Irmina Antoszkiewicz dla Fronda.pl: Osoby w związkach niesakramentalnych nie są wykluczone z Kościoła! - zdjęcie
28.02.15, 11:30fot. sxc hu

Irmina Antoszkiewicz dla Fronda.pl: Osoby w związkach niesakramentalnych nie są wykluczone z Kościoła!

27

Portal Fronda.pl: Jaki cel przyświeca organizowanym przez Państwo rekolekcjom dla osób w powtórnych związkach po rozwodzie?

Irmina Antoszkiewicz:Widzimy ogromną potrzebę otoczenia opieką duszpasterską osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Trudną sytuację takich osób dostrzegał papież Jan Paweł II. W swojej adhortacji apostolskiej „Familiaris Consortio” z 1981 r., która powstała po synodzie na temat rodziny mówił: "Razem z Synodem wzywam gorąco pasterzy i całą wspólnotę wiernych do okazania pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie czuli się oni odłączeni od Kościoła, skoro mogą, owszem, jako ochrzczeni, powinni uczestniczyć w jego życiu. (...) Niech Kościół modli się za nich, niech im dodaje odwagi, niech okaże się miłosierną matką, podtrzymując ich w wierze i nadziei"... Nasze rekolekcje są prowadzone w ramach ruchu „Spotkania Małżeńskie”, i adresowane do małżeństw sakramentalnych i narzeczonych. Pomysłodawcą tej formy rekolekcji dla małżeństw sakramentalnych był hiszpański jezuita, ks. Gabriel Calvo, który w 1953 r. z grupą małżeństw opracował ich program. Potem ten program został rozpowszechniony w Stanach Zjednoczonych, a do Polski przywiózł tę koncepcję pan Stanisław Boguszewski. Po konsultacji z kard. Wojtyłą odbyły się rekolekcje próbne w 1977 roku w Laskach. Tę ideę następnie przejęli i zorganizowali kolejne rekolekcje dla małżeństw państwo Irena i Jerzy Grzybowscy i właściwie to oni opracowali program rekolekcji dla małżeństw i narzeczonych obowiązujący do dziś.

Ruch Spotkania Małżeńskie jest afiliowany przy Stolicy Apostolskiej. Na podstawie tego programu zostały w 1995 roku przygotowane rekolekcje dla małżeństw cywilnych po rozwodzie. Program ten został dopracowany przy naszym udziale w ciągu 20 lat ich prowadzenia. W ciągu tych lat przez nasz ośrodek w Warszawie przewinęło się ponad 350 par. Średnio każdorazowo w rekolekcjach bierze udział ok. 10 par. Odbywają się one dwa razy w roku, w Wielkim Poście i w Adwencie. Głównie z przyczyn pragmatycznych, bo wtedy najwięcej osób decyduje się na udział w rekolekcjach. Do tej pory rekolekcje dla małżeństw niesakramentalnych odbywały się tylko w ośrodku warszawskim, ale od czasu do czasu wyjeżdżaliśmy na występy gościnne do innych ośrodków. Prawie każda diecezja ma ośrodek formacji małżeństw, dlaczego liczymy, że po ostatnich nawoływaniach papieża Franciszka do otwarcia się na trudną sytuację tych ludzi, takie rekolekcje będą prowadzone również w innych diecezjach. W tym roku po raz pierwszy odbyły się w Bielsku Białej.

Na czym polegają spotkania?

Podobnie, jak w cyklu spotkań małżeńskich, są to warsztaty dialogu małżeńskiego. Spotkania zaczynają się kolacją w piątek wieczorem, a kończą obiadem w niedzielę. Zajęcia prowadzą animatorzy, czyli małżeństwa dzielące się świadectwem własnego życia oraz kapłan. Chodzi o to, aby uczestnicy rekolekcji przyswoili sobie pewne podstawowe zasady komunikacji, jak: słuchanie przed mówieniem, dzielenie się przed dyskutowaniem, rozumienie przed ocenianiem, no i nade wszystko – uświadomili sobie, jak ogromną wartość ma przebaczenie. Codziennie można wziąć udział we Mszy św.

