Kiko to prorok naszych czasów! - zdjęcie
27.06.13, 09:09Kiko Arguello (Fot. Wikimedia Commons)

Kiko to prorok naszych czasów!

54

"Z inicjatywy Instytutu Teologii Duchowości i z pełnym poparciem Wydziału Teologii, Senat KUL nadaje dziś Franciso Jose Gomez - Argüello Wirtz, znanemu jako Kiko Argüello, doktorat honoris causa, ponieważ uznaje szczególną owocność, jaką dla ocalenia i propagowania wartości ludzkich i chrześcijańskich w dzisiejszym świecie ujawnia, zapoczątkowana wspólnie z panią Carmen Hernandez, Droga Neokatechumenalna, tj. pochrzcielna droga formacji opierająca się na przyjęciu Słowa Bożego, sprawowanej Eucharystii i wspólnocie wiary ukierunkowanej na inicjację w chrześcijaństwo" - mówił w laudacji ks. prof. Stanisław Zarzycki. I podkreślił, że „Uniwersytet nie dysponuje większym wyróżnieniem niż doktorat honoris causa. Nadając uroczystym aktem tę pełną symbolicznego znaczenia i wymowy wielką godność, wspólnota akademicka włącza wybranego przez siebie doktora honorowego do swojego grona, do swojej wspólnoty akademickiej. Dzisiaj, tym gestem nasza Alma Mater pragnie wyrazić wdzięczność i szacunek wobec pana Franciszka (Kiko) Argüello za Jego wytrwałe działania podejmowane na rzecz odnowy Kościoła w duchu Soboru Watykańskiego II - za stworzone przez niego dzieło ewangelizacji prowadzące wielu do źródeł wiary”.

Sam Kiko Arguello powiedział, że taki tytuł jakim został obdarzony powinien otrzymać Pan Bóg, bo to On działa w świecie. On sam czuje się tylko małym narzędziem, a to wyróżnienie odbiera jako wyróżnienie dla Jezusa Chrystusa. "Nawróćcie się i wierzcie w Dobrą Nowinę. Nawrócić się oznacza uwierzyć, że to, co teraz mówimy, jest prawdą, że Bóg kocha Cię teraz, że chce być z Tobą jedno. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii, biada tobie, jeśli nie głosisz Ewangelii. Wszyscy powinniśmy głosić każdemu, że Bóg go kocha" - mówił Kiko na KUL.

Philo/KUL

Komentarze (54):

anonim2013.06.27 9:30
Kiko, Bashobora- to jakaś inwazja ? dziwne jak się czyta o sekciarskich odchyleniach tych ludzi a potem wszyscy nagle ich fetują..zamęt
anonim2013.06.27 9:44
Apologetyczny: - Dziwi mnie to spotkanie... - Mnie również... :-)
anonim2013.06.27 9:44
@Apologetyczny. Jestem za takim trydenckim "neoństwem" leczymy się nie na to, co trzeba i potęgujemy jeszcze przez to chorobę. KOściołowi nie brakuje dziś tego, co sugeruje NK, ale tego: http://misjakultura.blogspot.com/2013/06/zarosnieta-sciezka-ku-niebu-ludowa.html
anonim2013.06.27 9:56
jako Lubelak mowie to z pewna przykroscia, ale prawde trzeba mowic chocby nie byla przyjemna, otoz KUL schodzi na psy uznajac heretyka za wzor do nasladowania Ale to nie pierwsza kompletna wpadka tej aktualnie pseudo-katolickiej uczelni, ze wspomne tu chociazby przyznanie dr h.c. panu Juszczence w 2009, propagatora mordercow Polakow na Wolyniu z UPA, spod znaku Bandery... Dziwi to jednak juz znacznie mniej gdy wiadomo, ze przez wiele lat Szefem tej palcowki byl TW Bezpieki, pozniejszy biskup Staszek Wielgus pseudonim Grey...Obecne szefostwo to zapewne wychowankowie ksiedza profesora...nic nie dzieje sie bez przyczyny. Czekamy na nastepne pomysly kulowcow.
anonim2013.06.27 10:01
Na papieża!!!! I na RAbina jednocześnie!!!!
anonim2013.06.27 10:32
[email protected] "Dziwi to jednak juz znacznie mniej gdy wiadomo, ze przez wiele lat Szefem tej palcowki byl TW Bezpieki, pozniejszy biskup Staszek Wielgus pseudonim Grey...Obecne szefostwo to zapewne wychowankowie ksiedza profesora...nic nie dzieje sie bez przyczyny. " !!!!!!????? - Tylko bez takich insynuacji i oczerniania, bez sądu. Ty z Faktów i mitów czy z GW?
anonim2013.06.27 10:36
Apologetyczny, Piano, Częstochowski Poeta, abolicjant i.t.p DO BUDY!!!!
anonim2013.06.27 10:38
Słowo NEO nie znaczy, że robi się tam coś nowego, że jest to odstępstwo od wiary i tradycji, statuty Drogi Neokatechumenalnej zatwierdził Benedykt XVI, jest to jeden z charyzmatów Kościoła Katolickiego. Nie każdy nawracający się chrześcijanin jest w stanie pokochać mszę trydencką - dla mnie doświadczenie Neo to doświadczenie przybliżenia chrześcijaństwa dla człowieka, który był daleko od Kościoła i nie rozumiał go. Formacja jest stopniowa i jest to "uczenie się" wiary i kościoła na nowo. Zbyt radykalne formowanie oskarżeń wobec Drogi jest w sprzeczności z nauczaniem Kościoła, tak więc proszę, przemyślcie co mówicie, nie krytykujcie bez wgłębienia się w temat.
anonim2013.06.27 11:02
Proponuję lekturę: "CZY DROGA NEOKATECHUMENATU JEST PRAWOWIERNA" (Dostępne też w Internecie) Niezwykłe porównanie Magisterium Kościoła z nauczaniem Kiko. (Aż dziw bierze, że mogą różnić się tak dalece.) Warto też poznać statut Neokatechumenatu i zapoznać się z prawdą o dostosowaniu się bodajże do sześciu punktów, które były warunkiem uznania ich Drogi. Choćby do powrotu do uczestniczenia w życiu własnej parafii, Mszy św. niedzielnej) Aha, papież zatwierdził konwiwencje, liturgię pokutną, ale NIE liturgię Mszy św. Proszę zwrócić uwagę na fragment statutu (doprawdy mikroskopijny) dotyczący Mszy św. (Czego jest pamiątką.) Pozdrawiam
anonim2013.06.27 11:02
Ta wypowiedź i doktorat, to jak raz niedźwiedzia przysługa, bo radykalnie obniża wiarygodność tego pana, a przy okazji bardzo mocno przypomina ostrzeżenia Jezusa przed fałszywymi prorokami. A co do do słów ks. rektora Zarzyckiego "...wspólnocie wiary ukierunkowanej na inicjację w chrześcijaństwo..." - to mnie uczono, że inicjacja chrześcijańską jest sakrament chrztu i bierzmowania, to o jakiej "inicjacji jest mowa w kontekście neokatechumenatu? Wszyscy Katolicy (ochrzczeni i bierzmowani) są już po wszystkich inicjacjach przecież...zalatuje mi to trochę herezją, trochę siarką...
anonim2013.06.27 11:10
@Apologetyczny - za ujadanie!!
anonim2013.06.27 11:12
Roland według twojej wypowiedzi przez ponad 2 tysiące lat chrześcijanie byli daleko i nie rozumieli swojej wiary - tak? I dopiero po 20 wiekach musiał przyjść taki Kiko i im przybliżyć i nauczyć wiary - tak? Czy ty przeczytałeś co napisałeś? A wiesz, że zdanie: "...Zbyt radykalne formowanie oskarżeń wobec (...) jest w sprzeczności z (...), tak więc proszę, przemyślcie co mówicie, nie krytykujcie bez wgłębienia się w temat." - jest charakterystyczne dla sekt destrukcyjnych? Dlaczego? Bo wolny człowiek nie tylko może, a katolik ma wręcz obowiązek krytycznie patrzeć na to co mu ktoś podaje zajrzyj do 1 listu do Tesaloniczan - szczególnie 1 Tes, 5, 21-22.
