14.11.19, 09:15

Komunizm okresu reformacji, czyli jak odrzucenie katolicyzmu doprowadziło to totalitarnego reżimu

Komunizm jest najbardziej zbrodniczym systemem, odpowiada za 150.000.000 ofiar, nędzę, cierpienia i zniewolenie dużej części populacji naszej planety, wieloletnią okupację wielu krajów (do dziś odbiera wolność Chińczykom, Wietnamczykom, Koreańczykom, Kubańczykom), zniszczenie środowiska, zapaść cywilizacyjną zniewolonych krajów. Co bardziej przerażające, pomimo swoich zbrodni jest ceniony przez elity Unii Europejskiej czy USA (gdzie opanował uniwersytety). Również i w Polsce bolszewików gloryfikują szalejący na uniwersytetach genderyści czy ekstremiści lewicowi zasiadający w ławach poselskich.

Warto pamiętać, że idee Marksa, wprowadzone w życie przez Lenina, Trockiego, Mao, nie były niczym nowym – w opakowaniu religijnym wprowadzane były w życie przez średniowiecznych i późniejszych komunistów z ruchów heretyckich.

Historie średniowiecznych i późniejszych komunistów przytoczył na łamach listopadowego miesięcznika ''Egzorcysta'' Grzegorz Górny w artykule „Nowe wspaniałe Jeruzalem”.

Działające w średniowieczu apokaliptyczne sekty gnostyckie głosiły i realizowały praktykę totalitaryzmu znaną z XX wiecznych reżimów komunistycznych. Średniowieczni gnostycy tak jak komuniści wierzyli w apokaliptyczne wizje, byli fanatykami, uważali, że działają dla dobra ludzkości i akceptowali wszelkie metody w celu realizacji swoich planów. Gnostycy podobnie jak komuniści konstruowali swoją ideę, a ich idee zbieżne były z komunizmem. Średniowieczne sekty zapowiadały nadejście, poprzedzonego armagedonem, królestwa niebiańskiego.

W czasach reformacji pojawili się anabaptyści, twierdzący, że mają bezpośredni kontakt z Bogiem, odrzucający kapłaństwo i instytucję Kościoła, uznający się za jedynych sprawiedliwych (odmawiali zbawienia katolikom i innym protestantom).

Anabaptyści jak komuniści odrzucali własność prywatną, chcieli wspólnoty dóbr. Anabaptystyczne apokryfy głosiły, niczym ''Kapitał'' Marksa, że źródłem zła (nierówności, niesprawiedliwości, chciwości i zawiści) jest własność prywatna, a własność kolektywna jest najlepsza – u anabaptystów własność kolektywna był formą daną od Boga (anabaptyści wierzyli też, że własność kolektywna to ideał z czasów apostolskich).

Popularni w północno-zachodnich Niemczech sekciarze odrzucali, tak jak komuniści, nie tylko własność prywatną, ale i konserwatywne instytucje państwa, zastępując je swoimi totalitarnymi rządami.

Niemieckie miasto Munster stoczyło się z bycia miastem katolickim do luteranizmu, a potem anabaptyzmu. Anabaptyzm został poprzedzony eksplozją charyzmatyzmu wyrażającego się publicznymi spowiedziami, proroctwami, wizjami, rozpadem życia zakonnego.

Anabaptyści przejęli kontrolę nad miastem, wygnali z niego katolików (ograbiając ich z całej własności) i ściągnęli swoją sprawną propagandą uchodźców (biedotę) z całych Niemiec – rewolucje bolszewicką w Rosji zorganizowali żydowscy nachodźcy, a dziś lewica ściąga do Europy islamskich imigrantów, by zniszczyć zachodnią tożsamość Europy.

Tak jak komuniści, anabaptyści po przejęciu władzy upaństwowili całą własność (domy, meble, ubrania, żywność, mienie ruchome i pieniądze), zniszczono wszelkie weksle, umowy, księgi rachunkowe. Kto się sprzeciwiał, był przez sekciarskie władze publicznie mordowany. Za pracę płacono w naturze, otwarto publiczne jadłodajnie. Zakazano zamykania domów, by każdy chętny mógł w nich zamieszkać.

Skonfiskowane pieniądze, anabaptyści, tak jak komuniści, przeznaczyli na szerzenie swojej propagandy w całych Niemczech. Biedota uwiedziona anabaptystycznymi publikacjami (książkami i broszurami) była mamiona wizjami tego, że anabaptyści zapewnią całej biedocie życie w luksusie. Dzięki propagandzie, do Munster ściągnęła zrewoltowana biedota i margines społeczny z całych Niemiec.

Totalitaryzm anabaptystów, tak jak totalitaryzm komunistów, nie przejawiał się tylko w likwidacji własności prywatnej. Heretycy spalili wszelkie księgi (prócz Biblii). Wprowadzili karę śmierci za kłamstwo, oszczerstwo, kłótnie i awantury. Dzieci były zabijane za nieposłuszeństwo wobec rodziców. Wprowadzono poligamię, z której korzystali głównie liderzy wspólnoty, mając po kilkadziesiąt żon. Przeciwników rewolucji obyczajowej mordowano. Samotne kobiety (i te, których małżonkowie byli poza miastem) zmuszono do kolejnych ślubów. Te, które oponowały, były zabijane. Kłótnie między żonami wymusiły legalizację rozwodów. Z czasem zrezygnowano z małżeństw i zapanowała rozwiązłość seksualna.