[koniec_strony]

Czym różnią się rekolekcje dla małżeństw sakramentalnych od rekolekcji dla osób rozwiedzionych w nowych związkach?

Różnica polega na tym, że na spotkaniach dla par w związkach sakramentalnych wszystkie starania idą w kierunku pokazania ważności sakramentu małżeństwa, dążenia do scalenia tego małżeństwa, jeśli jest ono w kryzysie. Natomiast w czasie spotkań z osobami żyjącymi w związkach niesakramentalnych, podobnie jak z narzeczonymi - staramy się tych ludzi skłonić do refleksji nad decyzją, dlaczego chcą być dalej ze sobą, czy ich małżeństwo sakramentalne zostało rzeczywiście nieodwracalnie zniszczone i czy z tego że są razem może wyniknąć dobro? Staramy się wytrwale i cierpliwie kierować ich ku Panu Bogu, ze świadomością, że ostatecznie to Pan Bóg ich nawraca, nie my! I że kocha tak samo i syna marnotrawnego i jego porządnego starszego brata.

Jak przyjmowane są takie komunikaty?

Niektórym bardzo nie podoba się to, że pytamy, czy powrót do sakramentalnego małżeństwa jest możliwy. Jednak z tego, co wiem, część z odwiedzających nas par otrzymuje stwierdzenie nieważności sakramentu małżeństwa, czasami zapraszają nas na śluby. Według mojej wiedzy, na ok. 350 par które przez ostatnie 20 lat przewinęło się przez nasz ośrodek, tylko dwa związki postanowiły się rozejść.

Jednym z Państwa postulatów - jak można przeczytać w programie rekolekcji - jest pomoc osobom rozwiedzionym w odnalezieniu swego miejsca w Kościele. Czyli?

Te osoby mają swoje miejsce w Kościele od chwili Chrztu św., co jest bardzo wyraźnie podkreślone w adhortacji „Familiaris Consortio”. Te osoby są w Kościele, choć obowiązują je pewne ograniczenia. Trzeba im pomóc odnaleźć się w tej rzeczywistości, bo większość z nich uważa, że Kościół ich odrzucił, dlatego miewają bardzo niechętne nastawienie do księży, do Kościoła, do Pana Boga. Staramy się zmienić ich nastawienie, poszerzyć ich perspektywę.

Rozm. ed

Spotkania Małżeńskie (popularnie zwane Dialogami Małżeńskimi) są ruchem rekolekcyjnym mającym na celu pogłębianie więzi małżeńskiej, pomoc w lepszym i głębszym zrozumieniu się męża i żony oraz pełniejsze doświadczenie sakramentalnego wymiaru ich związku.

Komentarze (27):