anonim2013.06.27 11:43
@Nabi tak tak i najlepiej jak na podstawie nie swojego doświadczenia się coś pisze. internety jednak zmieniają sposób myślenia.
anonim2013.06.27 11:52
Krysluka- ty hyclu:-). Możesz sobie potupać, jeśli Ci to pomaga.
anonim2013.06.27 12:04
Fauxliver - zgadzam się z tym internetem, doskonałym przykładem zmiany komunikacji przez internet jest Twój wpis - jest tak internetowo skrócony, że kompletnie nie zrozumiałem o co Ci chodziło ;-)))
anonim2013.06.27 12:12
Nabi chrzest jest inicjacją w chrześcijaństwo jednak z małym ale rozumiem inicjację jeśli została poprzedzona katechumenatem i chrzest jest wtedy zwieńczeniem czegoś - to, że ktoś jest ochrzczony to nie znaczy, że jest świadomy swej wiary a był świadomy ten, kto przeszedl np. cykl katechez św. Cyryla, do którego nawiązuje neo nawet jeśli tego nie mówi
anonim2013.06.27 12:49
Szanowne władze KUL-u: za promocję zboczeńców, za doktorat h.c. dla Juszczenki, który dał order zbrodniarzowi, za utrzymywanie na stołkach profesorów obrażających papieża i teraz za doktorat dla tego człowieka, którego trudno nazwać katolikiem NIE DOSTANIECIE ODE MNIE ANI GROSZA. Obyście upadli jak najszybciej!
anonim2013.06.27 13:30
Nie jestem renesansowym księciem i nie mam czasu na udział w procesach kanonizacyjnych osób jeszcze żyjących.
anonim2013.06.27 13:40
@Apologetyczny A czy kilka lat przed Husem, albo Lutrom husytyzm i protestantyzm wydawały sięrealne? A czy kilka lat przed rewolucją francuską wydawało się realne to, do czego ona doprowadziła? NIe sądzę. DLatego to, zę nam sięcośwydaje nierealne nic nie znaczy. Robić swoje, a że nam sięto wydaje kroplą w morzu to nic. Bez tych kropel morza nie będzie:)
anonim2013.06.27 13:42
@Nabi Doskonale wyraziłaś postawę wielu(nie wszystkich)współczesnych którzy krytykują tradycyjnąpobożność ludową, Tridentinę itd, którzy tworzą własne udziwnienia...unowocześnienia, sugerując, zępoprzednie formy pobożnośći były nieszczere: "Roland według twojej wypowiedzi przez ponad 2 tysiące lat chrześcijanie byli daleko i nie rozumieli swojej wiary - tak? I dopiero po 20 wiekach musiał przyjść taki Kiko i im przybliżyć i nauczyć wiary - tak?"
anonim2013.06.27 13:52
świetnie Krysluka - Twoje "do budy za ujadanie"- za wątpliwości -to niestety za mało jak na kontrargument . wszelkie głośne grupy wzajemnej adoracji i dobrego samopoczucia budzą moją nieufność a na temat Bashobory i Kiko wypowiadają się krytycznie również poważni katolicy.
anonim2013.06.27 13:59
Częstochowski Poeta - zobaczysz co Pan o tobie powie to Ci dopiero oko zbieleje, a informacje jakie tu serwujesz są jaka wyjęte z szuflady VI wydziału do walki z KK. Swoja droga to nie czas zacząć ruszać własnym mózgiem i choć trochę rzucić okiem w historie by zobaczyć jak się takie zabawy kończą.
anonim2013.06.27 14:16
Oj domorośli inkwizytorzy! Nie zdajecie sobie z tego sprawy, ale jesteście żałośni nazywając neokatechumenat herezją. Poczytajcie dokumenty Kościoła na temat drogi neokatechumenalnej. Kto przewodzi Kościołowi wy czy biskupi? Sprzeciwiając się nauczaniu Kościoła sami wchodzicie na heretycką drogę. Mechanizm projekcji - innym zarzuca się swoje własne słabości i błędy.
anonim2013.06.27 14:19
@dwa_l - czyli nic nie rozumiesz, do inicjacji nie potrzeba żadnej świadomości (oczywiście jeżeli to to dobrze) tego, który inicjacji się poddaje. Wpisem swoim nie masz pojęcia o temacie na który się wypowiadasz, nie odbierz tego jako przygany - wielu, wydawałoby się wiernych i pobożnych, katolików (że o chrześcijanach nie wspomnę) także, jak Ty, nie ma tego rozumienia rzeczy i wpadają w różne pułapki choćby ezoteryki, czy okultyzmu, czy innych obrażających Boga praktyk, bo wydaje im się, że do inicjacji religijnej musi być ich świadomość - nic podobnego. Najprostszy przykład - choćby joga, czy różne filozofie dalekowschodnie, albo "rekreacyjne chodzenie po rozżarzonych węglach tłumaczone przewrotnie jako fizyką anie jako religijna inicjacja.
anonim2013.06.27 14:30
@Chcący - ojejku, kiedy wy lewacy zaczniecie wreszcie uczyć się, zamiast opowiadać rojenia waszej wyobraźni. Przeczytałeś fragment listu do Tesaloniczan? Zrozumiałeś - nie?no właśnie, to zapytaj kogoś może ci objaśni - ja nie mam ochoty, szkoda czasu.
anonim2013.06.27 14:48
Mieliśmy w parafii księdza po REDEMPTORIS MATER- neońskim seminarium. Słyszeliśmy jak mantrę powtarzane :nieważne jaki jesteś, jak żyjesz. Pan Bóg cię kocha. Nieważne jak żyjesz, Jezus Cię zbawi. I podobne kwiatki o predestynacji (całkiem jak u protestantów). Kapłan ten nie reagował na uwagi. Cóż, sam żył zgodnie z głoszoną przez siebie zasadą, tylko takie życie wykluczyło go z kapłaństwa. Tak na marginesie. Ciekawe dlaczego w Neokatechumenacie guru przygotowuje kapłana do roli katechisty (czy jak tam nazywają ludzi wędrujących po domach) ? W Kościele katolickim kapłan otrzymuje misję kanoniczną w chwili otrzymania święceń a u neonów- niespodzianka. Świeccy przygotowują kapłana by mógł głosić Dobrą Nowinę. To dopiero coś. :) Willy, widziałeś te dokumenty? Czytałeś statut? Czytałeś list skierowany do Neokatechumenatu mówiący, co ma zrobić ? Neokatechumenat miał na to dwa lata. Minęło o wiele więcej. Co zostało zrealizowane? Może nie byliśmy świadomi w chwili chrztu, ale w chwili bierzmowania już tak. Przeszliśmy tę inicjację. Przyrzeczenia chrzcielne także co jakiś czas odnawiamy. Do kościoła na Mszę św. może wejść każdy. Na Mszę "neońską" NIE. Zapytałam znajomą z Neokatechumenatu, dlaczego. "Żebyś się nie zgorszyła." - usłyszałam. "CZY DROGA NEOKATECHUMENATU JEST PRAWOWIERNA?"- przeczytaj a potem nazywaj ludzi domorosłymi inkwizytorami.
