26.08.18, 18:00

Lepiej się żenić czy żyć w celibacie? Wyjaśnia ks. prof. Skrzypczak

Kościół przez wieki nauczał, że lepsze od małżeństwa jest życie w stanie bezżennym. Skąd wziął się ten pogląd i jak relację między dziewictwem a małżeństwem widzi Kościół dzisiaj? Portal Fronda.pl pytał o to ks. prof. Roberta Skrzypczaka, znawcę nauczania św. Jana Pawła II, autora książki "Wiara i seks. Jan Paweł II o małżeństwie i rodzinie".

Portal Fronda.pl: Czy lepiej jest żyć w małżeństwie czy w dziewictwie?

Ks. prof. Robert Skrzypczak: Kościół podążał dotąd drogą św. Pawła, który uczył, że dziewictwo dla Królestwa Niebieskiego jest stanem lepszym od życia małżeńskiego. Dziewictwo wyprzedza albo zapowiada nasz stan niebiański. Gdy będziemy zbawieni, staniemy się dziećmi zmartwychwstania, nie będziemy się żenić ani za mąż wychodzić. Człowiek będzie całkowicie spełniony w relacji do Pana Boga. A zatem dziewictwo jako zapowiedź tego stanu niebieskiego było zawsze traktowane jako lepsze, podczas gdy małżeństwo uchodziło za symbol życia na tym świecie. Dziewictwo było w początkach Kościoła całkowitym novum, bo świat starożytny nie znał pozytywnego podejścia do bezżenności. Nieposiadanie męża albo żony traktowano jako stan braku błogosławieństwa. Zwłaszcza w świecie żydowskim podkreślano rolę rodziny. Dziewictwo przyszło razem z Jezusem Chrystusem jako nowy stan, status człowieka przemienionego przez Boga. Sam Jezus pozostał w stanie dziewiczym, nie żeniąc się. To samo mówi się w tradycji apostolskiej o św. Janie.

W Kościele dziewictwo związało się z zakonnym sposobem przeżywania życia chrześcijańskiego. Traktowano je jako radykalną formę życia Ewangelią. Wielu mężczyzn czy kobiet w stanie dziewiczym, nie zakładając rodziny i rezygnując z życia seksualnego i z relacji z drugą osobą, uchodziło na pustynię. Tam przeżywali swoją relację z Chrystusem, doświadczając w sobie zwycięstwa Chrystusa Zmartwychwstałego. Z czasem powołanie to przeradzało się w formę wspólnotowego przeżywania dziewictwa, zwaną cenobityzmem, utrwalając się w postaci zakonów.

Teraz jednak Kościół podkreśla wartości małżeństwa…

Tak, dzisiaj odkrywamy na nowo znaczenie małżeństwa. Znalazło to swój wyraz na Soborze Watykańskim II; specjalny synod małżeństwu poświęcił Jan Paweł II, a papież Franciszek aż dwa synody. Odkrywamy, że małżeństwo jest odblaskiem odkupieńczej relacji Chrystusa do Kościoła. Tak jak Chrystus pokochał swój Kościół, ludzi, za których przelał swoją krew, tak samo mąż jest zaproszony, by kochać swoją żonę, a żona, by żyć w szacunku i uległości wobec męża, tak jak Kościół jest zaproszony do swojej błogosławionej, zbawczej zależności do Kościoła. Wszystko to, oczywiście, w Panu Jezusie: Miłość do Chrystusa jest ostatecznym powodem, dla którego ktoś pozostaje na całe życie ze swoją żoną bądź ze swoim mężem.

Jak relację między dziewictwem a małżeństwem widział św. Jan Paweł II?