anonim2015.02.28 12:04
Gdy słyszę o konieczności otoczenia "szczególną opieką duszpasterską" osób rozwiedzionych, żyjących w nowych związkach, natychmiast przypominają mi się smutne i żenujące obrazki. Oto człowiek (znaczący w mieście, dość wysoko postawiony) opuszcza żonę z trojgiem dzieci i ostentacyjnie zajmuje pierwsze miejsca w kościelnych ławach - zwłaszcza na mszach bardzo uroczystych, odprawianych przez biskupa, koncelebrowanych. Przychodzi oczywiście z nową partnerką, która śmiało patrzy wszystkim w oczy i rozsyła uśmiechy. To porzucona żona, jak się wydaje, przestała chodzić do kościoła. Może obawia się tam spotkać męża z kochanką. Ci dwoje, już po rejestracji cywilnej i już z dzieckiem, wydają się nie mieć żadnych kompleksów. Nie widać, by czuli się w Kościele odrzuceni. Pewnie pierwsi zgłoszą się na rekolekcje dla rozwiedzionych i otrzymają wsparcie duszpasterskie. Porzucona żona raczej na te rekolekcje nie przyjdzie. Została odrzucona przez męża i kto wie, czy nie czuje się odrzucona przez Kościół. Jest osobą skrzywdzoną i jej dzieci są skrzywdzone. Ostentacyjny grzesznik bryluje w wielu towarzystwach, daje ofiary na Kościół, a swoim zachowaniem daje wszystkim do zrozumienia, że niczego nie musi się wstydzić. To duszpasterstwo dla rozwodników to sprawa bardzo śliska. Po co dzielić grzeszników na rozwodników, homoseksualistów i złodziei? Zresztą o duszpasterstwie dla złodziei nie słyszałam. Takiego duszpasterstwa nie ma, bo nikt by nie przyszedł. Czy mamy rozumieć, że cudzołóstwa należy się wstydzić mniej???
anonim2015.02.28 12:18
+++
anonim2015.02.28 12:18
http://natemat.pl/134723,kosciol-wystawi-calun-turynski-ekskomunika-za-aborcje-moze-zostac-uchylona#comments-134723
anonim2015.02.28 12:19
Czemu nigdzie na frondzie o tym nie przeczytasz? http://natemat.pl/134723,kosciol-wystawi-calun-turynski-ekskomunika-za-aborcje-moze-zostac-uchylona#comments-134723
anonim2015.02.28 12:43
1. Jakie są owoce rekolekcji dla rozwodników w powtórnych związkach małżeńskich? 2. JPII pisał o okazaniu pomocy rozwiedzionym, nie - o pomocy rozwiedzionym w powtórnych związkach. 3. W jaki sposób w Polsce otacza się "szczególną opieką duszpasterską" osoby rozwiedzione (czy - porzucone), które trwają w czystości i wierności sakramentowi małżeństwa?
anonim2015.02.28 12:45
@Mamucha Pełna zgoda.
anonim2015.02.28 12:48
"W ciągu tych lat przez nasz ośrodek w Warszawie przewinęło się ponad 350 par". To rzeczywiście dużo. Ile z tych "par" w wyniku nauk rekolekcyjnych wyrzekło się cudzołóstwa, powróciło do prawowitych małżonków, lub choćby zadeklarowało życie w czystości?
anonim2015.02.28 13:16
Zgadzam się z opinią Mamuchy , tym bardziej, że mam też doświadczenia praktyczne z osobami porzuconymi, których "druga połowa" znalazła sobie kogoś innego i ..brylują razem w "duszpasterstwie" związków niesakramentalnych. I rzeczywiście - przez wiele lat osoby porzucone - choć nikt tego głośno nie powiedział i nie powie, to w praktyce są wykluczane z duszpasterstwa jako takiego - po prostu "nie istnieją", pomimo, że są zdolne do pełnego uczestniczenia w sakramentach i życiu Kościoła w pełni i często dużo bardziej potrzebują wsparcia niż ktokolwiek inny... a dopiero od niedawna, po wielu podobnych