Dla Boga nie ma bowiem nic niemożliwego!
Po 11...2021.02.2 19:19
Sprawa czysta. Był nowotwór. NIE BYŁO leczenia, kilku operacji, 8 chemioterapii i pewnie innych zabiegów leczniczych. Nic nie robiono, a pani wyzdrowiała. Chwała Panu z pomponikami, chwała!!! Cud jak w mordę strzelił. Morał, czyli rada dla lekarzy: Nie lecz katolika, bo na koniec cię wybzyka.
Po 12. ..2021.02.2 23:17
Strasznie się męczysz biedny człowieku. Nie jesteś na tym portalu nikomu potrzebny. Masz macicę?
Po 132021.02.3 10:34
Wyrzuty sumienia, szukanie milosci BOGA karza uragac Po11... na tym portalu. Mam nadzieje i prosze wszystkich obecnych tu wierzacych o modlitwe, o nawrocenie tego nieszczesliwego czlowieka, zeby znalazl to czego tak bardzo szuka.
Anonim2021.02.2 19:09
Odmówiłem jedną nowennę pompejańską i jestem w trakcie drugiej. Za pierwszym razem myślałem że nie dam rady, bo praca, obowiązki w domu itd. a okazało się, że czasu nie tylko starczało mi na modlitwę, ale zostawało go nawet rozrywkę i książki. Teraz pompejankę odmawiam już w innym reżimie, dzieląc trzy cześć różańca na rano (jak jadę do pracy), popołudnie(jak z pracy wracam) i wieczór (jak wychodzę z psem). Polecam wszystkim, nie tylko tym którzy modlą się za siebie, bliskich, ale także patriotom za ojczyznę, jej wrogów i ogólnie za grzeszników, za którego zresztą także się uważam. Niech Was Bóg błogosławi i Matka Boża ma w swej opiece !!!
Po 11 ...2021.02.2 19:18
To profanacja!!! Mówisz: „Ten różaniec odmawiam na Twoją cześć, Królowo Różańca świętego” ... a tu pies hasa na sznurku??? To świętokradztwo :))
Anonim2021.02.2 19:30
Ora et labora - módl się i pracuj
Anonim2021.02.2 19:00
MATKO BOŻA Z POMPEJÓW MÓDL SIĘ ZA NAMI!!!
Nowenna Pompejańska.2021.02.2 18:00
Miałam raka z przerzutami. Bóg mnie uzdrowił! Szczęść Boże! Chciałam podzielić się dziś świadectwem uzdrowienia mojej Mamy z raka z przerzutami za sprawą, między innymi, Nowenny Pompejańskiej. Nowenna, którą odmawiałam w intencji Mamy była czwartą nowenną, którą odmówiłam. Dotychczas spełniły się już trzy z nich. W zeszłym roku, pod koniec maja okazało się, że moja Mama ma ośmiocentymetrowy guz na jajniku. Wszyscy byliśmy w szoku, ale nie wiedzieliśmy co ma się jeszcze wydarzyć. 31 maja Mama przyjęła sakrament namaszczenia chorych, a 02.06. 2014r. przeszła pierwszą operację- usunięcia jajników, macicy itd. Operacja przebiegła pomyślnie, ale na wyniki histopatologiczne musieliśmy czekać aż półtora miesiąca. Kiedy wreszcie przyszły, okazało się, że guz, który był na jajniku był guzem nowotworowym złośliwym, nie był to natomiast guz pierwotny. Wyniki badań sugerowały, że najprawdopodobniej jest to przerzut z układu pokarmowego- jelita lub żołądka. Konieczne było wykonanie kolejnych badań- gastro i kolonoskopii. Jednakże, jak wiadomo, wszędzie, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, kiedy wielu specjalistów ma urlop, kolejki nie mają końca. Na szczęście, po niedługim oczekiwaniu udało się Mamie dostać na oddział, a po przeprowadzonych badaniach ustalono, że guz znajduje się na jelicie grubym. W rezonansie wyszły z kolei jakieś zmiany na wątrobie. Lekarz prowadzący twierdził, że w takiej sytuacji można „leczyć”, ale „nie wyleczyć”. Konieczna była następna operacja, tym razem jelita grubego, aby usunąć guza, który rozsiewa komórki rakowe na resztę organizmu. Dzięki wsparciu zaprzyjaźnionego kapłana, Mamie udało się w szybkim tempie dostać na oddział chirurgii. Było to tuż przed świętem Wniebowzięcia Matki Bożej. Mama została zoperowana, guz został usunięty w całości, udało się również uniknąć założenia stomii, której Mama tak bardzo się obawiała. Pozostała kwestia wątroby. Po cichu mieliśmy nadzieję, że zmiana, która tam jest okaże się niegroźna. Był to jednak przerzut. W październiku miała miejsce kolejna, najtrudniejsza i najbardziej wyczerpująca operacja. Mamie usunięto cały płat wątroby. Wszyscy modliliśmy się nie tylko do Matki Bożej, ale również do Jana Pawła II. Zaprzyjaźniony kapłan odprawił w intencji Mamy kilka Mszy Świętych. Po tych trzech operacjach Mama musiała przyjąć osiem cykli chemioterapii, jednak znosiła ją całkiem dobrze. W czerwcu Mama miała robiony tomograf, który wykazał, że jej organizm jest czysty, potwierdziły to również badania krwi. Wierzymy, że jest to zasługa modlitwy, że Matka Najświętsza, której z całym oddaniem polecaliśmy Mamę otoczyła ją swoją opieką i wyprosiła u swojego Syna łaskę zdrowia. Chwała niech będzie Panu i Matce Przenajświętszej. Dla Boga nie ma bowiem nic niemożliwego!
c.d.2021.02.2 18:01
Miałam raka z przerzutami. Bóg mnie uzdrowił! Szczęść Boże! Chciałam podzielić się dziś świadectwem uzdrowienia mojej Mamy z raka z przerzutami za sprawą, między innymi, Nowenny Pompejańskiej. Nowenna, którą odmawiałam w intencji Mamy była czwartą nowenną, którą odmówiłam. Dotychczas spełniły się już trzy z nich. W zeszłym roku, pod koniec maja okazało się, że moja Mama ma ośmiocentymetrowy guz na jajniku. Wszyscy byliśmy w szoku, ale nie wiedzieliśmy co ma się jeszcze wydarzyć. 31 maja Mama przyjęła sakrament namaszczenia chorych, a 02.06. 2014r. przeszła pierwszą operację- usunięcia jajników, macicy itd. Operacja przebiegła pomyślnie, ale na wyniki histopatologiczne musieliśmy czekać aż półtora miesiąca. Kiedy wreszcie przyszły, okazało się, że guz, który był na jajniku był guzem nowotworowym złośliwym, nie był to natomiast guz pierwotny. Wyniki badań sugerowały, że najprawdopodobniej jest to przerzut z układu pokarmowego- jelita lub żołądka. Konieczne było wykonanie kolejnych badań- gastro i kolonoskopii. Jednakże, jak wiadomo, wszędzie, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, kiedy wielu specjalistów ma urlop, kolejki nie mają końca. Na szczęście, po niedługim oczekiwaniu udało się Mamie dostać na oddział, a po przeprowadzonych badaniach ustalono, że guz znajduje się na jelicie grubym. W rezonansie wyszły z kolei jakieś zmiany na wątrobie. Lekarz prowadzący twierdził, że w takiej sytuacji można „leczyć”, ale „nie wyleczyć”. Konieczna była następna operacja, tym razem jelita grubego, aby usunąć guza, który rozsiewa komórki rakowe na resztę organizmu. Dzięki wsparciu zaprzyjaźnionego kapłana, Mamie udało się w szybkim tempie dostać na oddział chirurgii. Było to tuż przed świętem Wniebowzięcia Matki Bożej. Mama została zoperowana, guz został usunięty w całości, udało się również