Jan Paweł II w swoich katechezach o teologii ciała uporządkował tę sprawę, chcąc nadać właściwe znaczenie obu stanom życia, tak małżeństwu, jak i bezżeństwu. Wskazywał, że są to dwie drogi przeżywania swojego życia na obraz i podobieństwo Boga. Każdy człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, nosi w sobie znak pochodzenia od Boga. Bóg nie jest samotnikiem, ale miłością, jest relacją osób, które kochają się i oddają się wzajemnie sobie, przyjmując i obdarowując się nawzajem. Dlatego też życie w sposób podobny do Boga oznacza nie tylko życie inteligentne, świadome i duchowe, ale także życie w relacji. Człowiek może oddać siebie samego z miłości do Boga, akceptując powołanie do życia bezżennego. Może też przeżywać swoje życie jako bezinteresowny dar ofiarowany drugiemu człowiekowi, służąc w ten sposób Bogu i odkrywając w sobie chrystusowy sens miłości, która szuka dobra drugiej osoby, ofiarowuje siebie.

Papież mówił, że te dwie formy życia mają charyzmatyczne znaczenie, odsłaniając pewną głęboką prawdę o człowieku. Życie w małżeństwie odwołuje człowieka do jego początków, do korzeni naszej tożsamości. Małżeństwo pokazuje, że człowiek pochodzi od Boga, który jest miłością, Trójcą Świętą, dawaniem i przyjmowaniem.

Z drugiej strony Jan Paweł II podkreślał wychodząc z Ewangelii św. Łukasza, gdzie Jezus Chrystus mówił o tych, którzy żyją bez żony bądź męża. Jeżeli ktoś dostaje taki dar życia w Kościele, to dostaje dar proroczy, pokazujący sens życia każdego z nas. Idziemy w stronę nieba, spełnienia życia człowieka w Bogu. Wiemy, dokąd idziemy: Tam, gdzie będzie się żyło miłością. Ostateczne spełnienie w związku z kochającym Bogiem nadaje sens wszystkiemu, co przeżywamy, co cierpimy. Choć życie w stanie bezżennym jest charyzmatem, a więc dotyczy tylko niektórych chrześcijan, nadaje sens każdej postaci ludzkiego życia. Życie w bezżeństwie dla Królestwa Niebieskiego każe nam myśleć, że każda relacja, jaką możemy nawiązać w tym życiu, miłość do kobiety czy mężczyzny, do własnego dziecka, do rodziców, przyjaciół – można traktować jako rodzaj miłości przedostatniej. Jest jeszcze miłość głębsza i cenniejsza. Dziewictwo to rodzaj powołania odwołujący się do najgłębszych warstw ludzkiego pragnienia. Odkodowuje najgłębszą prawdę o każdym człowieku. Każdy z nas, świadomie bądź nie, nosi w sobie dążenie do spełnienia się w miłości Boga. Wszelkie inne rodzaje miłości, fascynacji czy zauroczeń w życiu, są tylko bladą zapowiedzią tego, czym będzie pełne, ostateczne odkrycie miłości Boga. Taki sens ma dziewictwo.

Tak więc dziewictwo i małżeństwo uzupełniają się?

Każdy stan życia ma swoje miejsce, bo każdy nosi w sobie pewne przesłanie i przekaz. W ten sposób wzajemnie sobie służymy. Małżonkowie potrzebują osób żyjących w dziewictwie, bo to pokazuje cel, do którego zmierzają. Natomiast celibatariusze potrzebują małżonków, którzy rzucają im światło na początek i tożsamość człowieka. Jedno i drugie znajduje uzasadnienie w Panu Bogu. Jeżeli Pana Boga wykluczy się z tego sposobu rozumowania, to oba sposoby życia można uznać za absurdalne. To zresztą widzimy: świat oddalający się od Pana Boga staje się w konsekwencji niezdolny do obu tych postaci życia. Ludzie przestają wierzyć w sens nierozerwalnej wiernej miłości, tak samo jak gubią sens życia w czystości. Tymczasem człowiek bez miłości, człowiek wykorzeniony z miłości Boga, zatraca sens swojego życia, zamieniając się w egoistę. Życie skoncentrowane na sobie, na spełnieniu swoich własnych potrzeb i zachcianek, jest życiem przeklętym. Kto nie kocha, trwa w śmierci.

Na ile to przeakcentowanie nauczania Kościoła jest wynikiem współczesnego kryzysu małżeństwa?