komentarzach, artykułach łaskawie w paru największych miasta utworzone zostały oddziały Sychar i porzuconych - czyli już skrzywdzonych złączono z tymi co przeżywają kryzys w małżeństwie (kolejna kpina, choć i tak lepiej niż jak kiedyś próbowano ich wkomponować z niesakramentalnymi). Zastanawia mnie niesamowita konsekwencja duchowieństwa w tym, żeby najpierw pomijac i ignorować, jak się nie dało to poniżać i upokarzać, a jak i tego już się nie dało to choć zleceważyć robiąc coś na "odczep się" w stosunku do porzuconych... No bo czymże jest to przyłączanie porzuconych do małżeństw w kryzysie 1 porzuceni nie są w żadnym kryzysie małżeńskim, tylko zostali okrutnie skrzywdzeni, a mimo to nie idą na łatwizne i są wierni przysiędze... 2. ciekawe jak sobie wyobrażają tacy organizatorzy z Sycharu samotnego ojca czy matę z dziećmi, pracą obowiązkami i ...jeszcze dojeżdżającego 80 czasem ponad 100 km do większego ośrodka, po to tylko żeby przez godzinę-dwie posiedzieć i posłuchać o problemach małżeństw w kryzysie - a potem jeszcze czeka ich powrót do domu... No! ale niech ktoś powie teraz, że Kościół nie ma dla porzuconych żadnej oferty wsparcia...prawda?
anonim2015.02.28 13:29
To bardzo trudny problem, nie tylko z perspektywy wiary, dlatego dobrze, że sa miejsca i ludzie, gdzie się go podejmuje. Tak, naprawdę, wcale nie jest łatwo go "ugrźć" w taki sposób, żeby ostatecznie zrobić tzw. "dobra robotę", dlatego rozumiem, ze nie wszystkie próby podejmowania tematu "rozwodników w Kościele" można uznac za idealne, byle tylko stale zmierzać w dobrym kierunku. @Mamucha słuszne spostrzeżenia, jednak dobrze prowadzone duszparsterstowo dla tej grupy osób powinno uwzględnić także i takie problemy. Nie widzę mozliwości dotarcia do sumień krzywdzicieli i udzielenia wsparcia pokrzywdzonym (wszelakiego rodzaju wsparcia) bez stworzenia dla nich w Kościele osobnej przestrzeni, dajcej szansę na pojawienie się oczekiwanych zmian w ludziach i ich relachach z Bogiem i innymi.
anonim2015.02.28 13:42
@ Nabi ja myślę, że o tym, coś funkcjonuje tu czy tam decyduje fakt czy znalazł się ktoś, kto miał na to "coś" jakiś pomysł i kto zająl się zorganizowaniem, a potem ewentualnym poprowadzeniem tego czegoś. Wszystko to wymaga idei, zaagangazowania, czasu, wysiłku, ale tez i kompetencji, wiedzy, doświadczeń, zasobów, itp. Jeśli brakuje nam czegoś, czego nie ma, moze to znak, że powinnismy się zabrać za tworzenie tego lub przynajmniej, za uruchomienie akcji propagowania tego, żeby zainspirowac jakiś ludzi czy organizacje? skoro znasz temat, masz w tej kwestii swoje zdanie, wiesz, co byłoby wskazane, a co nie, to dlaczego tego nie zaczniesz sam organizować, chocby w mikroskali, w swoim najbliższym otoczeniu? Jaki sens ma krytykowanie czegos, co robią inni, przecież żadna z ludzkich inicjatyw nie bedzie nigdy idealna, ta Twoja pewnie też, ale błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi. Hm, czekam na wersje Nabiego, ale zrealizowaną w praktyce. Zaznaczam, że nie należę do Syharu, ani do zadnej, podobne społeczności...
anonim2015.02.28 13:44
* ... o tym, czy coś funkcjonuje (...)
anonim2015.02.28 14:17