uniknąć założenia stomii, której Mama tak bardzo się obawiała. Pozostała kwestia wątroby. Po cichu mieliśmy nadzieję, że zmiana, która tam jest okaże się niegroźna. Był to jednak przerzut. W październiku miała miejsce kolejna, najtrudniejsza i najbardziej wyczerpująca operacja. Mamie usunięto cały płat wątroby. Wszyscy modliliśmy się nie tylko do Matki Bożej, ale również do Jana Pawła II. Zaprzyjaźniony kapłan odprawił w intencji Mamy kilka Mszy Świętych. Po tych trzech operacjach Mama musiała przyjąć osiem cykli chemioterapii, jednak znosiła ją całkiem dobrze. W czerwcu Mama miała robiony tomograf, który wykazał, że jej organizm jest czysty, potwierdziły to również badania krwi. Wierzymy, że jest to zasługa modlitwy, że Matka Najświętsza, której z całym oddaniem polecaliśmy Mamę otoczyła ją swoją opieką i wyprosiła u swojego Syna łaskę zdrowia. Chwała niech będzie Panu i Matce Przenajświętszej. Dla Boga nie ma bowiem nic niemożliwego!
Styki2021.02.2 17:58
Dlaczego w jednych miejscach Holandii jest kilkakrotnie więcej eutanazji niż w innych? Dominika Krupińska Stef Groenewoud i Theo Boer, naukowcy z Radboudumc (Centrum Medycznego Uniwersytetu Redboud) w Nijmegen oraz Protestanckiego Uniwersytetu Teologicznego w Groningen poinformowali o szczegółowych badaniach statystycznych, dotyczących przypadków eutanazji dokonanych w Holandii w latach 2013–2017. Były to pierwsze takie badania, a wyniki okazały się zdumiewające. Ogłosili je w czasopiśmie „BMJ Supportive and Palliative Care”, a ich skrót zamieściły największe holenderskie media. Groenewoud i Boer (etycy specjalizujący się w kwestiach opieki zdrowotnej) użyli danych dotyczących eutanazji przeprowadzanych przez lekarzy domowych. Było to 85% wszystkich eutanazji w kraju (pozostałe przeprowadzili lekarze specjaliści). Uwzględniono dane z 326 spośród 388 gmin (w pozostałych eutanazji nie dokonywano, umierało mniej niż sto osób rocznie lub brakowało danych statystycznych). I wtedy okazało się… że w trzech gminach o najwyższym wyniku eutanazja odbywała się 25 razy częściej niż w trzech gminach o wyniku najniższym! Niestety nie dowiemy się, co to za gminy, ponieważ naukowcy odmówili ujawnienia ich nazw. Niektóre z nich są tak małe, że praktykuje tam tylko trzech lekarzy domowych i w razie ujawnienia nazw gmin można by ich łatwo zidentyfikować. Groenewoud i Boer zastosowali zatem inny zabieg: policzyli dane dla nieco większych obszarów, mających te same dwie pierwsze cyfry kodu pocztowego. Wyszła z tego lista 90 obszarów. Wtedy okazało się, że najwięcej ludzi umiera w wyniku eutanazji w Almere i okolicach (7,37 proc. wszystkich zgonów), a najmniej w Ameland, Schiermonnikoog i Dokkum (tylko 2,15 proc. zgonów). Różnica jest więc prawie 3,5-krotna. Niemal wszystkie pozostałe obszary z pierwszej dziesiątki obszarów o najwyższym odsetku śmierci spowodowanych eutanazją leżały w prowincji Północna Holandia, w okolicach Amsterdamu i na północ od niego. Natomiast ostatnią dziesiątkę, czyli obszary o najniższym odsetku śmierci spowodowanych eutanazją, reprezentowały głównie tereny z pasa biegnącego z południowego zachodu na północny wschód Holandii oraz sam północny wschód państwa.
