Czy choroba może być karą za grzech? O. Józef Witko dla Frondy - zdjęcie
28.06.18, 10:15

Czy choroba może być karą za grzech? O. Józef Witko dla Frondy

„Jeśli opuszczasz niedzielną Mszę św., otwierasz się na działanie demonów!”

"Godne świętowanie Dnia Pańskiego sprawia, że człowiek nabiera duchowej siły, jest chroniony przed działaniem demonów" - mówi dla Fronda.pl o. Józef Witko OFM.

Portal Fronda.pl: Czy choroba może być karą za grzech?

O. Józef Witko OFM: Nie! Nie można stwierdzić, że jeśli ktoś jest chory, to dlatego że zgrzeszył, ale grzech może ściągać na tego kto grzeszy konkretne konsekwencje, również w sferze fizycznej. Konsekwencją np. nieuporządkowanego życia seksualnego jest choroba AIDS, skutkiem nałogu alkoholowego czy narkotykowego jest wyniszczenie organizmu. Kiedy ktoś idzie np. bioenergoterapeuty, wróżki, konsekwencją mogą być różne dolegliwości fizyczne bądź w sferze duchowej, np. stany depresyjne, dręczenia demoiczne, a nawet opętania bądź w relacjach z najbliższymi, bądź też coś złego może dziać się z najbliższymi. Św. Paweł pisze, że człowiek to duch, dusza i ciało. Idąc ty tokiem myślenia trzeba stwierdzić, że każda z tych sfer jest narażona na różnego rodzaju choroby. Przyczyną choroby naszego ducha jest grzech, duszy: zmartwienia, brak miłości, lęki, brak przebaczenia, nienawiść, uraza, itp., ciała zaś różnego rodzaju choroby. Musimy mieć świadomość, że trudności jakich doświadczamy w jednej sferze, dotykają także pozostałych sfer. Gdy np. choruje nasza dusza tzn. mamy problem z przebaczeniem, w sercu chowamy urazę, nie czujemy się kochani, akceptowani, martwimy się, lękamy się czegoś, jesteśmy pełni złości - to wszystko ma wpływ na nasze ciało. Brak przebaczenia, chowanie w sercu urazy, złość i gniew mogą powodować choćby problemy z ciśnieniem, problemy skórne, bóle głowy, artretyzm. Brak przebaczenia, złość, uraza wpływają również na naszą relacje z Bogiem, staje się to grzechem a zatem dotyka naszego ducha. Grzech ciężki, który pozbawia nas łaski uświęcającej ma wpływ na nasze naszą duszę: powoduje np. utratę pokoju i radości w sercu, pogłębia smutek, zniechęcenie, wpływa na nerwowość w relacjach z innymi, oraz wpływa na nasze ciało, jak to już było powiedziane wyżej. Widzimy zatem, że te trze sfery wzajemnie na siebie oddziałują. Pamiętajmy, że człowiek to jedna całość choć taki podział bardzo pomaga uświadomić sobie przyczynę wspomnianych problemów.

Najpoważniejsze konsekwencje ma nieprzestrzeganie I przykazania?

Powiedziałbym raczej, że najbardziej spektakularne. Można przez wiele lat żyć w cudzołóstwie i uważać, że nic złego się nie robi, a jedna wizyta u wróżki czy u bioenergoterapeuty może wywoływać natychmiastowe skutki - złe samopoczucie, dręczenia, problemy ze snem, niepokój, a nawet opętanie, etc.  Pewna osoba ze Stanów Zjednoczonych, po mszy św. z modlitwą o uzdrowienie podeszła do mnie i wyznała, że parę dni temu była  u masażystki, do której uczęszczała wiele razy. Nic się złego nie działo. Kiedy była u niej ostatnio, ta pani powiedziała, że zastosuje nowy sposób masażu. I choć w jej sercu zjawił się niepokój, zgodziła się na ten masaż. Po tym masażu zamiast lepiej, czuła się z dnia na dzień coraz gorzej. Po dwóch tygodniach, kiedy przyszła na mszę św., już nie chodziła do pracy, miała ogromne boleści i mogła się samodzielnie poruszać. Podczas mszy św. dochodziło do manifestacji złego ducha. Krzyk, konwulsje, jej wygląd, wszystko wskazywało na opętanie bądź mocne zniewolenie. Ta osoba nie była wstanie się modlić.