anonim2013.06.27 15:33
Ks. bp Ryś: Droga Neokatechumenalna i jej inicjatorzy, Franciszek Argüello (Kiko) i Carmen Hernández, mają już swoje określone miejsce w Kościele, potwierdzone wielokrotnymi wypowiedziami papieży (od Pawła VI, przez Jana Pawła II, po Benedykta XVI), a także Statutem, zatwierdzonym przez Papieską Radę ds. Świeckich w roku 2002 i 2008 definitywnie. Owoce tej obecności (dziesiątki tysięcy zaangażowanych ewangelizacyjnie wspólnot, ekipy misyjne, seminaria duchowne, rodziny wielodzietne itd.) wzbogacają Kościół w blisko stu krajach świata, w tym w Polsce (od Lublina począwszy!). Są ogólnie znane, i nie widać powodu, aby je w tym momencie specjalnie przywoływać… (...) Urząd i charyzmat zmierzają w Kościele do tego samego celu – biegną razem, jak Piotr i Jan w wielkanocny poranek w stronę pustego Grobu; owszem, niejednokrotnie się zdarza, iż charyzmat (przedstawiony w osobie Jana) „dobiega” pierwszy (szybciej rozpoznaje konkretne potrzeby i wyzwania Kościoła); znając jednak wartość urzędu, przepuszcza go „przed sobą” i daje się mu poprowadzić we wierze. Tę jedność urzędu i charyzmatu Droga Neokatechumenalna pokazuje doskonale sama w sobie. Zainicjowana w osobistym doświadczeniu wiary Kiko w 1964 roku, a więc równolegle z wydarzeniem Soboru Watykańskiego II, otrzymała wkrótce – właśnie w nauczaniu Vaticanum II – swoje pierwsze potwierdzenie i istotne pogłębienie. Przeszczepiona z Madrytu do Rzymu (!), a następnie do kolejnych Kościołów lokalnych, w każdym z miejsc swego działania uzależnia swoją posługę od zgody biskupa (w każdej parafii jej inicjacja wymaga zaproszenia proboszcza). Jednocześnie, każdego z członków swych wspólnot prowadzi do rozeznania swego charyzmatu, i do podjęcia odpowiedzialności za Kościół, wynikającej z odkrycia swojej chrzcielnej tożsamości. Uczy wspólnotowego działania, gromadząc w swych ekipach tak duchownych, jak i świeckich katechistów. Podkreśla przy tym, że to właśnie rzeczywista wspólnota uczniów Jezusa staje się Jego najbardziej wiarygodnym znakiem w świecie – także tam, gdzie inne znaki (z sakramentalnymi włącznie) przestały być zrozumiałe. Całość pod: http://gosc.pl/doc/1610252.Recenzja-wniosku-o-nadanie-Kiko-Arg-ello-doktoratu-h-c-bp-Rys
anonim2013.06.27 15:34
Ks. bp Kiernikowski: Pan Bóg, jako twórca historii, wzbudzając takie dzieła, jak Sobór Watykański II, jednocześnie daje swoje natchnienia wybranym ludziom, wybranym kobietom i mężczyznom, by owe dzieła wprowadzali w życie. Tak należy spojrzeć również na powołanie Francisca (Kiko) Argüello oraz Carmen Hernández i tych, którzy razem z nimi oddali siebie w służbie dziełu, które ostatecznie przybrało formę Drogi Neokatechumenalnej. (...) Wygłaszane i opracowywane przez Kiko i Carmen katechezy stanowią praktyczny wyraz i zastosowanie katechumenatu dla dorosłych. Należy podkreślić, że stopniowo okazuje się, że cała ta „działalność” to nie jest tylko jakiś charyzmatyczny zryw i przelotny poryw nowości, lecz praktyczna propozycja wypełnienia tego, co stało się przedmiotem pracy instytucji kościelnych, a czego owocem był znamienny dokument, a właściwie księga liturgiczna: „Ordo Initiationis Christianae Adultorum”, opublikowana w 1972 roku przez Kongregację Kultu Bożego. Ta zbieżność doświadczeń i inicjatyw Kiko Argüello i jego ekipy z pracami i postanowieniami Kongregacji Kultu Bożego oraz innych dykasterii watykańskich i teologów to nie tylko „przypadkowy, szczęśliwy zbieg okoliczności”, lecz owoc działania Ducha Świętego w Kościele i posłuszne poddanie się prowadzeniu Kościoła przez tych, którzy zostali obdarzeni charyzmatem. (...) Mocnym atutem katechez jest ich osadzenie w Biblii jako świadku historii zbawienia, którą prowadzi Bóg przez wybranych ludzi i przez wybrany naród, aż do Jezusa Chrystusa i Kościoła. Ta historia nie jest jednak tylko przeszłością. Jest ona żywa i staje się wszędzie tam, gdzie jest głoszone to samo słowo i gdzie człowiek odkrywa siebie w sytuacji potrzeby zbawienia, uznaje to i w posłuszeństwie daje się prowadzić. (...) Należy zaznaczyć, że katechezy są owocem współdziałania charyzmatu, który przedstawia Kiko Argüello i Carmen Hernández oraz urzędu nauczycielskiego i pasterskiego Kościoła. Katechezy były weryfikowane i uzupełnione cytatami z Katechizmu Kościoła.Katolickiego, przez odpowiednie kongregacje Stolicy Świętej i uzyskały ich definitywną aprobatę. „Zasługa” Kiko Argüello tkwi w tym, że w swoim powołaniu charyzmatycznym ma poczucie konieczności odniesienia się do urzędu nauczycielskiego i władzy pasterskiej Kościoła. Naturalnie, nie było to i nie jest to łatwe. Czasem ujawniają się konkretne napięcia. To zawsze miało miejsce w Kościele. (...) Owocem głoszonego kerygmatu i formacji chrześcijańskiej prowadzonej przez Drogę Neokatechumenalną jest to, że wielu ludzi powraca do wiary. W wielu parafiach jest prowadzone duszpasterstwo oparte na katechumenacie i parafie otrzymują nowy impuls ewangelizacyjny. Coraz więcej małżeństw ma odwagę pełnego otwarcia na życie według nauczania encykliki Humane vitae papieża Pawła VI i kształtowania rodzin według ducha chrześcijańskiego. Wiele rodzin – i to często wielodzietnych ofiarowało się na misję ewangelizacyjną w różnych zakątkach świata. Budzą się nowe powołania do kapłaństwa i życia zakonnego, w szczególności kontemplacyjnego, które są liczone już w tysiącach. Zostało erigowanych blisko 100 seminariów diecezjalnych i misijnych Redemptoris Mater. Została podjęta Missio ad gentes, w której biorą udział całe rodziny pod przewodnictwem prezbitera. Oto niektóre przejawy działalności Drogi Neokatechumenalnej zainicjowanej przez Kiko Argüello i Carmen Hernández. W postawie i działalności Kiko Argüello stwierdzam wyraźną cechę służebności charyzmatu wobec pasterskiego urzędu Kościoła Taka postawa i takie działanie prowadzi do bardzo owocnej ewangelizacji, dzięki której Kościół przez swych oddanych członków staje z ewangelijną mocą wobec konkretnych sytuacji ludzi w dzisiejszym świecie. Dotyczy to zarówno obszarów, gdzie jeszcze nie była głoszona Ewangelia jak również krajów tradycyjnie chrześcijańskich, gdzie wiara straciła realny wpływ na życie chrześcijan. (...) Kolejną płaszczyzną działania Kiko, którą chcę tutaj przywołać, jest muzyka i śpiew w służbie liturgii i formacji religijnej. Jest to dziedzina wzbudzająca niemało kontrowersji ze strony muzyków kościelnych i krytyków muzycznych. Niemniej ma ona jednak swoje głębokie zakorzenienie w Biblii przez odniesienie do wspominanych tam typów muzyki, śpiewu i instrumentów. Stamtąd też czerpie ducha spontaniczności i związku ze słowem Bożym. Przeważająca bowiem część pieśni komponowanych przez Kiko jest muzycznym opracowaniem psalmów i kantyków biblijnych lub adaptacją innych tekstów z Biblii czy z pism Ojców Kościoła. Specyficzną cechą komponowanych przez Kiko Argüello pieśni jest związek z historią zbawienia. Mam na myśli nie tylko aspekt wyjściowy, tzn. środowisko, w którym dane teksty powstały, lecz ich aktualne przeznaczenie i odniesienie do etapów Drogi, czyli osobistego doświadczenia działania Boga w życiu jej uczestników. Te pieśni są osadzone w kontekście katechez na różnych etapach wtajemniczenia i stają się w konsekwencji nośnikami przeżyć duchowych, i to zazwyczaj bardzo głębokich i zasadniczo wpływających na życie uczestników Drogi, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i