Styki2021.02.2 18:00
cd.Sądzę, że Czytelnicy znający realia holenderskie już zaczęli się domyślać, gdzie można szukać wyjaśnienia tych różnic. Wpadli na to również sami autorzy badań, i zaczęli badać dane dotyczące poszczególnych gmin pod kątem rozmaitych zmiennych, m.in. wieku, poziomu dochodów, religijności, preferencji politycznych, zdrowia (we własnej ocenie) oraz dostępności pomocy wolontariuszy (w sumie badacze rozważali bardzo różne zmienne, m.in. siłę więzi społecznych, imigrację, depresje itp., ale wyróżnili tych sześć jako decydujące). Natychmiast okazało się, że tereny, na których ludzie chętniej uczęszczają do kościoła (wspomniany wyżej pas przebiegający z południowego zachodu na północny wschód kraju to oczywiście słynny holenderski Bible Belt, Bijbelgordel, w którym mieszkają tradycyjne społeczności protestanckie), mają wyraźnie niższy odsetek eutanazji (są to również tereny, gdzie zachowały się silniejsze więzi społeczne). Wyższy zaś jest tam, gdzie więcej jest ludzi w wieku 45–64 lat, mieszkańcy są bogatsi, więcej osób uznaje swoje zdrowie za dobre, więcej ludzi głosuje na postępowe partie polityczne (jak się zdaje, autorzy mają na myśli D66, Groen Links i PvdA) oraz gorszy jest dostęp do pomocy wolontariuszy. Ale Groenewouda i Boera interesowało przede wszystkim pytanie, czy wyższy lub niższy odsetek eutanazji może się pojawić nawet wówczas, gdy na decyzje pacjentów nie będą wpływały żadne zmienne socjologiczne w rodzaju wymienionych powyżej. Innymi słowy, chodziło im o to, czy w samym systemie opieki zdrowotnej nie ma jakichś czynników mogących przyczyniać się do tego, że w jednych gminach ludzie będą częściej poddawali się eutanazji niż w innych. Oczyścili więc dane z wpływu tych zmiennych (statystycy potrafią robić takie rzeczy) i wtedy wybuchła bomba nr 2: między gminami z najwyższym i najniższym odsetkiem eutanazji nadal istniała co prawda już nie 25-krotna, ale siedmiokrotna różnica, której badacze nie zdołali wyjaśnić religijnością itp. zmiennymi. Państwowy holenderski nadawca radiowo-telewizyjny NOS w swoim materiale autorstwa Jeroena van Eijndhovena opisał ten problem w następujących, lapidarnych słowach: "Wokół eutanazji mogły się zrodzić 'zwyczaje regionalne'" — mówi Boer. "Podobnie jak ludzie, powiedzmy, piją Berenburga we Fryzji i jedzą bolussen [rodzaj drożdżowych bułeczek — przyp. mój] w Zelandii, może być też tak, że w niektórych częściach Holandii ludzie częściej stosują eutanazję". Główna hipoteza naukowców głosi, że lekarze domowi w różnych regionach inaczej traktują eutanazję. Boer: "Jednym z wyjaśnień może być to, że lekarze w niektórych obszarach kodów pocztowych częściej proponują eutanazję. Wtedy prawdopodobnie pacjent będzie częściej mówił „tak”, niż gdyby lekarz jej nie zaproponował"
Styki2021.02.2 18:05