Ponad połowa wiernych w Polsce nie bierze udziału w praktykach religijnych. Czy opuszczanie niedzielnej Mszy św. to grzech ciężki?

Przykazanie "Pamiętaj abyś dzień święty święcił" ma szczególne znaczenie gdyż ten dzień jest poświęcony Panu Bogu. Oddajemy Mu sposób doskonały uwielbienie i dziękczynienie przez uczestnictwo w niedzielnej mszy św., oraz przez rezygnacje z niekoniecznej pracy. Ten kto świętuje niedzielę, uświadamia sobie, że tak naprawdę wszystko zależy od Boga, że nic nie powinno Go nam przesłaniać. Jeśli opuszczamy niedzielną Mszę św., a nie mamy ku temu uzasadnionych powodów, popełniamy grzech ciężki. Oznacza to, że nie liczymy się z Bogiem i Jego przykazaniami, a w pewnym sensie też nie uznajemy Boga, skoro nie uznajemy Jego przykazania. Grzeszymy pychą. Gdy nie uznajemy Bożego przykazania, sami dla siebie stajemy się bogiem, sami decydujemy o tym, jak oddać cześć Stwórcy - iść na mszę św., czy pomodlić się w czasie spaceru po lesie? Gdy popełniamy grzech ciężki, wystawiamy się na działanie demonów, które mają do nas łatwiejszy przystęp. Natomiast godne świętowanie Dnia Pańskiego, pobożny udział we mszy św. sprawia, że człowiek nabiera duchowej siły, jest chroniony przed działaniem demonów. Gorąco polecam pobożny udział we mszy św. w sytuacjach pokus, natrętnych myśli, problemów z modlitwą. Biorąc udział we mszy św., człowiek otrzymuje szczególne błogosławieństwo od Pana Boga i moc do walki ze złem.

Czy istnieje coś takiego jak grzech międzypokoleniowy? Czy można cierpieć za winy swoich przodków?

W pewnym sensie tak. Z tym, że lepiej użyć innego określenia. Nie dziedziczymy  grzechów i nie jesteśmy odpowiedzialni za grzechy przodków, ale konsekwencje mogą nas dotykać. Np. naśladowanie złego postępowania rodziców ich grzechy stają się naszymi grzechami. Np. Narzekanie w domu rodzinnym sprawia, że dzieci również narzekają. W ten sposób grzech narzekania rodziców staje się grzechem narzekania dzieci. Podobnie jest z przeklinaniem, pijaństwem, kradzieżą, cudzołóstwem, itd. W ten sam sposób, w jaki grzechem pierworodnym obciążona jest cała ludzkość, rodzina może być obciążona konsekwencjami konkretnych grzechów przodków. Po przyjęciu chrztu św., grzech pierworodny zostaje zgładzony, ale jego konsekwencje zostają. To najprostsze wytłumaczenie tego, że ludzi stale nękają różne niepowodzenia, choroby, a wreszcie śmierć. Znam 13-letnią dziewczynkę, która zdradza symptomy opętania. Jest wychowywana  wraz z bratem w rodzinie zastępczej. Pochodzi z rodziny cygańskiej. Rodzina zastępcza jest wierzącą i praktykującą rodziną. Rodzone dzieci tych rodziców są już dorosłe. Żadne z nich nie miało problemów natury demonicznej. Dzieci zaś, które wzięli na wychowanie (mając kilkanaście miesięcy zostały oddane do domu dziecka) najprawdopodobniej ponoszą konsekwencje złego postępowania swoich przodków. Dziewczynka doświadcza manifestacji demonicznej zaś jej brat, który jest młodszy niekiedy przejawia agresję do kolegów, kradnie choć ta rodzina wychowuje bez uczenia tych czy podobnych zachowań. Brat tej dziewczynki również zdradzał pewne symptomy działania zła. Stąd i nad nim odprawiano egzorcyzmy. Z rozmów wynika, że zanim poczęła się ta dziewczynka, babcia odprawiała czary nad rodzicami i nad dzieckiem które miało się począć. To nie jest jedyna historia.  Inne dziecko, ośmioletnie zaczęło się budzić w nocy między godziną 22:00 a 24:00 i mówiło męskim, bardzo nie przyjemnym głosem. Działo się tak wtedy, kiedy do domu przyjeżdżała babcia pracująca za granicą. Jak się później okazało, babcia zajmowała się czarami. Jest wiele podobnych świadectw.