@anima Nie ma żadnej mojej inicjatywy w zakresie, o którym mówimy i nie będzie. To czym pisałem (przepraszam - szczegółów nie wolno mi podawać - tajemnica..hm nazwijmy służbowa) to niejako prywatny "produkt" uboczny tego czym się zajmuję zawodowo. Po prostu - niestety- nie wytrzymałem w kilku przypadkach widząc cierpienie i...opuszczenie szeroko rozumiane-społeczne, w tym duszpasterskie osób porzuconych, i to moje "niewytrzymanie" - fakt, uchybienie zawodowe - normalnie nie ulegam tego rodzaju "emocjom", zaowocowało, że po prostu prywatnie zacząłem udzielać wsparcia na poziomie podstawowym w kilku takich przypadkach. Ot takie wsparcie typu "od dobrego znajomego" czy "od dobrego sąsiada" - akurat we wszystkich dotyczyło to mężczyzn (tak się złożyło - czysty przypadek). Ale efekt był taki, że narodziło się moje nowe "hobby" czy raczej zainteresowanie problematyką... Księża na próbę tylko rozmowy o problemie w parafii (najpierw mojej, potem innych) momentalnie nie mieli czasu, byli straszliwie zajęci nadmiarem obowiązków, albo po prostu ..uciekali, jeden wskazał Sychar w sąsiedniej miejscowości - 80 km... po czwartej parafii dałem sobie spokój. Oczywiście w trzech z tych czterech - jak potem się dowiedziałem - działają duszpasterstwa związków niesakramentalnych... Nie mieszkam w jakieś maleńkiej miejscowości - moje miasto kwalifikowane jest jako niewiele ponad 200 tys. mieszkańców i około 22 parafie. Co mają powiedzieć ci w mniejszych miejscowościach...?
anonim2015.02.28 14:31
I tytułem uzupełnienia dla animy napisałaś: "Wszystko to wymaga idei, zaagangazowania, czasu, wysiłku, ale tez i kompetencji, wiedzy, doświadczeń, zasobów, itp." Nie, nie wymaga - wystarczy odrobina dobrej woli i katolickiej miłości bliźniego... Moja pomoc tym ludziom polegał tylko na wzmocnieniu, potwierdzeniu tego co wiedział - wystarczyło, że takiemu powiedziałem: "Nie chłopie, nie jesteś frajerem, nie jesteś naiwniakiem i nieudacznikiem, właśnie ten wybór świadczy, że zachowałeś się, wybrałeś jak należało, jak mężczyzna, który nie rzuca słów na wiatr, a co dopiero przysięgę - wybrałeś jak mężczyzna, jak Katolik, zachowałeś się jak człowiek poważny i dojrzały" i...wystarczyło, człowiek nie potrzebował więcej, podniósł głowę, przeszła depresja - okazało się, że wystarczyło proste potwierdzenie, akceptacja jego wyboru - on wiedział to co mu powiedziałem, ale potrzebne było, żeby ktoś mu to wyartykułował - o ileż większa byłoby wymowa i siła tych słów, gdyby powiedział je kapłan i dodał - będę się modlił za ciebie.? Ale kapłan woli pomyziać się z konkubinatami, pożartować, popodjadać ciastek, wypić kawkę, pogłaskać po główkach - "nie jesteście tacy źli, no tak, człowiek jest słaby, musicie się starć, ale jesteście ok... i wrócić sobie na plebanie i obejrzeć mecz...
anonim2015.02.28 16:42
@Mamucha W sumie racja ale nie sądzę aby na dłuższą metę ten mąż z kochanką bywali często w kościele. Coś w stylu na pokaz a później to już samo życie i odejście od KK. Kobieta porzucona samotna w KK będzie się czuła bardzo dobrze. Tak zauważyłam. Znam parę, która żyje bez ślubu, chodzi do KK ale jest bardzo zbuntowana w wielu sprawach w których nie powinna jako wierząca. Ksiądz ich często odwiedza i z tego co wiem to są zawsze miłe rozmowy. Nigdy żadnego ganienia. Znam tez osobę, którą zostawił mąż dla innej i ona choć ciągle płacze gdy o nim mówi to bardzo odnalazła się w kościele. Wiem, że Kościół jej bardzo pomógł. Co do rekolekcji dla małżeństw niesakramentalnych to jakieś dziwactwo, które nie słyszałam aby komuś pomogło. Nie słyszałam ani jednego świadectwa takich ludzi.
