Dzisiaj koniec świata i sąd! - zdjęcie
18.11.15, 15:01

Dzisiaj koniec świata i sąd!

11

Ks. Dariusz Piórkowski SJ

 
„W owe dni, po tym ucisku, słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba. A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo! Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” 
(Mk 13, 24-32)
 
Na co my dzisiaj czekamy? 

Na podwyżkę, lepszą pracę, dyplom magistra, na święta? Czy w naszym życiu jest jeszcze miejscena nieprzewidywalność? A może myślimy, że wszystko da się zaplanować i zabezpieczyć? Czy na co dzień z utęsknieniem wypatrujemy przyjścia Chrystusa? Jakie uczucia budzi w nas myśl o naszej śmierci? Czy rodzi w nas tęsknotę za Bogiem?
 
O końcu świata raczej nie dyskutuje się dzisiaj w talk show. Dawniej wykorzystywano go do straszenia Bożym gniewem i sądem – jakby w chrześcijaństwie chodziło jedynie o moralność. Dzisiaj temat ten spowija milczenie. A Jezus wyraźnie mówi, że taki dzień na pewno nastąpi. No właśnie, czy chodzi tutaj jedynie o jakiś dzień?
 
Zwróćmy najpierw uwagę, że zdaniem Jezusa koniec nie nadejdzie w momencie, kiedy ludzkość osiągnie dojrzałość. Będzie dokładnie na odwrót. Chaos, rozpad, gwałtowne zmiany w kosmosie, wojny, kataklizmy, prześladowania. Bóg zbliża się ku nam właśnie wtedy, kiedy wszystko się wali.
 
Ale rzecz dziwna. Przecież te straszne rzeczy dzieją się już od przeszło 2000 tysięcy lat, a Chrystus nie przyszedł na ziemię. O jaki więc koniec może tutaj chodzić? Te znaki wskazują raczej na niezmienny stan świata. Ten chaos przywołuje Boga – Jego stwórczą moc. Świat i człowiek domaga się Bożej interwencji, bo sam z siebie nie może się uporządkować. Na nasze szczęście Bóg przychodzi, aby stwarzać i odnawiać. I to jest pierwsza radosna nowina z dzisiejszych czytań. Skoro te znaki są w historii obecne niemal na okrągło, a nie znamy daty końca świata, to musimy czuwać nieustannie.

Opadnie zasłona...
 
Ponadto Ewangelia mówi, że w „owym dniu” Jezus zgromadzi wokół siebie wybranych, czyli przyciągnie do siebie tych, którzy szli Jego śladami. Na końcu świata nastąpi upublicznienie dobra. Opadnie zasłona, które nam je przesłaniała. Wówczas ujawni się to, czego nie zauważaliśmy, całe dobro, owoc Bożego działania w ludzkich sercach, które dzieje się teraz. A to znaczy, że Jego uczniowie musieli wcześniej doświadczyć przemieniającego działania Boga.
 
Śledząc wiadomości w mediach można odnieść inne wrażenie. Czy nie narzuca nam się raczej to, co złe, chore, obolałe, grzeszne? Jeśli trup się nie ściele, to żadna wiadomość. Ale czy to oznacza, że nic dobrego się nie wydarza? Czy dziennie miliony ludzi nie pomagają innym milionom? Czy ludzie sobie nie przebaczają? Czy ojcowie i matki nie przytulają swoich dzieci? Dlaczego tak trudno to zauważyć? Dlaczego zło wydaje się atrakcyjniejsze?. Zło szuka rozgłosu, bo tylko dzięki temu może panoszyć się na tym świecie. Nie ma nic innego do zaoferowania. Dobro jest ukryte.

Sąd dokonuje się już teraz
 
W najstarszych Ewangeliach św. Marka i Mateusza Jezus mówi o swoim bliskim przyjściu. Chce przez to powiedzieć, że Bóg działa teraz, że trzeba się zdecydować, zająć stanowisko. Perspektywa odległego końca paradoksalnie może nas usypiać, zwalniać od odpowiedzialności. Dlatego w najmłodszej Ewangelii św. Jana nie ma już ani słowa na temat końca świata. Jan pisze, że sąd dokonuje się już teraz, życie wieczne już jest naszym udziałem, już się rozstrzyga nasza przyszłość. W tym sensie koniec świata to nie będzie coś zupełnie nowego. Jego istotą będzie dopełnienie tego, czego Bóg w nas dokonuje, przy naszej współpracy.
 
Tak naprawdę koniec świata już się rozpoczął z chwilą śmierci i zmartwychwstania Chrystusa i trwa do dzisiaj. Bóg teraz „czyni wszystko nowe”, chociaż tego nie widzimy. Przychodzi do nas i działa nieustannie.
 
Koniec jest zawsze początkiem. Żeby powstało coś nowego, stare musi zostać zniszczone lub przeobrażone. Rozwój w życiu to przeplatanie się końca i początku.