Ostatnio na rynku polskim ukazała się książka ks. Antonello Cadeddu pt. „Spoczynek w Duchu Świętym”. Znajdują się w niej świadectwa osób, które  w czasie takiego spoczynku doświadczyły uzdrowienia również z jakiś problemów pokoleniowych. Psychologia jak i i medycyna potwierdza, że istnieje coś takiego jak choroba genetyczna czy też obciążenia psychiczne odziedziczone po przodkach. Żyjemy w rodzinie, która przypomina naczynia połączone. Kiedy któryś z członków rodziny doświadcza dobra, to dobro to wylewa się wówczas na całą rodzinę. Tak samo dzieje się ze złem. Trzeba tu jednak mieć świadomość, że choć bywa tak, że cierpimy z powodu grzechów przodków, to jednak nie ponosimy odpowiedzialności  za te grzechy i nie jesteśmy nimi zdeterminowani.

Czy konsekwencje grzechów dziedziczone w następnych pokoleniach wynikają z faktu, że ludzie zbyt lekko podchodzą do sakramentu spowiedzi - zapominając o zadośćuczynieniu za grzechy?

Wydaje mi się, że tak. Kiedy grzeszymy, grzech pociąga za sobą winę i karę. Kiedy idziemy do sakramentu pokuty i otrzymujemy rozgrzeszenie, to wówczas wina jest głodzona, kara zaś zostaje do odpokutowania bądź tu na ziemi bądź w czyśćcu. Tu na ziemi ta kara jest głodzona wówczas, gdy znosimy z cierpliwością, pokorą i z poddaniem woli Bożej różne przeciwności, cierpienia, choroby jakie na nas spadają, trudnych ludzi, itp. Poza tym za grzechy musimy wynagrodzić Panu Bogu oraz człowiekowi, jeżeli go skrzywdziliśmy. Zadośćuczynienie jest warunkiem otrzymania rozgrzeszenia. Warto świadomie wynagradzać Panu Bogu za grzechy swoje oraz swoich przodków ofiarowując Mu z miłością np. trudy codziennego życia, trudności i problemy w rodzinie, chorobę z którą się zmagamy, walkę z pokusami i naszymi wadami, znoszenie z miłością trudnego człowieka. Polecam praktykowanie modlitwy uniżenia, takiej, w której leżymy krzyżem np. przed Najświętszym Sakramentem lub w domu przed krzyżem. Demony takiej modlitwy szczególnie nie znoszą. Zatem ten kto ją praktykuje, doświadcza wiele łask i szybciej może doświadczyć uwolnienie od zła. Taka modlitwa polega na tym, że padam na twarz przed Bogiem i przepraszamy Go za nasze grzechy, grzechy naszych rodzin, przebaczamy tym którzy nas skrzywdzili, błogosławimy im, modlimy się za nich i uwielbiamy Boga i dziękujemy Mu za wszystko co On dla nas czyni. Klęcząc lub leżąc krzyżem przed Bogiem na modlitwie wynagradzamy Panu Bogu za swoje grzechy, a tym samym uwalniamy się od tych sił demonicznych, które miały w nas punkty zaczepienia (te punkty zaczepienia to nasze grzechy, wady, nałogi).

Rozmawiała Emilia Drożdż