anonim2015.02.28 17:00
@ Nabi - to świetna sprawa skutecznie pomóc, gdy nadarzy się okazja, ale nie byłoby źle zrobic coś dla większej liczby osób, jeśli ma się do tego "dobrą rękę". I to nie jednorazowo, tylko w sposób permanentny, a to już wymaga tego wszystkiego, co napisałam (prowadzenie "głupiego" forum wymaga już takich wielorakich zasobów, bo szybko te open-source'owe" przestają wystarczać. Nabi, jeśli Ci to wychodzi, nie lekceważ swojej roli w tym obszarze, bo w nim mało komu wychodzi (można się wymadrzać, co ktoś powinien zrobić, lecz zwykle rodzi to bunt i opór, a wtedy rośnie nasza odpowiedzialność za zniechecenie tego kogoś do dobrej zmiany). Czyli, reasumujac, rusz, Nabi ten temat w jakiejś mniej jednostkowej formie, bo brakuje takich, co potrafią dobrze wspierać innych na trudnej drodze życia zgodnego z wiarą wtedy, gdy jest to dla nich skrajnie trudne :)
anonim2015.02.28 17:10
anima mówimy o duszpasterstwie i jak sama nazwa wskazuje- to zadanie dla duszpasterza,którym nie jestem i nie będę. Mam swoje zadania, zgodnie z kwalifikacjami, kompetencjami (może nawet w jakimś sensie powołaniem do tego co robię, czym się zajmuję) A kwestie, o których pisałem widzę niejako z boku, to nie moja rola...ale rola, powinność i może nawet obowiązek moralny tych, których krytykuję
anonim2015.02.28 17:28
Nabi, pewnie masz rację, ale nie wyobrazam sobie dobrego duszpasterstwa bez pomocy świeckich. Sami duszpasterze nie są w stanie zroumieć dobrze problemów ludzi o, nazwijmy to, specjalnych potrzebach, bez moderującej roli innych świeckich. To dlatego mogą miec skłonność do (myślę o duszpasterzach) do wyboru mało adekwatnych, często skrajnych strategii, co czynią zapewne w dobrej wierze, jednak dobrze jest "znac życie", gdy się pracuje z ludźmi.
anonim2015.02.28 18:15
No jeżeli pożartowanie i "przygłaskiwanie" tych, o których katechizm mówi jako o żyjących w t r w a ł y m i p u b l i c z n y m c u d z o ł u s t w i e utwierdzanie ich w tym okazując, nawet niewerbalnie, akceptację, a ignorowanie (czasem upokarzanie poniżanie, a ostatnio lekceważenie...a moim zdanie czasem szyderstwo - jak w przypadku tych dojazdów) tych, którzy pomimo skrzywdzenia podjęli trud wytrwania i dotrzymania przysięgi, zobowiązań... nazywasz "...strategią, co czynią zapewne w dobrej wierze,..." to ja dziękuję za taka "strategię" - ja to nazywam grzechem ciężkim zaniedbania Napisałaś: "Sami duszpasterze nie są w stanie zroumieć dobrze problemów ludzi o, nazwijmy to, specjalnych potrzebach" -no nie róbże z księży debilów - to są ludzie z wyższym wykształceniem humanistycznym co najmniej pedagodzy, czasem psycholodzy, czasem z innymi specjalnościami - i co? na marsie żyją? jak ucieka taki jeden z drugim nie chcąc nawet słuchać, bo domyśla się o czym będzie mowa, to chcesz mi powiedzieć że to nieświadomy życia ani niczego osesek?? no dajże spokój, to argumentacja poniżej poziomu przeciętnie inteligentnego gimnazjalisty...
anonim2015.02.28 19:17