Dla wierzącego prawdziwym końcem świata i początkiem nowego jest chrzest. Bóg przyszedł do nas zagubionych, pogrążonych w chaosie, aby nas odnowić. Nie przyszedł do doskonałych. W chrzcie rodzimy się na nowo. Dlatego chrześcijanin może wypowiedzieć szokujące zdanie: „Teraz zaś już nie ja żyję, żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20). Od tego momentu Chrystus kształtuje człowieka: jego istotę, ciało, duszę, jego myśli, uczucia, jego miłość, siły i zdolności. Stary człowiek obumiera, podczas gdy nowy wzrasta. Ale ten nowy człowiek jest „niewidzialny” jak pisze św. Paweł, a jego odnowa nie dokonuje się automatycznie, za kiwnięciem palca. Chrzest to nie jest hokus pokus. Nasze dojrzewanie do nieba trwa całe życie. Ale jak ono wygląda?

Bóg przychodzi w sposób niewidzialny
 
Zapytajmy się, czy w naszym codziennym życiu, pracy, relacjach, psychice nie przeżywamy różnego rodzaju kataklizmów, wojen, konfliktów, wstrząsów? Czy nie czujemy się czasem zdruzgotani, kiedy cały nasz świat wewnętrzny, to, w co wierzyliśmy, rozsypuje nam się w drobny pył? Czy nie prześladują nas różne lęki, opory, kompleksy, nieżyczliwi ludzie? Nasze życiowe „kataklizmy” to jest ów „ucisk”, który może być okazją do wzrostu, chociaż nam się wydaje, że wszystko się rozpada. Bóg przychodzi w sposób niewidzialny zwłaszcza wtedy, gdy jest nam źle. Można powiedzieć, że dopiero wtedy może swobodniej przeprowadzić operację naszego wnętrza. W taki sposób doświadczamy końca świata, który trwa do naszej śmierci.
 
Kazimierz Dąbrowski, zmarły przed laty psycholog, pisał, że człowiek nie rodzi się w gotowej postaci, musi być tworzony przez całe życie. Zasłynął on z teorii tzw. dezintegracji pozytywnej. W skrócie mówiąc, oznacza ona pewien proces przechodzenia od jednego etapu rozwoju do kolejnego. Aby przejść z dzieciństwa do dorosłości musi się w nas rozpaść pewna psychiczna struktura, sposoby reagowania i postępowania. Dorosłość przechodzi podobne fazy.
 
Zazwyczaj nie jest to coś przyjemnego. Symptomem tych przemian mogą być wewnętrzne załamania, kryzysy, nerwice, depresje, konflikty, niezadowolenie z siebie, poczucie winy, wstydu i niższości w stosunku do samego siebie, poszukiwanie sensu życia i podejmowanie ciągłych aktów wyboru. Nie wszystko więc, co jawi nam się jako coś negatywnego, jest takim w rzeczywistości. Bo jak stać się dorosłym bez bólu, jeśli ktoś za bardzo przywiązał się do mamy i taty? Albo jak być wrażliwym oraz twórczym człowiekiem i zarazem nie przeżywać czasem stanów depresyjnych właśnie z powodu owej wrażliwości? Jak przezwyciężyć w sobie lęk przed byciem ocenionym bez narażenia się na czyjąś krytykę i opinię? Takie momenty to szansa od Boga, by poprowadzić nas dalej.
 
Bóg nie działa abstrakcyjnie, lecz w naszym duchu, psychice i ciele. Zmieniamy się Jego mocą, którą otrzymujemy w sakramentach świętych, jego Słowie, w ludzkiej miłości. Niektórzy święci przeżywali wewnętrzne katusze, poczucie opuszczenia, największe wątpliwości. I właśnie wtedy Bóg był najbliżej ich. Właśnie wtedy ich przemieniał. Ale czy my tego chcemy? Może wolimy odsunąć nasz koniec świata na koniec świata? Jeśli tak, to co się odsłoni z naszego życia przed Bogiem, przed którym staniemy?
 
Ks. Dariusz Piórkowski SJ
 
Mateusz.pl

Komentarze (11):