W grę nie wchodzi większe znaczenie teologiczne jednej czy drugiej formy życia, a jedynie większe czy mniejsze zainteresowanie lub też silniejszy nacisk, jaki kładziemy dziś na którąś z nich w związku z potrzebą chwili. Dzisiaj bardziej potrzebujemy uświadomić sobie sens małżeństwa, bo małżeństwo przeżywa kryzys. Z drugiej strony Kościół dotarł do momentu, w którym potrafi wyobrazić sobie małżeństwo jako drogę do świętości. Sobór Watykański II uczy, że wszyscy jesteśmy powołani do świętości. Do niedawna myślano jeszcze, że dziewictwo jest drogą uprzywilejowaną, że trzeba pozostawić relację z drugą osobą, tak jak cielesny sposób życia i seksualność. Większość świętych nosiła koloratki albo habity. Jeśli są już święci, którzy żyli w małżeństwie, to są to święci pojedynczy. W ten sposób sugerowano, że można osiągnąć świętość nie dzięki małżeństwu, ale mimo małżeństwa. Dzisiaj natomiast jesteśmy w trakcie odkrywania znaczenia tego, że Chrystus objawił się jako Syn Boga w ciele. Zaingurował możliwość służenia Bogu w ciele. To jest ciało seksualne, ale też ciało, które pracuje, cierpi, męczy się, modli. Dotarliśmy do momentu, w którym także małżeństwo staje się uprzywilejowaną drogą osiągnięcia świętości, zrealizowania pełni swojego człowieczeństwa w Chrystusie. Stąd na przykład Jan Paweł II ogłosił błogosławionymi parę małżonków, Luigiego i Marię Quattrocchi, natomiast papież Franciszek ogłosił świętymi inne małżeństwo, Ludwika i Marię Zelię Martin. Okazuje się, że jest teraz bardzo długa kolejka żonatych i zamężnych kandydatów i kandydatek do ogłoszenia ich świętości! To, oczywiście, nie deprecjonuje dziewictwa.

Teraz Kościół nie podniósłby wyższości dziewictwa?

To zależy, z jakiego patrzymy punktu widzenia. Jeżeli patrzymy z perspektywy celu życia, a więc tego, dokąd zmierzamy, to dziewictwo jest lepsze. Dziewictwo zapowiada ten stan życia, w którym będziemy w niebie. Natomiast jeśli spoglądamy na życie z perspektywy tego, co znaczy pełnić wolę Boga tutaj, na ziemi, w konkrecie faktu, wydarzeń i ciała, to małżeństwo stanowi ikonę tego, co znaczy realizować siebie w oparciu o wolę Boga.

Ksiądz wybrał dziewictwo, uznając najwyraźniej, że jest lepsze.

Raczej ktoś to za mnie wybrał [śmiech]. Sam bym na to nie wpadł. Nie żyję w celibacie dlatego, że nie podobały mi się kobiety. Miałem dziewczynę i planowaliśmy małżeństwo. Stan kapłański jest efektem mojego spotkania z Chrystusem i rozpoznania, że to jest wola Boga. Próbuję osiągnąć zbawienie w oparciu o tę formę życia. Inni, na przykład mój brat czy wielu przyjaciół, idzie drogą zbawienia poprzez relację ze swoją żoną czy mężem. Z punktu widzenia wartościowania nie przyszłoby mi nigdy do głowy, by czuć się od kogoś lepszym. Ważne, by każdy pełnił wolę Boga i żył w zgodzie z własnym powołaniem. Przy tym jedno i drugie powołanie ma wspólny rdzeń: O tyle żyjemy w powołaniu chrześcijańskim, o ile dajemy się pociągnąć modelowi Chrystusa, który oddaje swoje życie dla ludzi, dla Kościoła. Pokonujemy egoizm, miłość ma moc zbawczą. Życie bez miłości jest życiem przeklętym, bezsensownym. Tak samo jak świat, z którego przepędzi się Pana Boga. 

Rozmawiał Paweł Chmielewski

15 III 2016