wspólnotowym. (...) Podsumowując nakreślone wyżej płaszczyzny zaangażowania Kiko Argüello, należy stwierdzić: – że jego działania są zakorzenione w Biblii i uwzględniają aktualne nauczanie Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, w szczególności w tym, co jest owocem Soboru Watykańskiego II i jego kontynuacją; – że jego działalność twórcza, zarówno na polu katechetycznym, jak i polegająca na włączeniu sztuki w służbę przesłania chrześcijańskiego, odnosi się do sytuacji dzisiejszego człowieka oraz ujmuje go w świetle potrzeby odkrycia siebie w kontekście wspólnoty religijnej i szerzej całej społeczności ludzkiej; – że ma on na uwadze fakt, że chrześcijanie zarówno indywidualnie, jak i jako wspólnota mają zadanie misyjne wobec świata, niosąc mu dobrą nowinę o miłości Boga, która obwieszcza człowiekowi przebaczenie i uzdalnia go do życia w przebaczeniu, a w konsekwencji służy budowaniu Kościoła jako znaku i sakramentu zbawienia wobec świata; – że jego odczytanie przesłania ewangelijnego i służba temu przesłaniu oraz jego działania wyrażają docenienie misji narodu wybranego, tworzącego środowisko, w którym tkwią korzenie chrześcijańskiej wiary, przyczyniając się do kształtowania pełniejszych i bardziej właściwych relacji między chrześcijaństwem a judaizmem; – że jego twórczość nie jest tylko teoretyczna, ale w sensie praktycznym dociera do wielu ludzi wpływając istotnie na ich życie, kształtując nowe czy aktualizując dotychczasowe (stare i tradycyjne) formy działalności kościelnej, co wyżej szeroko przedstawiłem. Całość pod: http://gosc.pl/doc/1610269.Recenzja-wniosku-o-nadanie-Kiko-Arg-ello-doktoratu-h-c-bp
anonim2013.06.27 15:37
@Nabi Ależ ja tylko napisałem, a przynajmniej próbowałem, że trafiłaś w sedno i że się z Tobą zgadzam
anonim2013.06.27 15:40
DEKRET DEFINITYWNEGO ZATWIERDZENIA STATUTU DROGI NEOKATECHUMENALNEJ PRZEZ PAPIESKĄ RADĘ DO SPRAW ŚWIECKICH http://www.camminoneocatecumenale.de/new/default.asp?lang=pl&page=statuto08_1
anonim2013.06.27 15:40
Droga Neokatechumenalna Statut Zatwierdzenie definitywne http://www.grudziadz.marianie.pl/files/Statut.pdf
anonim2013.06.27 15:42
@Klara Wiesz dlaczego pojawiłsięproblem DN? Nie dlatego, zę ktoś, jakiś trads z góry uznał to za złe, bo posoborowe, NIe! To ludzie z DN często tracą zrozumienie dla tradycyjnej pobożności ludu, uznająjąza gorszą, narzucająjej etykietę bezrefleksyjnej, itd, mądrzą się wobec takich prostaczków ze wsi, wprowadzają takie zachowania, jak ostentacyjne lekceważenie postu eucharystycznego... znam ludzi, którzy pytali się dlaczego oni tak robią, czul;i się upokorzeni przez członków Neo, któzy mówili, dawali do zrozumienia, zę te zasady są wyrazem jakiegoś braku zmysłu wiary...
anonim2013.06.27 16:13
@Klara Nie chodzi o to, zęby zlikwidować NK, ale o to, żeby jej członkowie trzymali się tradycji KOśćiołą, by jej nie przedstawiała jako coś gorszego, jako wyraz powierzchowności, i zewnętrzności. BOI w KOńcu jesteśmy jednym Kośćiołem i trzeba mieć równieżjakieśzewnętrzne wyrazy tej jedności. One nie sąpustym frazesem. One zrodziły sięz głębokiego przeżycia. To, zę ktośtego przeżycia nie widzi, nie znaczy,z e trzerba te formy zmieniać. Taki sam problem był, gdy protestanci, czy wcześniej ikonoklaści krytykowali czczenie Obrazów. Nie, to nie było czczenie obrazów, tylko bardzo silna i właściwa relacja wobec symboli. Taka relacja jest wtedy, gdy ktoś ma jakąś rzecz, albo zdjęcie ukochanej osoby, która jest daleko. Wtedy patrząc na tą rzecz nie widzi jej, tylko osobę, którą ona przedstawia. Przedstawiciele owych elit przenieśli do naszej mentalności troskę, w wyniku której tępimy w sobie i w społeczeństwie te zachowania, które uznajemy mylnie za czczenie obrazów samych w sobie, za mylenie znaczonego ze znaczącym. Trujemy się lekiem na chorobę na którą nie cierpimy. Nie zauważamy, że dopiero ten lek wywołał tępioną przez nas chorobę. A gdy już wywołał, to bierzemy tego leku jeszcze więcej, myśląc że pomoże. Popadliśmy przez owo "leczenie" w znieprawienie wszelkich znaków. Spowodowało ono w nas, że skupiamy się na materialnych symbolach, że kontemplując piękno obrazu samego w sobie, nie wykraczamy poza ten obraz... Wynika to z tego, co miało nas rzekomo uleczyć z formalizmu, z twierdzenia, "że nie liczy się zewnętrzna forma, ale treść. " I twierdząc tak zapomnieliśmy, że człowiek potrzebuje zewnętrznej formy, bo jest słaby, bo bez niej gubi treść. Bo jak pisał kard. Ratzinger: "Gest cielesny jest jako taki nośnikiem duchowego sensu — adoracji, bez której sam gest byłby bezsensowny. Akt duchowy musi się ze swej istoty i ze względu na cielesno-duchową jedność człowieka wyrazić koniecznie w geście ciała." kard. Ratzinger. "Duch Liturgii" Oderwaliśmy materię od treści. I przez to słowo “treść” stało się pustą formą W nieuprawniony sposób uznano, ze jeśli coś nie jest wyrażane w słowach, to nie ma treści, to jest "pustą formą". Nie wzięto pod uwagę pozawerbalnego rozumienia rzeczy, które już w połowie XIX wieku Norwid nazwał w Promethidionie "postaciowaniem": W związku z powyższym właściwe uczestnictwo w Liturgii nie musi polegać na wyjaśnianiu wszystkiego w słowach, a odprawianie jej w nieznanym języku wcale nie oznacza niezrozumienia. Bo jak pisał ks. Romano Guardini: „Akt liturgiczny realizuje się już w samym oglądaniu czynności liturgicznych. Wierni, spostrzegając to, co się dzieje na ołtarzu, i wypowiadając słowa liturgii, nie tylko są widzami, ale już realizują akt religijny. Przeżyłem to kiedyś w katedrze w Palermo, kiedy namacalnie odczułem wielkie skupienie i uwagę, z jaką wierni godzinami śledzili przebieg liturgii Wielkiej Soboty nie zaglądając do tekstów, bez żadnych „wprowadzających” wyjaśnień. Samo przyglądanie się wiernych było już czynnością, uczestnictwem w realizacji świętych wydarzeń liturgicznych. Bo istota aktu nie zawiera się w wyjaśnieniu dodanym do gestów — że np. znaczy to to a to. Lecz gdy kapłan „wykonuje” czynność symboliczną jako akt liturgiczny a oglądający to wierni „odczytują” tę czynność, wtedy sens wewnętrzny zostaje odebrany w zewnętrznym wyrazie. W przeciwnym wypadku wszystko jest czystą stratą czasu i lepiej by było po prostu „powiedzieć”, o co chodzi. Symbol jest bowiem sam w sobie czymś cielesno–duchowym, wyrazem niewidzialnego w widzialnym.” Właściwe uczestnictwo wiernego w Liturgii, czy w ogóle religijność ma polegać na nakładaniu na codzienność Wzoru, który dany jest właśnie w Mszy Świętej, która jest uobecnieniem Męki Krzyżowej Wieczernika i zstąpieniem Niebios, Wieczności na ziemię. To nakładanie odbywa się za pomocą sposobów ukształtowania codziennych sfer życia. W zrozumieniu tego przeszkadzają jednak kolejne zjawiska doskonałe dogmatycznie wyrażenia werbalne mogą być tak samo jak i czyny pojmowane magicznie, albo jako substytut rzeczywistości dlatego też opozycja między wyrażaniem wiary za pomocą słowa, a za pomocą czynu, nie jest opozycją między wiarą magiczną, a niemagiczną, a tym bardziej między szczerością, refleksyjnością(rozumieniem) a powierzchownością. Bo słowo, to-owszem, wyszczególniony, reprezentujący całość rzeczywistości znaczącej na zasadzie metonimii-ale zawsze tylko rodzaj czynu. I tak samo jak każdy inny czyn może być rozumiane, przeżywane, albo powierzchowne, "puste", niezrozumiałe. I tak jak ono i inne rodzaje czynu mogą się stać materią kategoryzowania, wyrażania znaczeń, refleksji.