anonim2015.11.17 18:49
@Jacza . Dzisiaj i o której tzn. tak abyś nie musiał już sprzątać. Kapujesz? Tak jak rasowi komuniści "wsjegda gatow"...;-) I Ty mi mówisz, że Ty jesteś katolik...jak nic ze swej religii nie rozumiesz. Twój sąd (mój też) dokonuje się od chwili Chrztu, kiedy nasz czas przestał być już tylko chronosem, a stał się kairosem, czyli czasem Boga działającego w naszym życiu i oczywiście czasem sądu. Rzeczywistości "już i jeszcze nie teraz" Tylko flejtuchy mają ciągle coś do sprzątania...:-)
anonim2015.11.17 19:03
@campeador. Pozwól, że wezmę w obronę "Jaczę". W swojej duszy człowiek zawsze coś tam ma do posprzątania. Gdyby tak nie było to po co Spowiedź Święta ? A jak nie zdąży posprzątać to jest jeszcze tzw. Czyściec, czyli pucowanie do białości. Faktem jest jednak, że myć się powinno właściwie codziennie (rachunek sumienia), żeby brud nas nie oblepił, tak że się go już nie widzi. Tyle, że pytanie o godzinę końca świata jest nie na miejscu - nikt jej nie zna oprócz Boga Ojca.
anonim2015.11.17 19:05
Po śmierci mam nadzieję, że nie zamkną mnie w piekle bo chciałbym zwiedzać wszechświat a ponieważ jest nieskończony to zwiedzanie będzie trwać wiecznie. Myślę że z każdego punktu nieskończonego wszechświata Bóg będzie widoczny.
anonim2015.11.17 19:10
+++
anonim2015.11.17 20:28
Nie wiem, który to święty ale chyba św. Karol Boromeusz na pytanie co zrobi jakby się dowiedział, że następnego dnia będzie koniec świata - odpowiedział, że przesunie sobie figurę szachową czy jakoś tak. Bo z końcem świata jest jak ze śmiercią: nie wiadomo kiedy nastąpi. I nikt się jakoś tym nie przejmuje.
anonim2015.11.17 21:41
@Eccehomo A co Ty dziś taka "Matka Boska"...:-) ("...szczęśliwy kto się do matki uciecze"). Przecież to prześmiewca, jeśli nie szyderca. I inteligencją też nie grzeszy. Satyry nie chwyta i zestawia chrześcijańska nadzieję, którą jest Osoba Jezusa Chrystusa z ateistyczną fanatyczną gotowością rewolucyjną. A jeszcze wczoraj mu pisałem, że porównywać można rzeczy równoległe lub podobne i robił wrażenie że poniał. A dziś to samo. Niewyuczalny. I nawet moje korzenie rozszyfrował...mitologia grecka ;-) @ Contral. Też nie pamiętam jaki to święty, którego grającego w piłkę zapytano co by teraz zrobił jakby się dowiedział, ze jutro umrze, odpowiedział : grałbym dalej. O żadnym sprzątaniu nie gadał...:-)
anonim2015.11.17 21:51
Biedni ci ludzie jak jacza co nic nie rozumieja.Tymczasem ciesze sie na ten dzien i oczekuje go z niecierpliwoscia.Jedna z moich ulubionych piosenek ,,Bedzie to piekne spotkanie, spotkanie,ktorego nie zna nikt.Bedzie to przebywanie na zawsze i po wszystkie dni.Swiatlosc stanie przed toba a ciemnosc na zawsze przeminie.Pan wyjdzie na to spotkanie,w jedynej,w jedynej dla ciebie godzinie,,
anonim2015.11.17 21:56
Eccehomo pamiętała o czyśćcu, ale zapomniała o tym, że jest Miłosierdzie Boże, a człowiek nie ma żadnej zasługi i własnym postępowaniem w żaden sposób nie jest w stanie ani się oczyścić, ani usprawiedliwić, ani zasłużyć na niebo - wszystko to jest łaską daną za darmo, więc "sprzątnie" jest sprawa trzeciorzędną- choć bardzo ważną, - a więc nawet jak nie zdąży, to wcale nie musi trafić do czyśćca, bo może otrzymać łaskę jak poprosi, a przynajmniej nie odrzuci...dlatego Katolik powinien być gotowy na spotkanie z Panem w każdej chwili. A poza tym - jeśli chodzi o to "zdążenie" to właśnie dlatego prosimy w suplikacjach "od nagłej, a niespodziewanej śmierci wybaw nas Panie"
anonim2015.11.17 22:03
@pluszak No właśnie. Kiedy się wszystko stanie nastąpi wieczne trwanie. W Nim. Czyli Życie.
anonim2015.11.18 8:05
Jezus powiedział: "A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie" (Łk 21,28). Chrześcijanin zatem nie boi się Paruzji. I nie czeka na Pana, który przyjdzie i zrobi polityczny porządek i powybija wrogów, tylko prosi o łaskę dla każdej duszy, ponieważ podziela uczucia Chrystusa, który mówił, iż nie jest wolą Ojca waszego, żeby zginęło jedno z tych małych (Mt 18, 12. 14). Prawdziwy chrześcijanin chce by wszyscy cieszyli się bliskością Boga. Na tym polega miłość do bliźniego. Jeśli zaś żyje w zażyłości z Chrystusem to codziennie z utęsknieniem wyczekuje Jego powrotu. Była już taka jedna dusza na świecie ponad 2 tys. lat temu, która tak tęskniła, że sprowadziła Boga na Ziemię - Maryja. I o to właśnie chodzi- byśmy w jedności i miłości tęsknili tak jak ONA. Tylko JEJ Niepokalane Serce może nas tego nauczyć. Wówczas razem z Nią będziemy wołać "Przyjdź Panie Jezu!". A ON znowu nie wytrzyma!:)
anonim2015.11.18 9:28
@ Eccehomo No i masz. Gdyby @Jacza był inteligentny, to po tym co napisałem odpuściłby sobie szyderstwa... Ale on się tak dziś "poświęcił", że nie poszedł spać, aby po północy sobie jeszcze pokpić z ludzi wierzących.