28.08.17, 12:30

Komunistyczni oprawcy z honorami. Przypadek prokuratora ,,od Inki''

Sądowy morderca Danuty Siedzikówny ps. ,,Inki'' prokurator Wacław Krzyżanowski do końca swojego życia pobierał świadczenia ,,inwalidy wojennego''. Rentę taką załatwił sobie w roku 2000, wygrywając sprawę o świadczenie w sądzie II instancji. To właśnie Krzyżanowski żądał kary śmierci dla Siedzikówny, sanitariuszki w oddziale mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. ,,Łupaszki''.

Krzyżanowski wcześniej skazał już na śmierć 19-letniego chłopaka, Hansa Baumana. Niemca, który znalazłszy w lesie karabin i upolowawszy sarnę podzielił się mięsem z Polakami mieszkającymi w jego domu. Krzyżanowski oskarżył go o ,,działalność wywrotową''. Chłopaka rozstrzelano.

Przez cały okres III RP i oczywiście także PRL Krzyżanowski pozostał bezkarny. Zmarł w roku 2014. Pochowano go na cmentarzu komunalnym w Koszalinie - jako pułkownika Ludowego Wojska Polskiego z wojskową asystą honorową...

A przecież to tylko jeden z wielu komunistycznych oprawców, którzy nigdy nie ponieśli kary za swoje zbrodnie. Jak mówił w 2012 roku w rozmowie z portalem Fronda.pl Tadesz Płużański:  ,,Komunistycznych zbrodni było w Polsce multum, bo sowiecki komunizm – tak jak niemiecki nazizm – był systemem zbrodniczym, o czym w skażonej lewactwem Polsce, Europie, a teraz nawet USA nie chce się pamiętać''.

,,A w okupowanej Polsce komuniści mieli dużo czasu. Prawie 50 lat, nie licząc okupacji Kresów od 17 września 1939 r. Nie podejmuję się jednak oszacowania skali morderstw. Prócz kilku tysięcy wyroków „sądów” na przeciwników politycznych osadzonych w aresztach śledczych, skazanych w majestacie stalinowskiego bezprawia, było masę skrytobójczych mordów, szczególnie zaraz po „wyzwoleniu”. Nadal niewiele wiemy np. o zamordowanych w katowniach NKWD i UB na warszawskiej Pradze, by wymienić tylko owiane wyjątkowo złą sławą więzienie Toledo przy ul. Namysłowskiej. Dopiero od niedawna mamy więcej informacji o wielkiej akcji Sowietów przeciw Polakom, czyli Obławie Augustowskiej w lipcu 1945 r. We wrześniu 1946 r. żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych ze słynnego oddziału Henryka Flamego ps. Bartek – największego powojennego ugrupowania niepodległościowego na Śląsku Cieszyńskim podstępem zwabiono z Podbeskidzia na Opolszczyznę. IPN, mimo intensywnych poszukiwań, do dziś nie odnalazł ich ciał. Takie przykłady można mnożyć'' - dodawał.

,,A osądzenie? Nastąpiło w stopniu minimalnym, wręcz groteskowym. Rozliczony – przede wszystkim symbolicznie - został jedynie promil komunistycznych zbrodni. Skazano płotki, nielicznych brutalnych „oficerów” śledczych UB, czy Informacji Wojskowej, ale już żadnego sędziego, czy prokuratora, a przede wszystkim żadnego mocodawcy. Czy jakąkolwiek karę poniósł Berman, Czaplicki, Światło, i ich spadkobiercy: Milewski, Kiszczak, Jaruzelski? Nie'' - stwiedził Płużański.

mod