anonim2013.06.27 16:21
Klara- czy mogła byś zamiescić więcej i dłuższych cytatów? One z pewnością wiele wniosą do dyskusji. Z góry dziękuję:-)
anonim2013.06.27 16:26
Apologetyczny pisalam to juz kiedys patrzenie na chrzescijaństwo przez pryzmat obrzadku i litirgii rzymskiej to wielkie ograniczenie sa w swiecie koscioły starsze niz rzymskie kosciólm.in Maronicki, Koptyjski ,itd PIEKNA LITURGIA TEN SAM PAN W TRZECH OSOBACH >>nie badzcie zadufani i nie ograniczajcie PANA BOGA. troche wiecej otwarcia .
anonim2013.06.27 16:36
@HIac Starożytne opbrządki rosły organicznie i niełamały zasad o takich jak oprientacja i dostojność, czy skierowanie kapłana wraz z ludem w tym samym kierunku ku Krzyżowi. Nowe obrządki to jakieś klecenie, opierające sięna wymyśle kogoś, że te stare sięprzeżyły. NIe mogły sięprzeży! Duch Święty sprawiłzętyle czasu przetrwały i nie można podważaćtego BOskiego Autorytetu. Nie można twierdzić, zęnad tymi formami nie czuwał, a nad nowymi czuwa.
anonim2013.06.27 17:51
Nabi jeśli myślisz, że nie odróżniam sakramentu od innych rzeczywistości to się grubo mylisz - inicjacja o której piszę jest związana z sakramentem chrztu i to wprost - neokatechumenat polega właśnie na rozwoju łaski otrzymanej w tym sakramencie poprzez wykorzystanie praktyk wtajemniczenia stosowanych min. za czasów wspominanego przeze mnie Cyryla Jerozolimskiego łaskę tego sakramentu należy rozwijać bo w przeciwnym razie można ją zmarnować - bo tym było by wieczne potępienie osoby ochrzczonej
anonim2013.06.27 19:58
@chcący napisał: "Właściwe uczestnictwo wiernego w Liturgii, czy w ogóle religijność ma polegać na nakładaniu na codzienność Wzoru, który dany jest właśnie w Mszy Świętej, która jest uobecnieniem Męki Krzyżowej Wieczernika i zstąpieniem Niebios, Wieczności na ziemię. To nakładanie odbywa się za pomocą sposobów ukształtowania codziennych sfer życia. W zrozumieniu tego przeszkadzają jednak kolejne zjawiska." Pełna zgoda - tyle, że aby powyższe można było tak odbierać, trzeba mieć wiarę, wiarę w Boga żywego, doświadczać tego, że jest blisko, miłuje nas i otwierać się na Jego dary. Zeby tak być mogło, najpierw trzeba przyjąć Kerygmat, czyli autentycznie się nawrócić - formacja Drogi jest przeznaczona właśnie dla tych, którzy chociaż są ochrzczeni, do kościoła chodzą, ale tak naprawdę to kochającego nas Ojca nie POZNALI. Co do wrażenia, iż uczestnicy formacji neokatechumenalnej wynoszą się ponad innych, mają się za lepszych - może tak być, ludźmi przecież jesteśmy, nie aniołami. Może być tak, że "zielenina" z "neo" myśli, iż jest niewiadomo kim, ale to się zmienia z upływem czasu, czyli w miarę formacji. Często jednak bywa i tak, iż to osoby spoza Drogi fałszywie oceniają daną rzeczywistość, są przekonane, że już nie potrzebują się nawracać, widzą źdźbło w oku brata, belki we własnym oku nie dostrzegając. Nie rozumiejąc formacji "neo", oceniając powierzchownie np. Liturgię, krytykują niesłusznie, siejąc zamęt w Kościele. Ja bym powiedziała, że Drogę można przyrównać do wyprawy w góry, na bardzo trudny do zdobycia szczyt. Nie ma sensu sporządzać dokładnego planu szlaku, jaki musimy przejść, bo wyprawa zweryfikuje i tak nasze wyobrażenia. Osoby, które rezygnują z formacji neokatechumenalnej, a później wygadują o Drodze niestworzone rzeczy, to ludzie, którzy nie potrafili zaufać Panu i katechistom (przewodnicy wyprawy) - rwali się do przodu, bo: ambicje, przywiązanie do wspólnoty, itp. podczas weryfikacji nie byli szczerzy - to się nie mogło skończyć dobrze. Znowu porównam to do górskiej wyprawy. Grupa przeszła już sporo drogi, przewodnik mówi: przed nami bardzo trudny odcinek, kto osłabł nie zostanie w bazie, odpocznie i poczeka na następną grupę. Ja czuję, że gonię już resztkami siły, ale zgrywam chojraka, prężę się dumnie i zapewniam, że czuję się świeża, jestem mocna, ba mogę nawet pomóc ponieść komuś plecak. Idę i.. na którymś kilometrze spadam w przepaść. W jakimś wcześniejszym post' cie wyczytałam, że w Kanadzie ludzie z "neo" mają Trydentkę. Tak może być, dlaczegoż by nie. Przecież Msza w rycie trydenckim jest skarbem Kościoła. Prawdopodobnie są to osoby, które już przeszły wszystkie etapy Drogi i już nie potrzebują płynnego pokarmu, mogą się karmić stałym. 1 A ja nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jak do niemowląt w Chrystusie. 2 Mleko wam dałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni (1 Kor 3; 1-2) 11 Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. (1 Kor 13; 11)
anonim2013.06.27 21:13
Jako katechumen Kościoła Katolickiego zaangażowany w Drogę od 11 lat powiem tyle... Droga uczy miłości do tradycji, na kolejnych etapach wprowadza w różaniec, w modlitwę brewiarzową, w adorację Najświętszego Sakramentu, w oddanie się pod opiekę Maryji, to, że jacyś tam neoni dają do pieca to nie znaczy, że realizują drogę. To, że ktoś wyszedł z pobożności ludowej pokiereszowany bo widział pobożność w domu, a jednocześnie widział życie niezgodne z tą pobożnością to normalne, że jak trafi na Drogę to będzie kontestował taką pobożność, a gloryfikował Drogę, to się nazywa neofityzm. Tak samo jest z neofitami u tradsów... to, że kilku tradsów na Frondzie stwarza mylny obraz to nie znaczy, że tak jest z istotą tradycji. Znajdują kozła ofiarnego w postaci posoborowia i kontestują je uważając, że teraz to są na głębinach. I jedni i drudzy są po prostu niedojrzali i tyle. Natomiast bez względu na to gdzie jesteś czy tu, czy tam to jeśli żyjesz z Chrystusem to rozpoznajesz jego głos jak "owca" głos pasterza zna i sam Chrystus to potwierdza znakami. Jeśli dla kogoś rodziny wielodzietne, uratowane małżeństwa, powołania do seminarium i zakonne (dziewczęta idą do zakonów kontemplacyjnych, Droga nie ma przecież swoich zakonów), misje na całym świecie, jeśli to dla kogoś to herezja, to ja się pytam gdzie jest w takim razie ta osoba? Co robi konrketnie? Owoce poproszę... Do tego ktoś powie ok, owoce to i takie w sektach widać, otóż nie, bo różni się to tym, że owoc ten trwa. A znakiem jest to, że dzieje się to na łonie Kościoła w posłuszeństwie które jest ćwiczone i próbowane co dla niektórych jest niepojęte. Zbyt wielu ludzi i zbyt wiele owoców by ot tak powiedzieć sobie SEKTA, SKANDAL!, tak może mówić człowiek który nie wie jak to jest spotkać kogoś kto umarł, ale ŻYJE! i daje się zobaczyć w życiu w niego wierzących. W Faktach, a nie w teorii. Czy wizerunku kreowanym w internecie tudzież na Frondzie. Więcej powściągliwości w sądach, bo wszyscy jesteśmy z tej samej gliny, bez względu na to, czy jesteś w Neo (nie ma neo, jest Katechumenat Pochrzcielny Kościoła Katolickiego), czy jesteś w Opus Dei, czy jesteś miłośnikiem Tridentiny którą uważam również za piękną, ale nie odkrył by jej gdyby nie Droga, która mnie do Kościoła na nowo wszczepiła i o to chodzi, by najpierw dostać mleko, a później pokarm stały, wy gorszycie się, że niemowlaki nie jedzą schabowego. Więcej powściągliwości...
