30.10.19, 13:56(fot. pixabay)

Czy w klasztorach są osoby, których nie należało tam przyjąć?

Czy w klasztorach są osoby, których nie należało tam przyjąć? Dziwne pytanie, skoro proces rozeznawania powołania, przynajmniej teoretycznie, winien angażować całą wspólnotę. Ludzie się jednak zmieniają. No i zawsze będą się różnić. To, czy ich rozumiemy czy nie, w dużej mierze wynika też z naszych ograniczeń. Najłatwiej o wszystko winić patologię. Ale nie jest też prawdą, że nie ma wśród nas zachowań patologicznych. Wiele problemów może zacząć się jeszcze przed klasztorem. Kto jednak zagwarantuje, że i klasztor nie okaże się katalizatorem niewłaściwych postaw…?

Siostra Synkletyka była od początku niepokorna i zadziorna. Mówiono, że taki ma charakter. Ale bardzo chciała i starała się dostosować i upokorzyć. Nierzadko wypadało to spektakularnie, ale tym bardziej wzruszało i ostatecznie… przekonywało współsiostry. Zasadniczo wszystkie ją lubiły. Była bardzo prosta. Trochę nawet „grubo ciosana”. Było jasne, że jeśli coś „zbroi” czy „zmajstruje”, to w nieświadomości – a nawet z dobrej intencji. Imponowało to, że zaciskała zęby i chciała heroicznie się przekraczać, poprawiać, iść dalej, rozwijać się – niezależnie od własnych możliwości. Miała ambicje i dużo samozaparcia. Własna kostropatość rozsadzała jednak jej najbardziej nawet wytężone dążenia. Jednym głupim słowem czy gestem potrafiła przekreślić całą pracę czy długie starania. Trochę tak, jakby komuś, kto wszedł na salony, nagle wyszła z butów słoma…

W takich przypadkach nie wiadomo czy płakać, czy się uśmiechnąć. Wiele sióstr jej współczuło. Inne się wstydziły. Jeszcze inne próbowały coś z tym zrobić, lecz nie wiedziały jak. Nie wiadomo też było jak pomóc. S. Synkletyka chciała być bardzo samodzielna. Przepraszała, ale za chwilę popełniała dokładnie te same błędy. I wiadomo było, że przeprosi, będzie żałować. Ale czy znowu coś z tego wyniknie? Taką postawę można by nazwać anty-wańką-stańką: jakby jej nie postawić prosto, zawsze się przewróci. Z podobnym uporem nasza bohaterka szukała swoich ścieżek. Chciałoby się rzec, że nie mogła inaczej. Zawsze znajdowała jakąś szczelinę, w której realizowała swą potrzebę odrębności czy raczej, jak mawiały z przekąsem niektóre siostry, zwykłą wygodą (by nie rzec upór). Oczywiście wszystko było zgodnie z literą prawa. Najczęściej tłumaczyła się, że nie wiedziała – działała „w nieświadomości i w niewierze” (cytując słowa św. Pawła). Niektóre siostry nazywały to kombinowaniem. Bo skąd s. Synkletyka miała to czy owo? Widzianą ją tu czy tam, choć żadna z przełożonych o tym nie wiedziała. Ona sama zaprzecza, ale czyni to zastanawiająco gwałtownie.


S. Synkletyka nosiła głęboko w sobie potrzebę docenienia i pochwał. Rozpromieniała się, gdy ktoś dobrze o niej mówił.  Mogło to nieco dziwić, jeśli się pamiętało jej teoretycznie deklarowaną radykalną i surową wierność Regule, trochę idealistyczną. Ale nie pierwsza to sprzeczność, która wychodziła z niej na każdym kroku.


Inna, może jeszcze bardziej dająca się we znaki, to powracające falami uczucie odrzucenia. Im bardziej s. Synkletyka starała się być w porządku – ku czemu musiała się zwykle przełamywać, ale zawsze była do tego zdeterminowana – tym bardziej czuła się na marginesie. I nie mogła tego nigdy zrozumieć, bo z jednej strony czyniła wszystko, aby wchodzić we wspólnotę. Z drugiej zaś jakby się sama wycofywała i podcinała gałąź, na której siedziała. W przypływie mrocznego widzenia świata mówiła o odrzuceniu przez wspólnotę, o linczu rzekomo wykonywanym na niej samej.