cdOstatnią rzeczą mogącą odegrać ważną rolę jest stopień, w jakim lekarze odpowiadają na możliwości opieki paliatywnej. Łagodzenie bólu, dobre poradnictwo dla osób ciężko chorych, otoczenie i opieka szanujące ludzką godność pacjenta otwierają przed ludźmi szersze możliwości umierania z godnością, to znaczy bez podnoszenia na siebie ręki. To ostatnie jest bardzo ważne: ludzie, którzy cierpią lub umierają, muszą doznawać wsparcia i bliskości swego otoczenia. Nie jest ich «zbyt wielu», ponieważ właśnie dzięki ich cierpieniu otrzymujemy obraz bycia człowiekiem; nie jest to przedstawiany nam „doskonały obraz”, lecz należą do niego cierpienie, śmierć, kruchość. I w większości przypadków częścią ludzkiej egzystencji jest wiele innych form braku i niedostatku: bieda, terroryzm, wojna... Społeczeństwo jest o tyle ludzkie, o ile nie zamyka na to oczu, ale stara się być blisko cierpiących ludzi. Na końcu chciałabym jeszcze powrócić do obszarów o najwyższym (Almere i okolice) oraz najniższym (Schiermonnikoog i okolice) odsetku eutanazji. Kiedy wyniki raportu zostały podane na Twitterze, pewien Holender od razu skomentował: Ergo: esthetiek redt levens ("Ergo: estetyka ratuje życie"). Schiermonnikoog to prześliczna wysepka z kilkoma wioseczkami zamieszkałymi przez lokalną społeczność i rezerwatem przyrody. Almere – odwrotnie. Stolica nowo powstałej prowincji Flevoland, betonowa pustynia na ponad dwieście tysięcy ludzi wybudowana w krótkim czasie według kilku powtarzalnych projektów na osuszonym dnie zatoki Zuijderzee, uchodzi za najbrzydsze miasto Holandii. Wszyscy mieszkańcy są przybyszami, bo miasto zaczęto wytyczać na początku lat 70. Słabe są więzi społeczne, występuje wysoki poziom przestępczości, samobójstw, obcej kulturowo imigracji itd. Dla specjalistów te wyniki będą oczywiste. Pisząc doktorat, w którym zajmowałam się m.in. problemami alkoholizmu i przemocy, przeczytałam obszerną literaturę psychoterapeutyczną. Dowiedziałam się z niej, że na obszarach Polski zamieszkałych przez tradycyjne, zasiedziałe społeczności, z wysokim poziomem religijności i więzi społecznych, występują niższe wskaźniki alkoholizmu, rozwodów, aborcji, przemocy w rodzinie, przestępczości, samobójstw i dalszych podobnie smutnych zjawisk. Na terenach zaś, gdzie zaistniały duże zmiany ludnościowe, takich jak Ziemie Odzyskane czy miejsca, w których w XX wieku intensywnie rozwijał się przemysł, przyciągając z najróżniejszych kierunków wielkie grupy ludzi liczących na pracę i awans społeczny — są wyższe. Poziom negatywnych zjawisk społecznych rośnie też oczywiście wraz z wielkością miejscowości. (Dodanie, że pierwsze rejony głosują raczej na partie konserwatywne, a drugie na lewicowe i liberalne, będzie już tylko zbędną złośliwością). Zatem już teraz wiem, gdzie w naszym kraju będą występować wysokie wskaźniki eutanazji, jeśli kiedykolwiek zostanie ona zalegalizowana
Anonim2021.02.2 19:27
Bardzo ciekawe. Można wywnioskować że jest nie tylko Polska A i Polska B, ale Holandia A i B. Dobrze że mieszkam w Polsce B, a w Holandii ilekroć bywam, to jakoś źle się czuję, choć fakt - w Holandii B, jeszcze znośnie. Pozdrawiam
Nowenna Pompejańska.2021.02.2 17:49