anonim2013.06.27 21:38
@dwa_l z tym "rozwijaniem" łaski to taka filozofia papieru toaletowego, który trzeba rozwijać, żeby używać. Łaska jest dana i tyle. Rozwijając łaskę chcesz poprawiać Pana Boga? Uważasz, że Pan Bóg daje coś szczątkowego, niekompletnego, co człowiek ma dopiero udoskonalić? I niech mi ktoś powie, że to nie trąci herezją - poprawiać dar Pana Boga - dobre!
anonim2013.06.27 21:40
@Chcący - przepraszam, źle zrozumiałem Twój wpis.
anonim2013.06.27 22:28
No cóż, do tej pory nie wypowiadałem się na temat neokatechumenatu (proszę zwrócić uwagę, że moje wpisy odnoszą się do treści artykułu, tego doktoratu i wpisów adwersarzy, a nie samego neokatechumenatu) z prostej przyczyny - nie wyrobiłem sobie nadal jednoznacznej opinii na jego temat. Zatem korzystam ciągle z tego co napisano w 1 Tes. 5, 21-22. Po prostu mam duży dystans i patrzę..., ale to nie oznacza, że nie mam własnych doświadczeń. Jednak wpis LoveDeathLife spowodował, że teraz odniosę się bazując na własnych doświadczeniach. Otóż z życia codziennego (sąsiedzi, praca, szkoła moich dzieciaków itp) znam i spotykam całkiem pokaźną liczbę członków neokatechumenatu. Na podstawie moich doświadczeń określiłbym tych ludzi jako dziwaków, ale w sensie negatywnym. Nie spotkałem jeszcze żadnego neokatechumena, który zachowywałby się naturalnie jak inni ludzie - zwykłe jest to "sztywniak", manifestujący ostentacyjne lekceważenia dla innych ludzi, swoisty rodzaj wyniosłości i pogardy z jednoczesną infantylnością intelektualną w zakresie choćby wiedzy religijnej. Nie spotkałem do tej pory żadnego neokatechumena, który były zwyczajnie uprzejmy, życzliwy, sympatyczny, odnoszący się z szacunkiem do innych ludzi, ale spotkałem aroganckich, opryskliwych i bardzo nieżyczliwych (czasem też wręcz źle wychowanych i chamskich). A dla mnie stosunek do drugiego człowieka jest ważnym wyznacznikiem tego kim ktoś jest ze szczególnym uwzględnieniem postaw jakie powinny cechować katolika. Z żadnym ze znanych mi neokatechumenów nie chciałbym się zaprzyjaźnić, ani nawet utrzymywać jakichś bliższych relacji koleżeńskich czy towarzyskich. Ich zachowanie przypomina mi krzyżówkę świadków Jechowy oraz faryzeuszy i uczonych w piśmie z okresu nauczania Jezusa. Dlatego jeśli już muszę z kimś z nich się kontaktować, to ograniczam się jedynie do kwestii służbowych, oficjalnych np. sąsiedzkich na poziomie minimum, a generalni omijam ich z daleka i nie mam ochoty na jakiekolwiek kontakty towarzyskie czy prywatne. Nic w zachowaniu i postawie znanych mi neokatechumenów nie pasuje mi do tego co kojarzy mi się z postawa katolicka, a nawet szerzej - chrześcijańską. Tak w telegraficznym skrócie wyglądają moje własne doświadczenia na co dzień w odniesieniu do katechumenów, których spotykam w moim otoczeniu. To ludzie "nie z mojej bajki" i wolę żeby byli ode mnie z daleka.
anonim2013.06.28 7:26
@LDL Dlatego też nie jesteśmy przeciwnikami DN jako takiej, tylko tych wypaczeń, które które w jakiśsposób były dla niej reprezentatywne i od który ch wielu członków drogi sięnie odcięło. WIelu członków drogi pokazuje je jako istotę. Wiesz, jaką ja mam propozycję? CO Ty na to?: http://misjakultura.blogspot.com/p/dialog-odnowy-z-tradycja.html http://misjakultura.blogspot.com/2013/06/zarosnieta-sciezka-ku-niebu-ludowa.html
anonim2013.06.28 7:51
"Osoby, które rezygnują z formacji neokatechumenalnej, a później wygadują o Drodze niestworzone rzeczy, to ludzie, którzy nie potrafili zaufać Panu i katechistom (przewodnicy wyprawy) - rwali się do przodu, bo: ambicje, przywiązanie do wspólnoty, itp. podczas weryfikacji nie byli szczerzy - to się nie mogło skończyć dobrze." A czy to nie jest owa pochopna ocena? Pamiętaj, że nie krytykujemy samej Idei DN. NAuki, które w praktyce były podstawądo kształtowania mentalności członków były zaś wątpliwe. NIe znając jeszcze wypowiedzi Kiko nt." religijnośći naturalnej" zauwqażyłem ,zęwielu ludzi widzi magię tam gdzie jej nie ma albo gdzie jej nie musi być: Rytuał to nie magia Rytuał to przekaz od ludzi do Boga. Dokładnie tak, jak modlitwa. I tak jak modlitwa, czy jak kontemplacja Ikon, jest on sposobem przypominania sobie Boskiego Porządku- , do którego człowiek powinien nieustanie powracać, bo przez grzech się od niego oddala. Jest niezbywalnym elementem religijności, czyli odwoływaniem się do Świętego Początku- Ponadczasowej Wieczności . Jest Znakiem. Jego zasadność tłumaczy się tym, że człowiek jest cielesny i dlatego potrzebuje cielesnych sposobów przypominania sobie Powinności, naprawiania tego, co w pogrzechowej rzeczywistości ulega zepsuciu, jałowieniu... W końcu to Msza Święta jest tym, czego wszystkie rytuały są skaleczonym cieniem i namiastką. Jest Rytuałem przez duże R. A więc rytuały przez małe r są potrzebne, bo pomagają zakorzeniać człowiekowi działanie Mszy Świętej w codzienności, we własnej pamięci i świadomości, by mogła ona podejmując decyzje przemieniać świat na Boży wzór. Ale niektórzy nazywają Mszę Świętą magią. Magia jest z punktu widzenia przynajmniej katolicyzmu zwracaniem się ku "tym, co się fałszywie za Boga podają i wiarą w moc własnych czynów- mimo, ze tylko Bóg ma moc. ) Ludowe rytuały zinterpretowane zostały przez wielu badaczy jako magia niezgodna z chrześcijaństwem. Chrześcijaństwo zaś krytykuje wszelkie praktyki,. które nazywa magicznymi. Trzeba wziąć pod uwagę, że nauki społeczne mogą mieć inną, szerszą definicję magii, niż chrześcijaństwo. Zaliczać więc mogą do niej często takie gesty jak wiara w moc wody święconej, czy gromnicy... i wiele innych rytuałów i wierzeń. Te zaś z punktu widzenia chrześcijaństwa są formą modlitewną zwracania się do Boga i kształtowania rzeczywistości podług Prawzoru przezeń ustanawianego, a to istota religijności właśnie- nie magia. Warto dodać, że poprawne dogmatycznie słowa mogą być tak samo jak i czyny pojmowane magicznie, albo jako wyręczyciele rzeczywistości. Z tego powodu przeciwstawienie między wyrażaniem wiary za pomocą słowa, a za pomocą czynu, nie jest opozycją między wiarą magiczną, a niemagiczną, a tym bardziej między szczerością, a powierzchownością. Bo słowo, to-owszem, wyszczególniony-ale zawsze tylko rodzaj czynu. I tak samo jak każde inne działanie może być rozumiane, przeżywane, albo powierzchowne, "puste", niezrozumiałe. Rytuały, to nie formalizm - to nie nierozumne, bezrefleksyjne, a więc i nieszczere rozumienie treści. Bo rytuały są z istoty swojej poszukiwaniem ostatecznego sensu i zakorzeniania w nim wszystkich elementów życia. Ostateczny Sens jest równy Świętości- Stworzycielowi-Bogu i Jego Woli, Porządkowi, który On Stworzeniu w akcie stwórczym, w swojej Myśli wyznaczył. Ten Porządek jest właśnie ustanowiony w owym mitycznym Początku. W Chrześcijaństwie zaś Chrystus staje się zakorzenieniem tego Początku w historii. Brak słów, to nie brak zrozumienia i szczerości wiary Nasze oceny kultury ludowej pochodzą z czasów, gdy była ona penetrowana i badane przez elity i przedstawicieli nauk. Wtedy też powstały kategorie, którymi posługujemy się dzisiaj, by je oceniać. Nie bierzemy pod uwagę, że wiele zarzutów wynikło z nieporozumień, z nieuwzględnienia tego, że nawet jak lud posługiwał się językiem przypominającym "pański", to podobne słowa i konstrukcje gramatyczne mogły znaczyć co innego. Z tego powodu problemy z dogadaniem się