A trzeba przyznać, że s. Synkletyka była bardzo mocno humorzasta. Przechodzi z jednej skrajności w drugą. Raz była na szczycie entuzjazmu i optymizmu. Składała porywające deklaracje, z każdej strony tryskała życzliwością. Innym razem osaczały ją mrok i zwątpienie. Widać to było bardzo wymownie na zacięciu jej twarz. Wtedy właśnie padały z jej ust najbardziej gorzkie słowa. Kiedy indziej zdobywała się na zdumiewające, heroiczne wręcz gesty. Zadziwiała nimi wszystkich. Miała więc jakby dwa oblicza. Nie wiadomo było tylko, które z nich prawdziwe. Ktoś powiedział, że to choroba dwubiegunowa. Ktoś inny, bardziej jej życzliwy dopatrywał się w takiej postawie nieustannego i radykalnego zmagania się o świętość. Wszak, powtarzał, święci często nie byli łatwi. Ale starali się. Chcieli być lepsi. I tego s. Synkletyce nie można było odmówić. Jednym z jej ulubionych fragmentów z Reguły ś. Benedykta było sześćdziesiąte drugie „narzędzie dobrych uczynków: Nie pragnąć, by nas nazywano świętymi, zanim nimi zostaniemy; lecz najpierw świętym zostać, by nazwa ta odpowiadała prawdzie (RB 4, 62). Może ono najlepiej odzwierciedlało złożoność czy nawet wewnętrzną sprzeczność naszej bohaterki. Chciała, by miano o niej jak najlepsza opinię. Chciała być pięknym świadkiem Pana Boga. Jednak im bardziej chciała, tym gorzej jej to wychodziło. Mimo tego się nie poddawała. Próbowała nieustannie. Wzruszająco. Nie można było na to pozostać obojętnym. Krytycznie nastawione do niej siostry uważały, że s. Synkletyka po prostu bardzo często mieszała swoje rozmaite projekcje z rzeczywistością. I że nie potrafiła wyciągać z tego, co ją spotykało, słusznych wniosków. Że wszystko przerysowywała. Z drugiej jednak strony przecież potrafiła zaangażować się w niejedną sprawę całym sercem. Jak nikt. Zawsze była sprawna w pracach manualnych i fizycznych. Uwielbiała i potrafiła się krzątać – i to jeszcze jak skutecznie. Potrafiła z oddaniem robić rzeczy, których żadna z innych sióstr nigdy by się nie podjęła.

Kto nie jest sprzeczny wewnętrznie? Może tylko nie wychodzi to na zewnątrz, po prostu ze zwyczajnego braku zaangażowania. Szczerość i poświęcenie nas odsłaniają. Często bardziej, niż byśmy chcieli. Ale czy przez to należy się wycofywać? S. Synkletyka lubiła też znamienną zachętę z Apokalipsy by być albo zimnym, albo gorącym – nigdy letnim (Ap 3,15-16).


Bernard Sawicki OSB – absolwent Akademii Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie (teoria muzyki, fortepian). Od 1994 r. profes opactwa tynieckiego, gdzie w r. 2000 przyjął święcenia kapłańskie, a w latach 2005-2013 był opatem. Studiował teologię w Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie oraz w Ateneum św. Anzelma w Rzymie, gdzie obecnie wykłada. Autor felietonów Selfie z Regułą. Benedyktyńskie motywy codzienności oraz innych publikacji.

Komentarze

Heniek2019.10.30 17:02
autor manipuluje, jakiś masoński przekaz pewnie, zamiast Ducha Świętego hołdują jakiejs informacji, żenada, a wszystkie siostry z zakonów pozdrawiamy
Beata Anna Maria2019.10.30 20:22
Zwłaszcza benedyktynki z Włoch z s. Teresą od luxa -światła.
nick2019.10.30 22:23
pozdrawiamy-to znaczy jest nas wielu korzystających.
Jan2019.10.30 15:48
Nie mam wykształcenia teologicznego; widocznie dlatego nie wiem o co Autorowi chodzi tym tekście. Pomieszanie z poplątaniem. Brak metody i logicznego myślenia.