Niestety praca w moim zawodzie nauczyła mnie, że jest tak jak napisałam. Co z tego, że Ty masz określone oczekiwania (jest norma - trzeba ja bezwzględnie respektować), kiedy to, co wpływa na zachowanie ludzi jest bardziej skomplikowane i to im nie zawsze wychodzi albo wychodzi inaczej? A czy Twoja odmowa zajęcia się czymś potrzebnym, bo "masz juz swój zawód, a nawet misję" nie może być potraktowana w oczach Boga również jako grzech zaniedbania? alez oczywiście, że może, tylko, że co do naszych postaw zawsze mamy nadzieję na zaznanie miłosierdzia, podczas, gdy chodzi o innych, to koniecznie powinna być to Sprawiedliwość. Co do strategii, to, oczywiście może być ona również i grzechem, pod warunkiem, że jest ona zastosowana świadomie i dobrowolnie, a z tą świadomością nie do końca jest tak, że ma ona miejsce. Nic tu nie ma do rzeczy, czy ktos studiował czy nie, a psycholodzy czasem sa, a częściej takowych nie ma. Nie znam tamtej sprawy i pisałam ogólnie o duszpasterstwach, jeśli miałeś jakiś zwiazek z tamtymi ludźmi, to trzeba było im to uswiadomić, jakiż problem? niestey, ludzie nie zdają sobie sprawy z wielu rzeczy, pomimo wykształcenia. Ma to związek min. z niedoborami empatii, ale to tak jak z niedowidzeniem, okularów potrzeba. Dlaczego nie jesteś okularami dla tych, co niedowidzą?
anonim2015.02.28 19:50
@Tonia "złodziejom, nawet notorycznym, nie odmawia się sakramentów" Myli się pani. Notoryczny złodziej, który szczerze nie żałuje za grzechy i który w czasie spowiedzi powie, że zamierza kraść dalej - z całą pewnością nie dostanie rozgrzeszenia. Bez rozgrzeszenia nie można przystąpić do Komunii świętej. Jeśli grzesznik pomimo braku rozgrzeszenia, czyli bez łaski uświęcającej przystępuje do Komunii świętej - ryzykuje swoje zbawienie: " Przyjęcie Ciała Twego, Panie Jezu Chryste, które ja niegodny spożywać się ośmielam, NIECH MI NIE WYJDZIE NA SĄD I POTĘPIENIE, lecz z dobroci Twojej niech mi posłuży ku obronie i uzdrowieniu duszy i ciała. który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen”.
anonim2015.02.28 20:16
anima Ty chcesz mnie rozliczać w imieniu Boga..??? No, no tylko pogratulować... Znam tylko jedno stworzenie o takim poziomie pychy, ale to stworzenie otrzymało od Boga prawo bycia oskarżycielem dla człowieka - czyżby Ty też? Zaczęłaś rozmowę rozumnie i starałem się poważnie Ci odpowiadać, ale ten Twój wpis pokazał, że przeszłaś na poziom niepoważny i nie można Cie traktować poważnie...
anonim2015.02.28 20:20
A co do Twoich słow: "Ma to związek min. z niedoborami empatii..." empatia to ateistyczny substytut mający zastąpić katolicką miłość bliźniego, ja wole oryginał - miłość bliźniego niż najróżniejsze substytuty.
anonim2015.03.1 11:53
To jest bez sensu! Rozwodnicy w nowych związkach albo przestaną cudzołożyć albo są w grzechu przeciw Duchowi Świętemu.
anonim2015.03.1 14:06
Ja też nie mam jakoś współczucia dla rozwodników w powtórnych związkach . Znam takiego, co żona go zdradziła, mieli (on z żoną) wspólne dziecko, on był skrzywdzony ale kilka lat sam, jednak w tym czasie spotykał się z różnymi kobietami. Sakramentalna zona w końcu chciała wrócić a on nie przyjął jej i załatwił sobie sądowy zakaz zbliżania się żony do niego, następnie zawarł z inną kobietą związek cywilny zrobił sobie nowe dziecko i teraz....stara się o stwierdzenie nieważności pierwszego małżeństwa (bo cywilnej żonie zależy na kościelnym ślubie) a cywilna żona obgaduje tą sakramentalną jaka ona głupia, że chciała wrócić do niego po zdradzie. Ludzie to są jakieś kpiny z tymi niesakramentalnymi!!!!