Miałam raka z przerzutami. Bóg mnie uzdrowił! Szczęść Boże! Chciałam podzielić się dziś świadectwem uzdrowienia mojej Mamy z raka z przerzutami za sprawą, między innymi, Nowenny Pompejańskiej. Nowenna, którą odmawiałam w intencji Mamy była czwartą nowenną, którą odmówiłam. Dotychczas spełniły się już trzy z nich. W zeszłym roku, pod koniec maja okazało się, że moja Mama ma ośmiocentymetrowy guz na jajniku. Wszyscy byliśmy w szoku, ale nie wiedzieliśmy co ma się jeszcze wydarzyć. 31 maja Mama przyjęła sakrament namaszczenia chorych, a 02.06. 2014r. przeszła pierwszą operację- usunięcia jajników, macicy itd. Operacja przebiegła pomyślnie, ale na wyniki histopatologiczne musieliśmy czekać aż półtora miesiąca. Kiedy wreszcie przyszły, okazało się, że guz, który był na jajniku był guzem nowotworowym złośliwym, nie był to natomiast guz pierwotny. Wyniki badań sugerowały, że najprawdopodobniej jest to przerzut z układu pokarmowego- jelita lub żołądka. Konieczne było wykonanie kolejnych badań- gastro i kolonoskopii. Jednakże, jak wiadomo, wszędzie, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, kiedy wielu specjalistów ma urlop, kolejki nie mają końca. Na szczęście, po niedługim oczekiwaniu udało się Mamie dostać na oddział, a po przeprowadzonych badaniach ustalono, że guz znajduje się na jelicie grubym. W rezonansie wyszły z kolei jakieś zmiany na wątrobie. Lekarz prowadzący twierdził, że w takiej sytuacji można „leczyć”, ale „nie wyleczyć”. Konieczna była następna operacja, tym razem jelita grubego, aby usunąć guza, który rozsiewa komórki rakowe na resztę organizmu. Dzięki wsparciu zaprzyjaźnionego kapłana, Mamie udało się w szybkim tempie dostać na oddział chirurgii. Było to tuż przed świętem Wniebowzięcia Matki Bożej. Mama została zoperowana, guz został usunięty w całości, udało się również uniknąć założenia stomii, której Mama tak bardzo się obawiała. Pozostała kwestia wątroby. Po cichu mieliśmy nadzieję, że zmiana, która tam jest okaże się niegroźna. Był to jednak przerzut. W październiku miała miejsce kolejna, najtrudniejsza i najbardziej wyczerpująca operacja. Mamie usunięto cały płat wątroby. Wszyscy modliliśmy się nie tylko do Matki Bożej, ale również do Jana Pawła II. Zaprzyjaźniony kapłan odprawił w intencji Mamy kilka Mszy Świętych. Po tych trzech operacjach Mama musiała przyjąć osiem cykli chemioterapii, jednak znosiła ją całkiem dobrze. W czerwcu Mama miała robiony tomograf, który wykazał, że jej organizm jest czysty, potwierdziły to również badania krwi. Wierzymy, że jest to zasługa modlitwy, że Matka Najświętsza, której z całym oddaniem polecaliśmy Mamę otoczyła ją swoją opieką i wyprosiła u swojego Syna łaskę zdrowia. Chwała niech będzie Panu i Matce Przenajświętszej. Dla Boga nie ma bowiem nic niemożliwego!
Po 11 ...2021.02.2 17:32
Sprawa czysta. Był nowotwór. NIE BYŁO leczenia, kilku operacji, 8 chemioterapii i pewnie innych zabiegów leczniczych. Nic nie robiono, a pani wyzdrowiała. Chwała Panu z pomponikami, chwała!!! Cud jak w mordę strzelił. Morał, czyli rada dla lekarzy: Nie lecz katolika, bo na koniec cię wybzyka.
fcuk piss2021.02.2 17:30
przeszla biedna kobieta trzy ciezkie operacje osiem chemioterapi ale to nie lekarze i te zabiegi ja uzdrowily tylko modlitwa ludzie przeciez to paranoja !!!
czekista2021.02.3 6:33
Co ty w taka histerie wpadasz? Ludziom mozna wierzyc we wszystko. Boli cie to? To tez wierz a moze ci bol przejdzie.