miały miejsce nie tylko pomiędzy warstwami społecznymi, ale i pomiędzy różnymi wioskami, czy nawet rodzinami i jednostkami. A co dopiero mówić o badaczach, czy zarządcach z odległych obszarów...Różnice kodów kulturowych są bowiem wielopoziomowe. Dlatego też zarówno chłopi mogli źle rozumieć panów udzielając im odpowiedzi na szybko- żeby coś powiedzieć, albo panowie źle rozumieli odpowiedzi chłopów. Panowie ci mogli być nieczuli na głębokie, wręcz mistyczne znaczenie gestów, zasad uporządkowania przestrzeni, czasu ubioru, czy relacji społecznych. Mogli myśleć, że jak ktoś nie umie słowami wyrazić dogmatycznej wiary, to znaczy, że nie zna jej treści. W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie. Może nawet rozumieć ją lepiej, niż ci, którzy posługują się w tym celu wyszukaną terminologią. Dlaczego? Różnica pomiędzy słowem ludu a słowem pisanym i uczonym jest ta, że lud myśli postaciami. A umiejętnik postacie do myśli swych dorabia. (...)Lud - ręczną pracą zdobywa wiedzę, i dlatego nie potrzebuję już tłumaczyć czemu on myśli postaciami: jużcić on tylko ciągle postaciuje, pracą plastyczną myśląc... Wykazałem więc, jaka jest różnica myślenia ludowego i przyczyna różnicy. Podobnie o tym aspekcie komunikowania i wyrażania treści pisali współcześni antropolodzy[1]: "Ludzie wychowani w kulturze zdominowanej przez przekaz ustny, jeśli nawet sami nigdy nie czytali Biblii, nieraz w sposób pełniejszy pojmują jej symbolikę, niż ci, którzy poznawali Biblię raczej za pomocą Pisma. Można to wytłumaczyć specyfiką ustnego przekazu, który charakteryzuje przewaga myślenia obrazowego nad pojęciowym, czy też syntetycznego nad analitycznym, przy czym to pierwsze stanowi naturalne środowisko symboliki religijnej „W folklorze tekst jest słabo zwerbalizowany. Główne idee obrzędu są bardziej jasne dla badacza z zewnątrz, niż dla samych uczestników, są one zawarte nie w słowach, lecz w formie- w gestach, działaniach, barwach i kształtach” Ostatni cytat mam ochotę poprawić zauważając, ze główne idee obrzędu są często niezauważane przez badaczy właśnie dlatego, że nie są przez lud wypowiadane. Natomiast lud często rozumie je bardzo dobrze, tylko nie potrzebuje ich wyrażać słowami. Dlatego badacz, który nie uwzględnia „postaciowania” myśli, że skoro badany czegoś nie umie wypowiedzieć, to tego nie rozumie. Wynika to z pochopnego założenia badaczy, że język naturalny(mówiony i myślany jako wyobrażenia dźwięków słownych) jest warunkiem pojawienia się myśli, jest wobec niewerbalnych sposobów myślenia pierwotny . Dlatego też biorąc pod uwagę fakt, że treści wyrażają się nie tylko za pomocą słów, że jak wskazuje doświadczenie- możemy coś wiedzieć- nie umiejąc tego wyrazić słowami, a jednocześnie zupełnie się nie stosować do pewnych zasad, i ich nie rozumieć, mimo iż umiemy je precyzyjnie zwerbalizować, uznałem powyższe kryterium refleksyjności wiary za zgubne. W związku z powyższym właściwe uczestnictwo w liturgii nie musi polegać wyjaśnianiu wszystkiego w słowach, a odprawianie jej w nieznanym języku wcale nie oznacza niezrozumienia. Bo jak pisał ks. Romano Guardini: „Akt liturgiczny realizuje się już w samym oglądaniu czynności liturgicznych. Wierni, spostrzegając to, co się dzieje na ołtarzu, i wypowiadając słowa liturgii, nie tylko są widzami, ale już realizują akt religijny. Przeżyłem to kiedyś w katedrze w Palermo, kiedy namacalnie odczułem wielkie skupienie i uwagę, z jaką wierni godzinami śledzili przebieg liturgii Wielkiej Soboty nie zaglądając do tekstów, bez żadnych „wprowadzających” wyjaśnień. Samo przyglądanie się wiernych było już czynnością, uczestnictwem w realizacji świętych wydarzeń liturgicznych. Bo istota aktu nie zawiera się w wyjaśnieniu dodanym do gestów — że np. znaczy to to a to. Lecz gdy kapłan „wykonuje” czynność symboliczną jako akt liturgiczny a oglądający to wierni „odczytują” tę czynność, wtedy sens wewnętrzny zostaje odebrany w zewnętrznym wyrazie. W przeciwnym wypadku wszystko jest czystą stratą czasu i lepiej by było po prostu „powiedzieć”, o co chodzi. Symbol jest bowiem sam w sobie czymś cielesno–duchowym, wyrazem niewidzialnego w widzialnym.” "Wyrazem takiej relacji segmentów Kosmosu jest I k o n a, która uobecnia metonimicznie w sobie to, co ją przekracza. Można powiedzieć, że symbolika i obrzędowość w kulturze ludowej "starała się" być Ikoną Boskiego Porządku, potrzebną człowiekowi, który bez "Świętych Znaków" o których pisał Romano Guardini ma problem z zapamiętaniem i odtwarzaniem Sensu- Logosu. Często antropologowie pisali, że ludy pierwotne mylą element znaczony ze znaczącym. Podobnie pisali o stosunku wierzących obrządku wschodniego do Ikony. Wg mnie badacze Ci nie dostrzegali, że w ocenianych przez nich sytuacjach chodzi o zasadę uobecniania(re-prezentacji), którą znali i opisywali, ale dostrzegali ją wybiórczo. Myślę, że taka błędna ocena wiary ludu, to wynik tego, że naukowcy i panowie nie umieli dostrzec, że chłop, traktuje kapliczkę jak samą Maryję, bo nie widzi w niej kapliczki, tylko za jej pomocą Maryję, a przez Maryję Boga. Taki sam problem był, gdy protestanci, czy wcześniej ikonoklaści krytykowali czczenie Obrazów. Nie, to nie było czczenie obrazów, tylko bardzo silna i właściwa relacja wobec symboli. Taka relacja jest wtedy, gdy ktoś ma jakąś rzecz, albo zdjęcie ukochanej osoby, która jest daleko. Wtedy patrząc na tą rzecz nie widzi jej, tylko osobę, którą ona przedstawia. Jak pisał Norwid: "Kto kocha, widzieć chce choć cień obrazu, Choć ślad do lubej wiodący mieszkania, Choć rozłożone ręce drogowskazu, Choć krzyż, litanii choć nawoływania, Choćby kamienną wieżę, w błyskawice Idącą - Boga by oglądać lice. * Bo Miłość strachu nie zna i jest śmiała, Choć wie, że konać musi, jak konała; Choć wie, że krzyżów za sobą pociąga Pułk, jak wiązanych arkad wodociąga, I że przypłynie krwią do kaskad wiecznych, Czerwieniejących w otchłaniach słonecznych. * I wszelka inna Miłość bez wcielenia Jest upiorowym myśleniem myślenia... Przedstawiciele owych elit przenieśli do naszej mentalności troskę, w wyniku której tępimy w sobie i w społeczeństwie te zachowania, które uznajemy mylnie za czczenie obrazów samych w sobie, za mylenie znaczonego ze znaczącym. Trujemy się lekiem na chorobę na którą nie cierpimy. Nie zauważamy, że dopiero ten lek wywołał tępioną przez nas chorobę. A gdy już wywołał, to bierzemy tego leku jeszcze więcej, myśląc że pomoże. Popadliśmy przez owo "leczenie" w znieprawienie wszelkich znaków. Spowodowało ono w nas, że skupiamy się na materialnych symbolach, że kontemplując piękno obrazu samego w sobie, nie wykraczamy poza ten obraz... Wynika to z tego, co miało nas rzekomo uleczyć z formalizmu, z twierdzenia, "że nie liczy się zewnętrzna forma, ale treść. " I twierdząc tak zapomnieliśmy, że człowiek potrzebuje zewnętrznej formy, bo jest słaby, bo bez niej gubi treść. Oderwaliśmy materię od treści. I przez to słowo “treść” stało się pustą formą. " KIko natomiast pisał tak: “Istniała epoka, w której chrześcijaństwo przeżywano na płaszczyźnie religijnej i magicznej, dziś natomiast wchodzimy w inną epokę i odczuwamy potrzebę przejścia do chrześcijaństwa przeżywanego w wierze, a nie w religijności naturalnej. Wyjść z religii, by wejść w wiarę” (s. 55). Wpisywał sięprzez to w owągrubą pomyłkę, w wylanie dziecka z kąpielą.