anonim2015.03.2 8:55
@Tonia A kto tu kogo osądza? Jest stwierdzenie faktów - według nauki Kościoła: - powtórny związek cywilny to nie małżeństwo, - cudzołóstwo jest grzechem ciężkim, - nie można przystąpić do Komunii św. trwając w grzechu ciężkim (bez rozgrzeszenia). A jeszcze, co do osądzania - radzę się zapoznać: https://www.fronda.pl/a/bat-na-katolikow-nie-osadzaj,34906.html "Kiedy Papież Franciszek mówi o miłosiernym sądzeniu lub o nie osądzaniu (tj. potępianiu) w ogóle – wychodzi od długoletniej chrześcijańskiej tradycji, która rozróżnia pomiędzy osądzaniem uczynków – co wszyscy chrześcijanie powinni czynić zarówno jeśli chodzi o własne życie, jak i życie bliźnich, których powołani jesteśmy kochać w Prawdzie – a osądzaniem wewnętrznych motywów działania ludzi – co jest domeną wyłącznie Boga".
anonim2015.03.2 13:15
@Tonia "zdania biskupów w tej sprawie są podzielone" Zdania biskupów zazwyczaj są podzielone. Natomiast nauka Kościoła jest jasna i nie zmienia się od wieków: "KKK 2380 Cudzołóstwo. Słowo to oznacza niewierność małżeńską. Gdy dwoje partnerów, z których przynajmniej jeden jest w związku małżeńskim, nawiązuje stosunki płciowe, nawet przelotne, popełniają oni cudzołóstwo. Chrystus potępia cudzołóstwo nawet w postaci zwykłego pożądania (Por. Mt 5, 27-28). Szóste przykazanie i Nowy Testament bezwzględnie zakazują cudzołóstwa (Por. Mt 5, 32; 19, 6; Mk 10, 11; 1 Kor 6, 9-10). Prorocy ukazują jego ciężar. Widzą w cudzołóstwie figurę grzechu bałwochwalstwa (Por. Oz 2, 7; Jr 5, 7; 13, 27). KKK 2381 Cudzołóstwo jest niesprawiedliwością. Ten, kto je popełnia, nie dotrzymuje podjętych zobowiązań. Rani znak przymierza, jakim jest węzeł małżeński, narusza prawo współmałżonka i godzi w instytucję małżeństwa, nie dotrzymując umowy znajdującej się u jego podstaw. Naraża na niebezpieczeństwo dobro rodzicielstwa ludzkiego oraz dzieci, które potrzebują trwałego związku rodziców. Rozwód KKK 2382 Pan Jezus podkreślił pierwotny plan Stwórcy, który chciał nierozerwalności małżeństwa (Por. Mt 5, 31-32; 19, 3-9; Mk 10, 9; Łk 16, 18; 1 Kor 7, 10-11). Znosi pobłażliwość, która przeniknęła do Starego Prawa (Por. Mt 19, 7-9). Między ochrzczonymi "małżeństwo zawarte i dopełnione nie może być rozwiązane żadną ludzką władzą i z żadnej przyczyny, oprócz śmierci" (KPK, kan. 1141)" "wbrew temu, co się ewidentnie wydaje polskim biskupom, cudzołóstwo nie jest jedynym grzechem ciężkim". To wiemy wszyscy. Problemem jest raczej to, że niektórzy woleliby uznać, że cudzołóstwo grzechem nie jest.
anonim2015.03.3 16:33
Z artykułu wynika, że na rekolekcjach dla niesakramentalnych traktuje się takie osoby jak prawowite małżeństwa, uczy się ich właściwej komunikacji, itp. No, ludzie, o co tu chodzi? Dlaczego nie wzywa się ich do nawrócenia = zerwania z grzechem, tylko pomaga się im żyć w grzesznym związku? Ci, co organizują takie rekolekcje, razem z kapłanem, mają udział w grzechu cudzym, pomagają grzesznikom trwać w grzechu. Zgroza.