Rewolucja obyczajowa i ekonomiczna, ściągnięcie uchodźców, zapewniło anabaptystom poparcie społeczne, ludność miasta fanatycznie broniła swojego sekciarskiego, komunistycznego państwa miasta.

Z czasem kolejny lider anabaptystów ogłosił się mesjaszem, zniesiono niedziele i święta, dniom tygodnia nadano nowe nazwy (po kilku wiekach dokładnie to samo zrobiła rewolucja francuska) – nowe nazwy nadano też ulicom i placom. Jak w każdej komunistycznej tyranii, kiedy masy żyły w nędzy, liderzy żyli w luksusie – klasą rządzącą byli uchodźcy, a nie tutejsi.

W ramach kolejnych zarządzeń zarekwirowano wszelkie ubrania (prócz tych noszonych na sobie), a za nieoddanie dodatkowej bielizny karano śmiercią. Wszelkie niezadowolenie tłamszono powszechnym terrorem, mordowane były zwłaszcza kobiety.

Pod wpływem anabaptystycznej propagandy, sfinansowanej z upaństwowionej własności, w całych Niemczech wybuchały kolejne anabaptystyczne lokalne rewolucje. Zagrożenie ze strony sekciarskiego komunizmu zjednoczyło katolików i luteran, którzy wspólnie sfinansowalo pacyfikację sekciarskiego miasta będącego źródłem nastrojów rewolucyjnych.

Millenaryzm heretyków był podobny do praktyki komunistów. „Apokaliptyczni prorocy zdobywali władzę” i tworzyli „teokratyczne reżimy, oparte na propagandzie i terrorze. Burzyli stary świat, niszcząc dziedzictwo intelektualne i materialne. Sprawowali drobiazgową kontrolę nad wszystkimi dziedzinami życia, a każde odstępstwo karane było śmiercią”. Uważali się za nadludzi, niezdolnych do grzechu. Celem ich działań była eksterminacja kleru i zniszczenie monarchii. Fanatyzm łączyli z przemocą, uważając, że działają zgodnie z logiką dziejów. Przejawiali przeświadczenie o nieubłaganej konfrontacji, własnej wiedzy o procesach cywilizacyjnych, potrzeby oczyszczenia świata z pewnych szkodliwych ich zdaniem grup społecznych. Osiągnięcie celów miało im zapewnić „powstanie społeczeństwa idealnego, pozbawionego wewnętrznych sprzeczności i napięć”.

Z tymi heretyckimi, antycywilizacyjnymi siłami walczyła inkwizycja. Dzięki inkwizycji nie doszło we wcześniejszych wiekach do powstania totalitaryzmu. Niestety zabrakło inkwizycji w XX i komunizm zniewolił pół świata. I dziś brakuje inkwizytorów.

Jan Bodakowski

Komentarze

Wawa2019.11.14 10:52
Błądzisz Waćpan straszliwie. Katolicyzm wyposażony w inkwizycję sam był reżimem totalnym. A więc prawdą jest, że mógł skutecznie zwalczać inne, faktyczne, albo potencjalne totalitaryzmy, ale wcale nie gwarantowało mu to trwania przy prawdzie. Bo błędnym jest podejście, że Chrystusowa prawda jest zawsze tam, gdzie Kk i Papież. Wystarczy poczytać inne teksty na frondzie, by zobaczyć, jak wiele obaw budzą współczesne inicjatywy Franciszka. Jeśli Papież miałby być heretykiem, to kryterium Chrystusowej prawdy musi być inne. Oto one: "Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli." (J. 8,31-32) Jeśli ktoś nie trwa w nauce Chrystusa, ten nie może być prawdziwie Jego uczniem. Chociażby był teologiem, duchownym, albo nawet Papieżem, to jednak uczniem Chrystusa nie jest. Oczywiście, zrozumienie nauki Chrystusa i trwanie w niej nie jest łatwe. Dlatego nie do ludzi należy ostateczny osąd, kto w tej nauce trwa, a kto od niej odstępuje. Dla własnego rozeznania niezbywalny jest głos sumienia. Inaczej mówiąc, jeśli kieruję się w swoim sumieniu nauką Chrystusa - nie narażam się na naganę z Jego strony, chociażbym w rzeczywistości niewłaściwie rozpoznawał jakąś szczegółową prawdę. Wracając do tekstu Autora: gdzie w nauce Chrystusa znajduje Pan sugestię wprowadzenia inkwizycji? Ewangelia jest wielkim dobrem, kiedy oparta jest na wolności ludzkich wyborów. Wybieram Chrystusa, wyznaję Go - i to jest w Jego oczach cenne. Ale kiedy człowiek nie znający Chrystusa staje wobec dyktatu: przyjąć chrzest albo ponieść śmierć, wtedy chrzest nie jest jego wolnym wyborem i przed Bogiem nie ma znaczenia. Również wtedy, gdy o chrzcie niemowlęcia decydują dorośli - taki chrzest rozmija się z prawdą Ewangelii. A w takiej sytuacji powtórny chrzest (proponowany przez anabaptystów) staje się zrozumiały, a być może uzasadniony... Autor w swoim tekście połączył w jedno: komunizm, reformację, anabaptyzm i kwestionowanie własności prywatnej. A katolicka inkwizycja na tym tle ma stać się rzekomym i pożądanym "dobrem". Udało się Autorowi zarysować pozornie "chrześcijański" świat - bez odwoływania się do Chrystusa. Niech zmienią się wszyscy inni, bylebym ja sam pozostał wciąż taki sam - to ukryte przesłanie tekstu. A może jednak lepiej uwierzyć w Chrystusa i trwać w Jego nauce...?