anonim2013.06.28 7:52
Ks. E.Skotnicki tak to formułuje: "Odnosi się wrażenie, że Kiko gotów do tej religijności naturalnej zaliczyć całą epokę od Konstantyna do Soboru Watykańskiego II. Bierze ją zresztą w nawias całej historii zbawienia (s. 53). Pojęcie religijności naturalnej w jego ujęciu utożsamia się niemalże z pojęciem religijności pogańskiej, w której dominuje kult bożków. Zarzuca się Kościołowi, że w ciągu wieków ulegał – z powodu braku katechizacji – takiej właśnie religijności (s. 54). Często zamiast określenia religia naturalna używa się w Neokatechumenacie słowa religijność lub religia (czyni to również sam Kiko) i to wprowadza wiele nieporozumień. Tym bardziej, że tych określeń z reguły używa się w sensie negatywnym, pejoratywnym. W świadomości wiernych takie pojęcia jak religia, religijność, także religijność naturalna, mają znaczenie pozytywne. Religijność naturalna jako wszczepiona w naturę ludzką przez samego Stwórcę jest przecież wartością pozytywną. Jakkolwiek sama nie wystarcza do zbawienia, gdyż konieczna jest łaska, to jednak nie można jej rugować czy lekceważyć. W konkretnym życiu nie łatwo rozgraniczyć religijność naturalną od życia wiary, można się wiec mylić w ocenie. Tymczasem padają jakże często apodyktyczne oskarżenia pod adresem ludzi wierzących i ich praktyk religijnych. Ocenia się je jak gdyby nie wykraczały one poza religijność naturalną. Stąd w Neokatechumenacie skłonność do utrzymywania, że dopiero wejście na Drogę neokatechumenalną wprowadza do życia nadprzyrodzonego, a to, co było przed wejściem na Drogę, nie liczy się"
anonim2013.06.28 9:23
Przeczytajcie sobie o 20 herezjach ,,apostoła Kiko" http://www.bibula.com/?p=69013
anonim2013.06.28 9:24
przeczytajcie sobie o 20 herezjach ,,apostoła Kiko" http://www.bibula.com/?p=69013
anonim2013.06.28 9:26
przeczytajcie sobie o 20 herezjach neosekty http://www.bibula.com/?p=69013
anonim2013.06.28 9:49
Z pewnością nie jest to duchowość dla mnie. Jedni wychwalają Drogę pod niebiosa, inni widzą w tym ruchu wcielenie antychrysta. Zapewne jedni i drudzy przesadzają - wszędzie pełno wariatów. Nie oceniając nikogo wolę trzymać się tego, co sprawdzone przez wieki. Zresztą - w mojej ocenie Kościół osiagnął już akme i następuje jego ziemski zmierzch.
anonim2013.06.28 14:11
Nabi nie chce poprawiać Pana Boga tylko wykonywać zadania jakie mi powierza coś mniej więcej jak w przypowieści o talentach radził bym bardziej po rybacku niż arystotelowsku
anonim2013.06.29 5:59
A ja wybieram wyłącznie po katolicku. Dar od Boga jakim jest łaska, o której piszesz, jest kompletny i doskonały, i nie ma potrzeby go poprawiać. Postępowanie wobec darów od Pana Boga rybacku, chłopsku czy jeszcze inaczej zostawiam tobie jeśli ci to odpowiada - każdy z nas ma wolny wybór.
anonim2013.06.30 16:45
@Nabi, wiesz na jaką cierpisz chorobę? Twój wpis to pokazuje, to co napisałeś o ludziach których spotykasz to prawie jak hitler o żydach. A tak na serio to jest taka prawidłowość, że to co w drugim tak bardzo nas paraliżuje, odstrasza, wręcz nie pozwala widzieć w nim drugiego brata w Chrystusie - no ty nawet koleżeńskich nie chcesz relacji nawiązywać, a co dopiero braterskich w Chrystusie, to co Cię tak bardzo blokuje to dokładnie ty sam i Twoje wnętrze które tak dokładnie widzisz dzięki innym ludziom (czyt. dziwakom z Drogi).
anonim2013.06.30 19:47
@LoveDeathLife, dzięki za ten głos. Mnie neokatechumenat jakoś podejrzanie pachnie mimo, że w mojej parafii wszyscy księża poza Proboszczem są po Redemptoris Mater i są niesamowitymi duszpasterzami. Cały czas wyrabiam sobie opinię. Na spowiedzi dwa razy usłyszałam, że mogłabym pójść na katechezy, ale coś mnie odrzuca. Przypuszczam, że to nie dla mnie, ale trudno jest mi sobie poradzić z jakąś niechęcią do neokatechumenatu.
anonim2013.07.1 6:38
@Annuszka "Podejrzanie pachnie" - podejrzliwość nie pochodzi od Ducha Bożego, natomiast roztropność i rozeznanie tak. Jeśli w sercu nie czujesz nie idź. Nie idź także dlatego, że ktoś Ci kazał. Poczytaj sobie o rozeznawaniu duchów Św. Ignacego Loyoli. Kolejna sprawa to taka, że patrzy się na FAKTY. To tak jak z Jezusem w scenie z uzdrowionym ślepcem od urodzenia. Człowiek uzdrowiony mówi "nie wiem czy jest grzesznikiem, wiem, że byłem ślepy, a teraz widzę" na co zostaje surowo skarcony bo im Jezus od początku nie pasował i żadne znaki tu nie grały roli. Jezus był Bogiem, ale pewni ludzie chcieli by to Bóg dopasował się do tego jak rozumieli Boga. Proste. Zawsze powtarzałem nie chodzić do Neokatechumenatu, nie robić nic na siłę, nikt nikogo nie zmusza, nikt nie jest gorszy jest tyle rzeczywistości w Kościele. Są ludzie którzy mają mentalność sekciarza i idą z taką entalnością do wspólnoty i faktycznie przeżywają ją jakby byli w sekcie. I to nie tylko w Neo, także tradsi są tacy. Należy patrzeć na to co mówi Kościół i na FAKTY. Pozdrawiam. ;) Trzymaj się